wtorek, 13 marca 2012

"C.S. Lewis Chłopiec, który spisał dzieje Narnii" Michael White

wydawca: Wydawnictwo Książkowe Twój Styl
tłumaczenie: Irena Scharoch
wydanie: 2007
liczba stron: 295
format: 165 x 220 mm





Żył po to, by pisać. Oddawał się więc wszystkim rodzajom pisarstwa - wydał dziesiątki prac naukowych, zbiory poezji, rozprawy filozoficzne, teologiczne i historyczne, autobiografię, książki z gatunku science fiction i fantasy, a także utwory dla dzieci czy satyrę o tematyce religijnej. 

Ponadto był dowcipny i błyskotliwy, miał ogromne poczucie humoru i cięty język, był również świetnym kompanem-przyjacielem, potrafił pisać tak jak mówił  - posługując się ciepłym, życzliwym i dodającym otuchy głosem. Jednak jego największym darem była umiejętność pięknego i prostego wyrażania myśli. 

Taki obraz Lewisa wyłania się z kart książki Michaela White, który starał się ukazać jego twórczość pisarską. Jednak - jak to w wypadku wybitnych osób bywa - charakter Lewisa był sumą sprzeczności. Dlatego ma zwolenników, jak i przeciwników. Ale zaczynimy od początku, czyli od dzieciństwa, bo ten okres ukształtował jego wyobraźnię i dostarczył materiału pozwalającego później stworzyć wyimaginowany powieściowy świat. Cechami, które już wtedy świadczyły o jego wybitnych zdolnościach, były znakomita pamięć i niepohamowany pęd do wiedzy. Jednak traumatyczne przejścia z dzieciństwa: wczesna śmierć ukochanej matki, dominująca samotność, tłumione emocje, obojętność ojca, uczucie izolacji "odegrały ważną rolę w wyborze przyszłej drogi życiowej, a także obdarzyły pewnymi zdolnościami aktorskimi, które później miały go chronić w trudnych sytuacjach". [str.33]

Drugim ważnym okresem, a raczej przełomem, w życiu pisarza był wybuch I wojny światowej. Tam na froncie na każdym kroku stykał się ze śmiercią i zagładą. "Okopy często wypełniała sięgająca ud, cuchnąca, mulista woda i roiło się w nich od szczurów. Wszędzie leżały rozkładające się ciał, w każdej chwili można było zginać od kuli snajpera czy odłamka szrapnela". [str.68] To było zbyt wiele dla wrażliwego młodzieńca, który niedawno odurzał się zapachami lata i z pewnością nie był przygotowany na potworne obrazy i paniczny strach. Wtedy poznał przyjaciela Paddy'ego Moore, z którym zawarł pewien pakt. Obiecali sobie, że w razie śmierci któregoś z nich, drugi zaopiekuje się pozostawionym rodzicem. Lewis miał wtedy - będącego w głębokiej depresji i zmagającego się z problemem alkoholowym - ojca-Alberta, natomiast Paddy - doświadczoną przez życie - matkę-Janie. Los chciał, że to właśnie Paddy znalazł się na liście zaginionych, a na Lewisie ciążyła obietnica złożona przyjacielowi. Znawcy twórczości Lewisa do dziś się spierają, czy to było poczucie odpowiedzialności i lojalności wobec przyjaciela, czy tęsknota za zastępczą matką, czy rzeczywiście wielkie uczucie. Z biegiem czasu między Lewisem a Janie Moore narodził się wyjątkowy, choć odbiegający od ogólnie przyjętych zasad, związek (on miał niecałe 19 lat, ona 45), który zaczął kształtować życie Jacka i miał trwać przez ponad 30 lat. 

Sam Lewis miał dość ambiwalentny stosunek do tego związku. Z jednej strony nie chciał się do niego przyznać i pragnął utrzymać go w tajemnicy, ponieważ taki układ stał na drodze jego kariery akademickiej i kłócił się z głoszonymi przez niego poglądami. Ponadto w napisanej autobiografii Jack poświęca Janie bardzo mało miejsca. Z drugiej jednak strony taki układ trwał ponad 3o lat i pod jednym dachem żył właśnie z Janie. "...w Zaskoczonym radością Lewis z zakłopotaniem unika jakichkolwiek szczerszych wynurzeń, pomijając milczeniem swój związek z Janie Moore, koloryzując relacje  z ojcem, zaciemniając fakty dotyczące doświadczeń seksualnych z czasu dojrzewania". [str.158] I szczerze powiedziawszy trochę mnie to zaskoczyło. Po obejrzeniu "Cienistej doliny" myślałam, że jedyną kobietą w życiu Lewisa była Joy. Okazuje się, że nie jedyną, jednak Joy była na pewno - największą miłością.

W prywatnym dzienniku nie potrafił odkryć swoich uczuć, zrobił to dopiero w "Opowieściach z Narnii". To właśnie tu stworzył fantastyczny świat, który wyposażył go w narzędzie, dzięki któremu mógł ujawnić najskrytsze pragnienia, marzenia i uczucia, na co dzież ukrywane.

To oczywiście tylko namiastka tego, czego można dowiedzieć się o Jacku. Bardzo ciekawy jest wątek przyjaźni Lewisa i Tolkiena, ich znajomości, wzajemnej fascynacji, wzajemnego wpływu, rozmów w towarzystwie Inklingów, a potem stopniowego ochłodzenia ich relacji. Równie istotny jest wpływ brata Warrena, a przede wszystkim znajomości, wielkiej miłości i przywiązania z Joy Gresham. To uczucie spadło na Jacka niespodziewanie, nie zdążył się nim nacieszyć, jednak do końca był wierny jednemu przekonaniu. "Lewis wierzył w teorię przeniesienia, która głosiła, że modląc się o to, można wziąć na siebie cudzy ból i cierpienie. Był przeświadczony, że jeśli będzie się modlić wystarczająco mocno, weźmie na siebie ból Joy, a on zostanie jej odjęty  w stopniu adekwatnym do żarliwości  modlitewnych próśb". [str.229] Piękne. A kiedy zbliżał się koniec, Jack poprosił Joy "jeśli to będzie możliwe - przyjdź do mnie, gdy ja będę umierał". A co Joy powiedziała: "Nie wiem, czy niebo mogłoby mnie wtedy zatrzymać; a jeśli chodzi o piekło, rozbiłabym je na kawałki". [str.232]

Przez całe życie Lewisem targały sprzeczne uczucia, wręcz paradoksy. Niespecjalnie lubił dzieci, a napisał jedną z najbardziej ukochanych powieści właśnie dla dzieci. Miał problemy z kobietami, ale trzy z nich kochał bardzo głęboko i inaczej -  matkę, Janie i Joy. Nie akceptował homoseksualistów, ale jego wieloletnim przyjacielem i powiernikiem był Artur Greeves - gej. Nienawidził rytuałów obowiązujących na uniwersytetach, ale nigdy nie zrezygnował z pracy na uczelni. Stracił wiarę, aby ją potem odzyskać. Czy to lekturze tej biografii czuję się zawiedziona, czy Lewis 'stracił' w moich oczach? NIE! Z cała pewnością nie, wprawdzie zaskoczyły mnie pewne fakty, ale dzięki takim pisarzom jak Jack świat jest bezapelacyjnie lepszy i piękniejszy.  Polecam gorąco! 

    

9 komentarzy:

  1. To prawda, że Lewis wyłaniający się z tej biografii jest pełen sprzeczności i nieco kontrowersyjny - a już na pewno dla kogoś kto tak jak ja znał go wcześniej tylko jako autora "Opowieści z Narnii" i postać z "Cienistej doliny". Wyobrażałam go sobie jako takiego poczciwego, nieco odludkowatego starszego pana przesiadującego w gabinecie przy filiżance herbaty i tworzącego swoje opowieści dla dzieci, pykając fajeczkę :) A tu - zupełne zaskoczenie. I też, pamiętam, mocno zaskoczył mnie ten związek z Janie - może nie tyle, że był ktokolwiek prócz Joy, bo podejrzewałam, że przez tyle lat nie mógł żyć zupełnie sam, ale że tak dał się jej zdominować i trwało to tak długo. Oczywiście nie możemy wiedzieć, jak dokładnie ta relacja wyglądała od wewnątrz, ale cały czas nasuwało mi się uporczywie pytanie, co tak go trzymało przy tej zaborczej, podstarzałej kobiecie? Miłość? Bogu dzięki, że zdołał mimo jej ciągłego zawracania głowy cokolwiek stworzyć i teraz możemy się cieszyć owocami jego talentu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie mogłam tego pojąć, jak mógł spędzić tyle lat życia z tak toksyczną i apodyktyczną kobietą, z ciągłym pretensjami. I faktycznie Bogu dzięki, że nie zdominowała go na tyle, żeby przestał pisać. A u mnie fascynacja Lewisem nadal trwa, zamówiłam sobie właśnie "Listy starego diabła do młodego" ;)

      I uwielbiam Twoje komentarze, dzięki :)

      Usuń
    2. O, w takim razie czekam na Twoje wrażenia z lektury "Listów...". Też muszę je wreszcie gdzieś dorwać, choć nawet jak dorwę, nie mam pojęcia, jak i gdzie je wcisnę w kolejce do przeczytania. Ale to w końcu Lewis, miejsce się jakoś znaleźć musi!

      Bardzo mi miło, że cieszą Cię moje komentarze, ale nie ma za co dziękować - po prostu spisuję, co mi się w głowie kłębi podczas lektury Twoich postów, więc raczej sobie samej możesz podziękować :)

      Usuń
  2. Narnię uwielbiałam, a biografia jej autora warta przeczytania :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Już dopisałam książkę do listy, bo Lewisa bardzo lubię:))

    OdpowiedzUsuń
  4. Twoja recenzja narobiła mi apetytu - mój egzemplarz, kupiony za grosze, czeka na swoją kolej na półce:) Już nie mogę się doczekać!
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  5. Z pewnością sięgnę, dawno nie czytałam jakiejś biografii...

    OdpowiedzUsuń
  6. Zaiste przedziwna, poplątana biografia. Trzeba będzie dopisać do kolejki.
    Przy okazji zastanawiam się, jak mój mąż "mógł spędzić tyle lat życia z tak toksyczną i apodyktyczną kobietą, z ciągłym pretensjami". Da się, naprawdę.:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwielbiam Lewisa. Za styl, za sposób postrzegania świata, za piękno, które zawierał w prostocie. Uwielbiam także czytać o ludziach w ogóle, a o ludziach takich jak on w szczególności, toteż będę mieć na uwadze tę pozycję. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń