środa, 28 września 2011

Mały, ale jednak cieszy...

Moje nowe zdobycze i najbliższe plany czytelnicze. Nie za wiele, ale cieszą oko i serce.
1. "Żniwo gniewu" Lucie Di Angeli-Ilovan 
2. "Ciemna strona lustra" Marcin Wolski
3. "Kielich" Waldemar Łysiak
4. "Kwiaty śliwy w wazonie" - powieść chińska, już się oblałam rumieńcem ;-p
5. "Łatwa kuchnia japońska" Emi Kazuko
6. "Doktor Jekyll i pan Hyde" Robert Louis Stevenson
7. "S@amotność w sieci" Janusz L. Wiśniewski

Choć szczerze mówiąc na razie nie mam ochoty na czytanie, czekam na długie wieczory. 
Póki co korzystam z uroków jesieni, bo dziś pogoda cudna - słoneczna, kolorowa, złota, wrzosowa :)

sobota, 24 września 2011

"13. gabinet" Marcin Wolski

13. gabinet
Wydawnictwo: Czerwone i Czarne
Wydanie: 2011
Liczba stron: 256
Wymiary: 140 x 225 mm
ISBN: 978-83-7700-018-2


Kto pamięta "Polskie zoo", program satyryczny właśnie Marcina Wolskiego? To była dopiero satyra! Począwszy od genialnego tytułu, po teksty i analogię zwierząt do konkretnych osób. Wszytko dobrane, dopieszczone idealnie!

Ta książka powinna okazać się rok temu.
Miała być ostra i wesoła, okazywać paradoksy i śmieszności polskiej polityki w okresie zbliżających się wyborów prezydenta RP. Marcin Wolski trzyma się zasady, "że bicz satyry powinien być ostry, ale nie chamski". Ową książkę skończył 29 marca 2010 roku, tydzień później otrzymał informację od redakcji, że książka może się okazać w ciągu miesiąca. Jednak potem nagle wszystko runęło. Po kwietniowym sobotnim poranku, Autor zdecydował się o wstrzymaniu wydania. Po roku dał się przekonać, że książka powinna jednak ujrzeć światło dzienne. "Jako dokument, jako zapis naszej świadomości sprzed roku, zanim ogarnęła nas narodowa trauma. A jednocześnie świadectwo, że wiele może się zmienić po to, by nic się zie zmieniło." Z dedykacją dla Prezydentów Lecha Indykiewicza i Ryszarda Gęsiarowskiego oraz dla Anny Makuszyńskiej, a także dla wszystkich pozostałych, dla których Autor nie zdążył wymyślić pseudonimów.

Pseudonimy postaci Wolskiego są genialnie wymyślone, ich podobieństwo do autentycznych osób, "choć nieprzypadkowe, jest również mocno naciągnięte do potrzeb fabuły". Ale o pseudonimach potem, najpierw skupię się na fabule.

Policjant z peryferyjnego komisariatu, Eryk Miziak, przyjmuje zgłoszenie o zaginięciu Alojzego Czerwoniki. Jego żona zniknięcie męża zgłasza dopiero po tygodniu, ponieważ była w tym czasie z dziecmi u dziadków. Sprawa dla Miziaka wydaje się nudna i bywa "stosunkowo normalnym zjawiskiem", często się dowiem zdarza, że mąż korzystając z nieobecności żony, robi sobie też urlop i znika na jakiś czas, aby się wyszaleć. Dopiero koleżanka z pracy, Brygida Jamuła, wpada na trop, że pan Czerwonaka był blisko związany z niejakim Arkadym Gusiewiczem, kimś ważnym w kancelarii premiera. A to już zakrawa o aferę na grubszą skalę! I rzeczywiście, nagle, w swoim gabinecie, Arkady Gusiewicz popełnia samobójstwo lub też zostaje zamordowany, a wszyscy politycy są przerażeni zniknięciem Alojzego Czerwonki. W wyniku spektakularnego śledztwa policjanci odkrywają, że Czerwonka napromieniowywał ludzi życiodajną energią, a jego usług korzystali wszyscy popularni politycy III RP.

