sobota, 30 czerwca 2012

"Ile kroków do domu" Dominik Rutkowski


Wydawnictwo: Muza
wydanie: kwiecień 2012
format: 145 x 205 mm
oprawa: broszurowa
ilość stron: 336


Platon w “Państwie” przedstawił uwięzionych w jaskini ludzi, skrępowanych łańcuchami, którzy oglądają jedynie cienie prawdziwej rzeczywistości. Przebywają oni w ciemnościach w głębi jaskini. Ich twarze zwrócone są w stronę ściany, na którą padają cienie rzeczy, znajdujące się przed ogniskiem, zapalonym powyżej nich. Dno jaskini, w którym znajdują się ludzie, to świat doczesny, w jakim żyją. Łańcuchy, które krępują ludzi, to rzeczy, sprawy, które wiążą ich z tym światem. Cienie natomiast, które widzą ci ludzie, są odbiciem prawdziwej idei. Platon uważał, że tylko dzięki wyzwoleniu się z łańcuchów, tj. od spraw życia doczesnego, ludzie są w stanie poznać prawdę wyższą, czyli świat idei. Jednak dusza ludzka jest w stanie poprzez anamnesis, czyli przypomnienie, dojść do świata idei. Do tego wniosku doszedł już wiele wieków temu, mimo to, jest to wciąż aktualne.

I mówiąc metaforycznie, w takiej właśnie jaskini znaleźli się bohaterowie debiutanckiej powieści Dominika Rutkowskiego “Ile kroków do domu”. Mamy koniec lat sześćdziesiątych XX wieku. Kochan, Sysy, Szczota, Maniek to czwórka przyjaciół, którzy spędzali czas na ławkach w parkach warszawskiego Powiśla. Tanie wino lało się strumieniami, chłopcy czuli się królami okolicy, żyli w błogiej beztrosce młodego wieku. Do czasu, gdy jeden z nich- Kochan – wyjechał, ściągnięty przez matkę, do Francji. Tam zobaczył inny świat i przesiąkł kapitalistycznym życiem. Ojczyzna jednak się o niego upomniała i Kochan musiał wrócić, aby odbyć służbę wojskową. I jakże było jego zdziwienie, gdy po wykonaniu patriotycznego obowiązku, nie dostał pozwolenia na wyjazd. Siermiężny świat gomułkowski staje się dla niego za ciasny, tudzież rośnie obsesja powrotu do Francji. Rozochoca też kumpli i razem planują ucieczkę.

Kochan, Sysy, Szczota, Maniek musieli dorosnąć teraz bardzo szybko, choć już wszyscy byli pełnoletni. Zaczynają od ryzykownej i bezmyślnej wyprawy przez Taty, potem wpadki i aresztu, następnie szczeliny po dachem pociągu relacji Moskwa-Paryż, znowu wpadki i… No właśnie więcej nie będę zdradzać, bo powieść czyta się jednym tchem.

Zielone granice, jeszcze terytorium Czechosłowacji, zaprzyjaźnione kraje socjalistyczne, patrole graniczne, milicjanci-służbiści, zainteresowani tylko własnym awansem i ślepo interpretujący przepisy – wszytko to Dominik Rutkowski, bez głupiego sentymentalizmu i pseudo zachwytu, opisał. Pojawiają się też przedmioty i miejsca znane już tylko z filmów Barei. Niebieskie “ogórki” ze zgrzytającym silnikiem, czyli autobusy, gdzie ogrzewanie nigdy nie działało, pasażerowie chuchali na pokryte szronem szyby, a kierowca rozgrzewał się, opowiadając wszystkim rubaszne dowcipy i patrząc na plakaty jakieś dziewoi naklejonej na pokrywę silnika.

“Ile kroków do domu” to świetny portret PRLu. Jest szaro, smutno i wszędzie, aż kipi od absurdów. Aż chciałby się wziąć kolorową kredkę i pokolorować ten bury świat, niczym ekran czarno-białego telewizora. I co nie miał racji Platon, mówiąc że: “Młodzieniec staje się mężczyzną, kiedy obchodzi kałużę zamiast w nią wejść”. Kochan, Sysy, Szczota, Maniek twardzieją, zmieniają poglądy i nastawienie, życie czy ich pokory. Czasami bywa tak, że do domu jest zaledwie parę kroków, czasami bywa jednak, że są to kroki słoniowe i są ich miliony. Mino to drogi chłopców schodzą się, by potwierdzić siłę przyjaźni, przywiązania. Nie jest ona tak samo silna, nie zachwyca tak bardzo jak na początku, w latach młodzieńczych, jednakże wciąż łączy. I nieistotne jaką drogę się pokonało, czy najeżoną przeszkodami, wyjątkowo krętą, czy prostą, nieistotne ile pozostało kroków, bo dla prawdziwej przyjaźni nie ma żadnych granic.


  Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Muza


niedziela, 24 czerwca 2012

"Modlitwa o deszcz" Wojciech Jagielski

Wydawnictwo: W.A.B. / Biblioteka Akustyczna
wydanie:   audiobook
lektor: Roch Siemianowski




Ulepiony z górskich dolin i pustynnych oaz, podzielony na klanowe i plemienne księstwa. Jego kolorem i zapachem jest kurz, a khaki to kolor gór i ubrań. Tu rytm dnia wyznacza świt, południe i zmierzch. Oto Afganistan. W historii tego kraju żaden z władców nie został wybrany z woli poddanych: szachowie, emirowie, premierzy obejmowali władzę w wyniku wojen. Na Afganistan zawsze spadały przeróżne plagi, począwszy od armii radzieckiej, przez wojny domowe, po zapowiedź nowej wojny, która miała przyjść zza gór, nie licząc trzęsień ziemi, susz i szarańczy.

