czwartek, 25 sierpnia 2011

"Wichrołak" Paweł Szlachetko

Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Muza za co bardzo dziękuję.
 
wydanie: lipiec 2011
ISBN 978-83-7758-041-7
format: 145 x 205 mm
oprawa: broszurowa
stron: 336
ISBN 978-83-7758-041-7


Folklor góralski oddziałuje bardzo na polską kulturę i jest jej częścią. Surowy klimat gór, skalista, trudna do uprawy i niewydajna ziemia zawsze były powodem niedostatku, wyrabiały jednak w ludziach zręczność, siłę i odwagę, a niedostępność gór - poczucie wolności. Wrodzona otwartość, humor, zakorzeniona moralność, głęboka wiara, samowystarczalność, tak można "stereotypowo" opisać górala. Czy jest to prawda?

Akcja najnowszej powieści Pawła Szlachetki dzieje właśnie w wiosce góralskiej - Szremle Małe. Można powiedzieć, że leży ona na końcu świata. Wszyscy tu się znają, wszystko o sobie wiedzą, życie toczy się monotonie. Głównym punktem spotkań jest kościół i gospoda. Każdy mieszkaniec uważa się za katolika ściśle przestrzegającego przykazań. Każdy grzech jest tu piętnowany. Ludzie opowiadają sobie przeróżne historie. Tematem najczęstszych opowieści jest tu Wichrołak. Mieszkał on w oddalonej od wioski ni to chałupie, ni to kolibie. Wszyscy uważali go za pomyleńca, co ma konszachty z siłą nieczystą. Kiedy jednak przychodziła bieda, można było iść do niego nocą, a on poradził: jakie zioła dawać dziecku, czym leczyć, a nawet jak sprawić, by dziewczyna przyjęła oświadczyny i została żoną. Ale straszono nim  dzieci i powiadano, że podczas burzy tańcuje wraz z deszczem po halach. Tak właśnie mieszają się tu zabobony z wiarą. Ale również tradycja z nowoczesnością. Mimo codziennych obowiązków związanych z gospodarką, każdy góral ma na dachu swojego domostwa antenę satelitarną, w stodołach często stoją nowe samochody, a sołtys jest dumny ze swojego plazmowego telewizora, choć prawie go nie ogląda.

Pewnego dnia do Szremle Małe przybywa Roman.  Od razu jest zauważony, że nie tutejszy, a "miastowy". Na początku przedstawia się jako pracownik stacji epidemiologicznej mający zbadać sprawę  tajemniczego pomoru owiec. Zatrzymuje się w domu sołtysa, gdzie gospodarz proponuje mu pewną transakcję. Ma udawać jego zięcia i podać dziecko do chrztu jego córki-Marty. Marta wyjechała rok temu ze wsi do miasta i wróciła z dzieckiem. Nie trudno się domyślić, że dla sołtysa jest to raczej powód do wstydu, niż dumy.
  
Jednak ten wiejsko-sielskie życie burzy jeszcze coś. W krótkim czasie zdarzyły tu się trzy samobójstwa górali. Na początku nikomu nie wydaje się to dziwne. Ludzie tłumaczą to sobie, że to skutek wiatru halnego. Podobno tak wpływa na psychikę. Jednak wszyscy trzej zawiśli na takimi samym sznurze z lipowego łyka, a takiego dawno się już nie używa. To budzi pewne podejrzenia, że jednak góralom ktoś pomógł. Ponadto w ostatnim czasie wcale nie wiał halny. Dodatkowo okazuje się, że Roman wcale nie jest pracownikiem urzędowym, tylko początkującym dziennikarzem szukającym jakiegoś ciekawego tematu na artykuł. I tu nadarza mu się okazja na reportaż, trzeba tylko rozwiązać do końca zagadkę samobójstw.

Jak na kryminał, to napięcie tu się dłuuuugo rozkręcało. Akcja nie była zbyt dynamiczna, a fabuła też - zbyt wciągająca. Zagadka również nie była dość skomplikowana, w połowie można by było domyślić się zakończenia.

Jednak... Kreacja bohaterów, ich charakterów, mentalności góralskiej autorowi udała się świetnie. Górale są tu chciwi, zazdrośni, zawistni, przebiegli, zawzięci, wszystko dla nich jest białe lub czarne, odróżniają dobro i zło zgodnie z nakazami religii. Kochają albo nienawidzą, a oba te uczucia są bardzo silne. Ponadto gwara góralska, opisy posiłków, bardzo uwiarygodniły opowieść i czuć było góralski klimat. Bohaterowie powieści zapadają w pamięć. Na przykład Hamerykanka (Handzia) - właścicielka gospody albo Wisiek czy Konfesjarka - gospodyni u proboszcza. Wszystkie te postacie są bardzo wyraziste, ciekawe i zróżnicowane, i tym samym rekompensują trochę słabą fabułę i akcję.

"Wichrołak" to nie najlepszy kryminał, ale powieść obyczajowa naprawdę udana. Kto więc ma ochotę poczuć zapach chleba pieczonego na liściach chrzanowych, wędzonej szynki, schabu i serów domowej roboty oraz wtopić się w góralski klimat, to ta pozycja będzie idealna. 

10 komentarzy:

  1. Chętnie przeczytam ją jako powieść obyczajową (a nie kryminał), ponieważ gór nie znam osobiście a bardzo chciałabym poznać ich magię:))
    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Tez byłam chętna na tek kryminał, ale widzę, że muszę zmienić kąt patrzenia na tę książkę. :) Teraz będę chętna na powieść obyczajową z kryminalnym zabarwieniem. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wydaje mi się interesującą pozycją; lubię ciekawe podejście do folkloru i dobrze uchwycone osobowości ludzi w małych społecznościach. Słyszałam, że halny faktycznie wpływa na obniżenie nastroju i może być przyczyną samobójstw...w dodatku ta tajemnica... skutecznie mnie zachęciłaś do tej lektury!

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  4. czeka na półce na swoją kolej :D

    OdpowiedzUsuń
  5. recenzję przeczytałam pobieżnie by się nie sugerować przy pisaniu własnej, ale grunt, że książka zapowiada się nie najgorzej.

    OdpowiedzUsuń
  6. Hmm... Nie lubię kryminałów, które nie są wciągające. Także chyba ominę tą pozycję. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Oj, a ja go będę miała do czytania i teraz się trochę obawiam...

    OdpowiedzUsuń
  8. Bujaczek - bez obaw ;) to co dla jednych jest wadą, dla innych może być zaletą ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Góry kocham, oscypki uwielbiam, tajemnice mnie wciągają... Może to dla mnie.:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Miałam bardzo dużą ochotę na przeczytanie tej książki, ale skoro akcja jest dość leniwa, to moja ochota zmalała trochę. Kryminał nie powinien być nudny, z drugiej strony nie czytałam jeszcze książki, w której akcja rozgrywałaby się w góralskiej wiosce, więc może jednak będzie ciekawie. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń