czwartek, 29 grudnia 2011

"Dziwne losy Jane Eyre" Charlotte Brontë

tłumaczenie:  Teresa Świderska
wydanie: e-book


Siostry Brontë to z pewnością fenomen w literaturze. Każda z nich pisała inaczej. Dzisiaj nikt tak już nie pisze, dziewiętnastowieczne powieści posiadają klimat, któremu nie sposób się oprzeć. I niech się schowają wszyscy, którzy twierdzą, że jest to powieść przegadana, nudna, o wzniosłym tonie i patetycznych wartościach. Niech się schowają, bo właśnie takie powieści przywracają wiarę w miłość. Miłość opartą o solidny fundament, będącą źródłem satysfakcji, ponieważ mowa jest o miłości spełnionej, wzajemnej, zdolnej do poświeceń. Miłości, która wszytko przetrzyma, która wszystko znosi.

"Dziwne losy Jane Eyre" zauroczyły mnie i zafascynowały, choć nie tak bardzo jak "Wichrowe wzgórza" Emily. Wybacz Charlotte, ale wolę twoją siostrę. Jednak przed tobą również chylę czoła.

Rzędy równo ustawionych ławek, a przy nich stojące dziewczęta - prosto i bez ruchu, wszystkie ze sczesanymi gładko z czoła włosami, bez jednego widocznego loczka, w brązowych, wysoko zapiętych sukniach z wąskimi, białymi kołnierzykami przy szyi i płóciennymi sakiewkami, przywiązanymi z przodu u paska, a mającymi służyć za torebki do roboty; wszystkie nosiły wełniane pończochy i fabrykowane trzewiki, zapięte na mosiężne klamerki - to obraz typowej angielskiej surowej i bardzo rygorystycznej szkoły. Do takiej szkoły uczęszcza nasza bohaterka - Jane. I szczerze powiedziawszy ta część podobała mi się najbardziej i zrobiła na mnie wrażenie, wręcz poruszyła.

Jane to wszytko przetrzymuje i wieku 18 lat zostaje guwernantką dziewczynki - Adelki. Tam los już na zawsze złączył ją z panem Rochesterem. Więcej o fabule nie ma sensu pisać, nie chcę zdradzać wątków, tym którzy może jeszcze tego nie czytali. A skoro jesteśmy przy Edwardzie Rochestererze, to trochę bawiła mnie jedna rzecz. Czy naprawdę wszystkie kobiety w dziewiętnastowiecznej Anglii zwracały się do swoich mężów 'per pan', czy tylko Jane? Rozumiem, że te wszystkie konwenanse, pewne znaki czasów, ale lekka przesada, kiedy Jane głaszcząc po policzku Rochestera i siedząc na kolanach, mówi do niego 'pan'. I nie była to żadna gra wstępna, czy jakieś tam 'droczenie' się - po prostu chyba tak wypadło. O tempora, o mores!

Inna sprawa, że powieść praktycznie jest 'wyprana' z namiętności, żeby nie powiedzieć z seksu. Wiadomo, że po powieści obyczajowej nie spodziewałam się gorących scen erotycznych, ale tu się wszytko kończy na głaskaniu po policzku. A przy tak gorącym uczuciu, to się trochę gryzie. Gdzie ta burzliwość uczuć i powalająca namiętność z "Wichrowych wzgórz"? Na dodatek związek zostaje skonsumowany dopiero wtedy, gdy Rochester traci wzrok i rękę, czyli dla mężczyzny jak najbardziej dwa znaczące erotyczne atrybuty. A z reguły większość mężczyzn to wzrokowcy. Ale nie wnikam dalej.

Jednak na tym właśnie polega fenomen sióstr, choć pisały inaczej, razem się uzupełniały. Charlotte - w przeciwieństwie do Emily, która poddawała się otchłaniom namiętności - postawiała na szlachetność charakteru, na hartowanie w sobie takich cech, które pozwolą żyć w zgodzie z własnym sumieniem. Jane uznaje za bluźniercze i niewłaściwe młodzieńcze zachowanie Rochestera, ale również zimną religijność St. Johna Riversa. Krytykuje też pokorną pobożność. Dlatego wiedzie skromne życie, wierząc w Boga, ale równocześnie wierząc w to, że życie na ziemskim padole również może być szczęśliwe. I to zostaje jej wynagrodzone.

Mimo, że nie powaliła mnie namiętność, to szalenie ciekawie się czytało "Dziwne losy Jane Eyre". Niesamowity i prawdziwy obraz epoki, surowy i posępny klimat Anglii i wielki romans w tle. Cud - miód, po prostu KLASYKA przez wielkie K. Taki pokarm dla duszy, przywracający wiarę w prawdziwą miłość.

5 komentarzy:

  1. Mam tę książkę na swojej liście i jak tylko nadarzy się okazja, na pewno przeczytam:))

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam coraz większą ochotę na tę książkę ;-) I pewnie niedługo się za nią zabiorę, ale póki co - leży i czeka.

    OdpowiedzUsuń
  3. Chciałam sobie umilić Nowy Rok i wypożyczyć lekturę, ale jak na złość wszystko wypożyczone i to w dwóch bibliotekach! Fenomen czy chochlik? Moje zniecierpliwienie rośnie :)
    Moc pozdrowień

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiedyś to czytałam, jeszcze młoda i naiwna byłam. Z rozrzewnieniem wspominam tę pozycję, czytałam ją akurat, gdy miałam jakąś straszną chandrę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo chcę przeczytać tą książkę ;) Klasykę uwielbiam, zwłaszcza te utwory, które powstały w XIX wieku ;)

    OdpowiedzUsuń