środa, 31 sierpnia 2011

"Człowiek, który pokochał Yngvego" Tore Renberg

Wydawnictwo: Akcent
Wydanie: 2011
tłum.: Katarzyna Tunkiel
liczba stron: 360 
oprawa: miękka, skrzydełka 
ISBN: 978-83-62180-31-8 

Czy pamiętacie seriale "Miasteczko Twin Peaks", "Przyjaciele", czy "Ostry dyżur"? Kto słuchał muzyki z walkmanów? Kto pamięta utwór "Smells Like Teen Spirit" Kurta Cobaina? Jeśli przy tym na czyjeś twarzy pojawi się uśmiech, to oznacza, że jesteście pokoleniem, którego "naście" lat przypadało na początek lat dziewięćdziesiątych.

Rok 1990, nie ma Unii Europejskiej, istnieje jeszcze ZSRR, nikt nie słyszał o ludobójstwie na Bałkanach, nikt o wojnie w Zatoce Perskiej. Internet jest tylko teorią, nikt nie wysyła e-maili, sms-ów (bo nie ma telefonów komórkowych), komputer służy tylko do grania, istnieją płyty winylowe, a nikomu się nawet nie śni o wypalaniu własnych płyt kompaktowych.  

W roku 1990 Jarle Klepp ma 17 lat i uczy się w małym mieście w zachodniej Norwegii. Lubi wyróżniać się z tłumu. Jest dość arogancki, wydaje mu się, że pozjadał wszelkie rozumy i uważa prawie wszystkich swoich rówieśników za niedorozwiniętych i niedoinformowanych debili. Razem ze swoim najlepszym przyjcielem - Helge i ukochaną dziewczyną Katrine dyskutują o sytuacji politycznej i społecznej. Tak samo nienawidzą komercjalizmu, popularnej muzyki i kapitalizmu. O pogodzie rozmawiją tylko w kontekście konsekwencji dla środowiska. Ponadto z Helgem gra w kapeli punkowej, chodzi w czarnym płaszczu i arafatce. Wszystkie weekendy spędza podobnie: koncert w pubie, z dużą ilością alkoholu, potem jakaś impreza domowa, zakończona seksem z Katrine. 

Wszystko się zmienia, gdy w jego szkole pojawia się nowy uczeń, Yngve - roztargniony marzyciel lubiący słuchać popu, grać w tenisa i czytać o starożytnym Egipcie. Jarle ze zdumieniem odkrywa, że nie może przestać o nim myśleć. Pojawia się dziwna fascynacja, która powoduje, że okłamuje on przyjaciela i dziewczynę, ponieważ zaczyna czuć, że jego dotychczasowe życie nie jest tym, czego pragnął. 

Z dużym sentymentem czytałam tę książkę. Wprawdzie w roku 1990 miałam 10 lat, ale bardzo dobrze pamiętam klimat tamtych lat. Pamiętam swojego walkmena (miałam jako pierwsza w klasie), wtedy to "uznanie" wśród rówieśników było bezcenne. Czasy zmieniają się bardzo szybko, technologia ciągle "gna" do przodu. Nikomu w latach dziewięćdziesiątych nie śniło o mobilnym internecie, aparatach cyfrowych, portale społecznościowe to był science fiction, a pamiętniki (dziś już blogi o wszelakiej tematyce) pisało się do szuflady. Trudno też to pojąć, że różnica paru lat (czasami nawet trzech czy pięciu) powoduje konflikt pokoleń i niezrozumienie.

"Ja byłem za młody na punk, ale za stary na deskorolkę i branie prochów na dyskotece. Podczas gdy Rune z innymi dzieciakami z rocznika '74 w 1994 jeździł od jednej do drugiej hali fabrycznej, wcinał pigułki i tańczył techno, ja i moi kumple urodzeni w 1972 nadal piliśmy piwo, popalając czasem jakieś zioło, tak samo jak pod koniec lat osiemdziesiątych, gdy zaczynaliśmy imprezować." [ str. 252]  

"Człowiek, który pokochał Yngvego" to niesamowita historia o dojrzewaniu młodego buntownika do miłości i odpowiedzialności. Trochę zabawna, trochę dramatyczna, bardzo porywająca i przepełniona sentymentem. 

A jeśli ktoś chce poczuć klimat lat dziewięćdziesiątych...
Kto to pamięta? Czyje to klimaty?  





Książkę do recenzji dostałam od serwisu Czytanie nie szkodzi za co bardzo dziękuję.
 

 

czwartek, 25 sierpnia 2011

"Wichrołak" Paweł Szlachetko

Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Muza za co bardzo dziękuję.
 
wydanie: lipiec 2011
ISBN 978-83-7758-041-7
format: 145 x 205 mm
oprawa: broszurowa
stron: 336
ISBN 978-83-7758-041-7


Folklor góralski oddziałuje bardzo na polską kulturę i jest jej częścią. Surowy klimat gór, skalista, trudna do uprawy i niewydajna ziemia zawsze były powodem niedostatku, wyrabiały jednak w ludziach zręczność, siłę i odwagę, a niedostępność gór - poczucie wolności. Wrodzona otwartość, humor, zakorzeniona moralność, głęboka wiara, samowystarczalność, tak można "stereotypowo" opisać górala. Czy jest to prawda?

Akcja najnowszej powieści Pawła Szlachetki dzieje właśnie w wiosce góralskiej - Szremle Małe. Można powiedzieć, że leży ona na końcu świata. Wszyscy tu się znają, wszystko o sobie wiedzą, życie toczy się monotonie. Głównym punktem spotkań jest kościół i gospoda. Każdy mieszkaniec uważa się za katolika ściśle przestrzegającego przykazań. Każdy grzech jest tu piętnowany. Ludzie opowiadają sobie przeróżne historie. Tematem najczęstszych opowieści jest tu Wichrołak. Mieszkał on w oddalonej od wioski ni to chałupie, ni to kolibie. Wszyscy uważali go za pomyleńca, co ma konszachty z siłą nieczystą. Kiedy jednak przychodziła bieda, można było iść do niego nocą, a on poradził: jakie zioła dawać dziecku, czym leczyć, a nawet jak sprawić, by dziewczyna przyjęła oświadczyny i została żoną. Ale straszono nim  dzieci i powiadano, że podczas burzy tańcuje wraz z deszczem po halach. Tak właśnie mieszają się tu zabobony z wiarą. Ale również tradycja z nowoczesnością. Mimo codziennych obowiązków związanych z gospodarką, każdy góral ma na dachu swojego domostwa antenę satelitarną, w stodołach często stoją nowe samochody, a sołtys jest dumny ze swojego plazmowego telewizora, choć prawie go nie ogląda.

Pewnego dnia do Szremle Małe przybywa Roman.  Od razu jest zauważony, że nie tutejszy, a "miastowy". Na początku przedstawia się jako pracownik stacji epidemiologicznej mający zbadać sprawę  tajemniczego pomoru owiec. Zatrzymuje się w domu sołtysa, gdzie gospodarz proponuje mu pewną transakcję. Ma udawać jego zięcia i podać dziecko do chrztu jego córki-Marty. Marta wyjechała rok temu ze wsi do miasta i wróciła z dzieckiem. Nie trudno się domyślić, że dla sołtysa jest to raczej powód do wstydu, niż dumy.
  
Jednak ten wiejsko-sielskie życie burzy jeszcze coś. W krótkim czasie zdarzyły tu się trzy samobójstwa górali. Na początku nikomu nie wydaje się to dziwne. Ludzie tłumaczą to sobie, że to skutek wiatru halnego. Podobno tak wpływa na psychikę. Jednak wszyscy trzej zawiśli na takimi samym sznurze z lipowego łyka, a takiego dawno się już nie używa. To budzi pewne podejrzenia, że jednak góralom ktoś pomógł. Ponadto w ostatnim czasie wcale nie wiał halny. Dodatkowo okazuje się, że Roman wcale nie jest pracownikiem urzędowym, tylko początkującym dziennikarzem szukającym jakiegoś ciekawego tematu na artykuł. I tu nadarza mu się okazja na reportaż, trzeba tylko rozwiązać do końca zagadkę samobójstw.

Jak na kryminał, to napięcie tu się dłuuuugo rozkręcało. Akcja nie była zbyt dynamiczna, a fabuła też - zbyt wciągająca. Zagadka również nie była dość skomplikowana, w połowie można by było domyślić się zakończenia.

Jednak... Kreacja bohaterów, ich charakterów, mentalności góralskiej autorowi udała się świetnie. Górale są tu chciwi, zazdrośni, zawistni, przebiegli, zawzięci, wszystko dla nich jest białe lub czarne, odróżniają dobro i zło zgodnie z nakazami religii. Kochają albo nienawidzą, a oba te uczucia są bardzo silne. Ponadto gwara góralska, opisy posiłków, bardzo uwiarygodniły opowieść i czuć było góralski klimat. Bohaterowie powieści zapadają w pamięć. Na przykład Hamerykanka (Handzia) - właścicielka gospody albo Wisiek czy Konfesjarka - gospodyni u proboszcza. Wszystkie te postacie są bardzo wyraziste, ciekawe i zróżnicowane, i tym samym rekompensują trochę słabą fabułę i akcję.

"Wichrołak" to nie najlepszy kryminał, ale powieść obyczajowa naprawdę udana. Kto więc ma ochotę poczuć zapach chleba pieczonego na liściach chrzanowych, wędzonej szynki, schabu i serów domowej roboty oraz wtopić się w góralski klimat, to ta pozycja będzie idealna. 

niedziela, 21 sierpnia 2011

"Skarb heretyka" Scott Mariani



Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Muza za co bardzo dziękuję.

tłum. Wojciech Jędruszek
wydanie: sierpień 2011
liczba stron: 424
format: 130 x 205 mm
oprawa: broszurowa
ISBN 978-83-7495-541-6



Alfred Hitchcock powiedział kiedyś: "Film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, potem zaś napięcie ma nieprzerwanie rosnąć". Parafrazując słowa mistrza suspensu, każdy kryminał powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, potem zaś napięcie ma nieprzerwanie rosnąć. "Skarb heretyka" idealnie pasuje do tego stwierdzenia. Zaczyna się gwałtownie, potem napięcie ciągle rośnie, nagłe zwroty akcji jeszcze je podsycają, a kończy się wszystko nieoczekiwanie.     

