wtorek, 7 sierpnia 2012

"Obrona Łużyna" Vladimir Nabokov

Wydawnictwo: Muza
wydanie: czerwiec 2012
tłum:Eugenia Siemaszkiewicz
format: 133 x 205 mm
oprawa: twarda
stron: 256




 "Ze wszystkich moich książek, które napisałem po rosyjsku, "Obrona Łużyna" zawiera i wypromieniowuje najwięcej 'ciepła' - co może się wydawać dziwne, jeśli weźmiemy pod uwagę to, w jakim stopniu gra w szachy uważana jest za abstrajcyjną. Tak czy inaczej, właśnie Łużyna polubili nawet ci, którzy nie mają pojęcia o szachach albo po prostu nie znoszą innych moich książek. Jest niezgrabny, nieschludny, niepociągający, ale - jak od razu spostrzega moja miła panna (osoba sama przez się czarująca) - jest w nim coś, co wznosi się ponad nijaką szorstkość jego powierzchowności i ponad jałowość jego zagadkowego geniuszu". - trudno o lepszą recenzję książki, niż samego autora. 


SWITZERLAND. Montreux. 1968.
Nabokov zaczął ją pisać na wiosnę 1929 roku w Le Boulou – małym uzdrowisku w Pirenejach, gdzie łowił motyle, a skończył pisać tego samego roku w Berlinie. Na wydanie w języku angielskim książka musiała czekać 35 lat, musiał przyjść wielki sukces “Lolity”, aby wydawcy poważnie zainteresowali się wcześniejszym dorobkiem autora. Fascynacja Nabokova szachami jest faktem dość znanym miłośnikom prozy pisarza, a motywy szachowe pojawiają się w bardzo wielu jego utworach, o których można by było nasiać rozprawę. Rzeczywistych kandydatów na postać Łużyna jest również bardzo wielu, jednak Nabokov sprytnie z tego wybrnął mówiąc, że “mój Łużyn to najczystszy płód wyobraźni”.

O fabule trudno pisać, bo praktycznie jej nie ma. Można powiedzieć, że to historia cudownego dziecka - Wunderkinda - syna niespełnionego pisarza. Łużyn dał się szachom uwieść. “W skrzyneczce ciasno ułożone jedna przy drugiej leżały rzeźbione figury. Doskonałe szachy’(…). Kombinacje są jak melodie. (…) ja wprost słyszę posunięcia. (…) To gra bogów. Daje nieograniczone możliwości. To prastary wynalazek”. [str.36] Szybko zyskał tytuł szachowego arcymistrza i sławę w całej międzywojennej Europie, ale kiedy uświadomił sobie, że szachy wdzierają się do jego prywatnego życia i gwałtem je anektują, postawił na desperacki ruch. Popada w obłęd, ponieważ świat szachów przesłania mu rzeczywistość.

Paradoksalnie - jak to u Nabokova - wcale nie jest to powieść o szachach ani o maniakalnej obsesji - Nabokov gardził psychologizowaniem w literaturze, a szczególnie psychoanalizą, co daje wyraz we wstępie, pisząc ironicznie, że "małoletni freudysta zaś, biorąc wytrych za klucz do powieści, będzie tak czy inaczej utożsamiać postacie książki z moimi rodzicami", jak na przykład "zbawcza wzmianka  o tym, że gracz szachowy widzi w swojej królowej własną mamusię, a w królu przeciwnika - własnego tatusia".[str.9]

Łużyn na końcu powieści runie w przepaść, a przedtem wyda mu się, "że wspina się na drapacz chmur” [str.223]. Skoczy, bo uzna, że jedynym wyjściem jest “wypaść z gry” [str. 225], która ma na celu wciągnięcie go znowu w świat szachów. Leci ku “bladym i ciemnym kwadratom” i widzi “jaka to wieczność usłużnie i nieubłagalnie rozpostarta się przed nim” [str.228]. Ostatnia więc obrona również zawodzi, partia jest nieodwołalnie przegrana. Czy jednak sam bohater poniósł porażkę? 


U Nabokova nie ma nieistotnych detali, nazwisk. Wystrój pokoi, same stroje, rekwizyty mają    konkretne znaczenie. Mało tego pojawiają się te same motywy: pociąg, bohater zapadający w sen, cienie "Przez cały czas jednak, to słabiej, to ostrzej, przebijały przez ten sen cienie jego prawdziwego, szachowego życia, które wreszcie wydobywało się na powierzchnię" [str.119]. Nabokov wykorzystuje też innych swoich bohaterów, na przykład epizodycznie pojawia się małżeństwo Ałfierowów z "Maszeńki". Ponadto Łużyn czyta takie lektury jak "Anna Karenina", "W 80 dni dookoła świata", czy opowiadania o Sherlocku Holmesie, które też mają znaczenie. Znawcy jego twórczości doszukują się również podobieństw do innych bohaterów.  Fascynacja Łużyna szachami przypomina podobną obsesję Humberta Humberta z "Lolity". Zakochany w małoletniej nimfetce Humbert, podobnie jak Łużyn, goni za czymś idealnie czystym, choć nieuchwytnym i nieosiągalnym. W obu przypadkach obsesja ta nie pozwala bohaterom należycie postrzegać świata: Humbertowi wydaje się, że jest prześladowany, Łużyn zaś widzi wszędzie problemy szachowe, a rzeczywistość zewnętrzna przybiera kształt czarno-białych kwadratów szachownicy i nawet małżeństwo nie porfaiło tego uratować. 

"Jednak podczas nieuchronnych chwil narzeczeńskiej samotności, późnym wieczorem, wczesnym rankiem, doznawał uczucia dziwnej pustki, jakby  wielobarwnej obrazkowej składance, rozłożonej na obrusie, znalazły się niewypełnione niczym dziwaczne luki". [str.158]

Muszę pisać, że polecam gorąco? Chyba zbędne. Na koniec urzekające zdjęcie, które znalazłam szukając stron o Nabokovie. 


Nabokov z żoną Verną podczas jednej z partii.
SWITZERLAND. Montreux. 1966.


Zdjęcia pochodzą z francuskiego bloga Pierre'a Assouline'a. Autorem zdjęć jest Filipie Halsmannie -  jednym z najwybitniejszych fotografików XX wieku.




Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Muza

27 komentarzy:

  1. Widzę, że idziesz za ciosem, to kolejna w krótkim czasie recenzja Nabokova. Też tak mam, że jak mi się autor spodoba to nie odpuszczam. Nabokova właściwie nie znam. Czytałam jedynie Lolitę i tu narażę się wielu, ale nie spodobała mi się, być może nie poznałam się, może nie przemówiła do mnie. Myślę, że powinnam sięgnąć po inną książkę pisarza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze - "Lolita" też mnie nie zachwyciła, ale teraz, gdy lepiej poznałam twórczość Nabokova - to zrozumiałam, że źle ją zinterpretowałam. Należy więc się jej rekompensata, co w niedługim czasie uczynię :))

      Usuń
    2. Tak właśnie myślałam, że skoro podoba się tak wielu i tak wielu zachwyca musi w niej być coś czego ja nie dostrzegłam. A że do Lolity na razie nie chcę wracać spróbuję z inną książką pisarza

      Usuń
  2. Kolejna recenzja Nabokova :-)
    Ja bym chyba nie wytrzymała, czytając kilka jego powieści po sobie. Nabokova sobie dawkowałam. ma tak specyficzny styl, że po prostu muszę od niego odpoczywać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam, oj tam :) Po prostu wpadłam w trans, idąc za ciosem, a raczej delektowałam się jego twórczością. Ale tu się zgodzę - ma speceficzny styl i trzeba go dawkować.

      Usuń
  3. Książka leży już jakiś czas na mojej półce, a samego Nabokova wielbię po przeczytaniu "Lolity". Przypomniałaś mi, że muszę w końcu zrobić użytek z "Obrony Łużyna" :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Muszę w końcu poznać tego pisarza, tyle o nim słyszałam ,a jeszcze nic nie przeczytałam. Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam "Splendor" Nabokova i jakoś ni do końca potrafiłam zatopić się w tej książce. Specyficzna jak pewnie każda tego pisarza. Może wtedy jeszcze nie dorosłam do takiej literatury.

    OdpowiedzUsuń
  6. Cenię twórczość Nabokova, więc z wielką ochotą zamierzam się zabrać za tę ksiązkę. Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Fascynuje mnie ten symbolizm u Nabokova, czuję się zachęcona:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak już wcześniej pisałam, raczej zacznę od "Lolity", ale o tych książkach także będę pamiętać :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Piękna recenzja, uśmiecham się, bo widzę mojego ojca, który uwielbiał grac w szachy. Zdjęcie jest urzekające i wprost idealne do Twojej recenzji. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie znam, ale widzę, że muszę poznać :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Widzę, że trzymasz się swojego postanowienia. I prawidłowo, tak trzymaj. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. kiedyś pewnie przeczytam, ale planuję zacząć od Lolity :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Nabokov gardził psychologizmem literackim i psychoanalizą, a ja bardzo cenią i lubię jedno i drugie. Mam w sobie coś z tego "małoletniego ferudysty"... :) Zdjęcie jest niesamowite.

    OdpowiedzUsuń
  14. Brzmi dobrze. Już od dłuższego czasu mam ochotę na Nabokova :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Post świetny.Nie znam Nabokowa - oglądałam tylko film "Lolita" ze względu na Ironsa, którego cenię - myślę, że powinnam coś jego przeczytać by miec pogląd na to co pisał.)

    OdpowiedzUsuń
  16. Bardzo dobra recenzja. Napisałaś tyle ile było potrzeba: tak muskałaś treść, nie ujawniając zbyt dużo, że tylko obudziłaś ciekawość potencjalnego Czytelnika, a sztuka to niełatwa! W sumie trudna jest dobra recepcja Nabokova bez wiedzy o jego fascynacji szachami. Jego pierwsze próby w poezji również mają wiele elementów związanych z grą królewską. A jeśli chodzi o zdjęcie w poście, to mam takie wrażenie, jakby Vera, sama niezbyt zainteresowana szachami, chciała zrobić przyjemność mężowi wspólną grą ;)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki bardzo :)
      A co do Very - to pewnie jak większość żon ;) - musiała pogodzić się z pasją męża - i większą przyjemność sprawiało jej spędzanie czasu z mężem (tak dla samego bycia razem), niż sama gra :)

      Usuń
    2. Z obcowaniem z wielkimi osobowościami bywa tak, że bardziej twórcze może być z nimi przemilczenie całego popołudnia niż robienie cokolwiek:). Dlatego uważam, że Vara nie czuła, w żadnym wypadku, że "coś traci" przy mężu:). Swoją drogą, przmilczeć całe popołudnie z ukochaną osobą, hmmm, niewiem jak by to było bo jestem raczej gadułą;)

      Usuń
    3. Też mi się tak wydaje, że raczej nie czuła się pokrzywdzona i nic "nie traciała". A co do milczenia - to jeśli byłaby to naprawdę ukochana osoba (a tak z pewnością było w przypadku Very i Vladimira) to takie milczenie to sama rozkosz ;)

      Usuń
    4. Nie być skazanym na przymus ciągłej konwersacji to naprawdę duże osiągnięcie dwojga osób. Ale to nie trudne jak się kochają - każde robi coś innego tuż koło siebie, a oboje czują słodycz bycia razem...

      Usuń
  17. Bibliofilko. Zamieściłem informację na swoim blogu o twojej świetnej recenzji.Myślę, że po twojej "zachęcie", wielu przekona się do Nabokova. Chciałem Ci jeszcze pokazać mój artykuł o mojej prawie dwumiesięcznej włóczędze po Ukrainie wdłuż wielu krzyżujących się tropów wielkiej literatury. Przeczytaj, proszę, w wolnej chwili...

    http://psychologiaiszachy.blogspot.com/2010/09/ukrainskie-jesienne-impresje.html

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zarumieniłam się na wieść o 'świetnej' recenzji :) Dzięki.

      Usuń
  18. po "Lolicie" postanowiłam omijać Nobokova szerokim łukiem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widocznie źle ją zinterpretowałaś.

      Usuń