"Modlitwa o deszcz" to owoc jedenastu podróży Wojciecha Jagielskiego do Afganistanu, które odbył w latach 1992-2001. Uczucie, jakie towarzyszy autorowi, gdy przekracza afgańską granicę, jest zawsze takie same. Granica ta wyznacza nie tylko ramy przestrzenie, ale i czasowe. Wkracza tu się w inną rzeczywistość, odmienną i niepojętą. Kryteria logiczne i etyczne okazują się nie przydatne. Ulatuje tu poczucie czasu, znika geniusz istoty ludzkiej, która może okiełzać naturę.

Bo jak inaczej się czuć, gdy widzi się umierające wioski i miasteczka, które przechodzą we władanie szczurów. Dzieci, a raczej dzieciaki - brudne, skołtunione, przypominające złośliwe duszki z baśni, które rozkopują szczurze norki, by wykraść zakopane na zimę ziarna, wieśniaków, którzy sprzedają swoje pozostałości, dachy domów, futryny drzwi, a nawet własne dzieci i watahy wściekłych, zdziczałych psów napadających na dzieci i resztki zagranicznych turystów.


Reportaż Wojciecha Jagielskiego to właściwie historia wojen po wycofaniu się wojsk radzieckich aż do przybycia Amerykanów i wojsk sprzymierzonych (w tym Polaków). Lata “pomiędzy”, to także pasmo niekończących się wojenek pomiędzy licznymi watażkami i komendantami. Beznadziejna niezmienność świata zawsze wywoływała wściekłość tych, którzy chcą go zbawiać. A rewolucjonistów i buntowników Afganistan wydał bardzo dużo. Nadmiar ich był zmorą Afganistanu, rewolucjoniści albo spóźnieni, albo zawcześni, bez względu na barwę sztandaru i zawołanie bojowe, pragnęli zmienić wszystko natychmiast, aby jeszcze za swojego życia spróbować owoców rewolucji. Opór materii irytował ich i popychał do coraz radykalniejszych działań, albo też zniechęcał i studził reformatorski zamiar. Inni uważali, że niezależność, pokój i bezpieczeństwo najlepiej osiągnąć przez najszczelniejsze zamknięcie się przed światem i nowinkami. Przegrywali niezmienne i jedni, i drudzy, grzebiąc wraz z sobą kolejne najwznioślejsze idee, odzierając rodaków ze złudzeń i czyniąc Afganistan pobojowiskiem, na którym toczy się wieczna wojna między pełnym pychy postępem i pędem a tradycją. To bezkompromisowe dążenie do ideałów okazało się zabójcze, pozwoliło jednak zachować godność, wolność i wierność – podstawowe wartości w najczystszej postaci. Afgańscy władcy i ich poddani próbowali wszystkiego, większość szukała nowej drogi w imię Boga, nic nie jednoczyło Afgańczyków jak wspólna wiara i nakładany przez nią obowiązek “świętej wojny”, pojmowany opacznie bez cudzoziemców jako wojna z niewiernymi. “Dżihad” zaś, droga życia wyznaczona przez proroka Mahometa, to walka przede wszystkim z własnymi ułomnościami, walka o samodoskonalenie, ale też przyzwoleniem na podniesienie buntu przeciwko niesprawiedliwym porządkom i władcom. Z imieniem Boga na ustach, przywódcy ogłaszali święte wojny i szczerze wierzyli, że w bożych przykazaniach znajdą odpowiedź na wszystko. Nie brakowało również takich, którzy zrozumieli to zbyt dosłownie.

Jak tu jednak wierzyć, gdy nic się nie zmienia, gdy nic nie przynosi ukojenia, nie ma nawet upragnionego deszcze, którego krople wtopiłyby się w gruby kożuch kurzu, a powietrze zapachniałoby odżywczą wilgocią. Modlitwa, która powinna krzepić, która mogłaby wskrzesić gasnące powoli życie, przynosi raczej zwątpienie i jeszcze większą depresję. Zamiast kropel pojawia się deszcz smutku.

Jest ciemno. Naszymi oczami są oczy tych, którzy czekają. W nocy gwiazdy skrzą się tu i tam. Lśnią łzami cierpienia i smutku. A kropla staje się klejnotem, jeśli ronię ją z własnej woli, jest to wiosenny ogród w deszczu”. Podobno, gdy kropla deszczu wpadnie do muszli w morzu, to zamienia się w perłę. Łazami mogą być takie cechy jak odwaga i męstwo. To są klejnoty. Deszcz smutku wtedy nie działa, odwaga powoduje, że wszystkie kłopoty i cierpienia nie mają na nic wpływu. Człowiek czuje się wolnym, oczyszczonym i to jest właśnie jak wiosenny ogród w deszczu.
Znakomita, przejmująca, pokrzepiająca i piękna książka! Gorąco polecam!

środa, 20 czerwca 2012

"Wieczór Trzech Króli" William Shakespeare

Wydawnictwo: W.A.B.
wydanie: maj 2012
tytuł oryginału: Twelfth Night or What You Will
przekład: Piotr Kamiński
oprawa: twarda z obwolutą
format: 12,3 x 19,5 cm
liczba stron: 264





O tym, że Szekspir był geniuszem nikogo specjalnie przekonywać nie trzeba. Pisząc "Wieczór Trzech Króli" był on już dramaturgiem doświadczonym i wszechstronnym, autorem ponad połowy swoich sztuk. Sukcesy jego komedii wynikały z siły i melodii wiersza, finezyjnej gry słów, skojarzeń, rozpisaniu akcji na wielopoziomowe wartkie fabuły oraz  na wyśmienitym tworzeniu intryg, aluzji, nawiązań, dwuznaczności.

Angielskie słowo twelfth night oznacza dwunastą noc po Bożym Narodzeniu, kiedy to w liturgicznym kalendarzu wypada święto Objawienia Pańskiego, czyli święto Trzech Króli. I tu pora na wyjaśnienie podtytułu "albo Co chcecie", sam Szekspir tutaj podpowiada - róbcie z tym, co chcecie.  O mirze, kadzidle, złocie, czy Mędrcach ze Wschodu w ogóle nie wspomina. Nie znaczy to jednak, że nie ma tu atmosfery świąt. Wisi ona niemalże w powietrzu.

Zalążkiem fabuły jest sztorm i katastrofa statku, a którym rodzeństwo - Wiola i Sebastian - zostają rozdzieleni i żadne nie jest pewne swoich dalszych losów, a wręcz są nawzajem przekonani, że drugie z nich nie żyje. Rzecz dzieje się w ILirii, która w starożytności rozciągała się od współczesnej Chorwacji po Albanię, zaś w czasach Szekspira kojarzyła się raczej z czarną piracką flagą. Biją tam jednak londyńskie dzwony, płynie Tamiza. Ten ciepły klimat idealnie współgra z atmosferą świąt. Może być też odwrotnie. Arystokratyczne rezydencje, bo większości to tu dzieje się akcja, sprzyjają podglądaczom,waśniom, intrygom pałacowych utracjuszy. Potęguje to otępienie, depresję, nastrój dekadencji (najbardziej prawdopodobny rok powstania dramatu to 1600 lub 1601).

A wracając do fabuły - to ocalona z katastrofy Wiola, przebiera się za chłopca. Zaciąga się w służbę na dworze księcia Ilirii – Orsino i zakochuje się w nim. Książę – znany z niestałości – zapałał uczuciem do innej kobiety -pięknej Oliwii, która odtrąca jego zaloty. Cesario (tak naprawdę Wiola) otrzymuje zadanie specjalne – ma przekonać Oliwię o szczerości uczuć księcia. Na jej drodze stanie nie tylko sir Andrzej (kompan do kieliszka jej kuzyna), starający się o względy dziewczyny, ale również niespodziewane uczucie, którym Oliwia zapała do…Cesaria. Co będzie dalej? Błyskotliwe dialogi, misterne intrygi, okrutna fara, komiczne nieporozumienia, które zmuszają jednak do głębszej refleksji nad tożsamością i pułapką miłosnych złudzeń. I chociaż na koniec błazen śpiewa pieśń weselną, wcale nie przypomina ona marszu Mendelsona i nie pozwala narzeczonym (tylko którym) paść sobie w ramiona.

Rozkochałam się więc na nowo w Szekspirze - to moje główne wrażenie po lekturze. Uwielbiam taki język: prosty, płynny, bogaty. Jak sam tłumacz w wywiadzie mówi: "W sumie przyświeca nam jeden cel: dość Szekspira przegadanego, dość wyciskania zeń, słowo po słowie, ostatniej kropelki „sensu” – kosztem wewnętrznego rytmu i tempa". [1] Włożył więc dużo pracy w to, aby "kwestie brzmiały naturalnie, lekko i płynnie, bez prozodycznych wiraży i pokrętnej stylistyki". A ja uwielbiam taki styl - liryczne brzmiący, pełen aluzji, dwuznaczności, intryg. Niesamowita uczta dla ducha, polecam gorąco!


Książkę otrzymałam od Wydawnictwa W. A. B. za co bardzo dziękuję.


[1] całość wywiadu tutaj 

niedziela, 17 czerwca 2012

TOP 10 - ulubione polskie filmy

Top 10 u Klaudyny to akcja, przy okazji której, raz w tygodniu, na blogu pojawiają się różnego rodzaju rankingi, dzięki którym czytelnicy mogą poznać bliżej blogera, jego zainteresowania.                                                                                                                                   Oto mój ranking. Oczywiście nie są to wszystkie filmy, ale te które wywarły na mnie największe wrażenie.


"Krótki film o zabijaniu" reż. Krzysztof Kieślowski   1987
Najbardziej znany z cyklu "Dekalogu". Znakomity, młodziutki Mirosław Baka. Szara, smętna sceneria polskiej rzeczywistości i problem kary śmierci. Kieślowski skłania tu do refleksji nad sensem kary i piątego przykazania, gdzie brutalnie przypomina, że zasada kodeksu Hammurabiego (oko za oko) pozostaje ciągle w użyciu.

"Krótki film o miłości"   reż. Krzysztof Kieślowski  1988

Bo o miłości, a raczej o jej braku. Młodziutki Olaf Lubaszenki - cudowny. Kieślowski opowiada historię z chłodnym dystansem, pozornie beznamiętnie, szukając w tej opowieści wymiaru najbardziej uniwersalnego. Przemawia prawdą i wyrazistością dramatu, a muzyka Zbigniewa Preisnera - genialna! Kino psychologiczne w pełnym tego słowa znaczeniu.

"Potop" reż. Jerzy Hoffman 1974
Za cudowną lekcję patriotyzmu, za dialogi między Kmicicem a Oleńka, za wyśmienicie pokzaną obronę Częstochowy.