Złota łuna otaczała przedmiot, na którym zatańczyły odbite promienie słońca. Lśniący posąg bogini Bastet, z głową kota, z czystego złota, nie żadne tam złocenie. Przy pierwszym dotyku chłodne, gładkie o jasnym kolorze - tysiąc funtów czystego złota. Gładkie, błyszczące, piękne...

To tylko cześć skarbu ukrytego przez kapłanów za czasów panowania kontrowersyjnego faraona Echnatona. Nie był on tak romantyczną postacią jak Tutenchamon, nie poświecono mu tyle uwagi co Ramzesowi. Jednak w dziejach Egiptu nie istniał inny władca, którego rządy były tak niezwykłe i tajemnicze. Echnaton był pierwszym, który w państwie politeistycznym, zakazał czcić wielu bogów. Pierwszy twórca religii  monoteistycznej, narzucił wiarę w jednego boga, boga słońce-Atona. Nie trudno się domyślić, że dla współczesnych Egipcjan była to rewolucja i szok. Nie wszyscy byli z tego zadowoleni, szczególne kapłani. A faraonowi przysporzyło to jeszcze więcej wrogów, kiedy kazał zniszczyć wszelkie inne przedmioty kultu. Czyli wszytko, to w co do tej pory wierzyli ludzie, wspaniałe i bezcenne przedmioty przedstawiające bogów, miały zamienić się w gruz. Paru kapłanów zdecydowało się jednak ukryć drogocenne przedmioty dla przyszłych pokoleń, mając nadzieję, że kiedyś wszystko powróci na swoje miejsce.  

Pokusa zdobycia takiego skarbu jest oczywiście ogromna, przypadkiem zostaje odkryta tylko jego część. Nie jest to łatwe, ponieważ najpierw trzeba rozszyfrować szereg wskazówek. Taki system, gdzie pierwsza wskazówka wskazuje ci następną, znajdującą się gdzieś indziej, następnie ta druga prowadzi do trzeciej i tak dalej. A pokusa sławy i bogactwa ciągle rośnie...

Ale przejdźmy do bohaterów. Główny to -Ben Hope - były żołnierz elitarnego pułku SAS. Pewnego dnia odbiera telefon od swojego byłego przełożonego - pułkownika Harry'ego Paxtona - z prośbą o znalezienie zabójców jego syna. Syna Harrego - Morgan - pracował jako egiptolog nad ważnym projektem. Ben postanawia pomóc przyjacielowi, ale sytuacja trochę się komplikuje, ponieważ Ben zakochuje się w młodej żonie Paxtona - Zarze, a ponadto odkrywa, że wiele spraw związanych z rozwiązaniem zagadki morderstwa opiera się na oszustwach i grze porów. Szybko jednak rozwiązuje zagadkę, ale przy okazji trafia na trop bezcennego skarbu faraona Echnatona. A chęć posiadania takiego znaleziska kusi wielu...
 
Wszystko to dzieje się w Kairze, gdzie historia miesza się ze współczesnością, skrajne bogactwo z nędzą, tygiel piękna, kultury z brudem i katastrofą ekologiczną. Starożytna historia, nadzieja na bogactwo, pogoń za skarbem, który czeka na odnalezienie ponad trzy tysiące lat -  jest w zasięgu ręki...

 

piątek, 19 sierpnia 2011

Top 10: lektury obowiązkowe każdego nastolatka

Jak co piątek u Klaudyny, akcja TOP 10. Dziś postanowiłam się dopisać.

Słowo "lektura" większość uczniów odstrasza. A szkoda, bo w kanonie lektur gimnazjalnych jest parę pozycji, które młody człowiek powinien przeczytać. To takie, które kształtują charakter. Oto moja lista książek, które POWINNO się przeczytać w wieku nastu lat, które - moim zdaniem - pozostawią po sobie ślad. 





 "Przypadki Robinsona Kruzoe" Daniel Defoe


Pozycja nie tylko dla chłopców, choć oni powinni przeczytać to przede wszystkim. Nieznane lądy, odkrywanie nowych terenów, przygoda, wyprawa. Opowieść o zmaganiach z trudnym i nieprzewidywalnym losem, o sile marzeń i odwadze do pokonywania własnych lęków i słabości.







"Kamienie na szaniec" Aleksander Kamiński
 
Opowieść o Bohaterach Szarych Szeregów - Rudym, Alku, Zośce. O tym co tak naprawdę jest ważne w życiu. Bardzo trafia do serc czytelników, opisując losy pięknej i trwałej przyjaźni, którą kończy śmierć. Umieli pięknie żyć i pięknie umierać...







"Mały Książę" Antoine de Saint-Exupéry

 "Pozostajesz na zawsze odpowiedzialny za to, co oswoiłeś" - dla mnie ten cytat jest nieśmiertelny. Ponadto jest w niej tak wiele ciepła, refleksji i życia, że trudno aż tyle odnaleźć w innych książkach. Mały Książę jest zagubiony w świecie, jak większość z nas, szuka własnej drogi. Kocha - tak jak my kochamy. Czasami ślepą miłością, która nie zauważa wad kochanej osoby, bo przecież miłość jest ślepa. Naprawdę kochać to umieć znosić kaprysy, złe humory, nastroje. Umieć wybaczać co złe i umieć docenić, że jest się blisko osoby tej najważniejszej i droższej ponad wszystko. "Wszyscy dorośli byli kiedyś dziećmi, ale niewielu z nich pamięta o tym". Bo każdy z nas ma coś z Małego Księcia. 


"Potop" Henryk Sienkiewicz

To opowieść o miłości, patriotyzmie, odwadze, poświęceniu. Świetna lekcja historii. Przeciwnicy tej książki mówią, że papierowe postacie, schematyzm, wszystko białe lub czarne. Bzdura! Przedstawiane są tu dwa światy, a raczej dwie postawy: pierwsza - szlachcic broniący Ojczyzny i gotowy oddać za nią życie; druga - przedstawia szlachcica przekupnego, kłótliwego, patrzącego tylko na swe korzyści i sławę. Kmicic na początku zepsuty i skłonny do złych czynów, zmienia się i staje się bohaterem, który jest gotowy poświęcić dla Polski wszystko co ma. Poza tym obraz sarmatyzmu, polskiej szlachty i jej upadku. GENIALNE! Przeczytać i obejrzeć film - obowiązkowo.


"Opowieść wigilijna” Karol Dickens 

Magia świat Bożego Narodzenia w najlepszym wydaniu. Historia Scrooge'a - który pod wpływem trzech duchów i nastroju świąt Bożego Narodzenia z ponurego, cynicznego skąpca zmienia się w życzliwego wszystkim człowieka - niesie niezwykle ważne przesłanie: warto zmieniać siebie i świat na lepsze. Chcesz zmienić świat - zacznij od siebie!





"Lord Jim"  Joseph Conrad

Opowieść o losach człowieka zmagającego się z próbami losu. Owładnięty obsesją przetestowania własnego charakteru, wśród morskich odmętów, na odległych lądach Jim poszukuje okazji, by się sprawdzić, by dorównać wysokim standardom moralnym, które głosi. Surowa, brutalna rzeczywistość stawia wyzwania znacznie trudniejsze, niż się spodziewał. Zawieszony między honorem i wstydem, winą i potrzebą odkupienia, Jim zmaga się z największym przeciwnikiem: własną słabością.



 "Pan Cogito" Zbigniew Herbert 

Tomik poetycki wydany w 1974 roku. Po trochu alter ego autora - sceptyka, który z dystansu przygląda się sobie, ludziom i rzeczom. Trudny w interpretacji, aby znaleźć głębszy sens i przesłanie danego wiersza należy precyzyjnie i z należytą uwagą do niego podejść, czyli "myśląc" (czytaj: uczyć się myśleć). Porusza wiele znaczących zagadnień dotyczących człowieka współczesnego. Tytułowy bohater jest mentorem, przewodnikiem i kierunkowskazem dla każdego człowieka, który w swoim życiu ma czas, aby się zatrzymać i pomyśleć nad sobą i światem, który go otacza. A język Herberta konkretny, spójny i logiczny, acz nie pozbawiony pięknych i odkrywczych metafo.




"Przygody Sherlocka Holmesa" Arthur Conan Doyle 

Czyli triumf dedukcji i błyskotliwości nad wszystkim nowinkami technicznymi. Nawet odciski palców nie są potrzebne w wykrywaniu przestępców. Swoje śledztwa opiera na umiejętnościach obserwacji i znajomości psychologii, chemii, geografii, batalistyki, matematyki. Warto o tym pamiętać w czasach popularności seriali kryminalnych typu "CSI: kryminalne zagadki Nowego Jorku"


 

 "Zawsze przy mnie stój" Carolyn Jess-Cooke 
Poruszająca opowieść o trudnych wyborach, przebaczeniu i nadziei. O tym, aby strać się dokonywać właściwych wyborów, aby nie żałować i nie zmarnować swojego życia. To również powieść, która przywraca wiarę w Anioły. Uczy wrażliwości i odpowiedzialności za innych. 

 

 

 

"Dzikie serce. Tęsknoty męskiej duszy" 

Na koniec - dość poważnie. Może wydać się zbyt trudna, ale w liceum można to już przeczytać, a im szybciej, tym lepiej. (Nie tylko chłopcy, szczególne właśnie dziewczęta, młode kobietki). Pozwala ona  zbudować lepsze relacje i zrozumieć drugą osobę lepiej, ale przede wszystkim poznać samego siebie. Zajrzeć w głąb swojego serca i odkryć je na nowo. Może nawet po raz pierwszy. W ten sposób odkrywamy swoje pragnienia, dowiadujemy się jak wyglądają nasze relacje z innymi oraz możemy zrozumieć często zachowania innych, a nasze niepowodzenia w życiu pozwalają nam spojrzeć w nieco inny sposób.

czwartek, 18 sierpnia 2011

"Kamienne dziewice" Ben Pastor


Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Rebis za co bardzo dziękuję.


