sobota, 26 lutego 2011

„Viagra mać” tom 1 Rafał A. Ziemkiewicz

Rafał Ziemkiewicz to wybitny felietonista, którego artykuły możemy znaleźć w licznych gazetach, portalach internetowych i nie tylko. „Viagra mać” to zbiór jego kilkudziesięciu felietonów publikowanych przez kilka lat w różnych miejscach. Ostre, dobitne, celne - tak felietony Ziemkiewicza określają wydawcy i to najbardziej trafne określenia. Poświęcone są polityce, życiu społecznemu i mediom. 

W pierwszym felietonie Autor wprowadza pojęcie Roju, który przewija się przez większość jego tekstów. Co to takiego Rój? To ludzie, którzy: "samym instynktem głupoty odnajdują się wzajem, rozumieją się wspólnym językiem i obyczajem" i każdy z osobna, ale wspólnie z innymi, pracują nad tym, aby unicestwić podstawy, na których trzymała się  europejska cywilizacja.  

Autor obwinia za istniejącą sytuację polityczną i społeczną konkretnych ludzi, ukazuje, w jaki sposób manipuluje się informacjami, podając przykład dziennika „New York Times”, który najbardziej się w tym specjalizuje. Ziemkiewicz lubi zaglądać na omijane strony życia. Stara się przeniknąć wstydliwe i pilnie strzeżone tajemnice cywilizacji, odsłania fakty, o których media  milczą. Twierdzi, że wielkie sprawy słabo trafiają do  większości ludzi, zwłaszcza w czasach miniaturalizacji charakterówskazy umysłu.

Czytając te felietony można by rzec: "O tempora! O mores!", bo gdy za głęboko się w nie wejdzie, to człowiek ma już tylko ochotę się pociąć. Korupcja polityków, stronniczość  i wybiorczość  mediów, upadek nauki, niesolidność dziennikarzy, znieczulenie i ogólna tępota społeczeństwa,  bezkarność komunistów-zbrodniarzy, którzy teraz spacerują sobie z pieskami, o tym wszystkim pisze Ziemkiewicz. Normalnie istny dekadentyzm! Ale spokojnie. Na tym polega fenomen Pana Ziemkiewicza, który przekonuje nas  w swoich felietonach, że choć jest strasznie, to też jest śmiesznie, i   że ze wszystkiego możemy mieć  kupę radości. Ja tak miałam po lekturze tej pozycji, poza tym dowiedziałam się więcej  o polityce ostatnich lat niźli z jakiś opracowań historycznych. Chylę czoła przed Panem Ziemkiewiczem, podziwiam, uświadomił mi wiele spraw, Nową Wspaniałą Hipokryzję, do której trzeba mieć dystans i poczucie humoru, bo znowu o "O tempora! O mores!". 

Bardzo spodobała mi się książka Pana Ziemkiewicza, a skoro mi się spodobała zgonie z zaleceniem Autora sięgnę po następne.  Jedynie co mi zabrakło to dat, a jako kobieta miałam pewne problemy z orientacją czasową ;)

Zakończę jednak cytatem Juliusza Słowackiego z "Beniowskiego", tudzież bardzo pasującym do wyżej zrecenzowanej pozycji:

"Chodzi mi o to, aby język giętki
Powiedział wszystko, co myśli głowa,
A czasem był jak piorun jasny, prędki,
A czasem smutny jako pieśń stepowa,
A czasem jako skarga nimfy miętki,
A czasem piękny jak aniołów mowa"

czwartek, 24 lutego 2011

"Elementarz" Marian Falski

Ala ma kota. Któż nie pamięta tego zdania?
"Elementarz" Mariana Falskiego, z ilustracjami Janusza Grabiańskiego ukazał się pierwszy raz w 1910 roku. Jednak pierwsze druki uważane za elementarze, tzw. abecedariusze, pojawiły się w XVI wieku. Najstarszy, zachowany w całości elementarz polski został wydany w 1633 w Wilnie i wyróżniał się bardzo starannym opracowaniem. Znany i ceniony był Elementarz dla szkół parafialnych narodowych, wydany 225 lat temu przez Komisję Edukacji Narodowej w Krakowie. W roku 2010 przypadło 100-lecie pierwszego wydania elementarza  Nauka czytania i pisania. Stąd wznowienie wydania. Tyle z historii, przejdźmy  do samego elementarza. I tu wielkie zdziwienie, zdanie Ala  ma kota w ogóle się w książce nie pojawia. Pierwszy bohater to As i jest psem. Potem pojawia się Ala i Ola, które mają lale.  
Ala i As. Lala Ali. As Ali. As i osy. Ala i osy.
Co zwraca uwagę, przy przeglądaniu pierwszych stron elementarza? Nagromadzenie samogłosek przy jednoczesnym oszczędnym używaniu spółgłosek, ale o to przecież chodzi w nauce czytania. Zdania muszą nadawać się do chóralnego powtarzania. Nie ulega wątpliwości  pozycja wywołuje uśmiech na twarzy i ogromny sentyment. Szczególnie, gdy przegląda się dalsze czytanki. Zauważalny jest podział na miasto i wieś. Czym zajmują się dzieci na wsi, a czym w mieście, jak wygląda ich droga do szkoły i oczywiście jaki zawód mają rodzice. Najbardziej pożądane, a raczej pożyteczne zawody to murarz, kominiarz, kolejarz, szewc, pracownik fabryki, aptekarz. Poza tym wierszyki Murzynek Bambo, Dwa Michały, Paweł i Gaweł, Kotek są nieśmiertelne.  A oto parę moich ulubionych "czytanek", niby proste, ale nie jeden miałby trudności z wymówieniem. 

