czwartek, 9 czerwca 2011

"Rzym" Steven Saylor

Wydawnictwo: Rebis
Przekład: Janusz Szczepański
Wydanie: luty 2011
Liczba stron: 608
Format: 150 x 225
oprawa: twarda z obwolutą



Cywilizacja rzymska budzi wielkie zainteresowanie. Przetrwała stulecia nie tylko w formie znalezisk archeologicznych oraz idei, lecz przede wszystkim jako dziedzictwo ciągle żywe w świecie, w którym istniejemy. Dla większości, dla mnie do tej pory też,  starożytna historia Rzymu zaczyna się w roku 753 przed naszą erą, gdzie według legendy, bliźniacy Romulus i Remus, wcześniej wykarmieni przez wilczycę, założyli miasto.   

Tymczasem historia miasta zaczęła się jeszcze dawniej. Około 1000 roku przed naszą erą istniała podobna kołysce dzika wyspa, otoczona siedmioma wzgórzami. U ujścia rzeki handlarze zbierali białe kryształki soli, które wymieniali na niezbędne do życia towary. Przywódcą grupy był Larth, który posiadał  umiejętność wyczuwania obecności numenów, czyli duchów zamieszkujących skały i drzewa. Pewnego roku spotkali handlarzy, którzy sprzedawani metale i trudnili się kowalstwem. Dokonano oczywiście wymiany, po której obie strony były niezwykle zadowolone.  Po uczcie wydanej na cześć gości, Larthowi przyśnił się Fascinus. "Wśród oślepiającego światła wyuczył raczej, niż dostrzegł, unoszącą się nad ogniem rzecz. Był to męski członek, pozbawiony ciała, ale nabrzmiały i wyprostowany. Miał skrzydła jak ptak i zawisł nieruchomo w powietrzu (...) Fascinus był inny. Niepowtarzalny. Istniał sam w sobie, bez początku ani końca. Jego forma dobitnie wskazywała, że ma coś wspólnego z życiem i jego początkiem." Poruszony wizją Larth wysłał  swą jedyną córkę-Larę, by spędziła z  młodym kowalem noc. Następnego ranka handlarze i goście rozstali się, a Tarketios podarował swej młodej ukochanej amulet – "dziwny, bezkształtny kawałek nieobrobionego metalu – inny jednak od wszystkich, jakie dotąd widziała. Ciążył jej mocno w dłoni, a barwę miał jeszcze bardziej niezwykłą: czysto żółtą jak słoneczny blask". Dziewięć miesięcy później Lara powiła syna, któremu na łożu śmierci powierzyła swój największy skarb – złoty amulet, pokryty ołowiem. Owy amulet przechodził od tej pory z pokolenia na pokolenia, chronił noszące je osoby i ciągle trwał. Był świadkiem wszystkich wydarzań, które rozegrały się na terenie, gdzie powstał Rzym.

W ten sposób autor prowadzi czytelników przez meandry historii świata starożytnego, od założenia miasta, panowania królów, obalenia ich, powstania republiki, stoczonych wojen, wyborów, po ustanowienie cesarstwa. Historia miasta jest też nierozerwalnie związana z historią przedstawicieli dwóch wielkich rodów – Potycjuszów i Pinariuszów. To ich potomkowie rządzili miastem, byli mu wierni jak i również je zdradzali.  

Książka podzielona jest na 12 rozdziałów, gdzie każdy z nich opisuje ważne i przełomowe wydarzenie w historii Rzym. Autor wplata w historie postacie fikcyjne i jak sam twierdzi "historia zawsze zawiera element fikcji". Poza tym każdy rozdział to osobna historia miłości, namiętności, poświecenia i wielkich wyrzeczeń. I czy to było uczucie między Walerią a Potycjuszem, czy między Klaudią a Tytusem, czy westalką Pinarią a niewolnikiem Pennatusem, zawsze wszechobecna była miłość, a każde z tych uczuć było niezwykle burzliwe, targanie wielkimi namiętnościami, skłonne do poświeceń.  I piękny, moim zdaniem zwyczaj czy prastary rytuał, gdzie panna młoda w dniu ślubu nadaje sobie nowe imię, będące żeńską formą imienia męża:

"Gdziekolwiek będziesz, Tytusie,  tam i ja będę, twoja Tycja".

I parę słów o wydaniu. Twarda okładka z obudową, pozłacane litery na czarnym tle, szycie i kremowy, imitujący szlachetną starość papier, wszytko to sprawia, że czytanie jest nie tylko przyjemnością intelektualną, ale również zmysły dotyku i wzroku są bardzo pobudzone. Poza tym każdy rozdział rozpoczyna mapka, która ułatwia zrozumienie treści, a drzewo genealogiczne na początku książki systematyzuje wiedzę. 

A na koniec jeszcze jeden bohater, o którym nie wspomniałam wcześniej. Bohater, który był świadkiem zaciętej walki bliźniaków, porwania Sabinek, widział wyścigi rydwanów, "ludi Romani", przeżył najazd Galów, podboje Hannibala, aby potem jak legendarny feniks, który ginął w płomieniach tylko po to, by się odrodzić z popiołów silniejszy niż kiedykolwiek.  Bohater, który widział burzliwe narodziny republiki, a potem jej upadek i narodziny nowego ustroju; bohater, który widział zdradę swoich synów, gwałty przez nich czynione, tortury im zadawanie; bohater, który doświadczył głodu, grabieży, ale który również był świadkiem rozkwitu architektury, budowy murów, świątyń, akweduktu. Bohater, który nie raz uronił łezkę rozpaczy i bezsilności, a uronił również łzy szczęścia i mógł być dumny ze swoich synów. Wielki, piękny, niepokonany, który ciągle trwa. Wieczny - Rzym!


Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Rebis za co bardzo dziękuję.

 

 

8 komentarzy:

  1. Mimo, że historia jakoś mnie specjalnie nie pociąga, to recenzja brzmi bardzo ciekawie i nawet nabrałam ochoty na spotkanie z tą książką:)
    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Niemały klocek, ale z tego co piszesz chyba wart przeczytania. Wpisuje na listę wakacyjną:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Lubie książki mówiące o tym państwie więc gdy nadarzy się okazja to z przyjemnością po nią sięgnę .

    OdpowiedzUsuń
  4. O kurcze nawet bym nie pomyślała, że ta książka może być tak przyjemna. Z historii nigdy nie byłam dobra bo mnie nudziła, ale jak widać dobrze wyłożona może stanowić kawał dobrej literatury. Ze względu na ilość stron książka dobra na zimowe wieczory :)

    OdpowiedzUsuń
  5. ja za historią nie przepadam, ale akurat tej książki jestem ciekawa, a poza tym marzy mi się podróż do Rzymu :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Napisałaś świetną recenzję i aż się chce przeczytać tę książkę. Tym bardziej, że historię lubię. Podoba mi się bardzo zakończenie Twojej recenzji. Masz rację. Najważniejszy bohater to sam Wieczny Rzym.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ciesze się, że znowu pojawiają się w księgarniach wznowienia powieści Saylora. "Rzym" na pewno przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Chętnie bym przeczytała, w szczególności, że we wrześniu wybywam do Rzymu :)

    OdpowiedzUsuń