Przekład: Konrad Majchrzak
Okładka: twarda
Wydanie: 2011
Liczba stron: 464
Format:128 x 197
ISBN: 978-83-7510-578-0

Po "Złodzieju wody" i "Intrygantce" to kolejna książka z przygodami Eliusza Spartianusa. Jednak trochę odmienna od pozostałych części. "Mieli w sobie dość męstwa, by stawić czoło ciemności" -  to cytat z "Jądra ciemności" Josepha Conrada, który otwiera pierwszy rozdział. I każdy następny - też będzie poprzedzony cytatem z "Jądra..." nawiązującym do treści. A skoro "Jądro ciemności" to warto przypomnieć postać Kurtza. 

Był on agentem francuskiej spółki handlowej zajmującej się skupem i sprzedażą kości słoniowej w Afryce. Wyjechał z Europy zostawiając tam ukochaną, przyjechał, by zarabiać pieniądze osiągając przy tym władzę. Zmienił się właśnie w tym momencie, w którym przyjechał do afrykańskich kolonii. Stał się on panem życia tubylców. Czuje się bogiem, skupiony jest tylko na swoich sprawach i interesie, zauroczony samym sobą, nieustannie walczy ze swoją duszą. Jest typowym przykładem tyrana, który udowodnił jak to jest, gdy ulega się własnemu sumieniu i popędom. Manipuluje ludźmi, odrzuca zasady moralne i staje się panem życia i śmierci powracając do barbarzyństwa. Co władza może zrobić z człowiekiem? Zwykły człowiek staje się despotą i człowiekiem bez hamulców. Łatwo poddaje się własnym namiętnościom. "Tkwił w nieprzeniknionej ciemności”, a owa ciemność to moralne zło, któremu może ulec każdy człowiek.

Tyle o Kurtzie. W powieści "Kamienne dziewce" występuje podobny motyw i bohater. Ale od początku... Eliusz Spartianus zostaje wysłany, przez ustępującego cesarza Dioklecjana, na odległą prowincję rzymską - do Armenii. Ma dotrzeć do Tera Wiszapa, zbiegłego wodza rzymskiego, który urządził się wygodnie na trudno dostępnych ziemiach. Krążą o nim przeróżne legendy, plotki rozsiewane przez tutejszych kupców i handlarzy. Nie do końca też wiadomo czy Ter Wiszap jest rzeczywiście znakomitym dawnym dowódcą rzymskim - Paulusem Kurcjuszem - czy może perskim wojownkiem, który zgarnął jego łupy?  Miejscowa ludność jednak wierzy we wszystkie pogłoski dotyczące jego szaleństwa, okrucieństwa, perwersyjnych praktyk. Przewodnik zgadza się odbyć z Eliuszem tylko cześć drogi - do wyznaczonej granicy rzymskiej - przełęczy zwanej Kamiennymi Dziewicami. 

"Miejscowi nazywają je Nanai (...) Są to skały w kształcie stożków, wysokości dwudziestu stóp, z ciemnoszarego kamienia przypominającego granit. Czas, wiatr i deszcz wyrzeźbiły je na kształt odzianych w luźne szaty wysokich kobiet. Niektórzy wierzą, że dał im to imię sam Aleksander, inni, iż rzymscy wodzowie z dawnych czasów. Przesądni powiadają, że dziewice żyją i chronią to przejście. W końcu Nanai to bogini wojowniczka. Mówią, że wyrywają broń tym, którzy obok nich przechodzą, nawet jeśli schowana jest pod ubraniem." [str. 253]  Poza tym miejsce to przyciąga burze, nad stożkami krążą chmurt burzowe, nawet wtedy, kiedy w górach panuje ładna pogoda. 

Powoli docieramy do końca, Ter Wiszap, tak jak Kurtz z "Jądra ciemności", pojawia się dopiero w trzeciej części powieści, lecz już wcześniej jest obecny w akcji, jest nawet jej motorem napędowym, dzięki skrajnym opiniom innych bohaterów. Razem z Eliuszem zapuszczamy się coraz głębiej, do mrocznego zakątku świata. Czy jednak rzymski historyk dotrze do wnętrza "niewidocznej dżungli", czy dotrze do prawdy "wydobytej zza zasłony czasu"? Eliusz wierzy w to, że Rzymianin zawsze pozostaje Rzymianinem i umiera również jak Rzymianin. Czy może "narastający w nim żal, pragnienie ucieczki, bezsilne obrzydzenie, rezygnacja, nienawiść" będą silniejsze? A może wystarczy tylko wyciągnąć rękę i dotknąć... no właśnie czego? Może wnętrza własnej duszy, może ciemności? Czy może to "coś" co stara się poznać pozostanie nadal tajemnicą? 

poniedziałek, 15 sierpnia 2011

"Empireum" tom II Waldemar Łysiak

Wydanie: Nobilis
Rok wydania: 2004
Wymiary: 170 x 240 
Oprawa: twarda
ISBN: 83-917612-3-1  

"Tak się to wszystko kończy. W pewnej chwili przyjdzie śmierć i zwali to wszystko w otchłani niepamięci, i nawet nikt nie wspomni" <Mais ou sont les neiges d'antan?> 'Ach, gdzie są niegdysiejsze śniegi' ?"

Wstęp od  I tomu otwierało zdjęcie ukazujące książki i czaszkę, które było metaforą ulotności księgozbiorów, gdzie Pan Łysiak ubolewał nad smutnym losem kruchości bibliofilskich sezamów.  Wstęp do tomu II otwiera zdjęcie książek z popielniczką, która jest we władaniu Mefistofelesa... Bibliofile dawnych czasów utożsamiali go z "chochlikiem drukarskim", czyli diabełkiem płatającym figle w książkach, zwany też był "Druckteufel"- diabeł drukarski, odkąd ośmieszał księgi "literówkami". "Literówek" dziś w wielu książkach można odnaleźć masę. Dla bibliofila (maniak wyczulonego na typografię) to bardzo ważny (piekielny) problem. Dlatego Łysiak o tym wspomina, ponieważ "boli" go każda "literówka". 

W pierwszym (szóstym) rozdziale Autor zaczyna od opisu ekslibrisów, czyli znaków własnościowych danego egzemplarza książki, najczęściej ozdobnych, wykonanych w technice graficznej z imieniem i nazwiskiem właściciela księgozbioru lub stylizowanymi inicjałami, lub z nazwą instytucji. Typowy ekslibris jest małą zadrukowaną karteczką przyklejoną do wewnętrznej strony okładki. W prostszej formie może to być np. pieczątka. Posługiwanie się ekslibrisem jest uważane za wyraz wysokiego szacunku i dbałości o książki, jak również wysokich potrzeb kulturalnych ich właściciela. Dlatego Łysiak prezentuje tu swoje zdobycze oraz pisze o historii i najlepszych polskich ekslibrisach. Ponadto zdradza tu i udowadnia historię pewnego wiersza Adama Mickiewicza "Reduty Ordona", czyli jak to naprawdę z tym Ordonem było. Przy okazji prezentuje swoje "Mickiewicziania", czyli wspaniałą kolekcje dzieł wieszcza. 

Krawiecka projekcja patriotyzmu, czyli drukowano-malowana kostiumologia - tym również zajmuje się bibliofil. Ogólnie mówiąc wszystko co wyszło drukiem o strojach narodowych. Szata historyczna nie tylko zdobiła człowieka, lecz zezwalała identyfikować go narodowo. "Patrzcie panowie! co za śliczny ułan z Warszawy!..." - tak brzmiał napis na jednej z kolorowych litografii, gdzie studenci, mieszczanie podziwiali polski mundur. Następnie Łysiak cytuje znawcę militariów: "Żeby przeszłość  narodu ukochać i z niej czerpać natchnienie, trzeba ją znać, i to we wszystkich szczegółach, wśród których zewnętrzny wygląd żołnierza zajmuje miejsce wcale niepoślednie, gdyż odzwierciedla charakter danej epoki, wiernie przechwalając pierwiastki narodowe". [str. 460] Pięknie powiedziane, warto o tym pamiętać dziś, gdzie z reguły głównym strojem są dżinsy lub garnitur. A przynajmniej pooglądać przecudne cymesy, litografie, akwaforty, miedzioryty przedstawiające stroje, kostiumy i szaty. 

Kolejny rozdział trzeci (ósmy) w pisaniu sprawił chyba Panu Łysiakowi ogromną przyjemność. Dotyczy bowiem ukochanej przez niego postaci - Napoleona Bonaparte. Jako zagorzały bonapartysta zbierał wszelkie "napoleonianiaki". Kolekcja imponująca! Książki, książeczki, albumy, albumiki, układanki, pieniądze, pocztówki, butelki w kształcie popiersia Cesarza, talerze, porcelana sprzed 1814 roku, wazy et cetera, et cetera. Ponadto opowiada o kolejnej zdobyczy, już może nie bibliofilskiej, a malarskiej. Gdzie po 22 latach poszukiwań, spełnił swoje marzenie. Obraz "Zamilkła bateria Samosierry" Wojciecha Kossaka stał się jego własnością.

Encyklopedie - Alchemia podręcznej wiedzy. Co można było zrobić, przed I Wojną Światową, kiedy nie było internetu, telewizji, ani radia, aby poszerzyć swoją wiedzę o ludzkości i świecie? Ano być skazanym na ilustracje i teksty drukowane. A wysp tego rodzaju prac (encyklopedii, słowników, albumów) na początku XX wieku był ogromny. Waldemar Łysiak prezentuje tu wszelakie encyklopedie, pisze o wydaniach, o tym co w nich było, a raczej czego lub jakich postaci w nich nie było. Twierdzi również, że zbieranie encyklopedii jest to dość rzadka pasja bibliofilska, ponieważ wymaga obszernego mieszkania, bo takie tomy mogą zająć 'kilometry' półek. A co to jest encyklopedia? "Prosta odpowiedź brzmi: to jest taka książka, dzięki której żaden człowiek nie musi nosić w  mózgu całej ludzkiej wiedzy; wystarczy sięgnąć, otworzyć i przeczytać." [str. 534] Potwierdza to przykładem, jak to pewien profesor zapytał kiedyś Einsteina;

-Panie Einstein, czy wie pan co oznacza wzór E=mc2?
-Nie pamiętam. Lecz pamiętam gdzie stoi książka, w której mogę to sprawdzić - odparł Geniusz. 

"Istnieje także bibliofilstwo 'nutowe'. Zbiera się nuty (kompozycje muzyczne, melodie) towarzyszące tekstom pieśni, czyli śpiewniki muzyczne. Są one rzeczą bardzo ważną w historii każdego narodu." [str.572] Śpiewniki mogą być kościelne, ludowe, wojskowe, patriotyczne, rozrywkowe. Oczywiście ulubionymi śpiewnikami Autora są patriotyczne, zebrał ich niemałą kolekcję. Choć posiada też unikatowe średniowieczne mszały (regulaminy liturgiczne).

Cóż mogę więcej napisać o tej pozycji? Na pewno nie jest to recenzja, opisałam tylko pokrótce rozdziały, ale to tylko namiastka treści, obrazów, ilustracji. Dlatego na koniec posłużę się notką z Wydawnictwa Nobilis: "To fascynujące dzieło o polskiej kulturze, historii i tradycji widzianych przez pryzmat kolekcjonerstwa traktowanego jako bastion patriotyzmu. Humanizm Renesansu i legenda Piłsudskiego, powstania narodowowyzwoleńcze i Kresy wschodnie, mitologia Romantyzm i sarmackość, herbomania i dawne krajoznawstwo, antytotalitaryzm i sekrety sztuki, falsyfikaty i apokryfy, Napoleonizm i zabytkowość, jak również inne pasjonujące kwestie ojczyźniane rozpatrywane przez autora - tworzą swoistą literacką katedrę chwały minionej polskości, pełną blasku, lecz i nie wolną od cieni, którym Łysiak nie pobłaża."


piątek, 12 sierpnia 2011

"Amerykańscy bogowie" Neil Gaiman

Czy zdarzyło Wam się kiedyś być na granicy jawy i snu? To taki moment, gdzie nie do końca wiemy w jakiej przestrzeni się znajdujemy. Przed oczami stają kropki, błyski, sceny. Kiedy zaczynamy się im przyglądać, zmieniają się w bardziej szczegółowe i ostre obrazy. Wszystko to obieramy zmysłami, mając pełną świadomość, dlatego tak granica wydaje się na nas taka niewyraźna. 

Cień-bohater "Amerykańskich bogów" balansuje właśnie na takiej granicy. Tutaj sen przeplata się z rzeczywistością. Zaczyna się jednak zwyczajnie. Po trzech latach spędzonych w więzieniu, Cień ma wyjść  na wolność. Planuje już w myślach, co będzie robił. Ma więcej szczęścia niż przeciętny więzień.  Czeka na niego żona, a dawny przyjaciel chce dać mu pracę. Na dwa dni przed zakończeniem wyroku jego żona-Laura ginie w wypadku samochodowym, w dość tajemniczych okolicznościach. Wszystko wskazuje na zdradę małżeńską. Oszołomiony tym wszystkim Cień spotyka pana Wednesday'a. I w pewnym barze popijając miód, Cień zgadza się na propozycję pracy od tajemniczego nieznajomego. Razem wyruszają w niesamowitą podroż przez Stany. Od tego momentu zaczynają dziać się rzeczy, takich na pograniczu jawy, snu, marzeń, wspomnień. Cienia zaczyna odwiedzać jego martwa żona, trafia w tajemnicze miejsca i spotyka bogów: nordyckich, celtyckich, hinduskich, egipskich, słowiańskich, wszelakich.

Neil Gaiman w tej powieści wciąga czytelnika w niezwykłą podróż w poszukiwaniu duszy Ameryki. Stany - kraj stosunkowo młody, biorąc pod uwagę kraje europejskie. Cały teren Ameryki jest bardzo zróżnicowany historycznie i kulturowo. Możemy mówić tu o synkretyzmie kulturowym. Mamy do czynienia z różnorodnością kultury prekolumbijskiej, narzuconą przez kolonizatorów, kulturą europejską, która rozwijała się w specyficzny sposób na różnych terenach Ameryki, a także z kulturą afrykańską, która dała początek bardzo bogatej i z punktu widzenia europejskiego niezwykle egzotycznej kulturze afroamerykańskiej. Dodać do tego jeszcze kulturę Indian i powstała niezła mieszanka. A co za tym idzie, skoro kultura to i wiara, wierzenia, bogowie. 

Przez latach tych bogów przewinęła się cała masa. Co się jednak dzieje z tymi bogami, w których ludzie przestali wierzyć? Wiadomo, że każde bóstwo karmi się wiarą i modlitwami. Rosną w siłę, gdy ludzie oddają im cześć. A co się dzieje, gdy ludzie przestają czcić? Czyżby umierają jak zwykli śmiertelnicy? Czy może odchodzą powoli, starzeją się jak ludzie i ustępują miejsca nowym, młodym, silniejszym, bardziej nowoczesnym? A może pałają się potem różnymi przyziemskimi profesjami. 


