piątek, 27 maja 2011

"Lit-6" Risto Isomäki

Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Kojro za co bardzo dziękuję

Data wydania: grudzień 2008
Przekład: Bożena Kojro
Liczba stron: 311
Format: 130 x 200 mm
ISBN: 978-83-916458-7-1

W Japonii, w centrum Osaki, w podziemiach wieżowca, znajduje się dobrze strzeżony reaktor atomowy. Rapid-L to całkiem nowy, kompaktowy, bardzo zaawansowany typ reaktora jądrowego. Jednak nowoczesne zabezpieczenia nie są przeszkodą dla wyszkolonych terrorystów. Z zimną krwią zabijają, mieczem samurajskim, ośmiu wartowników i kradną moduły LR.  Zostają powiadomione odpowiednie służby, aby złapać i uniemożliwić przestępcom ich plan.     

Dzięki litowi-6 można skonstruować wielką bombę jądrową choćby ze zwykłego, niewzbogaconego uranu naturalnego albo z uranu zubożonego, który obecnie, w postaci pocisków z rdzeniem uranowym, sprzedaje się wszędzie. Przestępcy muszą jedynie zdobyć taki uran, aby posiąść broń o ogromnej skali rażenia. Nie jest to jak okazuje się takie trudne. Uran jest przewożony tankowcami, a potem wykorzystuje się go do paliwa jądrowego w elektrowniach atomowych. A jeśli ma się kilkadziesiąt gramów plutonu, całą masę litu-6 i bardzo dużo zwykłego, ubogiego uranu naturalnego, to można zbudować taką bombę atomową, jaką się chce.    

Zaskoczyła mnie ta powieść i przyznam, że trochę poleżała na półce, zanim po nią sięgnęłam. Tematyka niekoniecznie jest dla mnie fascynująca. Ale Risto Isomäki pisze przejrzystym i zrozumiałym językiem, że nawet dla takiego laika, jak ja, w dziedzinie fizyki i chemii, wszystko było zrozumiałe (tu chylę czoła przed tłumaczką książki). Poza tym akcja w powieści wręcz galopuje, przenosi się z Japonii do Stanów Zjednoczonych, potem znowu do Japonii. 

Ponadto w książce zostaje poruszony jeszcze inny problem. Dlaczego Amerykanie nigdy nie przyznają się do błędów, dlaczego nie powiedzieli nigdy "przepraszam"? Skupiają się tylko na wyjaśnieniu, dlaczego to zrobili, i że było to pod każdym względem właściwe. Spalili przecież żywcem tysiące cywilów za pomocą bomb atomowych i zwykłych bomb zapalających.  A pilot Paul Tibbets ochrzcił samolot niosący bombę na Hiroszimę imieniem i nazwiskiem swojej matki - Enola Gey! Jak można nazwać bombowiec imieniem  matki, a potem spalić żywcem 140 tysięcy ludzi. Poza tym opad powstały po detonacji bomby jest zabójczy. Większość chmury radioaktywnej, nim uniesie się w górę, rozchodzi się w dolnych warstwach atmosfery ziemskiej, co sprawia, że istoty żywe wdychają promieniotwórcze cząstki, zanim ulegną rozpadowi.    

Polecam "Lit-6", ponieważ problem energii atomowej dotyczy nas wszystkich. Poza tym trzeba umieć ją dobrze i umiejętnie wykorzystywać. Bo jak się okazuje, jest to najbardziej ekologiczna  forma pozyskania energii. Trzeba tylko się nauczyć najpierw ją chronić, a potem wykorzystywać. I miał rację Pierre Curie, odbierając Nagrodę Nobla, że "nowe wynalazki przyniosą ludziom więcej dobrego niż złego".     

7 komentarzy:

  1. Też byłam sceptycznie nastawiona do tej książki, ale miło mnie ona zaskoczyła:))
    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  2. temat niby wyjątkowo sztywny, a tutaj podany tak, że da się to czytać. i to jest ogromny plus tej powieści.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakoś szczególnie mnie do niej nie ciągnie ale nie mówię nie, może kiedyś :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Po przeczytaniu książki takiej jak ta, na pewno wiele pozostaje w głowie i mnóstwo rzeczy pozostaje do przemyślenia. I choć tematyka nie jest zbyt zachęcająca to ogrom informacji w niej zawartej zachęca :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Pozwolę sobie nie przeczytać Twojej recenzji, bo ta książka jest już w drodze do mnie :D
    Ale potem z pewnością porównam Twoje wrażenia z moimi :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. O też mam ja na półce i miałam co do niej wątpliwości a tu proszę :)

    OdpowiedzUsuń