 A oto As Ali i osa.
As stoi. A osa lata.
Ta osa lata i lata.
Taka to ta osa.

Jajko smakuje Oli.
Ale  jak Ola je jajko?
-Oj, Olu! Oj , Olu!
Kto tak je jak ty!  

One idą do kasy.
Ali tak pilno do kina.
A tam stoi kolejka.
To i one tam stoją.  

Orka 
Można orać konikiem.
Ale lepiej i prędzej, 
i lżej orać traktorem.

 Żniwa
Można kosić zboże kosą.
Ale lepiej i prędzej, 
i lżej żąć żniwiarką.

A jednak zdanie "Ala ma kota" jest związane z elementarzem jak żadne inne. Ala ma kota i zawsze będzie go już miała...  Ja mam ogromny sentyment do tego elementarza, mimo paru naprawdę "wychowawczych" tekstów.

wtorek, 22 lutego 2011

„O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu” Haruki Murakami


Swoją przygodę z Japończykiem zaczynam od jego pamiętnika. Nie są to bynajmniej wspomnienia sportowca, Murakami rzadko odnosi się do wyników, rekordów czy tabel. To zestaw zapisków tworzonych na marginesie codziennej pracy, zbiór refleksji, które nie zmieściłyby się w zwykłych powieściach. Opowiada za to o zmaganiu się z samym sobą, z własnymi słabościami, o pracy jaką wykonał w czasie swojego życia, by zostać tym, kim jest teraz. Pisze, że aby spełniać najskrytsze marzenia, trzeba im oddać całe swoje serce. Jest to książka o pasji biegania, o pasji pisania, ale również o zmierzeniu się z upływającym czasem, ze starością. Większość mężczyzn twierdzi, że wiek 40 lat jest kresem, że nie wyobrażają sobie  siebie jako staruszków. Przywołany przez Murakamiego Mick Jagger powiedział kiedyś: "Wolałbym umrzeć, niż śpiewać Satisfaction w wieku czterdziestu pięciu lat ". Teraz jest już po sześćdziesiątce i ciągle śpiewa Satisfaction. Murakami również udowadnia, że pewne rzeczy po prostu można, jeśli się bardzo chce.  

I jak sam twierdzi, że nie został pisarzem dlatego, że ktoś go o to prosił. Pewnego dnia ni stad, ni zowąd zachciało mu się napisać książkę. A innego dnia zachciało mu się biegać i zmienić styl swojego życia.

A o czym myśli jak biega? O niczym, zachwyca się na przykład jesienią w Nowym Jorku, bryzą porannego morza na Hawajach, zachodzącym słońcem w Bostonie. Czytając to skojarzyła mi się scena z filmu Rocky, kiedy Stallone wbiegał po schodach do bostońskiej biblioteki. Też był zdeterminowany i pochłonięty pasją.     

Lekki styl i dystans do tematu przy jednoczesnym ogromnym zaangażowaniu, sprawia, że książkę czyta się szybko, choć momentami Haruki się powtarza. Pamiętnik Murakamiego będzie ciekawą lekturą dla tych, którzy z bieganiem nigdy nie mieli nic wspólnego, ale również dla tych, którzy na co dzień  nie do końca wierzą we własne siły, to dojrzała refleksja człowieka na temat czerpania radości z życia, przemijania, godnego starzenia się. Pochwała uporu, determinacji, wiary we własne możliwości i spełnianiu marzeń. Obróciłam książkę, bo podoba mi się okładka-zdjęcie. Biegać tak codziennie nad brzegiem morza, coś pięknego...   

niedziela, 20 lutego 2011

"Małe zbrodnie małżeńskie" Éric-Emmanuel Schmitt

"Kocham cię i to mnie zabija"
Lekka lektura, do przeczytania w godzinkę, pochłaniająca i dająca zarówno powody do śmiechu, jak i do przemyśleń.
Bohaterami są  Lisa i Gilles, małżeństwo z 15-letnim stażem. Małżonek wraca ze szpitala do domu z amnezją. Wita go kochająca żona, która pragnie pomóc mu w odzyskaniu pamięci. Opowiada więc mu o ich dawnym, wspólnym życiu, opowiada o nim samym, kim był, jak się zachowywał, czym się zajmował. Przedstawia go jednak takiego, jakim by chciała, by był w rzeczywistości, idealizuje go, ukrywa jego wady, a wyostrza zalety. Nie bierze jednak pod uwagę tego, że Gilles również kłamie.  Gilles tylko udaje amnezję, aby dowiedzieć się prawdy o żonie. Jak się skończy ta intryga? Kto pierwszy zorientuje się, że druga osoba kłamie? Przeczytajcie...


