czwartek, 2 czerwca 2011

"Liczby Charona" Marek Krajewski

Oprawa: miękka
Rok wydania: 2011
Format: A5 (144 x 205)
Ilość stron: 248
ISBN: 978-83-240-1611-2

"Królowa nauk"  - matematyka, nigdy nie była moją mocną stroną. Cudem przebrnęłam przez nią w liceum, a jedyny dział, który mnie w niej fascynował to logika. I dzięki Bogu należę do tego pokolenia, które załapało się jeszcze na 'starą maturę', gdzie matematyka nie była obowiązkowa.  

W najnowszej powieści Marek Krajewski do zagadki kryminalnej dodaje właśnie zagadkę matematyczną, a konkretnie analizę kwadratów liczbowych. Mieszkańcy międzywojennego Lwowa  żyli matematyką i umierali przez nią. Była sprawą życia i śmierci. Wszystko przez opracowanie teorii liczb szumiących, zwanych liczbami Charona. Można z nich odczytać opowieść o człowieku, wykonać kilka wzorów i przekształceń i będzie wiadomo kiedy dany człowiek umrze, czy będzie cierpiał i jak zginie. 

We Lwowie zostaje w brutalny sposób zabita wróżbitka - Luba Bajdykowa. Zmarła miała  obcięte włosy oraz gwóźdź wbity w podniebienie. Następnie zabójca wysyła policji pukiel obciętych włosów z zapisanym na kartce szyfrem - to trzydzieści sześć hebrajskich liter pisanych jedna  za drugą, bez żadnej przerwy, w jednej linijce.  Wkrótce, w podobny sposób, zamordowana zostaje prostytutka i również policja otrzymuje hebrajskie hasło, i kolejną zagadkę. Okazuje się, że każda litera hebrajska jest znakiem jakieś liczby. Na przykład za literę alef możemy podstawić liczbę 1, za lamed -30, zamiast resz- 200 i tym podobne. W ten sposób powstają kwadraty liczbowe. Każdy kwadrat ma bok utworzony z sześciu hebrajskich liter i jak tabela składa się z wierszy i kolumn, gdzie każdy wiersz po przetłumaczeniu ma sens. Luba, Bajdyk, choroba, gwóźdź  - to wychodzi z odczytu kwadratu dla pierwszej ofiary, czyli wróżbitka zginęła od gwoździa i przez chorobę weneryczną.  Lija, Koch, arogancja, ręka, sznur  - to kwadrat dla drugiej ofiary, czyli prostytutka zginęła uduszona sznurem, bo była arogancka i zarozumiała. 

I tu czas na głównego bohatera powieści - Edward Popielski. Były komisarz policji dwa lata temu  został wyrzucony z pracy za niesubordynację i wydawać się mogło, że najlepsze lata ma już za sobą. Cierpi na epilepsję, ledwo wiąże koniec z końcem, mając na utrzymaniu córkę, opiekunkę do dziecka i służącą. Traci też swoje uznanie na uniwersytecie, na którym wykładał i zmuszony jest dorabiać udzielając korepetycji studentom. Poza tym czuje, że traci swoje siły witalne, co jest powodem jego frustracji i jest o krok od alkoholizmu. 

Niewyjaśnione morderstwa stają się szansą dla Popielskiego na wyjście z dołka. Policja zatrudnia go jako eksperta od hebrajskiego, Biblii oraz pasjonata matematyki. To właśnie on rozszyfrował hebrajskie litery i ułożył z nich kwadrat matematyczny. Dodatkowo Popielskiego odwiedza dawna studentka - Renata i składa mu osobistą propozycję rozwiązania pewnej zagadki. Szybko okazuje się, że obie sprawy są ze sobą powiązane, a w Popielskim ożywają siły witalne i zaczyna obdarzać daną uczennicę uczuciem oraz marzyć o stworzeniu nowego związku. Sprawy jednak nieco się komplikują...   

