niedziela, 8 stycznia 2012

"Po zmierzchu" Haruki Murakami

Wydawnictwo: Muza 
Wydanie: wrzesień 2007
Tłumaczenie: Anna Zielińska-Elliott
Liczba stron: 200 
Wymiary: 150 x 205 mm
ISBN: 978-83-7495-170-8

Wyobraźcie sobie, że jesteście ruchomą, niewidzialną kamerą, która ma możliwość zajrzeć w każde miejsce, do każdego wnętrza. Takim punktem widzenia, który może obserwować dowolną osobę. Kuszące, prawda? Przeniknąć bezszelestnie do czyjegoś pokoju, poobserwować kogoś i mieć świadomość, że nikt nas nie widzi. Albo być przez chwilę ptakiem szybującym po niebie. Ileż rzeczy można by było się dowiedzieć, ileż wniosków wyciągnąć, a może nawet odkryć czyjeś prawdziwe oblicze, jakiś sekret. 

Jest noc. Wielkie miasto. Tokio. Właśnie zbliża się północ, ale miasto jeszcze nie śpi. Morze barwnych neonów, ogromne cyfrowe ekrany ucichną z wybiciem północy. Minął już szczyt aktywności, lecz nie słabnie energia. Czujemy jednostajny, monotonny, brzemienny pomruk miasta, które nie chce jeszcze zasnąć.

Poznajemy tam zaczytaną studentkę - Mari, następie młodego muzyka - Takahashi, chińską prostytutkę, gangstera na hondzie, Kaoru - byłą zawodniczkę kobiecych zapasów, Świerszczyka - dziewczynę uciekającą przed zemstą mafii i pracującego nocami tajemniczego informatyka - Shirakawę. Zaglądamy najpierw do restauracji, potem do lovehotelu, domu na przedmieściach, podziemia wieżowca, w których odbywa się próba zespołu jazzowego, barów, przemierzamy park i ulice miasta.

Zdumiewa tu narracja, rzadko spotykana, pisana w 1 osobie liczby mnogiej - "Patrzymy na miasto. Ogarniamy ten widok...". Wszystko to sprawia, że jesteśmy "wciągnięci" do środa fabuły. Całość przypomina trochę "Sklepy cynamonowe", chociaż nie ma tu bohatera, który krąży po ulicach w swoim onirycznym stanie, jest natomiast pewien punkt widzenia, który jest na pograniczy jawy i snu. I ta muzyka, która pojawia się we wszystkich książkach Murakamiego, która nieprzerwanie gra. Fenomenalnie! 

Jednak... Mam wrażenie, że czegoś tu Murakamiemu zabrakło. Nie chodzi mi tu o zakończenie otwarte, ale o coś czemu nie sprostał. Jest tu próba uchwycenia czegoś nieosiągalnego, próba zrozumienia czegoś niewyobrażalnego, próba poczucia ciepła miłości, bliskości. Ale, to wszytko tak, jakby pisał na siłę i nie wkładał tyle serca i charakterystycznego sentymentalizm. A może po prostu "...zapowiedź, nie pozwalając, by coś stanęło na drodze, powoli, nie spiesząc się, rośnie w nowym świetle poranka. Noc się wreszcie rozjaśniła. Jest jeszcze czas do nadejścia następnej ciemności".

13 komentarzy:

  1. Murakami to dla mnie wielkie wyzwanie, szczególnie po lekturze pierwszego tomu 1Q84. Ciągnie mnie do jego stylu, sposobu kreowania świata, a z drugiej strony brakuje mi osobowości, konkretyzacji. Dlatego czuję się trochę zagubiona czytając jego prozę.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Boję się prozy Murakamiego po przygnębiającym dole, jaki mu zafundował w "Norwegian Wood":) Może kiedyś się zdecyduję, ale póki co - trzymam się z dala:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Murakami to dla mnie wielka zagadka. Wciąż jeszcze stoje u progu jej rozwiazania, ale powiem Ci, że z róznym natężeniem. Chyba czekam na olśnienie by się przełamać. Bo im więcej czytam recenzji książek jego autorstwa tym ientyczniejsze mi się wydają te pozycje. Czy będzie więc w stanie mnie zaskoczyć?
    Twój styl mnie jednak nie zakoczył i nie zawiódł. Swietna recenzja :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Już od jakiegoś czasu chcę się zapoznać z twórczością tego autora. Jak do tej pory nie miałam okazji, ale jedna pozycja już czeka w kolejce. Mam nadzieję, że się nie zawiodę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak to jest, ze jeszcze nie znam twórczości Murakamiego.
    Czekam na książkę,w której zakocham się od pierwszego wrażenie, bo ostatnio podobne mam odczucia jak She, wszystko zlewa mi się w jedną całość. "Po zmierzchu" być może nie jest najlepsza książka na pierwsze spotkanie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo kuszące :) Murakami, jak wielu innych autorów jest w moich planach czytelniczych na ten rok. Niewykluczone, że będzie okazja przeczytać i recenzowany przez Ciebie utwór. :))

    OdpowiedzUsuń
  7. Ech ciągle obiecuję sobie, że poczytam więcej książek tego Pana i ciągle nie dotrzymuje słowa. Akurat na "Po zmierzchu" mam średnią ochotę, ale inne powieści na pewno przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  8. nie znam jeszcze twórczości tego autora, ale za niedługo zabieram się za inną jego książkę i już nie mogę się doczekać :)

    OdpowiedzUsuń
  9. U mnie ta pozycja stoi na półce i czeka... na Murakamiego muszę mieć nastrój.

    OdpowiedzUsuń
  10. Bo może za krótka jest na powieść by Murakami zmieścił w niej cały swój urok, cały swój niepowtarzalny styl;) Mi się książka podobała. Jednak takie opasłe tomiska jak "Tańcz tańcz tańcz", "Norwegian Wood" czy "Kafka nad morzem" powaliły mnie na kolana, nie mogłam się od nich oderwać. Zaś ta książeczka ot tak do czytania na jeden wieczór. Dosłownie 'po zmierzchu' ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. To była pierwsza książka Murakamiego, którą przeczytałam i od której zaczęła się moja miłość do tego pisarza.
    Ja z kolei polecam Ci "Kronikę ptaka nakręcacza" oraz "Rok 1Q84" REWELACJA :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Murakami to jest to! Na razie przeczytałam tylko "Norwegian Wood", ale urzekł mnie na tyle, że z pewnością sięgnę po kolejne książki tego autora:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Słyszałam wiele negatywnych opinii o prozie tego pisarza, ale wiadomo: trzeba samemu przeczytać, by móc się przekonać.

    OdpowiedzUsuń