Schmitt pokazuje tu, jak człowiek potrafi przyzwyczaić się i znudzić drugą osobą. I mimo, że nadal darzy ją gorącym uczuciem, woli od niej odejść, niż walczyć o nią. Porusza problemy z jakimi boryka się większość małżeństw. Jak sprostać takim problemom? Kto kocha bardziej, kobieta czy mężczyzna? Kto jest bardziej skłonny do kompromisów? A jak się kocha za bardzo, to może lepiej pozwolić drugiej osobie odejść? Czy miłość zawsze wiąże się z cieprieniem? Na te pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Każdy związek musi wypracować sobie odpowiedni sposób na rozwiązywanie problemów, na rutynę, na nudę. 
Vincent van Gogh powiedział kiedyś:

"Kochać to także umieć się rozstać. Umieć pozwolić komuś odejść, nawet jeśli darzy się go wielkim uczuciem. Miłość jest zaprzeczeniem egoizmu, zaborczości, jest skierowaniem się ku drugiej osobie, jest pragnieniem przede wszystkim jej szczęścia, czasem wbrew własnemu."

Wiele w tym prawdy, ale zawsze warto walczyć o miłość i czasem nie można pozwolić jej odejść, bo jeśli jest prawdziwa, to przezwycięży wszystko Amor omnia vincit  
 
Poza tym padają w tej książce piękne słowa o miłości, kwintesencja...
"Nie można uciec od własnego przeznaczenia. Ty jesteś moim przeznaczeniem. Nigdy nie będziemy należeć do siebie fizycznie, ale należymy duchowo. Zapadłeś we  mnie tak głęboko, ja zapadłam w ciebie, jesteśmy uwięzieni. Nawet kiedy cieleśnie nie jesteś moim mężczyzną, jesteś w moich wspomnieniach, moich marzeniach. Możemy się rozłączyć, lecz nie możemy się już rozstać (...) Co to znaczy kochać mężczyznę? To znaczy kochać go na przekór sobie, na przekór niemu, na przekór całemu światu. To znaczy kochać go w sposób, na który nikt nie ma wpływu. Kocham twoje pragnienia, a nawet awersje, kocham ból, jaki mi zadajesz, ból, którego nie odczuwam jako bólu, ból, o którym od razu zapominam, który nie pozostawia śladów. Kochać to znaczy mieć tę wytrzymałość, która pozwala przechodzić przez wszystkie stany, od cierpienia do radości, z tą samą intensywnością (...) Moja miłość do ciebie to jądro, to mgławica w głębi mojego umysłu, to coś, do czego nie mam dostępu, czego nie mogę zmienić. Jakaś cześć ciebie wciąż we mnie żyje. Tkwisz we mnie. Jestem twoim odbiciem, ty jesteś moim, żadne z nas nie może istnieć oddzielnie."    

I jeszcze jedno  podobało mi się, że Gilles całował Lisę po szyi. Ja uwielbiam jak mój mężczyzna całuje mnie po szyi. Bo tego wszystko się zaczęło... 

piątek, 18 lutego 2011

"Czarownica Czesia" Korky Paul, Valerie Thomas

Będzie krótko. Świetna pozycja dla maluchów. 
 
Czarownica Czesia mieszka w czarnym domku, w którym wszystko jest czarne: dywany, fotele, łóżko, pościel, nawet wanna. Razem z Czesią mieszka zielonooki kot Czarofon, który oczywiście też jest czarny. I stąd się biorą kłopoty Czesi. Kiedy bowiem Czarofon nie śpi i ma otwarte oczy, widać go wszędzie. Natomiast kiedy śpi i oczy ma zamknięte, Czesia przestaje go widzieć, co jest przyczyną jej upadków, potknięć i stłuczeń. Pewnego więc razu Czarownica posiedziała: "Dość!"  Co zrobiła Czesia, aby ułatwić sobie życie? Czy od razu jej się udało? Co się stało z Czarofonem? Warto sięgnąć po tą książeczkę! Czesia jak i Czarofon wzbudzają  od razu sympatię, przy czytaniu można zainscenizować cały utwór. Świetna i przyjemna zabawa dla dzieciaków. I jeszcze jedna zaleta książeczki. Na koniec dołączona jest angielska wersja utworu, dlatego pomaga w nauce angielskiego.   
ABRAKADABRA! :)

czwartek, 17 lutego 2011

"Miłość w czasach zarazy" Gabriel García Márquez

Bardzo duże oczekiwania miałam z tą książką. Pierwszy rozdział zrobił na mnie wrażenie, szczególnie postać Juvenala Urbino, człowieka u schyłku życia, które poświecił w całości swemu miastu oraz wybrance życia, Ferminie. Ciekawie został również przedstawiony Jeremiasz de Saint-Amour i jego ukrywany sekret.

