czwartek, 29 listopada 2012

"Kamieniarz" Camilla Läckberg

Wydawnictwo: Czarna Owca
wydanie: audiobook / 2012
czyta: Marcin Perchuć



Mam wrażenie, że autorzy skandynawskich kryminałów prześcigają się w coraz to okrutniejszych sposobach na morderstwo. Jakże zimni, znieczuleni i sadystyczni muszą być Szwedzi, by wymyślać tak makabryczne historie. Mam właściwie nadzieję, że są one wymyślone i na potrzeby marketingowe zgodnie z hasłem - im więcej okrucieństwa, tym większy bestseller - wszystkie fabuły skandynawskich pisarzy powstały tylko w ich wyobraźni. Ojciec, który gwałci córkę na oczach syna, aby ten "przyuczał" się do zawodu; matka, która zimną krwią zabija swoich czteroletnich synów, bo zagrażali jej "wolności"; kobieta, która podtruwa swoich mężów arszenikiem - oto plejada postaci z kraju beztroskiej Pippi Langstrump. Nie inaczej jest w powieści Camilli Läckberg, szwedzkiej pisarki uznanej za mistrzynię skandynawskiego kryminału. Miliony sprzedanych egzemplarzy - takie to hasła promocyjne widnieją na okładkach. Czym więc zachwycają się te miliony?

Fabuła, jak na rasowy kryminał przystało, zaczyna się oczywista od trupa. Tutaj mamy trupa  dziecka -  konkretnie siedmioletniej dziewczynki-Sary. Pierwsze okrucieństwo mamy więc za sobą. Podczas sekcji zwłok w płucach Sary wykryto słodką wodę i ślady mydła. Ktoś utopił małą w wannie i wrzucił zwłoki do morza. (Drugie okrucieństwo-nie był to wypadek, tylko zabójstwo z premedytacją). Tu zaczyna się śledztwo prowadzone przez Patrika Hedströma i jego kolegów z komisariatu policji w Tanumshede. Czyli mamy błyskotliwego policjanta, który będzie wykorzystywał wszystkie swoje predyspozycje i umiejętności, aby rozwikłać sprawę. A z racji tego, że jesteśmy w Skandynawii musi pojawić się również inny typ bohatera - pedofil. O taki wątek pani Camilla też zadbała. A żeby nie być posądzoną o stronnicze taktowanie bohaterów, że to mężczyźni są tylko źli - mamy i famme fatale. Owa kobieta to Agnes. Jest ona rozpuszczona i zepsuta do szpiku kości, kieruje się tylko własnym wygodnictwem, zaspokajaniem potrzeb (tych cielesnych i tych materialnych), ma także poczuciem, że ona jest pępkiem świata, a wszyscy ludzie wokół niej są niewdzięczni i oczywiście nie dopuszcza do tego, aby ktokolwiek potraktował ją nie po jej myśli. Oschłość i wyrachowanie w skandynawskim wydaniu.

Czytając o tym wszystkim miałam poczucie, że całe zło świata, wszelkie zaburzenia, wypaczenia, wykolejenia i najbardziej brutalni mordercy zamieszkali na szwedzkiej prowincji. Bezwzględność oprawców, sadystyczne skłonności, przemoc seksualna i fanatyzm religijny też do tego można dodać. I kolejna książka z wtrętami z przeszłości. Równolegle toczy się wątek sprzed 60 lat, który - tu zaskoczenia nie będzie - wątek ten jest powiązany z wydarzeniami, które miały miejsce ówcześnie. Tak jakby autorka chciała usprawiedliwić motywy działania bohaterów, że niby traumatyczne dzieciństwo, odrzucenie lub wpływ innych osób było powodem fobii i odchyleń. Mało tego, autorka próbuje robić wtręty dydaktyczne, np. opisując wszystkie objawy, przyczyny i diagnozę choroby Aspergera. Dodatkowo zakończenie, jak dla mnie, za bardzo „wyjaśnione”. „Wyjaśnione” w tym sensie, że wszystkie furtki pani Camilla pozamykała, dokładnie analizując przyczyny działania każdego z bohaterów.