To było moje pierwsze spotkanie z powieściami Krajewskiego.  Trudno więc powiedzieć o sympatiach czy antypatiach. Powieść czyta się szybko, akcja wciąga, ale styl pisania chyba niekoniecznie przypadł mi do gustu. Niesmaczne, a wręcz odrażające opisy np. upodobań kulinarnych bohaterów (chyba, że to zabieg koniecznie obrzydzający wszystkim jedzenie), nie wspomnę już o pewnych czynnościach fizjologicznych, które są tu zbyt dokładnie przedstawione. Poza tym Krajewski nader często używana czasownika chędożyć, tak jakby w polszczyźnie nie było innych zamienników. I kompozycja ramowa powieści, którą stanowi wywiad przeprowadzany w norweskiej telewizji, to trochę nietrafiony zabieg. Chyba, że autor chciał w ten sposób wyrazić uznanie dla wielbicieli skandynawskich kryminałów.

Podsumowując dla wielbicieli kryminałów dobra pozycja, dla umysłów matematycznych też, ciekawy był zabieg wplatający zagadkę matematyczną do kryminalnej, pierwsze 100 stron czyta się z zapartym tchem, potem ten zachwyt stopniowo maleje. Warto jednak przeczytać, choćby dla opisów topografii międzywojennego Lwowa. Tak czy owak myślę, że Marek Krajewski na tym nie poprzestanie, a o losach Edwarda Popielskiego jeszcze usłyszymy...  
      

10 komentarzy:

  1. Genialna okładka, intrygująca zagadka kryminalna i recenzja zdecydowanie mnie przyciągają:)). Mam nadzieję, że wpadnie w moje łapki. Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  2. wydaje się ciekawa, a ostatnio rozglądam się za jakimś kryminałem, więc przeczytam jak tylko uda mi się ją zdobyć

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak na razie czytałam tylko "Śmierć w Breslau" tego autora i tak średnio mi się podobało. Dam jeszcze Krajewskiemu szansę, ale póki co zachwytu nie ma.

    OdpowiedzUsuń
  4. w matematycznym motywie już w recenzji zdążyłam się pogubić, więc w książce pewnie jeszcze gorzej mi to pójdzie. obecnie nie czuje się do niej przekonana.

    OdpowiedzUsuń
  5. Bogu dziękowałam bardzo ochoczo z tego powodu, że byłam ostatnim rocznikiem, który nie miał obowiązkowej matematyki na maturze. Takiego głąba jak mnie można ze świecą szukać (jeśli chodzi o matmę). Chodziłam na korepetycje, uczyłam się, rysowałam jakieś dziwne notatki, żeby to cholerstwo zrozumieć i zapamiętac, ale niestety... Mój mózg chyba nie wykształcił tej umiejętności ;)

    "Liczby Charona" jakoś specjalnie mnie nie pociągają. Po pierwsze - motym matematyczny (to mnie odzruca) a po drugie - ostatnio niespecjalnie przyciągają mnie kryminały.
    Recenzja jak zawsze rzetelna, obiektywna i szczera. Za to lubię Cię czytać :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałem już wiele dobrego o tej książce, a okładka kusi mnie na wystawie w księgarni:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Przyjemnostki - ten motyw matematyczny nie jest taki straszny, a jeśli chodzi o matmę to ze mną było podobnie i dzięki za miłe słowa :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Muszę ją przeczytać. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. A ja wróciłam ze Lwowa i tam trafilam na wycieczkę po miejscach opisanych w detyktywach, oprowadza młoda panienka którą jak sama twierdzi przybyła z lat 30 z pomocą maszyny czasu (a i była ubrana jak z lat 30 ! ) i pokazuje fascynujące zakątki Lwowa. byliśmy z mężem na tej wycieczce jesteśmy pod wielkim wrażeniem od miasta i tego co nam opowiadano - polecam.
    Justyna
    p.s a zamówić wycieczkę można na rynku we Lwowie pod numerem 10 tam jest centrum informacyjny niestety nie mam kontaktu do tego biura

    OdpowiedzUsuń
  10. Justyna - świetna sprawa taka wycieczka, mam nadzieję, że kiedyś będę miała ku temu okazję. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń