piątek, 31 grudnia 2010

PRZEPIS NA NADCHODZĄCY NOWY ROK


Bierzemy 12 miesięcy,
oczyszczamy je dokładnie
z goryczy, chciwości,
małostkowości i lęku.
Po czym rozkrajamy każdy miesiąc
na 30 lub 31 części tak, aby zapasu
wystarczyło dokładnie na cały rok.
Każdy dzień przyrządzamy osobno,
z jednego kawałka pracy
i dwóch kawałków pogody, i humoru.
Do tego dodajemy trzy duże łyżki
nagromadzonego optymizmu,
łyżeczkę tolerancji,
ziarenko ironii i odrobinę taktu.
Następnie całą masę polewamy dokładnie
dużą ilością miłości. Gotową potrawę
przyozdabiamy bukietem uprzejmości,
podajemy codziennie z radością
i filiżanką dobrej, orzeźwiającej herbatki.

czwartek, 30 grudnia 2010

"Wątpliwości Salaiego" Rita Monaldi & Francesco Sorti

Rita Monaldi & Francesco Sorti to para włoskich dziennikarzy, którzy stworzyli cykl sensacyjnych powieści historycznych. Dotychczas opublikowane tomy: "Imprimatur", "Secretum", "Vanitas" stały się światowymi bestsellerami.

Tytułowy Salai, a właściwie Giacomo Caprotti, jest postacią historyczną. Żył w latach 1480-1524. Leonardo da Vinci przygarnął go jako dziesięcioletniego chłopca, aby wyrwać go z biedy i uczynił z Salaiego asystenta - przybranego syna. 


Powieść składa się wyłącznie z listów pisanych przez Salaiego.  Do Rzymu na początku XVI wieku przybywa, około pięćdziesięcioletni, wielki Leonardo da Vinci ze swoim przybranym synem, pomocnikiem i asystentem-to właśnie tytułowy Salai. Zarówno Leonardo jak i Salai mają sekretną misję. Leonardo ma zbadać skąd biorą się pomówienia o niecne uczynki papieża Aleksandra VI z rodu Borgiów, natomiast Salai pisze listy do samego Machiavellego o tym, czym zajmuje się Leonardo. Salai to młody, prosty, jurny chłopak. Jest bardzo pewny siebie, bystry, sprytny, nie pozbawiony inteligencji, z wielką wyobraźnią, choć trochę nieokrzesany. Podoba się kobietom i swój urok bez skrupułów wykorzystuje. Oszukuje ojca, bez umiaru kupuje na kredyt, mając nadzieję na zaliczkę od Machiavellego, ale trzeba przyznać, że czasami zbiera cięgi i nie może pozbierać się ze strachu. Mimo tylu wad Salai od początku powieści zjednał moją sympatię, nie da się go nie lubić, choć nie jest ideałem, pod każdym względem. Poza tym za nic ma ortografię i prawidłowość wysławiania się. Opisuje nie to, co mogłoby ciekawić adresata, ale co dla niego akurat jest najważniejsze, czasem głównie, jak smakował mu obiad i z jaką dziewczyną się spotkał lub jaką "obsłużył". 


Natomiast w powieści Leonardo jawi się samotnym, zagubionym człowiekiem, któremu ciągle coś się nie udaje. Wciąż brakuje mu pieniędzy, które pożycza od Salaiego. Wydaje się, że zadanie, którego się podjął przerasta go, tak przynajmniej opisuje go Salai.
 
Bardzo zabawna książka i znakomicie się bawiłam podczas czytania, ale nie tylko. Oprócz wątku Salaiego i Leonarda pojawia się także wzmianka o Polakach: Erazmie Ciołku i Mikołaju Koperniku. Jak Kopernik uwodził kobiety, odrywając się na pewien czas od badania ciał niebieskich? Co łączyło go z Ciołkiem? Tego wszystkiego można się dowiedzieć z listów Salaiego. I tak jak twierdzą wydawcy książka to: "Majstersztyk stylistyczny i doskonale wyważony komizm". 

Ponadto autorzy  pod płaszczykiem frywolności, pogaduszek i ploteczek przemycają rehabilitację papieża Aleksandra VI. Nie tylko ustami Salaiego, przemawiają też własnym głosem, na końcu książki bowiem jest "Wyjaśnienie", całkiem spory elaborat o papieżu, wykazujący, że czarna legenda to mit, a właściwie oszczerstwo rzucone dawnymi czasy przez jednego człowieka. Oszczerstwo przetrwało do dziś, okrzepło i obrosło przez lata w nowe piórka. Autorzy natomiast pieczołowicie te piórka wyrywają, jedno po drugim. Bardzo ciekawe, nowe spojrzenie. I jeszcze jeden dodatek. Bardzo pikantny i sprośny, mianowicie fragment "Dekameronu" Boccaccia - dokładnie nowela ósma z ósmego dnia. Fascynująca. POLECAM.

środa, 29 grudnia 2010

Kuchnia-"PONCZ" SYLWESTROWY

I jeszcze jedna rzecz na rozgrzanie, tym razem bardziej uderzająca do głowy ;)


Składniki
0,7 litra czystej wódki
1 litr białego wina Vermuthu 
1 litr soku z czarnych porzeczek
1,5 litra Coca-Coli
sok z dwóch cytryn
cytryna w plasterkach
kostki lodu


Przygotowanie
Do wysokiego naczynia wlać wszystkie składniki, odstawić na co najmniej dwie godziny do lodówki. Przed podaniem udekorować plastrami cytryny. Podawać z lodem i....  pić ostrożnie - działanie jest bardzo zdradliwe ;)   pije się jak soczek, ale jest bardzo mocne. POLECAM, idealny na noc sylwestrową (ale nie  tylko), a poza tym zawsze zachwyca wszystkich gości. 

 

wtorek, 28 grudnia 2010

Kuchnia - GORĄCA CZEKOLADA

Jest pewna rzecz, która pieści prawie wszystkie moje zmysły. Delektuję się smakiem, podniecam zapachem, a nawet mój wzrok jest upojony. Szczególnie teraz w takie długie zimowe wieczory, kiedy za oknem pada śnieg i bierze lekki mróz. Rozpalam wtedy w kominku, biorę książkę i odpływam w krainę zapomnienia, właśnie z kubkiem gorącej czekolady. 


