piątek, 29 kwietnia 2011

O książkach i czytaniu. Zbiór cytatów

Miłośnicy książek zrzeszeni na Facebooku uczcili Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich wydając zbiór cytatów o książkach i czytaniu. To pionierska akcja zainicjowana przez Wydawnictwo Bezkartek.pl Self-Publishing oraz grupę Książki Moja Miłość.

  
E-book jest uwieńczeniem wspólnej pracy wielu wspaniałych osób, które od 12 do 17 kwietnia 2011 roku dzieliły się  zebranymi cytatami na forum wydarzenia, stworzonego na portalu społecznościowym Facebook. Wynikiem akcji jest e-book pod tytułem "O książkach i czytaniu. Zbiór cytatów" wydany przez Bezkartek.pl Self-Publishing.

E-book można pobierać  za darmo ze strony wydawnictwa. 
>>  TUTAJ<<


To nie pierwszy tego typu projekt autorstwa Bezkartek, ponieważ wydawnictwo intensywnie promuje czytelnictwo organizując wiele akcji rozpowszechniających czytanie książek w formie zarówno elektronicznej jak i tradycyjnej.

Warto sięgnąć po niniejszą publikację, ponieważ zawiera cały wachlarz pięknych cytatów, które czyta się z wielką przyjemnością. Publikacja powinna spodobać się wszystkim, którzy  z pasją oddają się czytaniu. Natomiast tym, którzy czytać nie lubią, mogę jedynie zacytować słowa J.A. Kamieńskiego "Kto ksiąg nie miłuje, ten nie miłuje mądrości, a kto nie miłuje mądrości tępieje". Zalecam daleko idącą interpretację - komentuje Katarzyna Cymbalista-Hajib z wydawnictwa Bezkartek.pl Self-Publishing.

Obecnie trwa proces pisania pierwszej książki bez kartek na Facebooku. O akcji pisaliśmy TUTAJ. Środowisko wydawnicze wyczekuje tej publikacji. Wszyscy są ciekawi efektu wspólnej pracy zainicjowanej na Facebooku. Autorzy napisali już dużą część książki. Towarzyszą im przy tym różnorodne emocje, o których z pewnością opowiedzą, po ukończeniu dzieła.

Tymczasem wydawnictwo zaprasza do pobierania najnowszej publikacji stanowiącej zbiór cytatów zebranych przez użytkowników Facebooka.

Polecam wszystkim i zachęcam do ściągania.

czwartek, 28 kwietnia 2011

"Boski Wiatr. Japońskie Formacje Kamikaze w II Wojnie Światowej" Rikihei Inoguchi, Tadashi Nakajima, Roger Pineau


Książkę dostałam od Oficyny Wydawniczej Finna za co bardzo dziękuję. 

miejsce i rok wydania: Gdańsk 2009
ilość stron: 270
wymiary: 145 x 205 mm
rodzaj oprawy: miękka
ISBN: 978-83-89929-42-6

Szczerze, to w sumie nie wiem, co o niej napisać. Formacje kamikaze do dziś  wzbudzają kontrowersje. Dlatego zacznę od autorów. Rikihei Inoguchi, Tadashi Nakajima to absolwenci Japońskiej Akademii Marynarki Wojennej, jeden był oficerem personalnym, drugi - operacyjnym przy admirale Ohnishi (twórcy koncepcji kamikaze).  Roger Pineau to oficer Marynarki Wojennej USA, znawca języka japońskiego i Japończyków oraz doświadczony strateg  taktyki morskiej. To pozwoliło mu być współautorem tej pozycji.

"Boski Wiatr..." to  zapis wspomnień Inoguchi i Nakajima, którzy byli najbliżej pilotów i  zarazem świadectwo śmierci tych młodych ludzi. 

Przysłowie japońskie mówi: "Czymże jest życie wobec obowiązku - puchem jedynie".  Skąd zrodziła się myśl o kamikaze?  To dość złożone zjawisko. W XIII wieku, kiedy Cesarstwu Japońskiemu zagrażała wielka flota Mongołów, potężny tajfun zniszczył i rozproszył nieprzyjaciela. Od tej pory Japończycy za zbawcę Cesarstwa uważali Kamikaze - Boski Wiatr. Poza tym Japończyk wychowywany jest w poczuciu, że obowiązek jest wartością nadrzędną i należy go wypełnić za wszelką cenę - nawet kosztem własnego życia. Dlatego nie przeraża  ich śmierć. Honor i lojalności to następne wartość, które są wpajane dzieciom.  

Umysłowość zachodnia zawsze musi widzieć choćby cień nadziei na przetrwanie  - uczucie, że mimo śmierci innych, ty jakimś cudem zdołasz przeżyć. Umysłowość wschodnia nie zna nadziei, wierzą oni święcie, że swoje życie składają w ofierze i są dumni z tego, że zostali wybrani. Dla nich wielkim honorem jest możliwość oddania życia w imię wspaniałych i szczytnych wartości. Dlatego ludzie zachodu nigdy nie zrozumieją fenomenu kamikaze. Fenomenu? Czy tragedii? Sama już nie wiem. Amerykanie stając na lotniskowcu, w który uderzał samolot z pilotem nie mogli zrozumieć jego determinacji, ale byli pełni podziwu dla odwagi.  

Mnie nurtują inne pytania. O czym myśleli, ci modzi chłopcy przed zaśnięciem, kiedy musieli podjąć decyzje o  zgłoszeniu się do formacji kamikaze? O czy myśleli udając  się w swój ostatni lot? Czy myśleli zgodnie z nauką Konfucjusza, że "człowiek  musi żyć tak, aby być zawsze gotowym na śmierć? Czy raczej pokazywał im się obraz domu, bliskich? Bo przecież każdy z nich miał rodziców, rodzeństwo, może dziewczynę? 

Najbardziej podobała mi się (wstrząsnęła mną)  końcówka książki, gdzie są zamieszczone pożegnalne listy do domu  tych  młodych chłopców. Co pisali, wiedząc, że rano udadzą się w swój ostatni lot? 

"Boski Wiatr..." nie czyta się lekko. Jest tu dużo faktów historycznych, liczb, dat, chociaż język i styl są dość przejrzyste. Dodatkowo treści uzupełniają tabele statystyczne, które pokazują straty Japończyków i Amerykanów oraz fotografie. Ale ważniejsze jest to, że pozostaje po niej refleksja nad sensem życia i śmiercią. Polecam!

"Jak śnieżny kwiat wiśni
O wiosennej porze 
Opadniemy 
Nieskalani i promienni"

wtorek, 26 kwietnia 2011

"Hak" Jeffery Deaver

Książkę dostałam od Wydawnictwa Prószyński i S-ka za co bardzo dziękuję. 

Tłumaczenie: Łukasz Praski 
Data wydania: 14.04.2011
Format: 142 mm x 202 mm
Liczba stron: 448
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
ISBN: 978-83-7648-680-2

Jeffery Deaver to autor wielu powieści, ale światową sławę zdobył książką "Kolekcjoner kości", która została zekranizowana. "Hak" to najnowsza powieść tego autora. 

Bohaterem, a zarazem narratorem, jest agent FBI. Corte jest tak zwanym "owczarkiem". "Owczarek" to wyspecjalizowany agent, który ma za zadanie opracować i zrealizować plan ochrony obiektów strzeżonych przez FBI. Wiele agencji rządowych posługuje się skrótami, aby nazwać swoje wydziały. Funkcjonariusze podstawowej ochrony to "cienie", bo mają podążać krok w krok za swoimi obiektami. Personel techniczny i do spraw łączności to "czarodzieje". Są jeszcze "zamiatacze", czyli sekcja taktyki i obrony, potrafią oni wykryć bombę lub dostrzec snajpera. "Szpiedzy" to ludzie, którzy prowadzą obserwację.   A przestępcy to "zbieracze" lub "cyngle".

"Zbieracz" to ktoś wynajmowany do wydobycia informacji z ofiar. Może zaatakować każdego członka rodziny, zrobi wszystko, aby mieć na swoją ofiarę haka. Najczęściej porywa kogoś z rodzinny, a potem ją torturuje. Właśnie jednego z takich "zbieraczy" - Henry'ego Lovinga - tropi FBI. Otrzymał on zlecenie porwania Ryana Kesslera, detektywa stołecznej policji. Nie wiadomo kto jest zleceniodawcą, czyli "dyspozytorem".  Agent Corte jest odpowiedzialny za bezpieczeństwo Kesslera i jego rodziny. 

Corte dobrze zna brutalne metody Lovinga. Kilka lat temu ten "zbieracz" zamordował jego przyjaciela. Rozpoczyna się pojedynek z dawnym przeciwnikiem. Corte musi pogodzić konieczność zapewnienia swoim podopiecznym bezpieczeństwa z pragnieniem zemsty na zabójcy. Atutem agenta FBI jest jego błyskotliwość, którą wykorzystuje łącząc swoją pasję z pracą. A pasją Corta są gry planszowe, posiada on ich ogromną kolekcję. Praca przypomina mu rozgrywkę na planszy.  Lubi widzieć przeciwnika. Dużo się o nim dowiaduje, zwracając uwagę na mowę ciała, sposób mówienia, kontakt wzrokowy, strój. Gry planszowe wyćwiczyły jego umysł, co sprawia, że jest dobrym strategiem. I wykorzystuje teorie gier w swojej pracy. Bowiem teoria gier zajmuje się analizą prób dokonania najlepszego wyboru w wypadku konfliktu interesów, między uczestnikami gry - przeciwnikami lub partnerami - w sytuacji, gdy żaden z nich nie wie, jak postąpi drugi. 

Natomiast podstawową taktyką "zbieracza" jest zdobycie haka, czyli przewagi nad ofiarą. Henry Loving ma dodatkowo bardzo brutalne metody torturowania swoich ofiar. Najpierw pociera czułe miejsca ciała papierem ściernym, a potem polewa je alkoholem. 

Kto więc wygra tę rozgrywkę?  Kto okaże się sprytniejszy? I wreszcie kto będzie "dyspozytorem"?  Jeffery Deaver przez cały czas nie spuszcza z tonu, potrafi trzymać w napięciu, mylić tropy, do końca zwodzić czytelnika, co do tożsamości zbrodniarza. Intelektualna gra charakterów, zabawa w kotka i myszkę, suspens utrzymane są do końca, a autor gwarantuje odpowiednią dawkę adrenaliny. I to zaskakujące zakończenie. POLECAM !  

czwartek, 21 kwietnia 2011

"Zmartwychwstanie Chrystusa"


Matthias Grünewald, 1512-1515, olej na drewnie, 269 * 141, Colmar, Musee d'Unterlonden

"Nocne niebo pełne gwiazd. Odwalona płyta grobu. Wciąż słychać huk eksplozji wysadzającej tę płytę. Przed grobem (pierwszy plan) walą się ciała dwóch strażników (...) Za grobem trzeci żołdak (...) koziołkuje głową do ziemi i wyznacza drugi plan obrazu. Czwarty strażnik leży bez zmysłów pod skałą. Z grobu unosi się ku niebu Chrystus, ciągnąc całun niby dym świętego paleniska, lub płomień startującej rakiety, lub pępowinę mistyczną, albo błonę płodową reinkarnacji - swoich ponownych narodzin (...) Koszmar tortury przemienia się w majestat ostatecznego triumfu; ciało szpetne i zgnębione - w imponująco piękne; nawrót życia jest nawrotem Boskości, gdyż powłoka cielesna Człowieka, syna stolarza z Nazaretu, znika łagodnie, rozpylana płomienną Apoteozą, którą sama emanuje niczym jądrowy wybuch, co czyni Bóstwo ledwo widocznym, metafizycznym i niematerialnym - niezgłębionym. Człowieka-Boga kreuje na niebiańskiego Boga, który jest Duchem Świętym (...)

Nikomu innemu w dziejach sztuki nie udało się równie sugestywnie, równie fascynująco okazać Zmartwychwstanie Syna Bożego i tej mistycznej przemiany, podczas której Bóg-Człowiek staje się bezbrzeżnym Duchemajaczącym na ekranie wiary milionów widzów. Płynność owej przemiany, wyrażona rozwijaniem od dołu ku górze (od spodu całunu do szczytu mandorli) pełnej gamy tęczowych kolorów (co fenomenalnie symbolizuje glorię unoszenia się Chrystusa ku niebiosom) - zapiera dech". 
(Waldemar Łysiak, Malarstwo białego człowieka, tom III, rozdział 26)
       
Życzę Wszystkim odwiedzającym mój blog, aby  piękno Wielkanocy napełniło serca, Wasze i Waszych bliskich, radością! 
Alleluja!

poniedziałek, 18 kwietnia 2011

"Cesarz" Ryszard Kapuściński

Książka, która powszechnie została uznana za pamflet totalitaryzmu, choć zadania krytyków są tu podzielone.

Pamflet - utwór publicystyczny lub literacki, nierzadko anonimowy, zmierzający do zdemaskowania, ośmieszenia i poniżenia osoby, środowiska społecznego, instytucji. Posługuje się ekspresywną retoryką, przejaskrawieniami w sformułowaniach, elementami satyrycznymi. To gatunek literacki, który wywodzi się z rzymskich epigramatów o treści satyrycznej, ale pojęcie objęło zasięgiem różnorodne formy literackie. Swój rozkwit pamflet przeżywa w dobie oświecenia. Tematyka pamfletu dotyczy najczęściej spraw politycznych, obyczajowych i religijnych, przy czym nie dość ostro rysują się granice między wyodrębnionymi grupami (źródło Wikipedia)

Hajle Sellasje, czyli  "Cesarz Haile Selassie I, Zwycięski Lew Plemienia Judy, Wybraniec Boży, Król Królów Etiopii". To właśnie jego opisuje Kapuściński. Z ust jego dawnej świty dworskiej dowiadujemy się jaki był naprawdę.

Władca Etiopii posiadał ściśle określony plan dnia, którego starannie przestrzegał od 44 lat. Dzień zaczynał od spacerku przez swój ogród oraz wysłuchania donosów, ponieważ sen cesarza jest dobrą porą dla spiskowców i zamachów stanu. W ten oto sposób Hajle Sellasje wysłuchiwał raportu ministra wywiadu. Potem każda godzina była przeznaczona dla kogoś innego: godzina nominacji, ministrów, sądu. Wszystko było dokładnie zaplanowane. Kapuściński opisując władcę Etiopii, skupia się na tym, co zawsze interesuje ludzi najbardziej, a więc pisze o jego  kaprysach, manierach, bogactwach.

Jednak czytając kolejną już książkę o Afryce, ta jeszcze bardziej utwierdziła mnie w przekonaniu, że Europę i Afrykę dzieli przepaść. Przepaść, która jest nie do pokonania i uwidacznia się na każdej płaszczyźnie: cywilizacyjnej, mentalnej, ekonomicznej, edukacyjnej, społecznej, obyczajowej i tak dalej, i tak dalej. Dowody? Proszę bardzo. Europa(my) mamy Mozarta, Beethovena, Chopina, Afryka - stukanie w tam-tamy na bębenkach; Europa ma Bruegla, Van Gogha,  Picassa, Afryka - malunki na ścianach; Europa ma Platona, Szekspira, Dostojewskiego,  Afryka - nie wiem w  sumie kogo; w Europie dominuje chrześcijaństwo, przykazania, w Afryce - mieszanka wszystkich wyznań po trochu, a jakieś tam przykazania, wyrzeczenia, niech ktoś spróbuje przekonać członka plemienia Tutsi, że jest bratem kogoś z Hutu i że trzeba go miłować oraz wybaczać, nie 7 a 77 razy.  Dlatego przepaść, taka bez widocznego dna i bez szansy na pomost  łączący Europę z Afryką.

Z takiej przepaści zdawał sobie trochę Hajle Sellasje, dlatego próbował wprowadzać reformy, chciał iść z duchem czasu. Na przykład zabronił kontynuowania zwyczaju polegającego na tym, że człowiek podejrzany o morderstwo musiał być publicznie zgładzony przez porąbanie, a egzekucji dokonywał najbliższy członek rodziny. W to miejsce wprowadził katów państwowych i wyznaczył specjalne punkty, gdzie dokonywano straceń bronią palną. Nowatorstwo i reforma jak cholera! Dla Afrykańczyków tak, ale z europejskiego punktu widzenia...

Ale wracając do Kapuścińskiego.  Przedstawia on w książce władzę totalitarną w sposób ironiczny i groteskowy. Stara się przekazać, że totalitaryzm i despotyzm to system chory i niewydolny. Jego wewnętrzne sprzeczności prędzej czy później doprowadzą do jego śmierci. Szczególnie dobrze widać to w ostatnich scenach „Cesarza”, w których żołnierze wręcz symbolicznie zamykają na klucz drzwi do pałacu byłego cesarza. Cesarz staje się ofiarą systemu, który sam stworzył. Dochodzi więc do tak zwanej autokompromitacji władcy i jego idei.
    
"Cesarz" to nie tylko reportaż, to pełnowymiarowa powieść, tudzież wspaniały i nietypowy gatunek literacki. W książce wyczuwa się satyrę, ironię, groteskę. Wszystko to świadczy o niewątpliwym talencie reporterskim autora.
  
recenzja też na reporterskim okiem

sobota, 16 kwietnia 2011

"Cień wiatru" Carlos Ruiz Zafón

"Niewiele rzeczy ma na człowieka taki wielki wpływ jak pierwsza książka, która od razu trafia do serca". A jeszcze mniej jest takich książek, które mogą zmienić całe życie człowieka.   

To moje drugie spotkanie z Zafonem, po "Księciu mgły".  Oczekiwania miałam bardzo duże. Początek świetny, od razu mnie zauroczył, wręcz oczarował. 10-letni Daniel Sempere podąża za ojcem - księgarzem i antykwariuszem - w tajemnicze miejsce, ukryte w samym sercu powojennej Barcelony, na Cmentarz Zapomnianych Książek. Tam spośród wielu tysięcy woluminów, wiedziony przeczuciem i sercem, wybiera "Cienia wiatru" nieznanego autora - Juliana Caraxa. Musi ją teraz ocalić od zapomnienia. Lata mijają, a zauroczony Daniel próbuje odnaleźć pozostałe książki Caraxa i dowiedzieć się czegoś o autorze. Okazuje się, że komuś zależy na spaleniu egzemplarza posiadanego przez Daniela. Wplątuje się on w kryminalno-sensacyjną intrygę. I tu jakby czar pryska. Cały wątek prowadzący do rozwiązania zagadki jest dla mnie kiepski i banalny. Magia, która była do tej pory rozpływa się, a tajemnica staje się męcząca. Bardzie intrygowało mnie obecne życie Daniela, niż rozkopywanie przeszłości. Właśnie wątki z Klarą i Beą były najbardziej fascynujące. I jeszcze jedna postać, o której nie sposób nie wspomnieć.

Chodzi oczywiście o Fermína. Kreacja tej postaci wyszła Zafonowi po  mistrzowsku. Jest on  ilustracją maksymy: "Nie szata zdobi człowieka”. Sponiewierany żebrak? filozof? uliczny heros? rzezimieszek i oszust? niepoprawny marzyciel? realista o wielkim sercu? Każdą z tych ról potrafi zagrać równie dobrze. Po porostu najzwyklejszy pod słońcem poczciwy człowiek. I takich właśnie trzeba uchronić  od zapomnienia!

Podsumowując, wątek sensacyjno-kryminalny i po części romantyczny - to kicz, panorama hiszpańskiego społeczeństwa również, ale magia krętych uliczek Barcelony, budynków pogrążonych w mroku, podziemnych krypt, korytarzy, galerii oraz nieskończone ilości schodów - mistrzostwo w budowaniu atmosfery grozy i tajemnicy.

Jest to niewątpliwe powieść, którą można czytać wiele razy. Ale (pewnie będę w mniejszości) moje pierwsze spotkanie z Zafonem i "Księciem mgły", było dla  mnie bardziej fascynujące i magiczne.   

piątek, 15 kwietnia 2011

"Niepokonani" reż. Peter Weir

Film oparty na książce Sławomira Rawicza "Długi marsz". Relacjonuje ucieczkę grupy więźniów syberyjskiego łagru w 1941roku. Grupa idzie ponad 6 tysięcy kilometrów na południe, przez pustynię Gobi, Himalaje do Indii. To pierwszy hollywoodzki film o Gułagu. Pewnych scen szeroka publiczność w Ameryce, czy na zachodzie Europy, jeszcze nie widziała. Wielu nie słyszało o sowieckich obozach koncentracyjnych, tylko o niemieckich. Film zaczyna się od dramatycznej sceny rozgrywającej się w pokoju przesłuchań przez NKWD. Odrapane ściany, pordzewiała umywalka, kraty w oknach. Janusz (grany przez Anglika Jima Sturgessa) siedzi na krześle w mundurze polowym Wojska Polskiego. Ma rozbitą głowę, był torturowany. Sowiecki oprawca kładzie przed nim kartkę i pióro oraz rozkazuje podpisać. Polak odmawia. Do pomieszczenia zostaje wprowadzona jego żona, która została złamana przez NKWD i składa obciążające go zeznania. Janusz otrzymuje 20 lat łagru.
Postać Janusza ma symbolizować los setek tysięcy Polaków, którzy w latach 1939-1940 zostali deportowania w głąb Związku Radzieckiego

Uciekinierzy cały czas walczą z zimnem, głodem i zmęczeniem mając ze sobą zapas sucharów, nóż i siekierkę. Nad Bajkałem spotykają kobietę, siedemnastoletnią Polkę, która też uciekła  i zabierają ją ze sobą. Po drodze ginie kobieta, dwóch Polaków i Litwin. Do Indii dociera czwórka uciekinierów w stanie kompletnego wyczerpania.

"Niepokonani" to opowieść  o odwadze, uporze, harcie ducha, woli i instynkcie przetrwania - w imię wolności. Film jak najbardziej robi wrażenie. Jest w nim parę scen naprawdę dobrych, wręcz symbolicznych. Jedna z nich to śmierć Ireny na pustyni, umiera mając na głowie czepek zrobiony z gałązek, czyżby  korona cierniowa?  I śmierć w koronie cierniowej. Albo wcześniej , gdy docierają do granicy. Polacy, Amerykanin, Łotysz i Serb przebiegają z krzykiem radości magiczną linię oddzielającą ich od wolności. Natomiast Rosjanin (tu świetny Colin Farrell), człowiek sowiecki, zatrzymuje się przed granicznym słupem jak pod ścianą. Podnosi wzrok na wiszący sierp i młot i... zostaje.   

Jest też parę scen trochę nie dogranych. Samo przejście przez Himalaje, przecież najwyższe góry świata. A tu, przechodzą sobie spacerkiem, jakby szli przez Tatry. I od razu szczęśliwe zakończenie. Poza tym kreacja psychologiczna charakterów postaci bardzo marna i powierzchowna. Poza Januszem, Smithem (tu rewelacyjny Ed Harris) i właśnie kryminalistą rosyjskim - Walka (Colin), nic nie wiemy o pozostałych bohaterach i szybko się o nich zapomina. 

Mimo tego film polecam bardzo gorąco. Przede wszystkim za zdjęcia i za zakończenie. Widzimy obrazy powstania węgierskiego, praskiej wiosny, polskiego roku 80., Lecha Wałęsy, Okrągłego Stołu, wreszcie wyborów 1989 roku. Wtedy to stary Janusz naprawdę zakończy swój marsz. Zjawi się w domu i wybaczy żonie. Aż łza się kreci...  "Niepokonani" to hołd złożony Polakom.

I szkoda tylko jednego, że film o Polakach, którzy są odważni, mądrzy, szlachetni, wierni, że najsilniej czują pragnienie wolności i wiodą innych, zrobił za nas Australijczyk. 

czwartek, 14 kwietnia 2011

Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich

Zbliża się – doroczne święto organizowane przez UNESCO w celu promocji czytelnictwa, edytorstwa i ochrony własności intelektualnej za pomocą praw autorskich. Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich obchodzony jest 23 kwietnia.

Z tej okazji Bezkartek Self-Publishing wraz ze społecznością Ksiązki Moja Miłość zrzeszającą na Facebooku ludzi kochających książki, przygotowali wspólną akcję, której celem jest zebranie cytatów traktujących o książkach, e-bookach i czytaniu. Kordynatorem akcji ze strony Bezkartek jest Katarzyna Cymbalista – Hajib, natomiast grupę Książki Moja Miłość reprezentuje Agata Wiśniewska i z tymi osobami należy kontaktować się w sprawie akcji i jej promocji.
Zgłaszanie cytatów trwa do 17 kwietnia włącznie. Następnie z przesłanych tekstów zostanie złożony e-book, który bezpłatnie będzie rozpowszechniać wydawnictwo Bezkartek Self–Publishing. Cytaty zbieramy w dwóch miejscach:

Zapraszamy do wzięcia udziału w akcji i przesyłanie ulubionych cytatów.

piątek, 8 kwietnia 2011

"Wirus ebola w Helsinkach" Taavi Soininvaara

Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Kojro za co bardzo dziękuję.

Tłumaczenie: Bożena Kojro
Oprawa miękka ze skrzydełkami
Format: 130 x 200
Liczba stron: 272
Data wydania: 2.11.2010
ISBN: 978-83-928235-1-3

Niedawno pisałam o "Fizykach" Durrenmatta, gdzie został poruszony problem niekontrolowanego rozwoju nauki oraz problem odpowiedzialności naukowców za swoje badania. Podobny problem porusza Taavi Soininvaaraw w powieści "Wirus ebola w Helsinkach", z tą różnicą, że Soininvaaraw nie szuka odpowiedzi na dylematy moralne naukowców, tylko bardziej skupia się na kryminalno-sensacyjnym wątku. 

Powieść rozpoczyna się, gdy dowódca operacyjny fińskiej armii, generał Raimo Siren, potrąca śmiertelnie rowerzystkę i ucieka z miejsca wypadku. Nie ma przy tym specjalnych wyrzutów sumienia, martwi się tylko jak ratować własną skórę. Nakręca sam sobie spiralę tragicznych wydarzeń. W tym samym czasie pewien naukowiec-Arto Ratamo wynalazł lekarstwo na zabójczy typ wirusa Ebola-Helsinki, który w połączeniu ze szczepionką można wykorzystać jak niebezpieczną broń biologiczną. Taka informacja dociera także do rosyjskiego wywiadu. Zostaje zabita żona Arto, a on sam ucieka prześladowcy. Wkrótce okazuje się, że to on jest podejrzany i musi teraz udowodnić swoją niewinność oraz zapewnić bezpieczeństwo córce. Nie jest to łatwe, kiedy po piętach depcze mu fińska policja, wywiad rosyjski oraz płatny zabójca. Komu uda się przechwycić zakażone fiolki, czy Arto udowodni, że jest niewinny, kto mu w tym pomoże  i które służby wywiadowcze będą szybsze?  Tego dowiecie się z kart lektury książki. Powieść bowiem od początku trzyma w napięciu, a wartka akcja sprawia, że się chce jak najszybciej doczytać do końca.   

Przy czym powieść mogłaby być scenariuszem do amerykańskiego filmu akcji. Arto Ratamo posiada wszystkie cechy nieustraszonego bohatera, niczym Bruce Willis ze "Szklanej pułapki", który dodatkowo jest przykładnym ojcem. Ucieka policji, ucieka wyszkolonym agentom rosyjskim, ściga go Departament Wydziału Sił Obronnych, służby wojskowe oraz fińska policja, a Arto przechytrza wszystkich (tu trochę autor przerysował tę postać). Chociaż nie zdradzę, czy jednak do końca wszystko mu się uda...

Polecam wszystkim spragnionym sensacji, kryminałów, fanom literatury skandynawskiej  oraz wszystkim, którzy nie mieli jeszcze styczności właśnie ze skandynawską literaturą. I  tematyka książki jest jak najbardziej na czasie. Warto cokolwiek wiedzieć o zagrożeniu  jakie niesie ze sobą broń biologiczna.  
 

wtorek, 5 kwietnia 2011

"Żywoty kurtyzan" "O łajdactwach męskich" Pietro Aretino

Kupiłam tę książkę przypadkiem na wyprzedaży. Nie chodziło mi o treść, a o okładkę, ponieważ jest na niej pewien obraz. Ale o tym za chwilę, na początku parę słów o autorze i jego dziele. 

Pietro Aretino  (1492-1556) to włoski pisarz, zwany "biczem książąt". W swoich czasach zrobił ogromną karierę pisząc skandalizujące na owe czasy dzieła.  Miał wielu przyjaciół wśród malarzy, królów, książąt, papieży, prałatów. Często bywał zapraszany na przyjęcia rauty itp., gdzie opowiadano sobie różne historie, dotyczące korzystania z życia, w jak najlepszej formie. Poza tym sam też był bardzo towarzyski i lubił spędzać czas z kobietami. A że te wcześniej spędzały czas z innymi panami  (na przykład artystami, książętami i innymi)  bardzo często opowiadały mu o swoich podbojach.  W ten sposób powstały "Żywoty kurtyzan" i "O łajdactwach męskich". Aretino po prostu bez skrupułów opisał ówczesną obyczajowość. Dlatego po wydaniu jego dzieła książęta, prałaci, królowie, artyści zabiegali o jego przyjaźń, chcąc unikać groźnych i nielitościwych szyderstw.   

Aretino podzielił swoje dzieło na trzy części. Są to włożone  w usta kurtyzan frywolne opowieści, będące odbiciem ówczesnej obyczajowości. Popularny styl życia, opływający w dostatki, z biegiem lat - powodu zmieniających się kryteriów moralnych - uległ zmianom. A warto jeszcze zaznaczyć, że do roku 1548 przedstawicielka cechu prostytutek zasiadała podczas ceremonialnych włoskich obchodów i świąt na trybunie honorowej razem z dygnitarzami świeckimi i biskupami - jako jedyna kobieta w tym gronie! Dopiero Sobór Trydencki to zlikwidował.

Ale wracając do utworu. W "Żywotach kurtyzan" dwie panie - Nanna i Antonia - rozmawiają o tym, co zrobić z dorastającą córką - Pippą. Dla młodej dziewczyny otwierają się trzy możliwości: klasztor, małżeństwo lub służba Wenerze.  Z własnego doświadczenia Nanna zna te wszystkie te drogi żywota i opisuje wady oraz zalety każdej z nich. Na koniec dochodzą oczywiście do wniosku, że najlepsza droga, to zrobić z Pippy kurtyzanę. Dlatego utwór ten momentami bawi i na pewno nie jest przestrogą, a raczej pochwałą takiego życia. Aretino przekazał w nim socjologiczną wiedzę o najstarszym zawodzie świata. 

Jednak mnie, bardziej niż sam utwór, podoba się okładka-obraz, przedstawiający również kurtyzany. I moim zdaniem jest bardziej wyrazisty i dostarcza większej wiedzy niż właśnie dzieło Aretina. 
Obraz namalował Vittore Carpaccio, między rokiem 1490 a 1514 (nie wiadomo dokładnie kiedy). Dobry obraz (który potem można nazwać dziełem sztuki lub arcydziełem) to taki, który poza walorami estetycznym niesie jeszcze jakieś przesłanie, to taki obraz, który pieści wszystkie zmysły. A tutaj bardzo wyraźna jest symbolika dzieła. 