Okrutnie potraktowałam panią Camillę – w sumie to spędziłam z nią cztery wieczory. Sprawiła, że chciałam jak najszybciej poznać historię do końca. Nasuwa mi się (tu wpływ pana Łysiaka), aby nazwać taką literaturę „popularną”, „tandetną”, „dla ludu” – skoro czytają ją miliony. Ot, takie "czytadło", które czyta się szybko, z zapartym tchem, momentami w napięciu, ale czy coś poza tym, raczej nie. Dziś już o tej historii zapomniałam. Nie zmienia to faktu, że skandynawskie kryminały są idealne jako przerywniki albo na leżaczek na plażę, gdzie nie chce się myśleć o niczym innym, jak tylko o złapaniu kolejnego fikcyjnego mordercy. 



środa, 28 listopada 2012

"Zbrodnie robali.Wesz, która pokonała armię Napoleona, i inne diaboliczne insekty" Amy Stewart

Wydawnictwo: W.A.B.
wydanie: 2012
format:  14,5 x 18,5 cm
okładka: twarda
ilość stron: 254




Każdy normalny człowiek na wszelkie robaki reaguje tak samo. Czujemy wstręt, obrzydzają nas, odstraszają, dodatkowo większość ludzi ma traumę z dzieciństwa z nimi związaną, np.  wspomnienie jakiegoś kolegi, który chciał wrzucić za koszulę małego pajączka.

Podstawowym natomiast pytaniem, jakie trzeba sobie postawić przed lekturą tej książki jest: Czy w dziejach ludzkości bagatelizuje się rolę przypadku? Czy wielkie bitwy, przełomowe wydarzenia ziściły się, bo były idealnie zaplanowane, czy wpłynęli na to charyzmatyczni przywódcy, czy raczej dograł rolę właśnie przypadek, np. warunki atmosferyczne, nastroje i samopoczucie przewódców, czy nawet dieta, na której byli. Napoleon odniósł klęskę w 1812 roku w Moskwie, bo nie przewidział mroźnej zimy, czy po prostu był już słabszym przywódcą. A może przyczynił się do tego mały, bezskrzydły, spłaszczony owad? Fryderyk II Wilhelm wygrał pod Rossbach, bo był lepszym strategiem, czy może jego przeciwnik miał kaca lub spędził upojną noc z dziewczyną. A może wpływ na to miał chrząszcz kanonier? Coś  jednak musi byś w sile i skuteczności robactwa, skoro Japończycy prowadzili badania nad bronią biologiczną, chcąc wykorzystać bomby zainfekowane pchłami. Zresztą swój projekt, podczas II wojny, zrealizowali, zginęło wtedy około dwustu tysięcy Chińczyków.

Amy Stewart zaznacza we wstępie, że nie jest ani lekarką, ani uczoną. Jest pisarką zafascynowaną światem przyrody. Spośród tysięcy gatunków wybrała te, które najbardziej ją zaintrygowały i urzekły, do tego stopnia, że nie potrafi wyjść z podziwu dla niektórych gatunków. Dlatego też nie mogłaby rozgnieść żadnego z nich. Ja daleka jestem od takiej fascynacji, chociaż potrafię zachwycić się precyzyjną robótką pająka:

"Gdy młode pajączki mają około trzech tygodni, przysiadają na pajęczynie utworzonej przez matkę i czekają na sprzyjający podmuch wiatru. Wysnuwają wówczas cienką jedwabną nić, która pozwala im unosić się w powietrzu, a nam podziwiać zjawisko babiego lata. Lądują tam, gdzie zaniesie je wiatr, i przystępują do budowania własnych pajęczyn". [str.31]

Ale już karaczan  prusak, który potrafi zagnieździć się w ludzkim uchu albo gąsienica ognista, posiadająca drobniutkie kolce kaktusa, które mogą przykleić się do stopy nie zbudzają we mnie  najmniejszego podziwu.  