Zagłębiając się dalej muszę przyznać, że książka zaczęła mnie męczyć. Główna bohaterka- Ferminia Daza od początku nie wzbudziła mojej sympatii, jak i również Florentino Ariza. Ona - dystyngowana kobieta twardo stąpająca po ziemi, żyjąca według własnych reguł, moim zdaniem, egoistka, nie licząca się z uczuciami innych, nie potrafiąca odwzajemnić tych uczuć, nawet, jak się później okaże, do własnych dzieci. On - niepoprawny marzyciel i romantyk, któremu przypadkowe spojrzenie dało początek miłosnemu kataklizmowi. Ona odrzuca jego miłość, wychodzi za mąż za innego, pozostawiając jednak iskierkę nadziei. Florentino Ariza ból pierwszego odrzuconego uczucia gasi przelotnymi romansami w ramionach kobiet, które tak samo jak on szukają miłości i stabilizacji. Ponieważ według jego życiowego podejścia  -  zdobyć kobietę, którą się kocha, można jedynie, oczekując na śmierć swojego przeciwnika. Powoli zaczyna gubić się w ciasnych i grzesznych zakamarkach własnej namiętności. Losy ich się jednak ciągle krzyżują. I to sprawia, że czeka 51 lat, 9 miesięcy i 4 dni. Za bardzo dla mnie to  archaiczne.

Poza tym miejsce akcji - Karaiby, zostały przedstawione bez klimatu. Autor z ogromną dokładnością opisuje, kawałek po kawałku, kolonialne budynki, ciasne uliczki, duszne salony miejscowych dygnitarzy, zawijające do portu statki, zapowiadające miastu swe przybycie dźwiękiem syren okrętowych. I właśnie za dokładnie, traci się przy tym wątek, przez to nie mogłam wyobrazić sobie tego klimatu. 
 
I prawdopodobieństwo psychologiczne takiej sytuacji jest znikome. Jeszcze jedna scena to potwierdzająca. Podczas podroży poślubnej Ferminia i doktor Juvenal kochają się naimętnie codziennie przez trzy miesiące, natomiast, gdy wracają przestają się kochać. Mało prawdopodobne. Ale chyba na tym polega realizm MAGICZNY (opis bogactwa doznań zmysłowych, obszerne użycie symboli i metaforyki, zniekształcenie czasu, który zatacza koło, a nawet zanika, gdzie ludzkie emocje i seksualność w odniesieniu do społeczności są tematem szczegółowej analizy, i odwoływanie się do wyobraźni). Wszystko tu jest, nawet za bardzo. Do mnie ta magia nie przemawia, ale pewnie będę w mniejszości, bo wielu tak książka zachwyca. Nie ulega wątpliwości, że jest to historia najcierpliwszej miłości w historii literatury. Spełnionej u kresu życia, ale czy pięknej i szczęśliwej. Pięknej- może, szczęśliwej na pewno nie. A może ja po prostu przestałam wierzyć w czekanie i MIŁOŚĆ... 

recenzja też na projekt nobkiści

wtorek, 15 lutego 2011

"Fizycy" Friedrich Dürrenmatt

Okładka i sama książka może zniechęcić, i odstraszać. Ale wytrwajcie. Wczoraj przy przeglądaniu papierów  i  wynoszeniu ich do garażu wpadła w moje ręce ta pozycja,  która trochę pokrzyżowała moje plany czytelnicze. Skupię się na drugim tytule, pierwszy czytałam w liceum (w oryginale, na niemieckim, o zgrozo! wtedy wydawało mi się to traumą). Ale co do "Fizyków". To to dwuaktowa komedia napisana w 1961 roku...

Dwunastego sierpnia zamordowano młodą pielęgniarkę Dorotę Monser. Po niespełna trzech miesiącach w tym samym miejscu pojawia się następna ofiara - siostra Irena. Ustalenie nazwisk zabójców nie sprawiło kłopotu, bo mordercy chociaż nie byli do końca przytomni - sami przyznali się do winy.