Political fiction, jaki przedstawia Wolski, w świetny sposób ukazuje śmiesznostki polskiej polityki. Dostaje się tu wszystkim, choć nietrudno odgadnąć komu Autor bardziej sprzyja. Nie razi to jednak wcale. Erudycja, ciekawość historii i polityki to wielki atut Wolskiego. Czytając można się nieźle ubawić. Bawią przede wszystkim pseudonimy polityków: 

Ronald Duck - prezes Rady Minisrtów, lider Partii Obiecanek
Waldemar Kargul -  wicepremier, lider Partii Siermiężno-Ludowej
Radwan Wróblewski - minister sparw zagranicznych
Lew Szwendała - były prezydent RP
Aleksander Goryczko - były prezydent RP
Janusz Moczypies - poseł Partii Obiecanek 

U Aleksandra Fredry w "Zemście" były nazwiska znaczące: Rejent Milczek, Cześnik Raptusiewicz, mające na celu wskazywać najważniejszą cechę bohatera. Tutaj mamy podobnie, nie chodzi tu jednak o cechę, lecz analogię do nazwiska. Gorzej natomiast Wolskiemu wyszło nadanie nowych nazw instytucjom i miejscom np. Nagroda Mebla, Służba Bezeceństwa, Peniswania - to już, moim zdaniem, zabieg trochę chybiony. 

Jedna scena wywołuje tu dreszcze i mu charakter wręcz proroczy, profetyczny. Mgła. Nienaturalną mgłę wywołały procedury magiczne czarownicy, byłej prostytutki, i jej koleżanek. Nakładanie i zdejmowanie pończoch miało wywołać burzę. A powstała mgła, która o mało nie wywołała konfliktu zbrojnego i zalała całą Polskę.

"13. gabinet" polecam gorąco. Znakomity humor sytuacyjny, taki trochę śmiech przez łzy. A przed zbliżającymi się wyborami to pozycja idealna. Można nabrać dystansu, dowiedzieć się ciekawych anegdot i świetnie się przy tym bawić. Na koniec dwa cytaty z książki, chciałam napisać więcej, ale powstrzymałam się, sami sprawdźcie, czy warto...  


"Prezydent stolicy Hanna Tango-Winiary od dawna nie miewała religijnych wizji. Pogodziła się z tym. Czasy, kiedy była mistyczką i dzięki swym objawieniom potrafiła za sprawą Ducha Świętego dostosowywać kursy Narodowego Banku Polskiego do trendów światowych, dawno minęły. Inna sprawa, że i do kościoła chodziła rzadziej, głównie z okazji pogrzebów zasłużonych warszawiaków. Nocami śniły jej się rzeczy zdecydowanie bardziej prozaiczne – dziury w jezdniach, deweloperzy rywalizujący o coraz bardziej atrakcyjne działki. Także teraz odmawiając litanię, zwracała się do Opatrzności zazwyczaj w konkretnych sprawach. Już nie prosiła o łaskę terminowego ukończenia drugiej linii metra czy o pieniądze na obwodnicę, tylko o rzeczy bardziej realne". [str.126]

"Opowiadać można by długo (...) o straszliwych majakach Tomasza Kuny, najprzystojniejszego dziennikarza wszechświata, który w trakcie swego kultowego programu zorientował się, że zgromadzona publiczność składa się bez wyjątku z jego żon i kochanek." [str. 69]


piątek, 23 września 2011

Jak nie kochać jesieni...

Czekam na nią z utęsknieniem, to moja ulubiona pora roku. Polska, złota jesień - barwy purpurowe, żółte, czerwone, rudawe, szczerozłote.

Liście niesione wiatrem, babie lato, kwitnący wrzos, deszczyk jesienny uderzający w szyby, długie wieczory przy kominku, z książką, z winem, z gorącą czekoladą, z Tobą. Uwielbiam ten nastrój, trochę melancholijny, ale z nutką optymizmu... 

Mam nadzieję, że Matka Natura okaże się w tym roku łaskawa i będziemy się cieszyć złotą jesienią.

A to PANI JESIEŃ w wizji Alfonsa Muchy.


  

środa, 21 września 2011

"Antygona w Nowym Jorku" Janusz Głowacki

"Welcome to the United States". W sercu światowej demokracji. Gdzie każdy człowiek ma takie same prawa i obowiązki. Te same przepisy obowiązują wszystkich. Czyżby? A bezdomni? Czy oni mają jakieś prawa? Nowojorski Tompkins Square Park zamieszkały jest właśnie przez bezdomnych. Z reguły są to ludzie, którzy przyjechali do Stanów za przysłowiowym 'chlebem', za lepszą pracą, za nadzieją na lepsze życie. Niestety los dla niektórych bywa okrutny i tak naprawdę niewiele trzeba, aby stracić pracę, mieszkanie i w końcu wylądować na ulicy. A potem wstyd się przyznać i trudno wrócić do tego życia, z którego się uciekło. 

Antyczna tragedia Sofoklesa, przeniesiona została do zamieszkanego przez bezdomnych parku na dolnym Manhattanie. A konkretnie, do ławki w tymże parku. Drzemie tu Sasza, rosyjski Żyd, malarz z Petersburga, zamknięty w sobie, milczący i wieczny uciekinier. Siedzi Pchełka, cwaniaczek z Polski, epileptyk, mitoman, błazen, który z każdego nieszczęścia potrafi zrobić wygłup. Pojawią się Portorykanka - Anita (tytułowa Antygona), która wcześniej razem z matką pracowała w fabryce, kiedy matka umarła, ona została zwolniona i tak trafiła do parku. Kiedyś byli oni normalnymi, inteligentnymi ludźmi, mieli swoje pragnienia i aspiracje. Teraz park i ta ławka to wszystko, co pozostało im z życia.

Ponadto Anita jest w rozpaczy, ponieważ umarł jej ukochany, też bezdomny. Problem polega na tym, że zarządzeniem burmistrza Nowego Jorku wszyscy bezdomni byli chowani w zbiorowych grobach na wyspie. Właściwe nawet nie wiadomo, co się z ich zwłokami działo. Te groby były bezimienne, więc nawet nie można było pójść i zapalić mu światełka. Anita chce wyprawić godny pogrzeb swemu ukochanemu i pochować go w osobnym grobie. Za niecałe 20 dolarów Sasza i Pchełka podejmują się odnaleźć nieboszczyka. Jadą na Bron, odbijają po kolei wieka czekających na wywóz trumien i zabierają ciało. W parku wyprawiają stypę, w której z godnością uczestniczą zwłoki niby-Johna, bo dwaj przyjaciele omyłkowo wykradli innego trupa. Anita jednak nie zauważa pomyłki. Sasza jeszcze raz próbuje się zmobilizować, chce pójść do ambasady po wizę, ale daremne są nadzieje na jakąkolwiek odmianę ich losu.
Jeśli chodzi zaś o tytuł i nawiązanie do antycznej tragedii to zasada trójjedności została tu zachowana. Mamy tu jedność miejsca (park)  i czasu - akcja dzieje się w ciągu jednej nocy oraz akcji, ponieważ wszystko dzieje się wokół jednego wątku.  Natomiast zasada decorum, która nakazywała twórcom dostosować styl i język- została złamana. Tutaj tragedia miesza się z farsą, jest zarazem okrutna, ale i śmieszna.

A jeśli chodzi o sztukę i obsadę, to najbardziej podobał mi się Pchełka zagrany przez Jana Peszka i policjant Jerzy Grałek, który jest swojego rodzaju narratorem, komentatorem, antycznym przewodnikiem chóru. Sam reżyser Kazimierz Kutz,  tak skomentował "Antygonę w Nowym Jorku" i jej przesłanie:
"Dramat Głowackiego jest historią o współczesnej Ameryce, miejscu, do którego ludzie przybywają, by tkwić tam w stanie beznadziei. Dla Pchełki i Saszy Ameryka była rajem. Ponieważ wizja raju upadła, "Antygona" opowiada o tym, jak raj przybrał wymiar piekła".
Nic dodać, nic ująć. Świetna sztuka, polecam.  

sobota, 17 września 2011

"Bóg zapłać” Wojciech Tochman

Wydawnictwo: Czarne
Wydanie: 2010
Ilość stron: 235
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
ISBN: 978-83-7536-178-0

"Bóg zapłać” to 14 opowiadań, reportaży czy nawet przypowieści. Wielu z nas zadawało sobie często takie pytania: Dlaczego Bóg pozwala na takie cierpienie? Dlaczego Bóg ich nie ocalił? Dlaczego tak chciał? Takie pytania pojawiają, wtedy kiedy dzieje się jakaś tragedia, gdy ktoś umiera. A gdzie jest w ogóle powiedziane, że Bóg ma sprawiedliwie ocalać? cuda sprawiedliwie rozdawać? czy cuda się nam należą? czy Bóg ma się nam tłumaczyć, że tak chciał?   

Bohaterowie opowiadań to zwykli ludzie, praktycznie anonimowi. 10-letnia Ania, która nigdy nie wróciła ze szkolnej dyskoteki ("Zażalenie”); ksiądz homoseksualista zakażony wirusem HIV ("Wściekły pies”); Aliny P. molestowana w dzieciństwie przez księdza proboszcza ("Atmosfera miłości”), chłopak z zespołem tourette'a ("Więzień”); Jan, który nie ma przeszłości ani tożsamości ("Człowiek, który powstał z torów”); bracia-bliźniacy, którzy odnajdują się po latach ("Nieobecność”); rodzice i nauczyciele dzieci, którzy zginęli w wypadku jadąc na pielgrzymkę do Częstochowy ("Mojżeszowy krzak"); siedmioro dzieci, które opieka społeczna próbowała zabrać z rodzinnego domu, bo rodzice nie potrafili właściwie się nimi zaopiekować ("Bracia i siostry").

Wszystkie te historie zdarzyły się naprawdę, choć trudno w to uwierzyć. Chociaż, kto wie czy jakaś historia nie wydarzyła się u kogoś tuż za ścianą. Ludzie czasami bywają ślepi  albo udają, że nie widzą. Opowiadania te są bardzo bolesne, trudne do zaakceptowania, czy zrozumienia, dla mnie osobiście przerażające i szokujące. 

Codzienne zmagania się z losem, strata najbliższych, jak z tym żyć, jak sobie radzić? "Twoje żyje" - tak mówili rodzicie, którzy stracili swoje dzieci wypadku, mówili tak to tych, których dzieci przeżyły. I komu ciężej było to wszystko znosić?  

Tochman nie daje tu odpowiedzi, nikogo nie oskarża, nie moralizuje, nie udziela żadnych rad, nikogo nie ocenia. Narracja jest tu przerażająco i chłodno obiektywna. Tak chłodna, że przeszywa do szpiku kości. Sam jednak fakt, że te historie zostały opisanie, świadczą o głębokim współczuciu autora, o chęci zwrócenia uwagi, że takie historie się dzieją, a my przechodzimy obojętnie, bo mnie to nie dotyczy.  

"Żyję w prawdzie. A prawda jest taka, ze nasze małżeństwo, nigdy nie zaistniało. Nie ma go. Tak naucza Kościół. Dziecko nie jest żadnym dowodem potwierdzającym małżeństwo. Ślub? Co co za przysięga w kłamstwie? Jak ja się dałem nabrać? Przysięgała, że jej życie należy do mnie, a nie należało nawet minutę. Podarowałem jej swoje, nie chciała go ani na moment." 


recenzja też nareporterskim okiem

piątek, 16 września 2011

Top 10: najpiękniejsze historie miłosne

Piątkowa akcja u Klaudyny TOP 10 to dziś - najpiękniejsze historie miłosne. Od dawna mam pewne swoje typy. Pewne historie bardzo mi się podobają, przede wszystkim jeśli chodzi o siłę tego uczucia, no i powiedzmy sobie takie "życiowe przełożenie" :) Mam dziś tylko 7 (są to moje naj...) nie chciałam na silę typować reszty.
I niech zawsze zwycięża   m i ł o ś ć !    


 

Orfeusz i Eurydyka
Miłość silniejsza niż śmierć, odzyskana ukochana, która jest na wyciągniecie ręki, pożądanie, które zwycięża, a miłość przepada. Mit o Orfeuszu i Eurydyce jest przepiękną historią o głębokiej, miłości - miłości małżeńskiej, która pragnie pokonać śmierć.

Eros i Psyche 

Przede wszystkim uwielbiam ten mit i dzieło Canovy. Marmurowa rzeźba pełna jest wdzięku i niewinności. Grecki bóg miłości pochyla się nad swą wybranką z czułym wzruszeniem, jakby trzymał drogocenny klejnot. Psyche ma podobny gest. A cała ich miłość znajduje swój wyraz w spojrzeniu. Czy można wyrazić miłość jednym spojrzeniem? Oj, można :)  

Jan III Sobieski i Marysieńka "Listy"
"Najśliczniejsza serca i duszy pociecho!", "Najśliczniejsza i najukochańsza", "Żoneczko moja najśliczniejsza". Już same nagłówki świadczą o ogromnym uczuciu i oddaniu. Mnie to do razu rozczula. Piękna forma wyrażenia uczucia. Poza tym język listów jest bardzo bogaty, kunsztowny, pełen metafor, niedopowiedzeń i czegoś, co coś co lubię najbardziej - dwuznaczności. Kto ma ochotę, można je poczytać t u t a j
  

Andrzej Kmicic i Oleńka Billewiczówna "Potop"
 "Wać Pan nie masz wstydu i sumienia", "Nie przywódźże mnie do szaleństwa", "Wać Panna na nitce będziesz mnie wodziła", "Nie zaprę się ochoty",  "Bądź zdrowa", "Bądź zdrów", "Oleńka, Oleńka"  - uwielbiam te cytaty. 


Jack i Mirabelle "Spóźnieni kochankowie"
Warto jednak czekać, bo miłość może przyjść w każdym wieku. Między kochankami rodzi się tak silne uczucie, że jest w stanie pokonać wszelkie przeszkody. Jest ono dojrzałe, silne, przesycone pociągiem fizycznym, a jednocześnie delikatne i piękne. Kochankowie cieszą się sobą i nie myślą o otaczającym ich świecie, chcieliby zatrzymać czas, jednak jest to nie możliwe 

 Justyna i Jan "Nad Niemnem"

Justyna była osobą upartą i jej decyzja o związku z człowiekiem wywodzącym się ze społeczeństwa chłopskiego, choć nie do końca akceptowana przez rodzinę, była decyzją ostateczną i nieodwracalną. Jej miłość do Jana przezwyciężyła wszelkie uprzedzenia ludzi do niższych sfer i dała dowód, że liczy się tylko uczucie, a nie to ile człowiek ma majątku. 

Niegrzeczna dziewczynka i Ricardo z powieści Mario Vargas Llosa 

Czy można być zakochanym cały czas w jednej kobiecie, która pojawia się nagle i znika z życia, rozpala je szczęściem przez krótki czas, a potem zostawia suche, jałowe, zaszczepione przeciwko jakiejkolwiek innej namiętności czy miłości? Tutaj pierwsza miłość była ta jedyna, która nadawała sens dalszego życia, ale z drugiej strony była ogromnie toksyczna i ten sens życia odbierała. Ale ważne było to, że na koniec i tak zwyciężyła.



środa, 14 września 2011

"Matka Courage i jej dzieci" Bertolt Brecht

"Nie mówcie mi, że wybuch pokój, kiedy właśnie zakupiłam nowe zapasy" - takie słowa wypowiada z przerażeniem główna bohaterka - Anna. I mówi to wówczas, gdy Niemcy straciły więcej niż połowę ludności, gdy straszliwe zarazy dziesiątkują wioski i miasta, gdy szaleje głód w kwitnących niegdyś krainach, a wilki grasują wśród zgliszczy. Mowa o wojnie trzydziestoletniej, która trwała w latach 1618-1648 i toczyła się głównie na terenie Niemiec. Każda wojna to dla większości nieszczęście, ale nie dla Anny.

Wtedy na scenę wkracza Anna - Matka Courage. Nazywają ją "Courage", czyli "Odwaga", a ona sama mieni się markietanką, czyli handlarką obozową, która sprzedaje żołnierzom żywność, alkohol oraz drobne artykuły codziennego użytku. Jest przy tym bezwzględna i cyniczna, uzbraja się w pazury bezwzględności i w czasach nieszczęścia, pożogi i śmierci próbuje się wzbogacić. 

Potrafi również przepowiedzieć przyszłość. Zdolna do dalekowzrocznego patrzenia, w pierwszej znaczącej scenie, bierze do ręki hełm, a do niego wrzuca kartki, na których narysowanie są czarne krzyże symbolizujące śmierć. Kartki ciągną dwaj napotkani żołnierze, a następnie dzieci Anny (aż trójka). I wszystkie jej dzieci wyciągają znak śmierci. Wróżby pokazują jej, że straci w czasie wojny całe swoje potomstwo. Płacze i nazywa się matką boleściwą. Porównuje się nawet do mitologicznej Niobe i Maryji lamentującej pod krzyżem. Jednak rozpacz trwa tylko chwilę, po czym wyrusza, wozem z całym swym dobytkiem, na wojenny szlak.   

Pierwszy ginie Schweizerkas, który dostaje się do niewoli. Matka Courage próbuje wykupić syna, ale targuje się (o ironio!) o życie dziecka, nie chce dać dwunastu guldenów. Zostaje rozstrzelany, drugi syn również. I wreszcie ginie dobra Katarzyna. Katarzyna była niemową. Usłyszała, że wrogowie chcą znienacka napaść na miasto. Weszła więc do chaty i zaczęła z całych sił walić w bęben. Została rozstrzelana. 

"Matka Courage i jej dzieci" to specyficzny dramat, połączenie kroniki i utworu dramatycznego. Jest również tragedią. Można nawet powiedzieć, że w antycznym stylu. Nad bohaterami ciąży fatum, któremu nie są w stanie stawić czoła. To fatum ma  podwójne oblicze: los ludności podczas wojny i sama wojna, która zawsze niesie śmierć, a na ludzkie twarze nakłada maskę cynizmu. Sama Anna traci wszystko, najpierw dzieci, potem cały majątek, coś tam momentami dostrzegała, ostatecznie pozostaje ślepa. W sensie przenośnym i dosłownym.

Bertolt Brecht znany był ze swoich anarchistycznych i antywojennych poglądów. W 1933 roku został zmuszony do opuszczenia hitlerowskich Niemiec. A "Matkę Courage i jej dzieci" napisał we wrześniu 1939r. Czyżby przestroga ? proroctwo? pamflet? Na pewno chciał pokazać, że zło dziejące się na świecie, nawet jeśli ustroi się w piórka dla zysku i bogactwa, zawsze pozostaje złem. A jeśli uwierzymy, że białe jest czarne, a czarne białe, zamkniemy się w świecie absurdu i groteski. Szczególnie właśnie we wrześniu, o tym pamiętajmy...