Ogólnie mówiąc - książka pięknie wydana, format dla mnie idealny, zdjęcia (na szczęscie, czarno-białe) i nie muszę się im przygądać. Autorka pisze prostym, humorystycznym stylem, obfitującym w anegdoty. Jednak całość trzeba traktować dość swobodnie i nie przypisywać zbyt wielkiej wagi robalom w historii. Z drugiej strony patrząc, jak tu prowadzić wojnę, gdy trzeba najpierw zmierzyć się z plagą pluskawek lub rojem pszczół.

Na koniec, dla wszystkich MOLI KSIĄŻKOWYCH, przedstawiam imiennika :)
Skórnik słoniniec - to jeden z moli książkowych, które znajdują na regałach zaskakująco pożywne smakołyki:

Skórnik słoniniec
"Jaką wspaniałą ucztą może być książka! Pomyśl tylko o naturalnych ingrediencjach użytych do jej wydrukowania i oprawienia: papier wykonany z bawełny, ryżu, konopi lub miazgi drzewnej; oprawa ze skóry zwierząt, drewna lub jedwabiu; wiązania kart z klajstru, kleju i nici". [str. 222] Większość bibliotek stosuje metodę zamrażania swych zbiorów w niskiej temperaturze, by całkowicie pozbyć się szkodników. Erazm z Rotterdamu miał jednak inny, niezawodny sposób: "....aby uchronić książki przed robactwem, należy je czytać". 


Książkę otrzymałam od Wydawnictwa W. A. B. za co bardzo dziękuję.

niedziela, 25 listopada 2012

"Myśli nowoczesnego endeka" Rafał Ziemkiewicz

Wydawnictwo: Fabryka Słów
wydanie: 2012
oprawa: miękka
format: 195 mm * 125 mm
liczba stron: 305




Publicystyka pana Ziemkiewicza nie jest mi obca.  W swojej najnowszej książce autor rozwija obserwacje poczynione i opisane w "Polactwie", "Michnikowszczyźnie" oraz "Czasie wrzeszczących staruszków" i jak sam twierdzi, że pewne jego poglądy się powtórzą, a w inne sam zaprzeczy. Jednak przywołanie niektórych stwierdzeń, jak ich weryfikowanie stało się "wymogiem elementarnej pisarskiej uczciwości wobec  Czytelnika" . [str.42] Jest również próbą odpowiedzi na pytanie: "To co my mamy robić?" Rafał Ziemkiewicz świetnie rozumie procesy i przemiany zachodzące w Polsce i na świecie. Dokonuje analizy transformacji od końca PRL-u po ostanie lata III RP. Dostrzega patologie tudzież stawia diagnozę,  że przyczyną wszystkich nieszczęść Polski jest spisek elit, gdzie same elity zyskały sobie akceptacje społeczeństwa. Nazywa ich również "cwaniacką ferajną", która "zadbała o pozyskanie różnych czcigodnych sklerotyków z pięknymi życiorysami". "Gardzisz wiochą i moherem, szydzisz z 'kurdupli' i wszystkich ich świętości, jesteś 'normalny, europejski' - no to witamy w elitach! Witamy na salonach! Nasz ci on - Polak nowy, optymistyczny i radosny, otwarty i nowoczesny..." [str.252]


Oskarża społeczeństwo, Polaków, że są obojętni wobec takiej patologii, dając tym samym ciche przyzwolenie na takie 'sprawowanie władzy'. Większość przez lata myślało metaforą "zamrażalki", wyobrażając sobie, że przez okres komunizmu Polacy jak hibernatus siedzieli w lodówce i wyszli z niej po 1989 roku odmrożeni, dokładnie tacy jak przed wojną. Tymczasem współczesny rodak jest zniechęcony, zmęczony tymi wszystkimi utarczkami, szukaniem winnego, obrzucania się błotem przez "dwa obozy" i robieniem sobie nawzajem złośliwości. Efektem tego są minimalne oczekiwania od państwa i przysłowiowe machnięcie ręką, bo przecież na pytanie: "Kiedy będzie lepiej?”, najczęściej słyszymy odpowiedź: „Już było!”