Usytuowana na skraju miasta willa, eufemistycznie zwana sanatorium, jest po prostu prywatnym szpitalem dla obłąkanych. Jego właścicielka Matylda von Zahnd - wiecznie przygarbiona stara panna, ma opinię psychiatry doskonałego. Lekarka dba do przesady o renomę zakładu, więc zabójstwa, policja, atmosfera skandalu i sensacji nie przysporzą szpitalowi dobrej sławy. Dlatego próbuje bezboleśnie zażegnać całą sprawę. Wysyła na rozmowę z policjantem najbardziej opanowaną i konkretną pielęgniarkę, sama zaś, jak przystało na humanitarnego lekarza, pozostaje w tym czasie przy obłąkanym zabójcy.

niedziela, 13 lutego 2011

"Beatrycze i Wergili” Yann Martel

"Beatrycze i Wergili” została przez krytykę światową odebrana w sposób skrajnie różny. Po przeczytaniu jej też mam mieszane uczucia. Trudno jednoznacznie odnieść się do pomysłu Yanna Martela, który postanowił ukazać tragedię Holocaustu w formie alegorii zwierzęcej. Jasno nawiązuje też do „Boskiej komedii” Dantego,  gdzie  Beatrycze oprowadza bohatera-autora po Niebie, zaś Wergili jest jego przewodnikiem po Piekle i czyśćcu..

Na początku powieści autor argumentuje swój punkt widzenia, prowadzi rozważania na temat literatury, przedstawia zalety zarówno faktograficznych esejów, naturalistycznych opowieści, jak i fikcji literackiej.

Poznajemy Henry'ego, który napisał książkę o Holocauście. Forma była oryginalna, miała bowiem postać książki dwustronnej, tzw. flip-booka – o dwóch okładkach. Z jednej strony będącego naukowym esejem, z drugiej zaś alegoryczną fikcją, ukazaną  za pomocą zwierząt. Dzieło zostało bardzo źle przyjęte przez krytyków, a Henry dostał czerwone światło na następne książki

Rozgoryczony, rezygnuje z pisania, wyjeżdża do innego miasta, zmienia tryb życia. Pewnego dnia otrzymuje tajemniczy list. Zawiera on „Legendę o św. Julianie Szpitalniku”- nowelę Gustava Flauberta oraz fragmenty dziwnego scenopisu: część alegorycznej sztuki, której bohaterami są oślica Beatrycze i wyjec rudy – małpa Wergili. W nadesłanej próbce autor fascynująco opisuje dialog między zwierzętami na temat wyglądu, smaku i zapachu gruszki. Wiedziony instynktem i ciekawością twórcy, trafia do pracowni wypychacza zwierząt. Miejsce wydaje się dziwne i  tajemnicze, a wypchane zwierzęta, sprawiają wrażenie jakby taksydermista tchnął w nie nowe życie. Pisarz poznaje kolejne sceny dramatu. Atmosfera staje się coraz bardziej mroczna, a zabawna z początku sztuka okazuje się być czymś zupełnie innym – alegoryczną opowieścią o tragedii Holocaustu.

I tu właśnie pojawiły się moje mieszane uczucia. Nie wiem czy o takiej tragedii można pisać w takiej formie. Jak się okazuje można. Pomysł jak najbardziej oryginalny, ale jakoś mnie nie przekonał, coś  mi się tu kłóci. O Holocauście wolę chyba czytać w formie literatury pięknej lub faktu. Chociaż powieść czyta się jednym tchem. Mimo, że naszpikowana symbolami, przemyśleniami, metaforami – jest spójna i płynna w odbiorze.  Tylko ten pomysł mnie nie przekonał... ale pewne fragmenty w powieści bardzo mi się spodobały, np. rozmowa Beatrycze i Wergilego na temat wiary:

WERGILI "...wiara jest niczym przebywanie na słońcu. Czy możesz nie rzucać cienia, kiedy jesteś na słońcu? Czy możesz strząsnąć z siebie ten obszar ciemności, który przywiera do ciebie, zawsze taki sam jak ty, jakby chciał, żebyś o sobie pamiętał? Nie możesz. Tym cieniem jest zwątpienie. I chodzi za tobą, dokądkolwiek pójdziesz, tak długo, jak długo jesteś na słońcu. A kto nie chciałby być na słońcu?

BEATRYCZE Ale słońce zaszło, Wergili, zaszło! (zalewa się łzami i zaczyna głośno łkać) "       

 Albo wstrząsające gry dla Gustava

GRA NUMER DWA
Jesteś fryzjerem. Pracujesz w pomieszczeniu pełnym ludzi. Strzyżesz ich, a potem są wyprowadzani i zabijani. Robisz to cały dzień, codziennie. Przybywa nowa grupa. Rozpoznajesz żonę i siostrę bliskiego przyjaciela. One też cię rozpoznają, z radością w oczach. Obejmujecie  się. Pytają, co się z nimi stanie. Co im mówisz?

GRA NUMER DWANAŚCIE
Ta tabletka wymaże twoją pamięć, mówi lekarz. Zapomnisz, co wycierpiałeś i co straciłeś. Ale zapomnisz również o wszystkim. Czy połkniesz tabletkę?
 

piątek, 11 lutego 2011

:(

Dziś nastrój melancholijny i delikatnie depresyjny. Nawet na czytaniu nie mogę się skupić. Dlatego takie pozycje, które jakoś mnie jeszcze podtrzymują...





 




środa, 9 lutego 2011

"Jak wygrać miłość? Instrukcja obsługi" Jacek Pulikowski


Nie jestem zwolenniczką poradników w stylu: Jak go zatrzymać? Jak go zdobyć? Co zrobić, żeby go zdobyć?  Raczej większość tych pozycji pisana jest na przysłowiowe "jedno kopyto". Dlatego rzadko kupuje takie pozycje, ale czasami robię wyjątki. I tak wyższa pozycja jest takim właśnie wyjątkiem. Poza tym książka napisana przez mężczyznę, a śmiem twierdzić, że faceci do pewnych spraw mają bardziej zdrowe podejście. My, kobiety, niestety  podchodzimy do wielu spraw zbyt emocjonalnie. Ale jak tu nie mówić o emocjach, kiedy chce się mówić o miłości? I już sam tytuł sugeruje męski punkt widzenia, że do wszystkiego należy mieć instrukcję, jak do obsługi pralki lub kuchenki mikrofalowej, a wtedy sukces murowany. I właśnie autor  określa ścisłe zasady koniecznego przygotowania i niezbędnych wyrzeczeń, reguły gry i kryteria zwycięstwa, by każdy wiedział, co musi zrobić, ile z siebie dać, aby w swoim życiu WYGRAĆ MIŁOŚĆ.

I o dziwno, ma rację. By wygrać, trzeba się natrudzić i wysilić. Ale nagrodą za zwycięstwo miłości jest szczęście własne, szczęście bliskich, więcej szczęścia w świecie oraz - szczęście wieczne. Mało odkrywcze, ale oczywiste. A czasami trzeba mówić, potwierdzić oczywistości, żeby pewne sprawy stały się jasne.

"Miarą inteligencji człowieka jest czas, na jaki potrafi on wybiec myślami i planami w przyszłość"  Spodobał mi się ten cytat.

Książka pięknie wydana, świetny prezent na zbliżający się dzień. Czyta się lekko, mimo to dostarcza refleksji i uświadamia oczywistości.  POLECAM GORĄCO!

poniedziałek, 7 lutego 2011

"Wesoła matematyka Bolka i Lolka" Janusz Jabłoński

Dziś  w moje ręce wpadła mi super pozycja :) Któż nie pamięta Bolka i Lolka. Ja akurat się na tym wychowałam. 

"Była piękna wrześniowa niedziela. Chociaż słoneczna pogoda zachęcała do spaceru, Bolek i Lolek cały dzień spędzili w domu. siedzieli przy swoich biurkach i rozwiązywali zadania matematyczne..."  

Tak zaczyna się ta 30-stronicowa książeczka. Chłopcy siedzą przy matematyce, ale jakoś nic nie wchodzi im do głowy. I nagle pojawia się Pitagoras, który zabiera ich w niezwykłą podróż. Filozof i matematyk oprowadza chłopców po zakamarkach "królowej nauk", pokazując, że matematyka nie jest taka straszna. Książeczka pełna jest ciekawostek, zagadek, niby oczywistych, ale zmuszających do myślenia, nawet dorosłego. Pitagoras pokazuje, że matematyka jest z nami zawsze i wszędzie. Można ją spotkać w sklepie, na ulicy, na podwórku, słuchając muzyki, zamawiając pizzę. Dlatego warto nauczyć się logicznie myśleć i poznać tajemnice liczb.  W bardzo ciekawy sposób opowiada też o innych matematykach. 

Polecam wszystkim dorosłym, którzy chcą odpowiedzi na oczywiste pytania matematyczne, na które czasami, aż wstyd się przyznać, ale się nie zna odpowiedzi :) I oczywiście dzieciom, szczególnie na etapie szkoły podstawowej, ponieważ naprawdę ta pozycja sprawia, że zaczyna się lubić matematykę. Jedynym minusem dla dzieciaków może być to, że bohaterowie to tylko Bolek i Lolek. W dobie postaci w 3D, Shreków, Zygzaków Mcqueen'ów, Bolek i Lolek mogą się wydawać zbyt płascy i nudni. Ale nie dla mnie... Bolek i Lolek kojarzy mi się z dzieciństwem i Telerankiem, dlatego dziś również odbyłam sentymentalną podróż w krainę dzieciństwa ;)    
   

niedziela, 6 lutego 2011

"Afrykańska odyseja" Klaus Brinkbäumer

Afryka - kontynent sprzeczności 

Afryka otrzymuje na głowę mieszkańca więcej pomocy niż wszystkie kontynenty razem wzięte i jednocześnie tu znajduje się najwięcej "najuboższych krajów świata" - paradoks pomocowy.
Afryka dysponuje najszlachetniejszymi bogactwami naturalnymi  i mimo to jest zadłużona - paradoks bogactw naturalnych. 
W Afryce są kraje rolnicze o wielkim potencjale, ale ich rolnictwo jest tak zacofane, że muszą importować produkty żywnościowe - paradoks rolniczy.
 