Składniki
  • 0,5  litra mleka
  • 1 laska wanilii, pocięta
  • 1 laska cynamonu
  • 3⁄4 łyżeczki (3,5 g) ziarenek czarnego pieprzu
  • 200 g pokruszonej czekolady najlepiej gorzkiej 70%

    Przygotowanie
    Doprowadzić mleko z przyprawami do wrzenia (nie dopuścić do gotowania mleka). Dodać pokruszoną czekoladę i mieszać, aż do rozpuszczenia. Zdjąć z ognia i odczekać około 20 minut, aby mieszanka nabrała aromatu przypraw. Odcedzić i podgrzać przed podaniem. Warto poświecić te 30 minut na przygotowanie, bo smak i zapach warty jest grzechu...

    niedziela, 26 grudnia 2010

    "Ojciec chrzestny" Mario Puzo

    Mario Puzo napisał "Ojca chrzestnego w 1969 roku. Książka została przełożona na kilkadziesiąt języków. To kawałek świetnej literatury, przepiękna opowieść o lojalności, przyjaźni i władzy. Do jej niebywałej popularności przyczynił się zrealizowany 1972 roku  film Coppoli. 

     
    Świat, gdzie prawdziwi mężczyźni są twardzi, honorowi i mają niezachwiany kodeks postępowania, podczas gdy kobiety cechuje zazwyczaj głupota, naiwność, uległość i potulność. 
    Brzmi  trochę szowinistycznie, ale mimo tego i tak jestem zafascynowana zarówno książką, jak i filmem.
     
    "Chciałbym Ci złożyć propozycję nie do odrzucenia..."

    To historia-saga rodziny Corleone. Nowy York, druga połowa lat 40. Metropolią rządzi pięć rodzin mafijnych. Rodzina Corleone, oficjalnie utrzymująca się z importu włoskiej oliwy, a w rzeczywistości zarządzająca hazardem. Patriarchą rodziny jest Don Vito Corleone, słynący z mądrości, powściągliwości i dążenia do pokoju, ale jednocześnie cechuje go niezwykła inteligencja i intuicja. Po pomoc zgłaszają się do niego wszyscy włoscy imigranci, gdy zawiedzie ich amerykańskie prawo i sprawiedliwość. Don Corleone nie odmawia nikomu, dzięki swym talentom oraz znajomościom jest w stanie załatwić nawet najbardziej niemożliwą rzecz. Ponadto jest wzorowym ojcem i mężem. Ma córkę i trzech zupełnie różnych synów. Sonny jest gwałtowny i wybuchowy, często ulega negatywnym emocjom; pretenduje on do odziedziczenia interesów rodziny po śmierci ojca. Fred - spokojny, nieśmiały, we wszystkim posłuszny ojcu. Michael - kluczowa postać powieści   (i moja ulubiona postać) Don Corleone widzi w nim swego następcę, ale on, choć oddany rodzinie, nie chce mieć nic wspólnego z interesami ojca. Jednak pewne tragiczne wydarzenie zmusza Michaela do zmiany postępowania, coraz bardziej zaczyna przypominać swojego ojca.

    Autor nie zapomina również o doskonałych opisach miejsc, w których znajdują się główni bohaterzy. Dzięki temu wszystko staje się nam bliższe. Można sobie dokładnie wyobrazić scenerię. Dokładne opisy Sycylii, Nowego Yorku, domu dona to tylko przykłady, w powieści jest tego wiele.Wydarzenia powieści przeplatają się często ze wspomnieniami i życiorysami poszczególnych bohaterów. Na uwagę zasługują jeszcze poboczne wątki w powieści, zwłaszcza, że jest ich bardzo dużo. Zaczynając od dziwnej przypadłości Johnny’ego Fontane’a, a przechodząc do dokładnego opisu Jacka Woltza, a kończąc na tym, co się stało z dzierlatką, z którą zabawiał się swego czasu Sonny. Takich smaczków jest bardzo dużo, choć czasami rozwlekają one trochę akcje.   

    Natomiast film jest przede wszystkim niezwykle sugestywny - nikomu jeszcze nie udało się tak autentycznie przedstawić środowiska mafijnego. Postacie trafnie oddają ówczesne środowisko gangsterskie.Film  wprowadza nas w świat mafii, gangsterskiej moralności, zachowań, nawet języka. Kapitalne znaczenie mają także kreacje aktorskie - niemal bez wyjątku genialne. Al Pacino (jego ubóstwiam) oraz Marlon Brando zagrali chyba swoje najlepsze tudzież najsłynniejsze role. A scena chrztu dziecka Michaela skontrastowana z masakrą Donnów to już majstersztyk. I oczywiście MUZYKA -perfekcyjna i piękna. 




    środa, 22 grudnia 2010

    "Ptaki" Daphne du Maurier i "Ptaki" Hitchcocka

    Zbiór sześciu opowiadań mistrzyni grozy to prawdziwy rarytas dla miłośników kryminału. Klasyka. Każde z zebranych tu utworów jest perłą swojego gatunku. Alpinistka z Monte Verita płaci okrutną cenę za miłość do gór, zniekształcona jabłonka dziwnie przypomina zaniedbywaną żonę  (moje ulubione opowiadanie - takie "ku przestrodze"), a igraszki markizy z pewnym fotografem okażą się niebezpiecznie wciągające. I tak jak właśnie powiedział Hitchcock: "Film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, potem zaś napięcie ma nieprzerwanie rosnąć"   
    Już od pierwszych zdań w opowiadaniu "Ptaki", napięcie rośnie i trzyma do końca. Daphne du Maurier jak nikt potrafi w subtelny, a zarazem wnikliwy sposób pokazać ciemną stronę ludzkiej natury. Urodziła się w Londynie w 1907 roku, jako córka sławnego aktora i reżysera sir Geralda du Mauriera. Pierwsza powieść Daphne du Maurier pt. "Dobry duch" została wydana w 1931. Jej najsłynniejsza powieść "Rebeka" należy do kanonu światowej literatury, zainspirowała także oskarowy film Alfreda Hitchcocka o tym samym tytule. A opowiadanie "Ptaki" jest po prostu genialne, a jeszcze w bardziej genialny sposób zobrazował to Hitchcock w 1963 roku.  

    poniedziałek, 20 grudnia 2010

    "Jaśki" Jean-Philippe Arrou-Vignod

    Jean-Philippe Arrou-Vignod - urodził się 18 września 1958 w Bordeaux, część swojego dzieciństwa spędził zaś w Cherbourgu wraz z pięcioma braćmi, słynnymi „Jaśkami-Jakimiś-Tam” z powieści pt. Jaśki. Podczas gdy mama zajmowała się gromadką chłopaków, ojciec pracował jako lekarz. Rodzina przeprowadziła się do Toulonu, następnie do Antibes, aż w końcu osiedliła się w okolicach Paryża. (te elementy biografii wykorzystał właśnie w swojej powieści). Jean-Phillippe studiował literaturę w École normale supérieurde Fontenay-Saint-Cloud, a w 1984 roku opublikował powieść dla dorosłych Le Rideau sur la nuit w wydawnictwie Gallimard. Pięć lat później ukazała się jego pierwsza książka dla młodzieży Le professeur a disparu, początek serii o przygodach detektywa P.P. Cul-Verta. W 2002 zaczął zajmować się książkami dla dzieci i nadal dla nich pisze. Jego ogromną pasją są podróże.

    Do przeczytania tej książki podeszłam dość sceptycznie, ponieważ  zniechęcił mnie podtytuł  "Nowi kumple Mikołajka". Bardzo nie lubię plagiatów, podobieństw itp. Jednak już po pierwszy rozdziale,  moje obawy znikły i pojawiło się zaskoczenie, pozytywne. Jaśki od razu wzbudzają sympatię, szczególnie Jan-B (narrator w powieści). A nawet, porównując ich z Mikołajkiem, Jaśki są bardziej prawdziwi. Mikołaj wydaje mi się rozkapryszony, samolubny, żeby nie powiedzieć egoistyczny. Tutaj jest aż 6 braci, gdzie każdy z nich  ma odmienny charakter, każdy to indywidualność, a jednak  tworzą przy tym całość. Jeden bez drugiego nie mógłby żyć, choć żaden się do tego nie przyzna.


    To co w tej książce mnie zachwyca i jest najbardziej urocze to, że Jaśki to zwyczajni chłopcy. Akcja zaczyna się przed Bożym Narodzeniem w 1967 roku. Lata sześćdziesiąte to jeszcze okres mało zkomputeryzowany. Bracia nie mają komputera, internetu, telefonów komórkowych, PlayStation, nie znają mp3, a telewizor jest szczytem marzeń. I to jest właśnie piękne i urocze, gdzie w dobie postępu technicznego, gdzie dzieci spędzają mnóstwo godzin przy komputerze i telewizorze, Jaśki nie mają problemów typu, że ktoś dodał im nieodpowiedni komentarz na naszej-klasie, czy przeszedł na wyższy poziom jakieś gry. I dobrze! Muszą poradzić sobie z innymi problemami: przeprowadzka, narodziny nowego brata, zaaklimatyzowanie się w nowy mieście. Jednak nie omijają ich także ważne wydarzenie dla ludzkości, jak pierwszy spacer na Księżycu. Jedynie komu współczuję to rodzicom, bo wychowanie szóstki dzieci, szczególnie chłopców, to nie lada wyzwanie. Mama "jest zawsze dobrze zorganizowana", a tata "jest bardzo silny". Mamy szkoda mi bardziej, ale chyba dlatego, że solidaryzuję się z nią jako kobieta. A tacie czasami zdarza się dać chłopcom parę klapsów. O zgrozo, w dobie bezstresowego wychowania i co na to Superniania ;) Ale jak się jednak czasem okazuje, klaps to najlepsza metoda wychowawcza.

    Książkę polecam chyba wszystkim, bez względu na wiek, szczególnie dzieciom w szkole podstawowej. Aby zobaczyły różnice, w jaki sposób można spędzać czas nie mając komputera, internetu, a nawet telewizora. Idealna na prezent, zamiast najnowszej gry komputerowej. I jeszcze jedno, przesłanie, które przewija się przez całą powieść GRUNT TO RODZINKA!

    I zwracam honor przygodom Mikołajka, który też dostarcza wielu wzruszeń i powodów do uśmiechu. Oby  więcej było takich Mikołajów i Jasków.


    niedziela, 19 grudnia 2010

    "Król szczurów" James Clavell

    Pierwszy raz przeczytałam ją na początku liceum, potem kilkakrotnie do niej powracałam i za każdy razem zachwycała mnie tak samo.
     James Clavell, z pochodzenia pół-Irlandczyk, pół-Anglik, urodził się w Australii, wychowywał w Anglii. W czasie II wojny światowej był kapitanem Królewskiej Artylerii. W 1942 roku dostał się do japońskiej niewoli i został zesłany do obozu Changi na Singapurze, gdzie przebywało sto pięćdziesiąt tysięcy jeńców. Tam właśnie rozgrywa się akcja tej powieści.  Choć jest to miejsce rzeczywiste, to wszelkie wydarzenia zawarte w książce oraz jej bohaterowie są fikcją.

    W owym obozie na końcu świata, żołnierze oderwani są od wszelkich informacji o losach wojny, pozbawieni nadziei, a często nawet woli przetrwania, skazani na głód, choroby tropikalne i zimnych japońskich oprawców. Są jednak jednostki, które radzą sobie lub raczej próbują sobie radzić z zaistniałą sytuacją. Na powierzchnię wypływają szczury, jednostki cyniczne (nawiązując do tytułu szczury potrafią przystosować się do każdych warunków, tak jak niektórzy ludzie), które żerują na bezbronnych współwięźniach. Obowiązuje tu "prawo dżungli" - silniejszy wygrywa. Tym silniejszym jest Król. Król jest amerykańskim kapralem. Zajmuje się czarnorynkowym handlem z więźniami, strażnikami czy miejscową ludnością, czym szybko zdobywa sobie uprzywilejowaną pozycję. Wokół jego pryczy jest więcej miejsca, nigdy nie głoduje, posiada swoich sługusów. Zawsze porządnie i schludnie ubrany. Jest typowym człowiekiem interesu - kapitalistą. Jego działalność nierzadko kłóci się z etyką, moralnością, czym on sam niespecjalnie się przejmuje. Stanowi to natomiast problem dla jego wspólnika Petera Marlowa.(moja ulubiona postać z powieści, chciałam zawsze spotkać mężczyznę, obdarzonego takki cechami jak Marlow). Jest on człowiekiem honoru, uczciwym, który stara się być po prostu dobrym. Dlatego nie zgadza się z Królem i nie może pojąć jego postępowania.  Mimo tego nawiązuję się miedzy nimi więź, a może nawet przyjaźń. Marlow towarzyszy Królowi do samego końca. Autor doskonale kreśli ich portrety psychologiczne. Czy opłaca się być uczciwym? Jaka jest cena honoru? Gdzie leży granica kompromisu? Te pytania nasuwają się przy czytaniu tej powieści. Należy jeszcze wspomnieć o jednym bohaterze - poruczniku Grey'u. Grey jest zwolennikiem tego, aby dzielić wszystko po równo, jak w socjalizmie. Tu pojawia się konflikt i nienawiść do Króla.