"Seksmisja" reż. Juliusz Machulski 1884
Wizja kobiecej cywilizacji scence fiction potraktowana z przymrużeniem oka, z typowo polskimi akcentami. Z pięknym przesłaniem, że prawa natury zawsze zwyciężą.

 "Baby są jakieś inne"  reż. Marek Koterski 2o11
Komedia trochę prymitywna, pełna wulgaryzmów i seksitowskich odzywek, ale przez to bardzo życiowa i prawdziwa. I sama konwencja filmu - film gadany, coś w stylu scenariuszy Quentiana Tarantino. Świetne spojrzenie na stosunki damsko-męskie, gdzie faceci wypadają, mimo wszytko, gorzej. 

"Trzy kolory: Niebieski"   reż. Krzysztof Kieślowski 1993
Pierwszy film z trójkolorowej trylogii. Znakomite zdjęcia i podniosła muzyka opowiada tu całą historię, dialogi to sprawa drugorzędna. Dzieje tu się niewiele, ale ważne są szczegóły, a nawet rekwizyty. Film skupiony na sprawach śmierci, cierpienia, samotności i wreszcie miłości oraz wolności. Przepiękny!

"Trzy kolory: Czerwony" reż. Krzysztof Kieślowski 1994
Niezwykły film, przesycony czerwienią. Kolor czerwony, który oznacza tu niepokój, staje się elementem filmu. Akcję wypełniają w znacznej części rozmowy telefoniczne. Opowieść o losie i przypadku, o przeznaczeniu, w pewnym sensie też o Bogu, o prawdziwym porozumieniu, jakie zawiązuje się między kobietą a mężczyzną, o braterstwie (trzecie hasło rewolucji).

"Jak rozpętałem II wojnę światową" reż. Tadeusz Chmieleski 1969
"Róża czerwono, biało kwietne bez..." - zwariowana komedia o Franusiu (tu genialny Marian Kociniak), który swoim "sprytem" doprowadza do szału Niemców doprowadza do szału Niemców, Jugosłowian, Włochów, Anglików. Zawsze tak samo mnie śmieszy. Ponadczasowa!

"Noce i dnie" reż. Jerzy Antczak 1975
Jadwiga Barańska i Jerzy Bińczycki - właśnie za nich!

"Znachor"  reż. Jerzy Hofffman 1981
Muzyka, zdjęcia, nostalgia, klimat wsi i dawnych czasów oraz przejmująca gra aktorów. Może momentami trochę zbyt melodramatyczny, ale taki właśnie miał być. Przykład kina niekomercyjnego, gdzie nie potrzeba było otoczki medialnej, a i tak wyszło arcydzieło. Przepiękna, naturalna Anna Dymna, wręcz naturalistyczna Bożena Dykiel i oczywiście Jerzy Bińczycki - klasa sama w sobie.

czwartek, 14 czerwca 2012

"Czerwony Hotel" Graham Masterton

Wydawnictwo: Rebis
wydanie: 2012
przekład: Piotr Kuś
oprawa: broszurowa klejona
format: 135 x 215
liczba stron: 304




Wielu ludzi, którzy zeszli z tego świata, skrywa w sobie głęboką zazdrość wobec ludzi żywych. I jest wśród nich wielu takich, którzy naprawdę chcą żywych zranić”. [str.101]

Tak twierdzi główna bohaterka horroru Mastertona – Sissy Sawyer – znana fanom autora z takich powieści jakZła przepowiednia” i “Czerwona maska”. Sissy – hippiska, nałogowa palaczka, potrafiąca jednak kontaktować się z duchami i posiadająca zdolności do przepowiadania przyszłości z kart DeVane, po śmierci męża zaszyła się w swoim domu z ukochanym psem Panem Bootsem. Pewnego dnia Sissy odwiedza bratanek Billy w towarzystwie swojej dziewczyny T-Yon. Przyjeżdżają z nie lada problemem, T-Yon śnią się koszmary, w których uprawia seks ze swoim bratem, po czym łączą się ze sobą wnętrznościami. Sen jest bardzo szczegółowy i powtarza się codziennie. Brzmi już makabrycznie, a to dopiero początek…

T-Yon ma dość tych snów i chciałaby, aby Sissy powróżyła jej z kart. Karty odkrywają przed kobietami potworne wizje i jednoznacznie ostrzegają przed czym strasznym co ma się niedługo wydarzyć, co ma związek z kolorem czerwonym. Brat T-Yon – Everett – zajmuje się odszukiwaniem zniszczonych hoteli i przywracaniu im dawnej świetności. Jednym z nich jest Czerwony Hotel.


I miało być tak pięknie! Czerwony hotel znajdował się doskonałym miejscu, tuż obok wielkiej Missisipi. Stąd było zaledwie o krok do wszystkich atrakcji, które oferuje miasto Baton Rouge. Budynek o dawna zasługiwał na to, aby ktoś przywrócił mu dawną świetność. Wszyscy inwestorzy i Everett zawarli w nowym projekcie radość i żywiołowość. Wszystkie pokoje mały aksamitne zasłony i lustra w złotych obiciach. Wszystko to robiło wrażenie komfortu i nowoczesności. Restauracje i bary miały serwować najwspanialsze dania kajeńskie i kreolskie, a także zapewniać nocną rozrywkę na najwyższym poziomie. Goście mieli czuć się rozpieszczeni w najlepszym stylu, od momentu, w którym przekroczyliby drzwi wejściowe, do chwili, w której powiedzieliby au revior. Właśnie miało być… W przede dniu otwarcia hotelu pojawia się nagle zakrwawiony dywan przy łóżku, plamy na ścianach klatki schodowej, dziwne gwizdanie i znika pokojówka.Na pomoc bratu przybywa Y-Ton przywożąc ze sobą Sissy, która razem z policją będzie próbować rozwiązać dziwną zagadkę.