O takiej właśnie Afryce pisze Klaus Brinkbäumer i wyrusza w podróż z byłym uchodźcą z Ghany – Johnem Ampanem, który po czternastu latach spędzonych w Europie postanowił powrócić do domu.

Podróż, taka jaką odbył John Ampan i jaką odbywały miliony innych, to narażenie się na niekończące się ryzyko. Na śmierć z ręki policjanta, na śmierć za Saharze, na trąd, na deportację u kresu podróży, na wywiezienie ciężarówką na Saharę i porzucenie bez mapy, wody i jedzenia. Na to, że nawet prawdziwe dokumenty nie muszą pomóc na przejściu granicznym, jeśli ich posiadacz ma czarny kolor skóry. Wreszcie na to, że nawet w afrykańskim porcie zdarzyć się może tak, że jedynymi przyjmowanymi walutami są euro i dolar. W swojej książce autor nie pisze tylko o Johnie, porusza w swym reportażu szereg problemów międzykontynentalnych, które wciąż oddalają Afrykę od Europy. Mówi o przyczynach, skutkach, dokonuje analizy. Poza tym reportaż wolny jest od dydaktyzmu, w prostych i wyrazistych słowach opisuje rzeczy trudne do wyobrażenia. Oddaje złożony i wielobarwny obraz Afryki. I tak jak twierdzą wydawcy: "W tej książce Europejczyk przegląda się w lustrze.."
 
Fragment swojej książki Brinkbäumer poświęcił Ryszardowi Kapuścińskiemu. Autor "Afrykańskiej odysei" gościł u Kapuścińskiego przez kilka dni, prowadząc dyskusje o Afryce, Herodocie, Bronisławie Malinowskim i krajach Trzeciego Świata. Niemiecki dziennikarz mówi o Kapuścińskim: ekspert, mistrz politycznego reportażu podróżniczego. Chociażby dla tych kilku ważnych opinii warto po nią sięgnąć.

Ta książka to  reportaż drogi, lecz nikt nie chciałby w taką drogę wyruszyć. Albo reportaż o marzeniach, które sprowadzają się do snów o zaspokojeniu najprostszych potrzeb. O nadziei i szansie, która często jest złudzeniem. O życiu poza prawem i życiu bezprawnym naznaczonym stygmatem czarnej skóry. O anonimowej śmierci w wodach Morza Śródziemnego lub pośród piasków Sahary. Słowem - reportaż o ludzkim nieszczęściu doskonałym, czyli o afrykańskich uchodźcach zmierzających do europejskiego raju.

Po lekturze "Afrykańskiej odysei" wszystkie moje problemy i  marzenia wydały mi się egoistyczne. Nowa torebka, pieniądze na następne książki, jak zorganizować sobie ferie, co ugotować jutro na obiad - to zaprząta moje myśli. W takim momencie dziękuję Bogu, że mieszkam w Europie, że urodziłam się w Polsce i że mam takie problemy. I nie muszę się martwić o to, jak zdobyć półtora tysiąca dolarów na miejsce w pontonie, na miejsce w środku pontonu, bo ze środka rzadziej się wypada do wody, płynąc do raju...    
recenzja też na reporterskim okiem

czwartek, 3 lutego 2011

Trochę wybiórczo i stronniczo o twórczości Wisławy Szymorskiej

Wiersz, który ukazał się w tomiku pt. "Pytania zadawane sobie" w 1954 roku

Wstępującemu do Partii
Pytania brzmią ostro,
ale tak właśnie trzeba,
bo wybrałeś życie komunisty
i przyszłość czeka
twoich zwycięstw.

Jeśli jak kamień w wodzie
będzie twe czuwanie,
gdy oczy zamiast widzieć
będą tylko patrzeć,
gdy wrząca miłość
w chłodne zamieni się sprzyjanie,
jeśli stopa przywyknie do drogi najgładszej.

Inny wiersz, gdzie Wisława Szymborska głosi chwałę Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej

(...) Kandydat, który poważnie myśli o zostaniu członkiem Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej powinien sobie do końca uświadomić, że nie jest ona tylko zwykłą partią polityczną, ale czymś więcej:

Partia. Należeć do niej,
z nią działać, z nią marzyć,
z nią w planach nieulękłych,
z nią w trosce bezsennej -
wierz mi, to najpiękniejsze
co się może zdarzyć
w czasie naszej młodości
- gwiazdy dwuramiennej. 

