niedziela, 27 listopada 2011

"Satynowy magik" Waldemar Łysiak

Wydanie: Nobilis
Wydanie: listopad 2011
wymiary: 150 x 210 mm
oprawa: twarda
liczba stron:  328
ISBN: 83-60297-52-5


Jest! Doczekałam się - najnowsza powieść Waldemara Łysiaka wpadła w moje łapki.

"Był wysoki, szczupły, luzacko–elegancko ubrany i przystojny jak filmowy żigolak, lecz bez tej kelnerskiej gładkości płatnych hotelowych jeburków lub kulturystycznej tępoty plażowych ratowników, która czyni z nich pudle buduarowe bądź lwy kurortowe dla prezesek i emerytek. Fala kruczoczarnej fryzury opadała ku wielkiemu byronowskiemu kołnierzowi, co rozlewał się na ramiona niby śnieżne epolety poetów. Tylko w mundurze oficera marynarki wyglądałby jeszcze atrakcyjniej. Babcie pradawnego sortu mówiły o takich: „Chłopak jak malowanie!”, lub: „Chłopak jak z obrazka!” - to tytułowy bohater. Nie jest on jednak narratorem w  powieści. Jest nim natomiast młody Polak z Galicji - Mateusz, który dzięki ofiarności stryja zaczyna studia na wydziale Historii Sztuki na nieistniejącym uniwersytecie w Germanshaven. Tam właśnie spotyka Satina. Różni ich wszystko: pochodzenie, upodobania, temperament, religia, poglądy, jednak różnice ich charakterów wzajemnie się przyciągają. 

Satin to niezwykle czarujący młodzieniec, zna się na wszystkim i też zna każdego, wykazuje się świetną erudycją i ma upodobania do magicznych sztuczek. Jest w końcu Szatanem, z czego czytelnik zdaje sobie sprawę od samego początku, ale nie  Mateusz (Matt).

Mateusz początkowo oczarowany i zafascynowany nowym znajomym, w krótkim czasie, uzależnia się od niego. Życie studenckie płynie im praktycznie na samych rozrywkach. Cały czas przesiadują w knajpie "Pod wesołym trampem" popijając alkohole, grając w karty,  przy tym korzystając z rozkoszy cielesnych, bo kobiety do nich lgną. Z tymże, że co do tych kobiet -  to mają odmienne upodobania i oczekiwania. Na wykłady chodzą po to, aby Satin pod maską sympatyczności i erudycji upokarzał kolejnych wykładowców. Mateusz za późno orientuje się w prawdziwych intencjach Satina i staje się jego zdobyczą. W odpowiednim momencie Satin uderza w najczulszy punkt Mateusza, w jego największe marzenie, a on traci subtelność umysłu i godność. Satin triumfuje. 

Tyle o bohaterach. Teraz nieco o fabule, z tymże fabuła (akcja) tu nie istnieje, chociaż zakończenie jest zaskakujące, żeby nie powiedzieć - krwawe. Trudno ją nawet określić mianem powieści.To swoisty galimatias, zbiór esejów, aforyzmów, anegdot, kopalnia erudycyjnych ciekawostek i co podobało mi się najbardziej - malarskich wtrętów i odwołań. Czyta to się wyśmienicie, wszystkie te dygresje pieszczą zmysły, zaciekawiają. 

Ale uwaga! Dla czytelników nieznających twórczości Łysiaka będzie to niesamowita gratka dla zmysłów, urzeknie tu interdyscyplinarność pewnych kwestii. Jednak - stali czytelnicy Łysiaka mogą być delikatnie zawiedzeni, tudzież rozczarowani. Powiewu świeżości tu ma, powtarzające się analogie, cytaty, cynizm, wtręty malarskie "wklejone" z "Malarstwa białego człowieka" i te szowinistyczne dygresje. Jednak opinie o kobietach trzeba czytać z pewnym dystansem i przymrożeniem oka, bo inaczej większość kobiet może rzucić książką w kąt.

Summa summarum na pewno jest to pozycja warta uwagi, biorąc pod uwagę choćby jej przesłanie: "Dzieci nie będą buntować się przeciw autorytetowi rodziców, lecz przeciw rodzicom bez autorytetu". Taki cytat wielu dorosłych winno wypisać sobie nad łóżkiem. Ja, z racji tego, że nie przeczytałam wszystkich książek Waldemara Łysiaka - była to dla mnie świetna lektura. Jednakże pozwolę sobie jeszcze na dygresję malarską. Wszyscy wielcy pisarze i malarze swoje 'capolavoro', czyli dzieła życia -  tworzyli jako sędziwi starcy (Tołstoj, Hugo, Freud, Goethe, a z malarzy Goya, Hals, Picasso, Tycjan - który malował zbliżając się do dziewięćdziesiątki). Panu Łysikowi jeszcze do sędziwego wieku trochę brakuje, więc ja czekam na 'capolavoro' Waldemara Łysika, per excellence.

A na dowód posłużę się cytatem z "Malarstwa białego człowieka" (tom IV)
"Starość geniusza jest - jak każda starość - rzeczą z  biologicznego punktu wiedzenia przygnębiającą, lecz z artystycznego może być wyzwalającą, wspaniale ożywczą. (...) Wraca prostota, naturalność i nieskrępowanie dziecka. Dziecięcy temperament i dziecięcy wzrok. Nikną hamulce, można się bawić. Jest tylko jedna różnica między takim staruchem a prawdziwym smarkaczem - staruch posiadł już ocean wiedzy. Nosi go cały w sobie. Dlatego kiedy się bawi - robi to po mistrzowsku, produkując arcydzieła".

13 komentarzy:

  1. Ja miałem już stycznośc z twórczością Łysiaka i dobrze to wspominam.
    Kupiłem tę książkę na prezent tacie i na pewno któregoś dnia pożyczę ją od niego. Zachęciła mnie ta recenzja.

    OdpowiedzUsuń
  2. Książka świetnie się zapowiada :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jako że nie czytałam jeszcze prozy Łysiaka mam nadzieję, że - zgodnie z tym, co piszesz - będzie to dla mnie prawdziwa duchowa uczta. Z ciekawości przeczytam, kiedy nadarzy się okazja:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Widziałam książkę wśród wydawniczych nowości. Z chęcią kiedyś przeczytam, teraz natomiast nabrałam wielkiej ochoty na Malarstwo białego człowieka i piszę list do Świętego Mikołaja, aby go naprowadzić na właściwą drogę poszukiwań.

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo zachęcająca recenzja, więc koniecznie będę musiała zapoznać się z tą książką:))

    OdpowiedzUsuń
  6. Narobiłaś apetytu. Odbieram we wtorek. Kocham Łysiaka z każdej strony.:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Pomimo interesującej recenzji książka chyba jednak nie dla mnie:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie mój typ, tak więc sobie daruję.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam, mam! Ale tak myślę, że zgłosiłam się do anielskiego wyzwania, a tu o szatanie. Może się nawróci? Jak nie, to Guciamal mnie pogoni:)
    No cóż, warto cierpieć dla Łysiaka.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ksiazkowiec - ;)myślę,Guciamal wykaże się wyrozumiałością :) I bardzo ciekawa jestem Twoich wrażeń. Bo ostatnio słyszałam taką opinię, że Łysikiem jest jak z kawiorem - odrobina jest wytworna i pyszna, ale wiadro kawioru - to już przesyt

    OdpowiedzUsuń
  11. A co Pani sądzi o tych dwóch tekstach na temat Łysiaka. Znalazłam adresy do nich na pewnym forum i dla mnie były przyznam szokujące.

    http://kompromitacje.blogspot.com/2011/10/waldemar-ysiak-uswinia-czesawa-miosza.html

    http://kompromitacje.blogspot.com/2011/12/waldemar-ysiak-zgebia-zycie-rzymian.html

    Pozdrawiam i dziękuję za ciekawe omówienia książek

    OdpowiedzUsuń
  12. Witam, dla mnie te artykuły tez były szokujące. Trudno mi się jeszcze do nich ustosunkować, nie zmienia to jednak mojego ogólnego stosunku do Łysiaka. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  13. "tudzież" - widać, że "Satynowy Magik zapadł w pamięć. :)

    OdpowiedzUsuń