To moje pierwsze spotkanie z pisarstwem Graham Mastertona i muszę przyznać, że zrobił wrażenie. Nie jest to jednak książka, dla kogoś o słabych nerwach i zbytniej wrażliwości. Ciarki przechodzą po plecach, pojawiają się rozpadające się ciała zombi, przenikające przez ściany duchy i makabryczne zbrodnie. Brrr… Jak na autora ponad 100 książek Masterton z pewnością wie co robić, aby podkręcić napięcie. Tu jednak moje zastrzeżenie co do całej twórczości tego autora. Skoro napisał 1oo książek, to pojawia się pytanie o jakość. Dla jednych pisarzy pisanie jest kwestia indywidualnej ekspresji, dla drugich zaś wytwórstwem, tworzeniem taśmociągów liter. Jedni mają do przekazania pewną myśl, do której dobudowują historię, drudzy tworzą typowe historie marketingowe (odpowiednia ilość seksu i krwi).

Stephen King – bezwzględny guru tej drugiej kategorii ujął to w swoim "Pamiętniku rzemieślnika" prostym i dosadnym komunikatem: "Zawsze szukam metod osiągnięcia celu niewymagających jednocześnie wciskania na siłę czytelnikom mojego przesłania czy oddawania za nie duszy. Weźcie sobie wszystkie morały, znaczenia i wsadźcie tam, gdzie słońce nie dochodzi, OK? Ja pragnę oddźwięku".[1]
Będziemy pewnie skazani na zalew nie książek, lecz produktów literackich, poprawnie napisanych opierających akcje nie na wyobraźni autora, tylko na wcześniej przeprowadzonych badaniach rynku i bardzo schematycznych. Najważniejsze jest w tym to, aby wszytko wypośrodkować, czytać różnorodną literaturę i mieć czas na przerywnik, taki jak ten.


Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Rebis.


[1] Wojciech Leda, Taśmociągi liter, w: Uwarzam rze, nr 35/2011, s. 48

niedziela, 10 czerwca 2012

„Letnie kłamstwa” Bernhard Schlink

Wydawnictwo: Muza
wydanie: 2012
oprawa: broszurowa
format: 14,5 x 20,5 cm
liczba stron: 224




Kłamstwo - to coś niezgodnego z rzeczywistością, co mówimy z zamiarem wprowadzenia kogoś w błąd. 
„Nie okłamujcie się nawzajem”- Kol 3,9.
„Przeto, odrzuciwszy kłamstwo, mówcie prawdę, każdy z bliźnim swoim”- Ef 4,25.  „Kłamstwa się strzec będziesz” - Wj 23,7. Tak mówi Biblia. Czy istnieje jakaś dyspensa od tego? Czy istnieje kłamstwo w dobrej wierze? 

Bernhard Schlink autor „Lektora” serwuje nam siedem różnych współczesnych historii na temat więzi międzyludzkich, w których nieodłącznie pojawia się pewna doza kłamstwa. 

Jak ma się zachować mąż, ojciec, dziadek, gdy dowiaduje się, że pozostało mu parę miesięcy życia? Czy powiedzieć o wszystkim rodzinie, czy pozostawić ich w nieświadomości? Czy żona nie ma prawa do uczestnictwa w jego cierpieniu, czy lepiej jej tego oszczędzić? Jak ma się zachować mężczyzna, gdy dowiaduje się, że jego partnerka przeszukuje mu biurko, sprawdza połączenia w telefonie, czyta jego mejle, gdy sam wie, że nie ma czystego sumienia. Co czuje tak kobieta, skąd bierze się u niej ten brak zaufania?

A kochający mąż i ojciec, niespełniony pisarz, który za wszelką cenę chce zatrzymać swoją żonę-też pisarkę w domu, nie pozwalając jej uczestniczyć w spotkaniach autorskich, w premierach jej książek, tylko dlatego, że cudownie i sielsko toczyło im się życie na wsi z dala do wielkiego miasta. Czy można żyć z takim mężczyzną, który chce od kobiety tylko tego, aby była w domu, bo na więcej nie pozwala mu zazdrość?

Bernhard Schlink tworzy świetne sylwetki psychologiczne swoich bohaterów, nie ocenia ich jednak, a raczej  chłodnym obiektywizmem sprawia, że te historie nas dotykają, skłaniają nas do zastanowienia się, do refleksji. Czy rzeczywiście zawsze kłamstwo jest złe, a prawda niesie samo dobro? Przypomniał mi się od razu dramat Ibsena Dzika kaczka”, gdzie autor pokazał siłę prawdy i kłamstwa jednocześnie. Lecz, o ironio, to właśnie prawda krzywdzi, podczas, gdy kłamstwo wprowadza spokój i miłość do rodziny. Czasami prawda jest źródłem cierpienia. 

Czy więc kłamstwo może być czasem usprawiedliwione? „Jeśli spotkasz prawdę, która przyprawia cię o cierpienie , to nie ona sama jest przyczyną twojej męki, lecz to, do czego się odnosi. I zawsze cię wyzwala. (...) Czy prawda wyzwala? Może jest odwrotnie...” [str. 65]

„Kochanie nic ci nie mówiłem, bo nie chciałem się martwić, ranić”. A czy to jest w porządku? A czy przemilczenie czegoś lub powiedzenie półprawdy jest też kłamstwem? Kłamstewko, bałamuctwo, blaga, blagierstwo, łgarstwo, bajer, bujda, bujda na resorach, oszukaństwo, lipa, pic na wodę - zwał jak zwał - zawsze pozostaje po prostu KŁAMSTWEM. Jednak cena kłamstwa i prawdy bywa różna.

Poruszająca, uniwersalna i głęboko refleksyjna pozycja. Gorąco polecam!




  Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Muza

czwartek, 7 czerwca 2012

"Pokoje do wynajęcia" Valerio Varesi

 Wydawnictwo: Rebis
wydanie: 2012
przekład: Tomasz Kwiecień
oprawa: broszura szyta ze skrzydełkami
format: 125 x 195
liczba stron: 296 




"Ta sama scenografia mogła być tłem tak odmiennych scenariuszy". Północne Włochy, Parma, tutaj życie toczy się trochę inaczej niż na południu Włoch. Rankiem mieszkańcy spieszą się do pracy, nie naśladują tych z południa, którzy przeciągają wszystko leniwie do sjesty. Wyznają kult pracy i pieniądza. Hodują jednak tradycyjnym włoskim zwyczajom. Czas sjesty jest tu równie ważny jak praca. W książce Valerio Varesiego nie znajdziemy jednak nic z włoskiego klimatu. Parmę spowiła gęsta mgła, a zapach szynki parmeńskiej, czy flaczków po parmeńsku gdzieś uleciał.     

Na krótko przed Bożym Narodzeniem, w jednej z kamienic, ginie starsza kobieta. Wszystko wydawałoby się normalne, jej mieszkanie, w którym wynajmowała pokoje dla studentów, otoczenie, gdzie nie było śladów włamania ani napaści, poza jednym szczegółem. Serce staruszki zostało pocięte na drobne kawałeczki, a to już sugerowało nienawiść i osobistą zemstę. 

Sprawę prowadzi komisarz Soneri, z trudem mieszczący się w policyjnych schematach. Stancja zabitej staruszki była dobrze mu znana z młodości, ponieważ to tu spotykał się ze swoją przyszłą żoną-Adą, to tu spędzał z nią upojne chwile. Ada jednak zmarła przy porodzie, z czym komisarz nie potrafił się pogodzić. Zagadka tajemniczego morderstwa zmusza go do wspomnień, do rozliczenia się z przeszłością, z samym sobą. Zdał sobie wkrótce sprawę, jak bardzo wspomnienia potrafią osłodzić i zafałszować  rzeczywistość. Umysł może okazać się "utalentowanym wizażystą, specjalistą od gry świateł i cieni" [str.76], a nasze myśli, coś co zawsze uznawaliśmy za pewniki, mogą się rozpłynąć. "Kiedy wspominamy własną młodość, zawsze jesteśmy pobłażliwi (...). Nieświadomie ją fałszujemy i wydaje nam się piękne to, co w rzeczywistości było podłe. To potrzeba pocieszania samych siebie (...). Każdy wymyśla sobie swój złoty wiek, żeby tylko nie dopuścić do siebie świadomości, że jedynie cierpiał, a nie żył pełnią życia". [str.121] W taką pułapkę wpadł Soneri. Okaże się bowiem, że przeszłość, którą tak skrzętnie pielęgnował jest zafałszowana, a na jaw wychodzą sprawy o których wcześniej nie miał pojęcia. Nie znał dobrze własnej żony, pokoje do wynajęcia, wcale nie służyły tylko studentom. Natomiast poczciwa staruszka, która pod przykrywką prowincjonalnej nudy ukrywała świat korupcji, okrucieństwa, zemsty, nielegalnych aborcji i biznesowych plajt.

Wkraczamy więc do mrocznego świata aferzystów, niedawnych rewolucjonistów, karierowiczów, szantażystów, ludzi, którym zależy na dyskrecji. A za ujawnienie ukrywanych sekretów są zdolni do wszystkiego.

Podobno diabeł tkwi w szczegółach. Jest pewien szczegół, który miał wpływ na odbiór powieści, mianowicie - okładka. Zostały na niej wykonanie lakierem punktowym odciski palców, na stronie tytułowej również. Wprowadza to świetnie w klimat kryminału, do nierozwiązanych zagadek, do tajemniczych i groteskowych postaci, przyczajonych w bramach i zaułkach  miasta. Oto inny obraz Italii. 
 
 Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Rebis.

środa, 6 czerwca 2012

Najbliższe plany...

Niestety nie związane z czytaniem. W najbliższym czasie czeka mnie masa papierkowej roboty, więc ugrzęzłam w papierologii. Zagłębiam się analizą przeróżnych rozporządzeń i ustaw :( 
Buuuu... aż płakać się chce. Jednak jak mówi Księga Koheleta:

 "Wszystko ma swój czas,
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem:
Jest czas rodzenia i czas umierania,
czas sadzenia i czas wyrywania tego, co zasadzono,
czas zabijania i czas leczenia,
czas burzenia i czas budowania,
czas płaczu i czas śmiechu,
czas zawodzenia i czas pląsów,
czas rzucania kamieni i czas ich zbierania,
czas pieszczot cielesnych i czas wstrzymywania się od nich,
czas szukania i czas tracenia,
czas zachowania i czas wyrzucania,
czas rozdzierania i czas zszywania,
czas milczenia i czas mówienia,
czas miłowania i czas nienawiści,
czas wojny i czas pokoju"(...)
 

Dlatego zaciskam zęby i w pocie czoła zagłębiam się w paragrafy, i patrzę z utęsknieniem na stosik, który się uzbierał

od góry:  
"Modlitwa o deszcz"  Wojciech Jagielski - audiobook od Biblioteki Akustycznej
"10 rozmów, które każdy powinien przeprowadzić z dzieckiem" Shmuley Boteach od Esprit 

od W.A.B
"Wieczór Trzech Króli" William Shakespeare

 od Rebis
 "Pokoje do wynajęcia" Valerio Varesi
 "Czerwony hotel" Graham Masterton

 od Muzy
"Świata września"  Carlos Ruiz Zafón - audiobook
"Letnie kłamstwa" Bernhard Schlink
"Ile kroków do domu" Dominik Rutkowski

wygrane w konkursach 
 "Pójdę sama tą drogą" Mary Higgins Clark
 "Zdrowie kobiety" Gillian McKeith
 "Słodkie pieczone kasztany" Aleksandra Seghi

Ale między rozporządzeniami, paragrafami i papierkami z pewnością zrobię sobie przerywnik czytelniczy :)

niedziela, 3 czerwca 2012

"Cichy wielbiciel" Olga Rudnicka

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
wydanie: 2012
okładka: miękka
format:125 x 195 mm
liczba stron: 440 




"Every breath you take
Every move you make
Every bond you break
Every step you take
I'll be watching you."

Tak śpiewał Sting, po tym, jak opuściła go żona. Gdy w przypadku Stinga był to wyraz bólu i rozpaczy po stracie ukochanej, tak taki wyraz bólu może przerodzić się w obsesję. "Granica między uwielbieniem a nękaniem jest bardzo cienka". [str.345] Przekonała się o tym bohaterka powieści Olgi Rudnickiej - Julia. 

Julia Rogacka to zwyczajna 25-letnią dziewczyna, blondynka o niebieskich oczach. Po skończeniu studiów pracuje w salonie sieci komórkowych, w dziale obsługi klienta. Wraz z koleżankami ze studiów wynajmuje mieszkanie w Poznaniu, a w weekendy spotyka się z ukochanym chłopakiem - Pawłem, przedstawicielem handlowym. Wszytko toczy się spokojnie i zwyczajnie, dopóki Julia nie dostaje bukietu kwiatów od tajemniczego wielbiciela. Podsycana przez koleżankę z pracy i współlokatorki oraz matkę, Julia jest z początku podekscytowania i zaintrygowana. Wszystko wydaje się takie romantyczne: kwiaty, wiersze Asnyka, pierwsze SMS-y... 

Julia jednak przekonuje się szybko, że "granica między zalecaniem się i naprzykrzaniem jest bardzo subtelna" [str.84] Pojawiają się kolejne kwiaty, coraz częstsze SMS-y, głuche telefony, prezenty. Utrudnia to powoli jej pracę, a Julia zaczyna się obawiać, czuć się osaczona i śledzona. Tajemniczy wielbiciel obserwuje ją, napawa się jej strachem i świadomością, że to on ma władzę, on dyktuje warunki. Dziewczyna stała się ofiarą stalkingu. Wtedy jeszcze polski kodeks karny tego nie regulował. Policja nic nie mogła zrobić, dopóki stalker nie popełnił przestępstwa. 

Efektem tego Julia stała się nerwowa i rozdrażniona, coraz trudniej było jej znosić tę sytuację. Już sama nie wiedziała, czy większy niepokój wywoływały głuche telefony i SMS-y, czy też krótki okres milczenia. Olga Rudnicka stworzyła świetny profil psychiczny swojej bohaterki. Poznajemy dziewczynę uśmiechniętą, radosną i szczęśliwą, która z biegiem czasu staje się kłębkiem nerwów. Przyjaciółki odsuwają się od niej, traci pracę, boi się wychodzić z domu, a nawet podchodzić do okna, a na dźwięk telefonu wpada w panikę. "Wszystkie jej myśli, uczucia, cały świat skurczył się do tego jednego, nieznanego jej wówczas człowieka. Wypełniał każdą chwilę jej życia, każdą myśl. Był w każdym jej oddechu. Był w światem, którego nienawidziła z  całego serca". [str.383]

To moje pierwsze spotkanie z twórczością pani Olgi i jestem pod dużym wrażeniem. Zachwyca tu przede wszystkim swoboda, z jaką autorka posługuje się językiem. Doskonale oddała realizm sytuacji. A biorąc pod uwagę wiek autorki (rocznik 1988) to godne podziwu.

Historia Julki to taka przestroga dla wszystkich. Czułe SMS-y, listy miłosne, telefony, śledzenie, przysyłanie prezentów, takie niby przypadkowe spotkania, w rzeczywistości starannie zaaranżowane, powtarzające się naprzykrzanie, nękanie, prześladowanie to stalking. Stalker ma zafałszowane poczucie własnej wartości. Przy bezpośrednim kontakcie można go uznać za miłego, sympatycznego, nieśmiałego i niepozornego człowieka. Co bywa mylące.

I jeszcze jedna przestroga, co do zamieszczania informacji o sobie na przeróżnych portalach społecznościowych. To świetna baza danych dla stalkerów (i nie tylko). Z niektórych profili na Facebooku można dowiedzieć się wszystkiego, począwszy o listy znajomych, kończonych szkołach, kursach, sposobach spędzania wolnego czasu, po miejsce zamieszkania, nawet po numer buta czy stanika. A półnagie zdjęcia lub fotki nóg (to teraz króluje!) w oczywisty sposób sugerują intencje danej osoby. Krótko mówiąc - prawdziwa kopalnia wiedzy - fotki z czasów szkolnych, studenckich, spotkań towarzyskich i rodzinnych, zdjęcia domów, samochodów, dzieci, psa, kota, informacje kto, gdzie, co jadł, jak się czuje, z kim, kiedy...

