sobota, 30 lipca 2011

"Tysiąc dni w Wenecji" Marlena de Blasi i moja Wenecja

Nie lubię takich książek, gdzie głównym motywem jest romans i pewnie nigdy bym po nią nie sięgnęła, gdybym w tym roku nie odwiedziła Wenecji:)

Tematyka banalna, dla mnie wręcz przerysowana. Poza tym całą fabułę zdradza notka na końcu książki, więc zaskoczenia nie ma. 
On - Włoch, zakochuje się w Amerykance od "półwejrzenia". Rok później spotyka ją w weneckiej kawiarni i już wie, że to przeznaczenie. Wyznaje jej miłość, a ona się zgadza przeprowadzić do Wenecji. Ona - Marlena - kobieta dojrzała, posiadająca swoja pracę i pasję, dwójkę dorosłych dzieci, postanawia zmienić swoje życie. Nie zna włoskiego, poza nazwami potraw, nie za wiele wie o swoim Nieznajomym, a mimo to postanawia zaryzykować. Powoduje to wielkie zmiany w jej życiu, musi przyzwyczaić się do mentalności Włochów, zaakceptować ich plan dnia, sposób spędzania czasu. Każdy dzień przynosi coś nowego... 

I pewnie ta książka zaliczona zostałby do takich tkliwych romansideł, gdyby nie jedna rzecz. Tutaj oprócz sugerującego, głównego wątku jest jeszcze jeden, który moim zdaniem, staje się głównym, a romans jest tylko w tle. Ten motyw to oczywiście - WENECJA i jej klimat.  

Uliczki, hoteliki, kafejki, restauracje, kościoły, Piazza San Marco, Loggia dei Cavalli, wyspa Lido wszystko to opisane jest tak, jakbysmy przechadzali się uliczkami lub płynęli tranwajem wodnym.

Podobno najlepsza kawa na świecie, ciepłe ciastka z nadzienie rumowo-czekoladowym, chrupiące małe tatry z ricottą, prosecco w wysokich kieliszkach, panini z nadzieniem truflowym, tramezzini z pieczoną szynką albo z wędzonym pstrągiem, z kawałkami puszystego sera, wielkie półmiski karczochów, z maleńkimi cebulkami zawiniętymi w anchois i beczki win. Prima gusto!  Taki jest tu klimat.  

Chyba nikomu nie udało się poznać Wenecji tak do końca, jej się nie poznaje, ją się po prostu zapamiętuje. Pamięta się chwilę, moment, to tam kryją się wszystkie nasze fantazje. Woda, światło, kolor, zapach, smak, przebranie, swoboda "są niczym uplecione ze złota lub naszyte na spódnicę, którą Wenecja wlecze po kamieniach za dnia i porozściela nad laguną nocami, nigdy całkiem czarnymi". 

Romans Marleny nie zrobił na mnie wrażenia, tak jak i styl pisania autorki, ale są tu zapachy, kolory, smaki słonecznej Italii. Ciepła i inspirująca kulinarne książka dla marzycieli, wielbicieli włoskich klimatów, dla wszystkich, którzy chcą przenieść się do skąpanej w słońcu i wodzie Wenecji. 

Mnie Wenecja urzekła, rzeczywiście jest to miasto, którego nie można poznać, a je zapamiętać. Zapamiętać chwilę, smak, zapach, widok. Poczuć klimat i na pewno kiedyś wrócić. A co do romansu, kto wie, czy nie dostrzegł mnie tam jakiś Fernando i nie zakochał się w moim profilu, tak od "półwejrzenia". Muszę tam wrócić, aby się o tym przekonać... 

 --------------------------------------------------------------------------------------------
 A to parę moich fotek z podróży
 
już prawie dopływamy...

Na Piazza San Marco było bardzo tłoczno

 Canal Grande

Canal Grande  z drugiej strony mostu 


  Jeden z gondolierów

 I oczywiście Gallerie dell'Accademia zaliczona 
 

czwartek, 28 lipca 2011

Wspomnienie - Zbigniew Herbert - 13.rocznica śmierci


Sylwetki przedstawiać chyba nie trzeba. Nie przepadam za poezją, ale Herberta ubóstwiam. Poniżej dwa moje ulubione wiersze.  


 "Dwie krople"

Lasy płonęły -
a oni
na szyjach splatali ręce
jak bukiety róż

ludzie zbiegali się do schronów -
on mówił że żona ma włosy
w których się można ukryć

okryci jednym kocem
szeptali słowa bezwstydne
litanię zakochanych

Gdy było bardzo źle
skakali w oczy naprzeciw
i zamykali je mocno

tak mocno że nie poczuł ognia
który dochodził do rzęs
do końca byli mężni
do końca byli wierni
do końca byli podobni
jak dwie krople
zatrzymane na skraju twarzy


"Prośba" 

Naucz nas także palce zwijać
i drzwi podpierać z tamtej strony
pokojów próżnej już miłości

niech kiedy trzeba będzie pięścią
to co marzyło tak o szczęściu
i osłaniało chudy płomyk

a potem po skończonej walce
pozwól nam rozprostować palce
choćby już była tylko pustka

gdy w dłoń otwartą przyjmiesz klęskę
gdy czaszkę w czułe palce weźmiesz
zacznie się wtedy jeszcze raz
  
otwartych dłoni wielka sprawa
po strunach podroż po zabawach
ostatnie ziarno ocalenia























































































































































































































































środa, 27 lipca 2011

"Grek Zorba" Nikos Kazantzakis

Surowy krajobraz, skomponowany z granitu i twardych skał wapiennych. Ciemne pnie drzew świętojańskich, srebrzyste oliwki, figowce i winne krzewy. W zacisznych dolinach sady pomarańczowe, cytrusowe; zapach cząbru, szałwii i mięty oraz ogromna przestrzeń - morze - szmaragdowe, w dali wyspy skąpane w słońcu, przezroczysty welon drobniutkiej mżawki, powlekający nieśmiertelną nagość Grecji. Tak wygląda kreteński krajobraz, taki wypracowany, oszczędny, wolny od zbędnych ozdobników, pełen dynamizmu i powściągliwości. Wolny od wszelakiej kokieterii, od najmniejszej sztuczności, po męsku surowy. Ale wśród tych ostrych kształtów można odnaleźć nieoczekiwaną czułość i zmysłowość, a z nieskończoności morza jak z niewyczerpanego źródła emanuje poezja. Nigdzie tak łagodnie i łatwo nie przechodzi się od rzeczywistości do marzenia. Nigdzie indziej czas nie płynie tak leniwie...

Tak widzi Kretę narrator w powieści, który przybywa tu zarządzać kopalnią węgla brunatnego, którą dostał w spadku. Wcześniej w barze portowym spotyka Zorbę, który prosi o przyjęcie go do załogi statku. Oferuje swoje spore umiejętności i przede wszystkim doświadczenie prawdziwego obieżyświata. I tak zaczyna się prawdziwa PRZYJAŹŃ. Mężczyzn różni wszystko: pochodzenie, poglądy, temperament, podejście do kobiet, religii, życia. 

 Zorba to 65-letni wiekiem, ale młody duchem mężczyzna. Z jednej strony to hulajdusza, dla którego ważne są tylko kobiety, wino i śpiew. Ponadto nie rozstaje się nigdy z santuri. Z drugiej natomiast to prosty i niezwykle wrażliwy człowiek, potrafiący zachwycać się pięknem przyrody, a swoje wewnętrzne troski i cierpienia ukrywa radując się życiem. Człowiek mający własną i niepowtarzalną filozofię życia: "postępuję tak, jakbym miał umrzeć w każdej chwili".  

To bardzo wartościowa książka, przesiąknięta prawdami o życiu. Chociaż niektórym pewne fragmenty mogą się wydać zbyt szowinistyczne: "Czy kobieta jest stworzeniem ludzkim, czy nie...".
Ja tego tak nie odebrałam. Dla mnie była to powieść o czerpaniu radości z życia, z każdej chwili, o rozkoszach, ale przede wszystkim o męskiej przyjaźni, która była w stanie znieść wszystko: stratę majątku, porażkę, rozstanie, ale czyż nie była to piękna katastrofa? Skoro przerwało coś bardziej wartościowego.

A przesłanie? - jest tu proste. Wcale nie trzeba szukać szczęścia daleko, bo ono jest przecież blisko, na wyciągnięcie ręki. Cieszyć się z każdej spędzonej chwili, nie oglądać się za siebie, ale  jednocześnie mieć świadomość swoich klęsk i zmarnowanych szans. 
"Wszechświat - lądy, wody, myśli, ludzie - płynął wolno ku dalekiemu morzu, a Zorba płynął wraz z nim, nie stawiając oporu, nie zadając  pytań, szczęśliwy".  


A jeszcze w tym wykonaniu - dla mnie mistrzostwo!  

poniedziałek, 25 lipca 2011

"Intrygantka" Ben Pastor


Książkę otrzymałam odWydawnictwa Rebis za co bardzo dziękuję.


Przekład: Konrad Majchrzak
Okładka: twarda
Wydanie: 2009
Liczba stron: 408
Format:128 x 197
ISBN: 978-83-7301-886-0

Zacznę od okładki. Widnieje tu popiersie kobiety. Marmurowa głowa, z włosami uniesionymi wysoko nad czołem i zakręconymi loczkami. Fryzura przypomina pszczele gniazdo, modne podobno za czasów cesarza Tytusa. Twarz tej kobiety jest delikatna, spokój oczu i ust nadaje jej uroczo melancholijny wygląd. Czyżby to tytułowa "intrygantka"?  

Żeby się tego dowiedzieć musimy przenieść się do starożytnego Rzymu i podążyć tropem Eliusza Spartianusa. Mamy rok 304, ostatnie lata rządów cesarza Dioklecjana. Utworzył on tetrarchię, czyli system rządów, w którym władzę w imperium sprawowało czterech ludzi, kontrolujących różne obszary geograficzne. Sam urzęduje w swojej letniej rezydencji.  

Eliusz Spartianus-wysłannik cesarski, będąc w podróży, dowiaduje się o tajemniczym wydarzeniu, wskrzeszeniu po śmierci pewnego ceglarza. Postanawia na własne oczy ujrzeć ten cud, jak to niektórzy nazywają. Przybywa jednak za późno, ponieważ człowiek, który wstał z martwych, został zamordowany. Zamiłowanie do rozwiązywania spraw kryminalnych, nie pozwala Eliuszowi pozostać wobec tego obojętnym. Dodatkowo sprawę ubarwia udział chrześcijańskiego kaznodziei Agnusa, znanego jako "krzesiciel ognia", który właśnie wskrzesił owego ceglarza oraz jego pomocnicy Kasty.
  
Eliusz trafia do Mediolanu, gdzie ma zbierać materiał do biografii cesarza-Steptymiusza Sewera. Tam jednak dochodzi do kolejnego morderstwa, tym razem sędziego Marcellusa. Oba morderstwa wydaja się Eliuszowi dziwne powiązane.    

Ben Pastor, podobnie jak w pierwszej części przygód Eliusza, położyła nacisk na tło historyczne. Rządy cesarza Dioklecjana to czasy wielkich prześladowań chrześcijan. Ponadto do cesarstwa zbliża się groźba najazdu barbarzyńców. Nastroje ludności są dość niestabilne, a o wszystkie zbrodnie są obwiniani chrześcijanie. Odbywają się pokazowe i okrutne procesy, niszczone są świątynie, palone zostają księgi, wielu ludzi więziono, torturowano i zabijano. Dodatkowo chrześcijanie mają swoje własne problemy – następuje rozwój hierarchii kościelnej, za którym w pierwszej kolejności idzie żądza władzy. Sami Rzymiane czują się niepewne, nie wiedzą po której stronie stanąć, poza tym powiększa się przepaść między zamożnymi i ubogimi. 

Ciekawa jest tu też narracja. Jest tekst główny, czyli narrator w trzeciej osobie. Ponadto Eliusz prowadzi korespondencję z różnymi osobami oraz własne zapiski. Wszystko to sprawia, że powieść "nabiera rumieńców" i zwalcza monotomię powieści historycznych.

Trzeba jeszcze podkreślić dużą ilość barwnych postaci drugoplanowych, szczególne kobiecych. Pojawia się matka Eliusza-Justyna, Helena-cesarska konkubina, Termutis - właścicielka egipskiego domu rozpusty, z którą Eliusz koresponduje.  

Summa summarum powieść naprawdę warta uwagi. Akcja może nie jest zbyt dynamiczna, ale plejada barwnych postaci (jeszcze wspomnę żydowskiego malarza ben Matthiasa) oraz świetne tło społeczne i historyczne epoki - wszytko to rekompensują. Jedynie czego jeszcze mogę się przyczepić to tłumaczenie tytułu (w oryginale "The Fire Waker"). Powieść jest podzielona na trzy części: Zakrzewie, Pożoga, Popioły. Wydaje mi się, że dosłowne przetłumaczenie bardziej by współgrało z treścią powieści i byłoby uzupełnieniem tomu I "Złodziej wody". Tak czy owak zamierzam poznać kolejne przygody Eliusza Spartianusa.  

piątek, 22 lipca 2011

"Wycieczka na tamten świat" Anna i Sergiej Litwinowie

Książkę otrzymałam od Oficynka za co bardzo dziękuję.

Przekład: Aleksandra Stronka
Wydanie: czerwiec 2011
Format: 124 x 194
Oprawa: miękka
Liczba stron: 312
ISBN: 978-83-62465-15-6











Lubię literaturę rosyjską, zarówno mistrzów dawnych: Lwa Tołstoja, Fiodora Dostojewskiego, Michaiła Bułhakowa, jak i współczesnych pisarzy: Tatianę Tołstoj, a teraz rodzeństwo Litwinów. 

Na początku powieści poznajemy trójkę bohaterów:
Tania -  25-letnia pracownica agencji reklamownej, od 15 roku życia uprawia spadochroniarstwo, piękna, pewna siebie i świadoma własnej urody, co bez skrupułów wykorzystuje, lubi wygodę i komfort, dlatego wybiera bogatych cudzoziemców, aby korzystać z życia i przy tym dobrze się bawić.
Igor - 31-letni bardzo inteligenty moskwianin, posiada doskonałą pamięć matematyczną, z której umiejętnie korzysta grając w karty, nie jest jednak oszustem, polega tylko na własnych zdolnościach i talencie.
Dima - 25-letni dziennikarz, ambitny i wciąż szukających ciekawych tematów, dostaje zlecenie, aby napisać tekst o grupie spadochroniarskiej, wcielając się oczywiście w jednego z nich. 

Młodzi bohaterzy należą do średniozamożnej klasy społecznej new Russians, która miała dobry start i przy trochę szczęścia w życiu. Pierwszy raz spotykają się przypadkowo w samolocie lecącym do Archangielska. Fatalnym zbiegiem okoliczności cała trójka skacze na spadochronach (dwóch) ze samolotu i zostaje oskarżona o spowodowanie wybuchu na tym samolocie. I tak zostają terrorystami ściganymi przez służby...

Pościgi, ucieczki, Russian mafia, strzelanina, adrenalina, rosnące napięcie, porwanie wszytko to można znaleźć w tej powieści. Tak jak w dobrym amerykańskim filmie sensacyjnym

Bardzo zabawna fabuła, podszyta tajemniczą historią o drogocennym brylancie z końca XVIII wieku, wartka, wręcz dynamiczna akcja, nie ma tu miejsca na roztrząsanie decyzji, dylematy morale, wszystko dzieje tu się bardzo szybko. Kreacja bohaterów jest wyrazista, lecz nieskomplikowana. Mnie najbardziej podobał się Igor. Lubię takich bohaterów, którzy powoli odkrywają karty, są trochę niedostępni, a z drugiej strony pociągający.
 
I zakończenie - zaskakujące, choć trochę nieprawdopodobne. W świecie realnym tak prosto by się chyba nie skończyło, ale świetnie się to czytało. I z miłą chęcią przeczytam następne powieści Litwinów. 


Anna i Siergiej Litwinowie - rodzeństwo pisarzy, które zadebiutowało w 1999 roku, wygrywając ogłoszony przez dziennik „Komsomolska Prawda” konkurs na najlepsze opowiadanie kryminalne. Anna jest z wykształcenia dziennikarką, w wolnym czasie uprawia spadochroniarstwo. Siergiej, inżynier energetyk, pasjonuje się archeologią. Wspólnie są autorami ponad czterdziestu powieści i czterech zbiorów opowiadań. Ich książki osiągnęły w Rosji nakład ponad 6 milionów egzemplarzy. Cykl o Tani Sadownikowej został zekranizowany (ze strony Wydawnictwa)


czwartek, 21 lipca 2011

Stosik :) wakacyjny, część II

Druga cześć zdobyczy wakacyjnych. Dziś u mnie pogoda baaaaardzo barowa, sprzyja tylko czytaniu pod kocykiem, więc się pogrążam w lekturze   


od dołu

Hanna Bakuła "Ostatni bal. Listy do Agnieszki Osieckiej"  - wygrana w konkursie uGuciamal 

zdobycze z antykwariatu
Józef Ignacy Kraszewski "Sto diabłów "
Nikos Kazantzakis "Grek Zorba" 
Lew Tołstoj "Anna Karenina"

A i S Litwinowie "Wycieczka na tamten świat"  - od Wydawnictwa Oficynka
Wojciech Tcchman "Bóg zapłać" - od dawana czeka w kolejce
Ben Pastor "Intrygantka"
Ben Pastor "Kamienne dziewice" - od Wydawnictwa Rebis  

Bardzo mnie cieszą te zdobycze, szczególnie, że u mnie ciągle pada, pada i pada...   

środa, 20 lipca 2011

"Złodziej wody" Ben Pastor


 
Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Rebis za co bardzo dziękuję.

Tłumaczenie: Konrad Majchrzak
Rok wydania: 2009
Oprawa: twarda
Format: 128 x 197 
Ilość stron: 460
ISBN: 978-83-7301-885-3

Akcja powieści rozpoczyna się w 304 roku w Aspalatum (dzisiejszy Split w Chorwacji). Tam do cesarza Dioklecjana przybywa pisarz Eliusz Spartianus. Dioklecjan właśnie nadzoruje budowę swojej rezydencji. Wznosi w Aspalatum własne palatium (stąd też nazwa pałac) jako centrum władzy cesarstwa. Wiele elementów tej monumentalnej budowli przetrwało do dziś.

Eliusz Spartianus cieszy się ogromnym uznaniem i zaufaniem cesarza. Jako były żołnierz pisze teraz biografie dawnych władców Rzymu. W tym celu zostaje wysłany przez Dioklecjana do Egiptu. Ma się tam dowiedzieć czegoś więcej o faworycie, a zarazem kochanku cesarza Hadiarna - Antinousie i jego zagadkowej śmierci. Hadiarn po śmierci Antionusa wybudował mu świątynię i uczynił z niego boga, jednak o jego tajemniczej śmierci zaczęły krążyć legendy. Eliusz przybywa do Egiptu, ale kapłani i urzędnicy nie są zbyt chętni w udzielaniu informacji. Spotyka tam również swoją dawną miłość z czasów, kiedy był żołnierzem. Tymczasem zdarzają się tajemnicze morderstwa, wypadki, a sam Eliusz prawie nie traci życia nad brzegiem Nilu. Urzędnicy za wszelką cenę chcą pojmać mordercę, a oskarżenie pada na złodziei wody.  Następnie trop prowadzi Eliusza do willi Hadriana w Tibur...

Ben Pastor urodziła się we Włoszech, teraz od lat mieszka w Stanach Zjednoczonych. Udało jej się w mistrzowski sposób przedstawić realia, życie w starożytnym Egipcie i Rzymie. Opisy są tu bardzo precyzyjne, plastyczne, miałam wrażenie, że razem Eliuszem przemierzam kręte uliczki, zaglądam do sarkofagów, podziwiam piękno Nilu, ale i słyszę szczęk paszczy krokodyli tam pływających, stąpam po schodach willi Hadriana, oglądam mozaiki,  zachwycam się gwieździstym niebem i zburzonym morzem.

Poza tym w umiejętny sposób prowadzona fabuła, dużo wątków, nagłe zwroty akcji, barwni bohaterowie, dyskretny wątek miłosny i zaskakujące zakończenie sprawia, że powieść zaspokoi wiele gustów. A kim był tytułowy złodziej wody? - tego nie zdradzę...

I jeszcze  parę słów o wydaniu. Jak zwykle w Rebis, na wysokim poziomie. Papier perfekcyjny, twarda oprawa z tłoczonymi literami, uzupełniona piękną ilustracją z przodu okładki, przedstawiającą Antinousa pięknie współgra z treścią. Patrząc na samą okładkę od razu przenosimy się do roku 304 i krążymy między piramidami. Ktoś ma ochotę się przenieść?

wtorek, 19 lipca 2011

One Lovely Blog Award

Na blogach pojawiła się nowa zabawa, polegająca na odkrywaniu sekretów. Niedawno pisałam o sobie, więc nie będę tego powielać. Jednak dziękuję dziewczynom za zaproszenie do zabawy



i miło mi, że zostałam przez Was wyróżniona. 
I Guciamal nadal mam problem z dodawaniem komentarzy do Twojego bloga :(


  

poniedziałek, 18 lipca 2011

"Przemiana"Jodi Picoult

 
Czy zrezygnowałybyście z zemsty na człowieku, którego nienawidzicie najbardziej na świecie, w imię ratowania istoty dla was najdroższej? Zgodziłybyście się na spełnienie marzenia waszego życia za cenę zrealizowania ostatniego życzenia śmiertelnego wroga?” Przed takim dylematem staje June Nealon – bohaterka „Przemiany”.



June Nealon była szczęśliwą żoną i matką 2-letniej Elizabeth. W wyniku wypadku traci męża. Wychodzi jednak ponowie za mąż i kiedy jest w 8 miesięcy ciąży jej świat ponowie się zawalił, drugi mąż i Elizabeth zostają zamordowani przez Shay'a Bourne, który pracował przy remoncie jej domu. Mija jedenaście lat, a June dotyka kolejna tragedia, jej córeczka Claire ma chore serce i tylko przeszczep może ją uratować. Znalezienie nowego serca dla małej dziewczynki graniczy z cudem, ale znajduje się dawca, który dobrowolnie chce oddać swoje serce chorej dziewczynce. Problem w tym, że jest to morderca jej męża i Elizabeth - Shay Bourne, który przed wyrokiem skazującym go na karę śmierci za podwójne zabójstwo, chce odkupić swoje winy oddając serce Claire. Co w tej sytuacji ma uczynić matka? Pozwolić, żeby cząstka człowieka, którego nienawidzi najbardziej nie umarła, tylko żyła w ciele jej drugiej córki?

To moje pierwsze spotkanie z twórczością Jodi Picoult i przyznam szczerze, że mam dość mieszane uczucia. Nie lubię powieści w stylu "dramaty losu" lub "okruchy życia". Dlatego książka ta długo czekała na swoją kolej. Ale, tu też muszę przyznać, zaskoczyła mnie. Narracja prowadzona jest tu z różnych punktów wiedzenia. Opowiada June, Meggie - prawniczka, która broni Shay'a Bourne, Michael - ksiądz i Lucius - więzień, który siedzi z Shay'em Bourne w jednym bloku. Tak prowadzona narracja pozwala na obiektywne spojrzenie. Chociaż od początku miałam wrażenie, że autorka stoi właśnie po stronie mordercy i raczej traktuje go jako ofiarę, a nie jako przestępcę. I bardzo widoczne jest tu podobieństwo do "Zielonej mili". Ale Amerykanie lubią takie tematy, moim zdaniem są trochę skrzywieni jeśli chodzi o wolność (traktują to pojęcie bardzo szeroko), zbyt często wykorzystują Pierwszą Poprawką i a prawnicy są w stanie wszystko pod nią podciągnąć.

Mimo to Jodi Picoult udało się stworzyć porywającą opowieść o istocie odkupienia, przebaczenia, sprawiedliwości i wierze oraz o tym, że pozory często mylą, bo "czasem widzimy to, co chcemy zobaczyć, a nie to, co naprawdę mamy przed oczami". Zakończenie było dla mnie trochę przewidywalne, ale za to ostatnia scena rozłożyła mnie na łopatki i bardzo wzruszyła. Dlatego polecam. 

"Przemiana" zdobiła na mnie wrażenie, ale chyba zbyt szybo nie sięgnę po następną pozycję tej autorki, boję się rozczarowania, ponieważ wydaje mi się, że wszystkie jej powieści są pisane na przysłowiowe "jedno kopyto".