Neil Gaiman ukazuje silną zależność między ludźmi i ich bogami, przy czym o ile pierwsi mogą istnieć samotnie, o tyle bogowie, pozostawieni samym sobie — skazani są na zagładę. Czy słowo "wiara" jest na tyle sile, by zapuścić korzenie, czy może jest na tyle kruche, by rozlecieć się w pył? Na to pytanie, po przeczytaniu tej książki, każdy będzie musiał sobie odpowiedzieć sam. To także smutna prawda o wymieraniu tradycji, wyparciu starych wierzeń przez nowe, takie "na czasie". Bo dziś przecież bogiem może być telewizor, komputer, Internet! A słowa "tradycja" i "wiara", co najwyżej, mogą się znaleźć w słowniku archaizmów.  

poniedziałek, 8 sierpnia 2011

"Last minute" Sylwia Kubryńska

Wydawca: Nowy Świat
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 328 
Oprawa: miękka 
Wymiary: 125 x 195 mm 
ISBN: 978-83-7386-413-9



Tunezja - żar lejący się z nieba, piękne gaje oliwne, dzika,  nieokiełznana pustynia, zachwycające bujną roślinnością oazy, piękne i niepowtarzalne góry Atlas oraz białe piaszczyste plaże z krystalicznie czystym morzem. Ale przede wszystkim zetknięcie się z kulturą arabską. Dla turysty, który nie odwiedził wcześniej innych arabskich krajów, pierwsze spotkanie z Tunezją może stanowić pewien szok kulturowy. Miejscowa ludność, zwłaszcza w ośrodkach turystycznych, zachowuje się zupełnie inaczej, niż oczekiwałby tego przeciętny Europejczyk. Z jednej strony, spotkamy się z życzliwością, a z drugiej nachalną wręcz upartością. I nie ma co ukrywać, ludzie odwiedzający dalekie kraje też zachowują się nieco inaczej. 

W tym świecie, trochę nieprawdopodobnym, trochę baśniowym, trochę jak z baśni Szeherezady, łatwo się zapomnieć. Można jednak odnaleźć odrobinę szczęścia, a nawet miłość. I to udało się Agnieszce - bohaterce książki „Last minute”. Agnieszka po kolejnym niepowodzeniu miłosnym i zdradzie ukochanego czuje się trochę zagubiona. Poza tym męczą ją potworne bóle głowy, trafia do szpitala i traci przez to pracę. Wpada w depresję, z resztą trudno jej się dziwić. Ale na szczęście ma jeszcze przyjaciółkę - Zuzannę. Właśnie Zuzanna wykupuje wycieczkę i obie lecą do Tunezji.  

I wydawać by się mogło, że skończy się tandetnie. Zdesperowane Polki przybywają, aby szukać przygód, zaszaleć i zaliczyć romans. Każdy tam zaczepia, zagaduje, mówi komplementy i wystarczy 'habibi' (arabskie 'kochanie'), a większość kobiet dostaje przysłowiowego 'małpiego rozumu'. "Historia młodej kobiety w arabskim świecie seks-turystyki" ma na szczęście jeszcze inne wątki i porusza głębsze problemy, niż zwykły romans. 

Pojawia się tu też postać ojca Agnieszki. Jego obraz powraca do niej myślach, a raczej w majkach podczas tych ataków bólu głowy. Ojciec zostawił jej matkę, gdy Agnieszka z bratem byli jeszcze mali. Z jednej strony nienawidziła go, a z drugiej była ogromnie za nim stęskniona, bardzo go jej brakowało. Brat również wcześnie 'wyfrunął' z domu i Agnieszka została sama z matką. Stąd pewnie brały się niepowodzenia z mężczyznami w dorosłym życiu. I tak od dziecka zakochana w nieobecnym ojcu, stęskniona za bratem, spragniona była dawki miłości "Jak to się dzieje, że podświadomie szukamy w świecie swoich bliskich w innych ludziach? Jak to się dzieje, ze ich znajdujemy, nawet o tym nie wiedząc?" - zastanawia się Agnieszka. 

Innym wątkiem poruszonym przez Sylwię Kubryńską jest przyjaźń. Chodzi oczywiście o Agnieszkę i Zuzannę. Złośliwe docinki, pełne zarazem czułości, troski i wsparcia. Lecz kiedy trzeba, to potrafiły po prostu milczeć, rozumiały się bez słów, ale też gadały bez opamiętania. Niewątpliwie, była to przyjaźń, która pozostaje na całe życie. Niektóre dialogi prowadzone między dziewczynami były fenomenalne, choć miejscami za bardzo wulgarne, wręcz wyuzdane.   

Bardzo dobrze i szybko czytało się "Last minute". Nie zdradzę oczywiście czy romans skończył się szczęśliwie. Czy był rzeczywiście tylko przygodą kojącą smutki, czy może udało się go zamienić na coś bardziej stałego? Świetna, lekka lektura na lato, na plażę, leżaczek albo na taki pochmurny dzień, jak dziś, aby przenieść się do skąpanej w słońcu Tunezji.

Książkę do recenzji dostałam od serwisu Czytanie nie szkodzi za co bardzo dziękuję.