 
Najgorsze jest to, że każdy może być potencjalną ofiarą. Osoba, dla której jesteśmy po prostu uprzejmi, może stać się naszym prześladowcą. Taka, której ustąpimy miejsca w tramwaju albo taka, której przytrzymujemy drzwi w sklepie. Ktoś zupełnie zwyczajny, niepozorny, nie zwracający na siebie uwagi, kogoś kogo nie dostrzegamy. A czasem wystarczy jeden uśmiech, jedno spojrzenie, żeby ktoś sobie pomyślał, że to miłość od pierwszego spojrzenia. My tego nie dostrzegamy, ale ten ktoś dostrzega nas...

"Every move you make
Every vow you break
Every smile you fake
Every claim you stake
I'll be watching you."

piątek, 1 czerwca 2012

"Bystrzaki. Jak rozwinąć niezwykły umysł Twojego dziecka" C.J. Simister

Wydawnictwo: Esprit
wydanie: 2012
format: 140x200
oprawa: miękka
liczba stron: 340




Dzieci uczą się w szkole mnóstwa rzeczy. Niestety nas system edukacji nastawiony jest na wyniki, ponieważ szkoły oceniane są na podstawie osiągnięć uczniów. Dzieci uczą się wyszukiwać oraz bezmyślnie przetwarzać poglądy i opinie innych, zamiast formować własne. Powoduje to uczenie nie dla samego uczenia, a jedynie po to, aby zdać test lub osiągnąć jak najlepszy wynik. Zabija to kreatywność i umiejętność samodzielnego myślenia, a wyrabia nawyk  schematyczności. Tak naprawdę do dzisiejszej pisemnej matury z języka polskiego w ogóle nie trzeba się uczyć, wystarczy umiejętnie trafić w "schemat odpowiedzi". 30% i  matura zdana. 

Jak więc przygotować dzieci do stawienia czoła dzisiejszemu wielkiemu, zepsutemu światu? Jak wykształcić w nich odpowiednie nawyki? Filozofowie już dawno doszli do wniosków, że podstawowym sekretem sukcesu jest posiadanie określonych cech. I trzeba znacząc je kształtować już od zalążka.

Książka ta ma posłużyć jako praktyczny, pogłębiony przewodnik. Opiera się na poglądach najwybitniejszych umysłów oraz wielu badaniach i źródłach. Opisane są w niej ćwiczenia przeznaczone dla dzieci między 4 a 16 rokiem życia. Dzieci bardzo różnią się od siebie, a rodzicie powinni znać swoje pociechy najlepiej. Autora proponuje szereg pomysłów, które trzeba pielęgnować, bo wiele rodziców robi pewne rzeczy instynktownie. Zachęcają oni dzieci do ciekawości wobec świata, w którym żyją, i zgadywania, dlaczego działa on tak, a nie inaczej. Jednocześnie rodzice pomagają w podejmowaniu właściwych decyzji i zachęcają do wytrwałości w obliczu napotykanych trudności, przynajmniej powinni. Jak jednak nie dopuścić do tego, aby ciekawość i pomysłowośc nie wygasły, jak rozwijać kreatywność i oryginalność, jak uczyć na sukcesach i porażkach, jak rozwijać wyobraźnię, czy wreszcie nauczyć umiejętności społecznych i pojmowania ryzyka? Nie ma oczywiście na to jednej, wspaniałej i skutecznej metody. Nie ma też szybkiego rozwiązania. To raczej długotrwała metoda wychowawcza, która przynosi najlepsze efekty, jeśli jest stosowana na przestrzeni lat. 

Dużym plusem książki jest indeks pomysłów do zastosowania w konkretnych sytuacjach. Taki zestaw rad w sytuacjach awaryjnych, na przykład - stoisz w korku - z reguły to stresujące, denerwujące i frustrujące, jednak można wtedy mieć w zanadrzu parę sposobów, aby rozwijać umiejętności swojego dziecka. Można to robić w każdych okolicznościach, nie uruchumiając w dziecku dzwonka alarmowego "sprawdzian", a najlepiej właśnie na spacerze, przy obiedzie, na zakupach. 

Drugi indeks zabaw i ćwiczeń odnosi się do najczęściej napotykanych problemów, czyli najlepsze pomysły dla: dzieci niepewnych, które wolą, gdy się nimi kieruje; wulkanów energii, którym trudno się skoncentrować; dzieci pomysłowych , które zatrzymują pomysły dla siebie. 

"Bystrzaki..." to pozycja warta uwagi, szczególnie dla rodziców i nauczycieli. Takich książek nigdy nie za wiele. Ale najważniejsze, w przy stosowaniu tych wszystkich ćwiczeń i zabaw, jest to, aby po prostu kochać swoje dzieci i poświęcać im jak najwięcej czasu, ponieważ ten czas jest inwestycją na całe życie dziecka i nigdy się nie zwróci. 



demotywatory.pl


Wszystkim Dzieciom, tym małym i dużym, z okazji Dnia Dziecka, 
życzę właśnie tego, 
aby poznawały świat w kolorach, 
aby na ich twarzach zawsze gościł uśmiech,
 aby zawsze świeciło im słońce.