I w sercu Pani Wisławy uwielbienie dla ludzi mających krew na rękach i znanych z pogardy dla politycznych przeciwników. Wisława Szymborska o Stalinie:

Ten dzień (o śmierci Józefa Stalina)

Jaki rozkaz przekazuje nam
na sztandarach rewolucji profil czwarty?
- Pod sztandarem rewolucji wzmacniać warty!
Wzmocnić warty u wszystkich bram!
Oto Partia - ludzkości wzrok.
Oto Partia: siła ludów i sumienie.
Nic nie pójdzie z jego życia w zapomnienie.
Jego Partia rozgarnia mrok.
Niewzruszony drukarski znak
drżenia ręki mej piszącej nie przekaże,
nie wykrzywi go ból, łza nie zmaże.
A to słusznie. A to nawet lepiej tak.

Dla dobra tego komunizmu pani Wisława Szymborska wraz z I. Garztecką opracowała śpiewnik harcerski „Drużyna śpiewa”. Oto tytuły 16 wychowawczych pieśni z tego śpiewnika:

– Międzynarodówka
– Czerwony sztandar
– Na barykady – pieśń rewolucyjna z 1905 roku
– Kowal – tradycyjna pieśń rewolucyjna
– Hymn Światowej Federacji Młodzieży Demokratycznej
– Bądź zawsze gotów – hymn pionierski z 1928 roku
– Piosenka pierwszomajowa
– Marsz młodzieży radzieckiej (sowieckiej)
– Kraina cudów zwą nasz wielki kraj
– Marsz pionierów węgierskich
– My pokoju wierna straż
– Pochód przyjaźni
– Zetempowiec
– Miliony rąk
– Piosenka o Pałacu Kultur

I parę faktów  z  życiorysu
Pod koniec 1951 roku UB dokonało licznych aresztowań w Kurii Krakowskiej. Do więzień trafiło kilkunastu księży, którym władze komunistyczne postawiły fałszywe, na ogół kryminalno-polityczne zarzuty, ze szpiegostwem, dywersją i zdradą włącznie. Na początku 1953 roku zapadły wyroki: trzy kary śmierci i kary długoletniego więzienia. Księża byli torturowani, znęcano się nad nimi również psychicznie, co było zresztą wówczas regułą i wszyscy o tym wiedzieli. Gdy skazani oczekiwali w celi śmierci na wykonanie wyroku, krakowscy literaci, którzy wierzyli w Stalina - wiarą Szymborskiej uchwalili "Rezolucję Związku Literatów Polskich w Krakowie w sprawie procesu krakowskiego"...
I  krakowską rezolucję, domagającą się śmierci skazanych księży, podpisały 53 osoby. Była wśród nich Wisława Szymborska w towarzystwie między innymi: Andrzeja Kijowskiego, Adama Włodka (jej pierwszego męża), Kornela Filipowicza (późniejszego męża Szymborskiej), Władysława Machejka (współpracownik prasy hitlerowskiej w Krakowie, po wojnie oficer Urzędu Bezpieczeństwa), Jana Błońskiego.

 Wawel. Prezydent wręczył Orła Białego Wisi (za zasługi), czyli sami swoim.

Może trochę krzywdząco dla Pani Szymborskiej, bo talent pisarski i w ogóle. Ale jednak...
Jednak pierwsze wrażenie podobno jest najważniejsze. Byli przecież tacy, którzy się nie złamali (Zbigniew Herbert). Jedno trzeba przyznać: była i będzie wierna do końca swoim ideałom. Pytanie: Jakim?  

stosik na luty

W lutym będzie trochę więcej wolnego czasu. Dlatego mam plany :) Właśnie wróciłam z Empiku i dokupiłam sobie trzy pozycje do mojego już stosiku.

 Od dołu:

1. "Afrykańska odyseja"  Klaus Brinkbäumer - w ramach wyzwania reporterskim okiem.

2. "Profesjonalny wizerunek. Droga do sukcesu" Pang Li Kin  - dzisiejszy nabytek, zaciekawił mnie tytuł, zobaczymy.

3."O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu" Haruki Murakami - też dziś nabyty.

4. "Beatrycze i Wergili" Yann Martel - również z Empiku

5. "Księga dżungli" Rudyard Kipling  - to wyzwanie zawodowe :) muszę przeczytać.

6. "Pułapka na sponsora" Tatiana Polakowa - dostałam jako gratis przy poprzednich zakupach.

7. "Miłość w czasach zarazy" Gabriel Garcia Marquez - leży od dawna na półce, ale przekładałam z braku czasu. 



 
Wszystkie nowiutkie, pachnące i kuszące... Oczywiście wszystko będę przeplatać moim ukochanym "Malarstwem białego człowieka". Przeczytałam 3 tomy, ale ciągle i tak do nich wracam, oglądam... Poluję teraz na 4 tom, ale póki co to funduszy już brak.






Do zaczytania....