    Kto więc wygra? Kto przetrwa i będzie zwycięzcą? Koniec wojny, na który wszyscy czekali z takim utęsknieniem, wcale nie będzie oznaczał pełni szczęścia. Ponieważ jak się okaże, nie wszyscy będą umieć funkcjonować w normalnym świecie.

    Całość tworzy kultowe już dzieło, które wbiło się w kanon literatury i już zawsze będzie czynić swoją  powinność - będzie zachwycać czytelnika.

    sobota, 18 grudnia 2010

    Regionalnie! Historyczne podróże po Jeleniej Górze

    KOMIKS
    czyli niesamowite wakacje Rudego i Groszka.

     Jelenia Góra położona jest w południowo-zachodniej części Polski. W centrum śródgórskiej kotliny. Od zachodu otaczają ją Góry Izerskie, od  północy Kaczawskie, od wschodu Rudawy Janowickie, a do południa najwyższe pasmo Sudetów - Karkonosze. Z ich najwyższym szczytem  Śnieżką 1603 m.n.p.m. Miasto Jelenia Góra leży w południowo-zachodniej części województwa dolnośląskiego. Odległość do granicy z Niemcami wynosi 70 km, z Czechami graniczy bezpośrednio na odcinku 4 km. Historia Jeleniej Góry sięga czasów...właśnie sięga czasów, tyle można wyczytać z encyklopedii lub wikipednii, ale, żeby  naprawdę poznać  Jelenią Górę, trzeba ją odwiedzić... Komiks przedstawia w bardzo czytelny i przystępny sposób atrakcje i historię Jeleniej Góry

    Zaczyna się od prdóży Groszka i Rudego pociągiem, gdzie w przedziale odwiedza ich, zamiast konduktora, Duch Gór.  Rudy i Groszek cofają się w czasie i przenoszą się do okresu powstania i założenia Jeleniej Góry. Poznają opowieść o Bolesławie Krzywoustym i o jeleniu na wzgórzu, następnie wysłuchują legendy o tajemniczych źródłach w Cieplicach.  Poza tym dowiadują się o sukcesach gospodarczych,  pierwszej drukarni, o Janie Chrystianie  Thebesiuszu-znakomitym lekarzu, pochodzącym z tych stron. To pozwoliło potem Jelenie Górze stać się, drugim po Wrocławiu, ważnym punktem kulturalnym i gospodarczym. Ponadto w tym mieście rozpoczął się Międzynarodowy Festiwal  Teatrów Ulicznych, organizowany przez JELENIOGÓRSKI TEATR od  1983 roku. 

    Komiks polecam, nie tylko jeleniogórzanom. Groszek i Rudy docierają do teraźniejszości, a kto ich odwiedza w przedziale....? Przeczytajcie...


    Jeleniogórskie Centrum Kultury
    58-500 Jelenia Góra, ul. 1 Maja  60
    tel. 075 642 38 81

    Wydawnictwo Poligrafia "AD REM"
    ul. Okrzei 1,  Jelenia Góra
    tel. 075 7522215
    www.adrem.jgora.pl

    środa, 15 grudnia 2010

    "Słownik polsko@polski" Jan Miodek

    Dla mnie Profesor Miodek to autorytet numer jeden. Podziwiam Jego wiedzę i lekkość z jaką posługuje się językiem polskim. Dodam do tego jeszcze urok osobisty, zamiłowanie do pracy, entuzjazm w działaniu.

    Jako nastolatka z zamiłowaniem śledziłam program "Ojczyzna-polszczyzna", już wtedy Profesor Miodek wywarł na mnie ogromne wrażenie. Zakochałam się w jego uroczej gestykulacji. Jako studentka, miałam przyjemność uczestniczyć w jego wykładach, potem Profesor recenzował moją pracę magisterską.

    Język polski to nie tylko gramatyka - to również kultura posługiwania się nim, adaptacja obcojęzycznych zapożyczeń i zmiany zachodzące w językowych zachowaniach. Należy pamiętać, iż język jest tworem ewoluującym pod wpływem zmian w otaczającej nas rzeczywistości. Nie jest on zamkniętym zbiorem słownikowych haseł. Zasoby słownictwa powiększają się, dzięki czemu język polski żyje.

    Od stycznia 2009 roku w TVP Polonia nadawany jest "Słownik polsko@polski", cotygodniowy program poświęcony kulturze języka. Jego gospodynią jest wrocławska dziennikarka Agata Dzikowska, Profesor Miodek występuje  w roli eksperta i przez skype'a prowadzi rozmowy z telewidzami z kraju, i z całego świata. Ilość tych rozmów i zainteresowanie programem świadczy o tym, że Polków interesują zjawiska współczesnej polszczyzny oraz drażnią ich niektóre zjawiska. I to jest pocieszające! Ponieważ coraz więcej osób nie chce popełniać błędów językowych.

    Książka stanowi zapis rozmów Profesora o polszczyźnie. "Postacie czy postaci?, "Kisiel, kisielu", "Czat", "W ręce czy w ręku?", "Pan prezydent czy prezydent?" - to tylko niektóre zagadnienia jakie porusza Jan Miodek w 18 odcinkach. Druga cześć książki - Po drugiej stronie ekranu - poświęcona jest kulisom programu "Słownik polsko@polski". Czytelnik znajdzie w niej m.in. wywiad z Profesorem Janem Miodkiem, wrażenia współtwórców programu i zdjęcia ze studia, w którym powstaje program. Przytoczę jedną wypowiedź Profesora, z wywiadu:  

    "Należę do ludzi, których bardzo łatwo rozśmieszyć. W czasach szkolnych - do matury - wylatywałem za drzwi właśnie za śmiech. Co najgorsze - od razu się przy tym zalewam łzami i muszę trzeć oczy.

     Za taką właśnie spontaniczność, ogromną wiedzę i za odpowiedź na każde pytanie uwielbiam Profesora. Książkę polecam wszystkim, którzy chcą podnieść swoją świadomość językową. 


    niedziela, 12 grudnia 2010

    Wesołych Świąt WALT DISNEY

    Powrót w krainę dzieciństwa! 
    Napisano wiele opowiadań o świętach Bożego Narodzenia, nakręcono wiele filmów, powstało mnóstwo bajek. Jednak najpiękniejsze powstały w wytwórni Walta Disneya. Ta książka zawiera  opowiadania, w których występują postacie dobrze Wam znane z klasycznych filmów Disneya. Dziewięć historii, które wprowadzają w cudowny, magiczny nastrój świąteczny. Czytając je, można uwierzyć w to, że święty Mikołaj naprawdę istnieje, że mieszka na dalekiej północy, że ma sztab krasnoludków, fabrykę zabawek i ogromne sanie z reniferami.

    "Hen, na dalekiej Północy, wśród wiecznych lodów spowitych łagodnym światłem polarnej zorzy, stoi zamek świętego Mikołaja. W zamku tym jest sto pokoi, a w każdym pokoju siedzi przy warsztatach stu krasnoludków.(...) Do Mikołaja piszą dziewczynki i chłopcy z całego świata, ze wszystkich kontynentów. A on czyta każdy list i z uśmiechem przyjmuje najbardziej dziwaczny pomysł. Pamięta też charakter pisma każdego dziecka."

    To cytat z mojego opowiadania "Pracownia świętego Mikołaja". Prawda, że od razy robi się lepiej na sercu? Czytając takie historie zapomina się o codziennych kłopotach, zmartwieniach, przenosząc się do magicznego świata. Oprócz tego opowiadania znajdują się tam jeszcze: "Gwiazdka w Kaczogrodzie",  "Choinka Chipa i Dale'a", "Noc wigilijna", "Sweter Pluta", "Piotruś Pan i uprowadzenie świętego Mikołaja", "Opowieść wigilijna Myszki Mickey", "Skutki pewnego wypadku", "Listy krasnoludków". Polecam gorąco, do poczytania , szczególnie dzieciom, aby uwierzyły w magię świąt.

    "I tak w tajemniczą, wigilijną noc spełniają się marzenia dziewczynek i chłopców na całym świecie. Trwa cudowna podróż. Od domu do domu, od wsi do wsi. A gdy nadejdzie świt, święty Mikołaj wróci do zamku, hen gdzieś wśród gwiazd, żeby razem z krasnoludkami przez cały rok przygotowywać prezenty na następną Gwiazdkę. Wesołych Świąt!"

    sobota, 11 grudnia 2010

    "Ptaki ciernistych krzewów" Colleen McCullough

    To była moja pierwsza poważniejsza, gruba powieść jaką przeczytałam. Pierwszy raz chyba jeszcze w podstawówce, potem powróciłam do niej w liceum, następnie po latach znowu natknęłam się na nią. Mam, więc do niej duży sentyment.

    Powieść opowiada historię rodu Cleary'ch -  Meggie i jej rodziny – ośmiu braci, rodziców, a później także jej dzieci. Rodzina zamieszkuje ogromną farmę Droghedę, do której każdy może wrócić po tułaczce po świecie. Jest to zarówno dom rodzinny pełen miłości i ciepła, jak też przystań, do której każdy wraca z największą przyjemnością. Meggie poznaje tam księdza Ralpha, który staje się przyjacielem rodziny. Między dorastającą dziewczyną a kapłanem rodzi się miłość, która trwać będzie po grób.  "Słodka, szalona, piekielna miłość grzeszna. To moja miłość, wskroś potępiona, przegrana. Co tu kryć, to moja miłość, trochę wstydliwa, w  dodatku niebezpieczna...." - tak śpiewał Michał Bajor, słowa te idealnie określają miłość Meggie i Ralpha. To dopiero MIŁOŚĆ! Taka, która przełamie wszystkie bariery, złamie wcześniej dane postanowienia, zaburzy wybraną drogę. Lecz co tu kryć  miłość piękna, ale trudna i okuta ogromnym cierpieniem. W dzieciństwie zapisałam sobie pewien fragment z tej powieści, wisiał on nawet nad moim łóżkiem: 

    "Pewna legenda opowiada o ptaku, który śpiewa jedynie raz w życiu, piękniej niż jakiekolwiek stworzenie na Ziemi. Z chwilą, gdy opuści rodzinne gniazdo, zaczyna szukać ciernistego drzewa i nie spocznie, dopóki go nie znajdzie. A wtedy, wyśpiewując pośród okrutnych gałęzi, nadziewa się na najdłuższy, najostrzejszy cierń. Konając wznosi się ponad swój ból, żeby prześcignąć w radosnym trelu słowika i skowronka. Jedna najświetniejsza pieśń, za cenę życia. Cały świat zamiera, aby go wysłuchać, uśmiecha się nawet Bóg w niebie. Bo TO CO NAJLEPSZE, TRZEBA OKUPIĆ OGROMNYM CIERPIENIEM. Przynajmniej tak głosi legenda..."

    I Meggie niestety cierpi przez tą miłość najbardziej, to tak jakby kara za grzechy. Musiała się dzielić mężczyzną swojego życia, nie z inną kobietą, ale z Bogiem. Musiała oddać Mu i Ralpha, a potem i syna, to co najbardziej kochała. Ale godzi się ze swoim losem, ale na pewno nie żałuje żadnej chwili.  To jest właśnie cudowne i wzruszające. To również niesamowita opowieść o czekaniu, nadziei (przez wielkie N) i o spełnieniu marzeń....

    serial się umywa do książki, choć muzyka piękna


    Polecam gorąco. Poza tym jest w niej wiele pięknych, subtelnych i namiętnych scen erotycznych.;) WARTO!

    piątek, 10 grudnia 2010

    Kuchnia - BOEUF STROGONOW

    Boeuf Strogonow
    Jest pyszny, wykwintny, prosty. Dobry na przekąskę, obiad i kolację. Na dzień powszedni i na wielką galę. Szczególnie teraz, na długie zimowe wieczory. Niesamowicie rozgrzewa atmosferę..

    Składniki: 
    3 średniej wielkości polędwiczki ok.1kg
    40 dag pieczarek
    2 cebule
    2 łyżki mąki pszennej
    1 łyżka mąki ziemniaczanej
    mały koncentrat pomidorowy
    2 łyżki masła
    1 łyżeczka papryki ostrej
    3 łyżki soku z cytryny
    2 kieliszki białego wina - nie jest konieczne
    2 szklanki bulionu - najlepiej WINIARY bulion z liściem laurowym i zielem angielskim
    sól
    pieprz

    Przygotowanie 
    Polędwicę umyć i osuszyć. Pokroić w paski o szerokości 1 cm. Przełożyć mięso do salaterki, skropić sokiem z cytryny, wymieszać i wstawić do lodówki na około godzinę. Następnie obrać cebulę, pokroić na cienkie plasterki, pieczarki  osuszyć i pokroić. W rondlu na łyżce oleju podsmażyć cebulę. Postawić suchą patelnię na ogniu, a gdy się rozgrzeje, wrzucić pieczarki . Smażyć je bez tłuszczu, aby odparował sok. Potem wlać na patelnię 2 łyżki oleju. Podsmażać pieczarki, aż się zarumienią, oprószyć je solą i pieprzem, przełożyć do rondla z cebulą. Wytrzeć patelnię. Wlać 2 łyżki oleju, niech się rozgrzeje. Obtoczyć mięso w mące pszennej wymieszanej z ziemniaczaną i zacząć smażyć. Obsmażać około 3 minut z każdej strony, następnie przełożyć do rondla. Rondel postawić na niedużym ogniu, wymieszać wszystkie składniki. Na patelnię wlać gorący bulion i wino (nie jest konieczne). Rozpuści wszystko, co przywarło do dna podczas smażenia mięsa, powstaje w ten sposób doskonały sos. Wszystko przelać do rondla, dodać koncentrat pomidorowy, zagotować. Przyprawić do smaku, można dodać śmietanę. Ja osobiście nie przepadam, dlatego nie dodaję. Gotować na małym ogniu około 5 minut. Niech smaki się połączą. Pasują do niego ziemniaki, ryż, kasza; można również jeść samego, jako bardzo gęstą zupę. Smacznego!

    Ciekawostka etymologiczna 
    Nazwa potrawy pochodzi od nazwiska hrabiego Pawła Stroganowa, działającego w XIX wieku dyplomaty rosyjskiego. Potrawę miał wykonać po raz pierwszy francuski kucharz Carême, który był od 1815 nadwornym kucharzem cesarza Aleksandra I.Ciekawostka językowa Potrawa ta pod nazwą boeuf Strogonow znana jest niemal wyłącznie w Polsce. Na świecie najczęściej pisze się boeuf Stroganoff, w Rosji бефстроганов [biefstroganow]. Władysław Kopaliński w Słowniku eponimów, czyli wyrazów odimiennych (PWN, Warszawa 1996) łączy ją z Pawłem hrabią Stroganowem (1772–1817), a w „literaturze kulinarnej” jej wynalezienie przypisuje się jeszcze Grigorijowi Aleksandrowiczowi Stroganowowi (1770–1857) i Siergiejowi Grigorjewiczowi Stroganowowi (1794–1882). Wspomnianą wyżej polską praktykę nie tylko wymawianiową, ale i ortograficzną, uznaje m.in.Wielki słownik wyrazów obcych  (PWN, Warszawa 2003), który podaje: boeuf Strogonow [wym. bef strogonow] lub boeuf Stroganow [wym. bef stroganow].

    "Tischner: Życie w opowieściach" Witold Bereś, Artur „Baron” Więcek

    Biografia księdza Józefa Tischnera na podstawie scenariusza filmu o tym samym tytule.
    Dziś bardzo rzadko można spotkać prawdziwego kapłana, Bogu oddanego kapłana, z takim poczuciem humoru. Ksiądz Tischner łączył ów humor z niezłomną wiarą chrześcijańską. Nie miał w sobie złości ani zawiści. Był życzliwy ludziom i życzliwy światu; widział w całym świecie piękno i blask chwały bożej. Poza tym miał oczywiście doskonałe  wykształcenie akademickie, dlatego zawsze potrafił posłużyć się ciętą, ale i subtelną ripostą.   

    Jeśli chcesz - możesz. To były słowa z Ewangelii, które ks. Tischner szczególnie cytował. Poza tym posiadł niezwykłą umiejętność uchwycenia tego, co w danym momencie jest ważne -  i pokazania perspektywy. Jednak na czoło wysuwa się tylko jedno słowo: zaufanie. Zaufanie to drugie imię nadziei. I za tą właśnie nadzieję uwielbiam Tischnera najbardziej. 

    "....trzeba człowiekowi poznać tajemnicę rozpaczy. Trzeba się nauczyć patrzeć w oczy własnej rozpaczy, dopiero wtedy odczuje, że gdzieś u jej dna, u dna rozpaczy jest wielka, jedyna, niezwykła nadzieja."

    Książka zawiera fragmenty kazań, listów, wypowiedzi, sąsiadów, kolegów ze szkoły, przyjaciół, rodziny. Opowiada o wczesnych latach dzieciństwa, od chłopięcych wybryków (np. skakanie ze szopy z góralską spódnicą jak na spadochronie), przez lata w seminarium (np. wywoływanie duchów właśnie w seminarium), po lata posługi (słynne "trzynastki", spotkania w mieszkaniu na ul. św. Marka, pobyt w bacówce, nawiązane przyjaźnie).

    Czyta się świetnie, szczególnie, że jest opatrzona bogatymi i wzruszającymi fotografiami, i niezapomnianymi anegdotami księdza. 
       

    czwartek, 9 grudnia 2010

    „Kobiety w Biblii” Elżbieta Adamiak

    Adam, Kain, Abel, Noe, Mojżesz, potem Jezus, apostołowie i jeszcze wielu. Dominacja mężczyzn! A kto potrafi wymienić kobiety, chociaż z pięć? Ewa, Maryja i....koniec. No może jeszcze Maria Magdalena.
    Gdzie imię Ewa, w całej Biblii, pojawia się tylko 5 razy, a Maryja 19 razy! Cóż za skromność...

    A właśnie Elżbieta Adamiak w książce „Kobiety w Biblii” poszukuje obecności postaci kobiecych w patriarchalnym, zdominowanym przez mężczyzn – mężów, ojców, braci – świecie kultury judaistycznej. Obecność kobiet nie oznacza tylko ich fizycznego istnienia na kartach świętych ksiąg; obecność to współuczestniczenie kobiet w dziejących się wydarzeniach, aktywność w biblijnej historii. 

    I nagle pojawiają się: żona Lota, Sara, Hagar, Rebeka,Rachela, Lea, Miriam, Rachab, Zuzanna, Noemi, Rut...to tylko niektóre, opisane w tej pozycji.