Widok babińca-zwierzyńca symbolicznego, albowiem ptaki (paw, papuga, dwa gołębie) to symbole (pychy, strojności, gadatliwości, pary miłosnej gruchającej). Psy symbolizują mężczyzn, których kobieta oswaja lub podrażnia perfidią i zabawą. Jabłko na balustradzie stanowi symboli płodności tudzież Ewy; koturnowe, wysokie sandały stanowią symbol ambicji, rwania się do góry, samowywyższania się. Kij trzymany przez psa i przez damę to symbol żeńskiego bata do  musztrowania facetów; chusta w ręku drugiej damy to symbol  "bonus amor" (miłości dobrej łaskawej, życzliwej, wymarzonej); kamienne, smutne twarze dam symbolizują brak szczęścia uczuciowego lub gotówkowej fortuny. A ta zwisająca jak flak biała chusta w bezwładnej ręce - symbol nigdy nie dogonionej (lub możne nie utrzymanej ) "bonus amor"...  
(wszystkie wywody dotyczące symboliki tego dzieła podaję za Waldemarem Łysiakiem z "Malarstwa białego człowieka" tom III). 

Dzieło literackie i dzieło sztuki, temat ten sam - kurtyzany. Ale to Pietro Aretino przegrał z  Vittore Carpaccio i to sporo, co najmniej o klasę. 

niedziela, 3 kwietnia 2011

„Viagra mać” tom 2 Rafał A.Ziemkiewicz

O felietonach Ziemkiewicza pisałam już tutaj. Dzisiaj druga odsłona. I po raz drugi jestem pod wrażeniem i nie mogę wyjść z podziwu dla genialnego warsztatu pisarskiego Autora.  

Niełatwo być świętym w dzisiejszych czasach. Zwłaszcza gdy widzi się niesolidność dziennikarzy, niekompetencję polityków, upadek nauki. Pan Ziemkiewicz wytyka Polakom ich wady, zwraca uwagę na znieczulenie świata, na zacieranie się granic w każdej dziedzinie. Dziś trudno kogokolwiek zaszokować i zaskoczyć. Wszystko wydaje się normą. 

Polactwo  - takie pojęcie wprowadza Autor - "tak to nazwijmy, biorąc pod uwagę Polaka totalnie uśrednionego, z którego prosta statystyka wyeliminowała cechy nader nielicznej polskiej elity".  Polactwo cechuje ONW (to kolejne pojęcie wprowadzone przez Autora). ONW, czyli ogólna niemożność wszystkiego.  Polacy mają zakorzenione pewne cechy, zachowania, których nie mogą się wyzbyć. Oczywiście Rafał Ziemkiewicz  nie pisze wprost, że wszystkich Polaków cechuje znieczulica, bierność i tępota rodem z prusowskiej zapadłej folwarcznej wsi, ciemnota oraz zabobonny lęk przed niezrozumiałą nowoczesnością. Ziemkiewicz zwraca tylko uwagę na to, co w nas Polakach siedzi, drzemie i jak niewiele trzeba, by to zmienić.   

Pisze również o wielu sprawach, o których media milczą lub podają zakłamane bądź wyreżyserowanie informacje.  Pisze o oczywistościach, które czasami są tak prawdziwe i logiczne, że nikt na to wcześniej nie wpadł. 

Jednym z moich ulubionych felietonów jest "Czarni nadchodzą", gdzie Autor pisze o cywilizacji europejskiej i afrykańskiej. I tu podziela taki sam pogląd jak Waldemar Łysiak, który uzasadnia we wstępie tytuł swojej książki "Malarstwo białego człowieka".  Zarówno Łysiak jak i Ziemkiewicz twierdzą, że cywilizacja europejska nie jest równa cywilizacji (czy raczej protocywilizacji) afrykańskiej. Afrykanie nie odkryli  "siedmiostopniowej skali muzycznej i zasad harmonii, światłocienia i perspektywy, nie wynaleźli koła, nie rozwinęli filozofii, nie stworzyli organizacji społecznej ponad plemienną, prawa cywilnego i tak dalej, i tak dalej. "  Też się pod tym podpisuję. 



Felietony Pana Ziemkiewicza polecam wszystkim tym, którym nie są obojętne sprawy polityczne, społeczne, ekonomiczne otaczającego nas świata. Zmęczenie i irytacja tym światem nie mogą być wymówką na naszą bierność i niemożność. Ponadto dawka ironii połączona z odpowiednią dawką humoru sprawia, że felietony Ziemkiewicza czyta się z przyjemnością, po których pozostaje głęboka refleksja.