    Rut to moja ulubiona biblijna postać kobieca. Losy Noemi i Rut to jedna z najpiękniejszych historii. Noemi - na początku szczęśliwa żona i matka - w wyniku nieszczęścia traci męża i synów. Zostają jednak synowe: Opra i Rut. I tu właśnie zaczyna się wzruszająca opowieść o przyjaźni między kobietami. Gdy jedna z nich odchodzi, Rut zostaje ze swoją teściową. Los jednej jest od tego momentu związany z drugą, dbają o siebie, zawierzają sobie. Padają tu również przepiękne słowa o przyjaźni:

    "Nie przymuszaj mnie, bym cię opuściła i odeszła od ciebie: Gdziekolwiek pójdziesz ty, i ja tam pójdę, gdzie ty będziesz przebywać, tam i ja chcę zamieszkać (...) 
    że tylko śmierć  może nas rozdzielić!" (Rt 1, 16-17)  

    Znaleźć tu można  historie kobiet, zarówno matek założycielek Izraela, jak i ich niewolnic, prorokiń, duchowych przywódczyń oraz nierządnic i kobiet o obcej, nieżydowskiej krwi. To losy kobiet silnych i zdecydowanych; samotnych i cierpiących; tych uległych i pokrzywdzonych."Kobiety w Biblii” to książka napisana klarownym, analitycznym językiem. Polecam, nie tylko feministką ;)

    wtorek, 7 grudnia 2010

    "Wywieranie wpływu na ludzi. Teoria i praktyka" Robert B. Cialdini

    Publikacja ta udziela jasnych, przekonujących odpowiedzi na pytania:
    -Jak nakłonić innego człowieka do zmiany sposobu postępowania?
    -Jak zachęcić go do podjęcia lub zmiany decyzji?
    -Jak obronić się przed wpływem innych osób?

    Każdy z nas daje się naciągnąć. Każdy skusił się na jakaś ofertę, promocję. Zbyt często padamy ofiarą naciągaczy, czasami sami o tym nie wiedząc, że zostaliśmy zmanipulowani. Jak sobie z tym radzić? Jak się nie dać nabrać? I jak wywrzeć na kimś wpływ, aby zrobił po naszej myśli? Służą do tego pewne taktyki, które autor opisuje w tej książce, podając przykłady z życia. Reguła wzajemności, reguła konsekwencji, zasada dowodu społecznego - to tylko niektóre z technik. POLECAM!

    Mnie najbardziej podobał się sposób pewnej studentki (też posłużyła się pewną techniką manipulacji), mianowicie jak poinformować rodziców  o nie najlepszych ocenach na semestr...   

    Kochani Mamo i Tato! 

    Nie pisałam do Was od czasu mojego wyjazdu na studia i naprawdę jest mi przykro, że mogłam być tak bezmyślna i nic do Was nie napisać wcześniej. Teraz jednak opowiem Wam o wszystkim, co się u mnie wydarzyło, tylko bardzo Was proszę - usiądźcie przed przeczytaniem, dalszej części tego listu, dobrze? No, więc u mnie już teraz wszystko jest naprawdę nieźle. To pęknięcie czaszki i wstrząs mózgu, który miałam, gdy wyskoczyłam z okna akademika - bo zaraz po moim przyjeździe wybuch tutaj pożar - już są prawie całkiem zaleczone.

    W szpitalu byłam tylko dwa tygodnie i teraz widzę już prawie całkiem normalnie,  a te okropne bóle głowy miewam już tylko raz dziennie. Na szczęście ten pożar akademika i mój skok z okna widział nalewacz ze stacji benzynowej, która znajduje się obok. To właśnie on zadzwonił po straż pożarną  i karetkę pogotowia. Odwiedzał mnie też w szpitalu, a ponieważ nie miałam gdzie mieszkać, bo akademik się spalił, był tak miły, że zaprosił mnie do swojego mieszkania, pozwolił mi tam zamieszkać. No, właśnie jest to tylko pokój w suterenie, jest bardzo fajnie urządzony. On jest bardzo sympatycznym chłopcem, bardzo się kochamy i zamierzamy się pobrać. Nie ustaliliśmy jeszcze dosadnej daty ślubu, ale odbędzie się na pewno zanim, moja ciąża, stanie się bardziej widoczna.Tak kochani Rodzice, spodziewam, się dziecka! Wiem, jak bardzo chcecie zostać dziadkami i świetnie sobie wyobrażam, jak ciepło powitacie mojego dzidziusia. Jestem pewna, że obdarzycie go taką miłością, poświeceniem i czułą opieką, jakimi obdarzaliście mnie, kiedy byłam dzieckiem. Jestem pewna, że przyjmiecie mojego chłopaka do naszej rodziny z otwartymi ramionami. On jest bardzo fajny    i choć niespecjalnie wykształcony, ma jednak naprawdę duże ambicje.

    Teraz, kiedy już wszystko wiecie o moim obecnym życiu, chciałam Wam powiedzieć, że nie było żadnego pożaru w akademiku, nie miałam pęknięcia czasza ani wstrząsu. mózgu, nie byłam szpitalu, nie jestem ciąży, nie jestem zaręczona, ani nawet nie mam chłopaka, ale w tym semestrze dostane dwóję z fizyki i i trzy z dwoma minusami z chemii. Chciałabym, więc, żebyście spojrzeli na te stopnie z odpowiedniej perspektywy. 

                                                                                         Wasza kochająca córka

    "Historia filozofii po góralsku" ks. Józef Tischner

    Na pocątku wsędy byli górole, a dopiero pote porobiyli się Turcy i Zydzi. Górole byli tyz piyrsymi »filozofami«.

    Tak zaczyna się każda recenzja tej książki. Inaczej zacząć już chyba nie można.  Ksiądz Tischner wyjaśnia tu powstanie filozofii. Tylko ci »mędrole« nazywają się tu: nie Tales z Minetu, tylko Stasek Nędza z Pardałówki; nie Hipokrates tylko Wincenty Galica z Biołego Dunajca; nie Sokrates tylko Jędruś Kudasik.      
    Poza tym nowym elementem są też bardzo zabawne przygody Sobka Chowańca z Jonkówek oraz anegdoty i żary księdza Tischnera. To jeden z moich ulubionych:


     "Idzie Wojtek bez wieś - pijany, ze się ledwie na nogach trzymo. Widzi - na moście ksiądz. Kie uwidzioł księdza, od razu kapke przetrzeźwioł. I godo:
    -Wyspowiadojcie mnie.
    -Nie bede cie spowiadoł, boś pijany -goda ksiądz.
     -Pijanyk. No, pijanyk. Ale takie zolu, jak dziś, nigdy nie bede mioł.

    To znakomita lektura zarówno dla tych, którzy poszukują rozrywki, jak i dla tych, którzy chcą się czegoś dowiedzieć o filozofii, i to w zupełnie nieszablonowy sposób. I dla mnie osobiście wyjątkowa pozycja, ponieważ dostałam jako prezent od bliskiej mi osoby.

    I jeszcze jeden cytat z książki o Sokraesie, a raczej  o Jędrusiu Kudasiku:
    "Był kłopot z babóm. Nie ino tymu, ze óna dusy tak barz nie uwazowała, ale o to, ze Jędrzka nigdy w chałupie nie było. Ani drzewa nie narąboł, ani wody nie nanosiył, ani inksyj cielesnej roboty sie nie chytoł. A zjeść - nie powiym - potrafiył! To tyz mu nad uchym suściała: ty dylęgusie, ty ozworo oskręcono, ty drozdzu, ty duso! No, dos babie rady? Co Jędruś nie robił? Akurat w mieście demokracja nastała i Jędrek umyśloł babe do parlamentu oddelegować, coby tam ozorym mleła, kielo ino zdole. I tak się stało. wybrali jom na posła i od tego casu Jędruś mioł jaki taki spokój. Móg sie ón swobodnie zająć dusami - swoją i cudzą. Na babe trza mieć sposób i juz."    

    niedziela, 5 grudnia 2010

    "Wieniawa. Szwoleżer na pegazie" Mariusz Urbanek

    "Gdzie ci mężczyźni, prawdziwi tacy, mmm, orły, sokoły, herosy!? Gdzie ci mężczyźni na miarę czasów, gdzie te chłopy!?(...) Bojownicy spraw ogromnych, owładnięci ideami o znaczeniu wiekopomnym, i wejrzeniu, jak ze stali.(...)Nieprzekupni, prości, zacni, wielkoduszni i szlachetni. Gdzie zeoni, gdzie tytani woli, czynu, intelektu..."  

    Ileż miała racji Danuta Rinn. Takim właśnie mężczyzną był Wieniawa. Za życia krążyły o nim legendy, człowiek nietuzinkowy.  Był lekarzem, adiutantem i przyjacielem marszałka Piłsudskiego, towarzyszem zabaw i bohaterem wierszy największych poetów  - Tuwima, Hemara. Ale najbardziej przyległ mu tytuł, który sam ukochał najbardziej: Pierwszy Ułan Rzeczypospolitej. Przytoczę tylko jedną, z wielu w tej książce, anegdotę:

    Oficer carski do Wieniawy:
    -O co wy się bijecie?
    -O naszą wolność oczywiście. A wy?
    -O honor.
    -No tak, każdy walczy o to czego mu brak.

    Jedną rzeczą jestem trochę zawiedziona, jako kobieta ;) Autor mało miejsca poświęca na związki Wieniawy z kobietami. A powodzenie miał i to ogromne. Spodziewałam się trochę pikantniejszych szczegółów. Ale całość i tak czyta się rewelacyjnie. Poza tym czytelnik dowie się o II Rzeczypospolitej więcej niż z wielu innych monografii historycznych. Tylko jednego żal...Gdzie dziś są tacy mężczyźni.... ah...oh...eh
     

    "Pożar serca" Tadeusz Klimowicz

    16 smutnych esejów o miłości, o pisarzach rosyjskich i ich muzach.

    Bohaterem każdego z nich jest inny rosyjski pisarz. Autor, wykazując się błyskotliwym poczuciem humoru, opisuje życie osobiste poszczególnych twórców, nie szczędząc im niejednokrotnie sarkastycznych uwag. Jak traktował żonę Tołstoj? jakie przypadłości miał Dostojewski? kto skończył swoje życie w leningradzkim hotelu? co zażywał Bułhakow? - na te pytania znajdziecie odpowiedź w tej książce. Wiele pięknych, namiętnych, tragicznych historii. I wiele ciekawostek z życia poetów i pisarzy, np. Aleksander Puszkin w noc poślubną wyszeptał swojej żonie Natalii, że jest jego 113 kobietą! Niektórzy twierdzą, że liczba żon pisarzy rosyjskich znacznie przewyższa liczbę pisarzy, nie wspominając już o kochankach.

    Juaij  Drużnikow* obserwując życie rosyjskich pisarzy, dochodzi do wniosku, że ich żony można podzielić na trzy kategorie:

    1. Żony-inspiratorki. Taka żona ma identyczne poglądy jak mąż, jest współautorką, pierwszą czytelniczką doradcą, scenografistką, redaktorką, maszynistką, korektorką etc. Przykłady: Zofia Tołstoj, Anna Dostojewska, Vera Nabokova
    2. Żona-neutralna, która nie przeszkadza i nie pomaga, nie utrudnia, ale się nie interesuje, chyba, że z grzeczności, traktuje zawód męża jako inwalidztwo. To najbardziej rozpowszechniona kategoria.
    3. Żona, która przeszkadza, odciąga męża od literatury, ciągnie go w dół, żąda, by zajął się pożyteczniejszą pracą, dającą większe zarobki. W końcu, kiedy nie uda się jej sprzedać archiwu męża, wyrzuca je na śmietnik i szybko wychodzi za mąż za wojskowego.     

    W książce jest też wiele bogatych tekstów źródłowych, wierszy, listów.
    Jeden z moich ulubionych. Ukochana Puszkina pisze do niego pożegnalny list na wieść o jego ślubie.

    "Gdy już utopię we łzach moją miłość do Pana, wciąż pozostanę tą samą namiętnie kochającą, łagodną istotką, która jest gotowa pójść za Panem w ogień i w wodę, ponieważ tak kocham nawet tych, których kocham mało!"

    Autor nie zapomina też o kobietach. Mariana Cwietajewa, Anna Achmatowa - jakże miały barwne i namiętne życie. "Pożar serca" należy potraktować jako romans w szesnastu odcinkach o nadwrażliwych (albo wrażliwych inaczej) mężczyznach, którzy kochali, żenili się, zdradzali, popełniali samobójstwa, rozwodzili się oraz o kobietach, które kochały, wychodziły za mąż, zdradzały, popełniały samobójstwa, rozwodziły się, czyli o artystach, którzy swoje życie podporządkowali SZTUCE 

    * J.Drużnikow, Sto trzynasta miłość poety, [w:] idem, Rosyjskie mity. Od Puszkina do Pawlika Morozowa, tłum. F.Ociepka, M. Putrament, Warszawa 1998.

    Początek: Moje fascynacje

    Słowa, słowa, słowa....



    Są książki, które wywarły na mnie wpływ, mniejszy lub większy; są takie, które ukształtowały mój charakter; są również takie, do których mam sentyment, które zajmują zaszczytne pierwsze miejsce na moim regale...