A recepta wydawać się może prosta. Rafał Ziemkiewicz odrzuca romantyczną wizję patriotyzmu jako gotowości położenia się pod czołgami w imię "miłości do Ojczyzny" oraz zaprzestania się strać, by Ojczyzna miała więcej z ciebie! Należy postawić pytanie:  „Co ja będę miał z Ojczyzny?" I wcale nie jest to wyraz egoizmu. "Ojczyzna to coś takiego, co może nam dać więcej, niżby wynikało z prostego zsumowania naszych indywidualnych wysiłków". [str. 74]  Inaczej mówiąc, Polska nie powinna wymagać od rodaków ofiar, Polacy wcale nie muszą rzucać się na stos, "by zmienić się w garstkę popiołu i za jedyny zysk z tego samospalenia zyskać pośmiertną sławę". [str.74]

Jednkowoż w kraju nie jest przecież najlepiej, mało tego, nie widać cienia nadziei, ponieważ chory jest cały system od służby zdrowia, przez biurokrację, sądownictwo po przekaz medialny. Nic więc dziwnego, że większość Polaków czuje się jak bohaterowie "Syzyfowych prac" {panie Rafale - książka jest nadal na liście lektur szkolnych}. Młodzi bohaterowie beznadziejnie się szamocząc usiłowali "wbrew całej potężnej apuchtinowskiej machnie swą polskość ocalić". [str.272]

Dlatego w końcowych swych rozważaniach publicysta podaje - rady nowoczesnego endeka. Proponuje, aby przejawem patriotyzmu było to, że każdy poświeci minimum cztery godziny tygodniowo dla Polski. I tu należało by postawić pytanie, co autor miał na myśli? Nie ma jasno określonych wskazówek, raczej wszystko wynika z kontekstu całej książki. Trzeba przypominać Polakom ich historię, nauki, jakie z niej płyną, trzeba umieć czerpać z dokonań przodków dumę, powracać do tradycji i samodzielnie mierzyć się z problemami. Tak jak w rodzinie - jeżeli najpierw zatroszczymy się nią, potem o jej najbliższe otoczenie, następnie o okolicę, w której mieszkamy, potem o region - to jest szansa na zbudowanie "ludzkiej wspólnoty".

W "Myślach..." pan Ziemkiewicz dał upust swoim emocjom, frustracjom, żalom. Mam nadzieję, że autorowi ulżyło i takie "wyżycie" się słowem przyniosło mu choć delikatne ukojenie. Bowiem jest to pozycja na pewno bardzo osobista i emocjonalna. "Te dzielące nas emocje nie wzięły się znikąd i nie można ich ot, tak sobie unieważnić. Sam nie czuję chęci, żeby podawać rękę komuś, kogo uważam za skończonego, do cna ogłupionego cymbała (...). Ale jeśli ktoś taki zaproponuje wspólne działanie w jakiejś konkretnej sprawie, w której nasz interes jest identyczny, to postaram się o dzielącym nas kulturowym antagonizmie zapomnieć". [str.294]. Niech te słowa będą przesłaniem. Dla wszystkich.


sobota, 24 listopada 2012

"Pływanie. Profesjonalnie o sporcie"


Wydawnictwo: Muza
Wydanie: wrzesień 2012 
format: 210 x 255 mm
oprawa: broszurowa
stron: 160



Niedawno pisałam o jeździe na rowerze, teraz przyszła kolej na pływanie. Weekend to dla mnie jedyna okazja, aby poświęcić trochę czasu dla kondycji, aby sobota nie była zbyt leniwa. Chociaż nie ukrywam, że często robię sobie dyspensę od tych postanowień ;)

Podobnie jak  inne pozycje z tej serii "Pływanie..." napisane jest przystępnym językiem, nie ma niepotrzebnych naukowych teorii. Na początek trzeba się jednak zastanowić, czego oczekujemy od pływania i na co liczymy. Czy to ma być taki relaksik na poprawę samopoczucia, czy może coś więcej. Jeśli zdecydujemy się na drugą opcję - to ta książka pomoże nam zdecydować się na rodzaj treningu. W kolejnych rozdziałach autorzy - profesjonalny trener, tancerz i  instruktor fitness oraz dietetyk - oferują nam szereg porad, aby nasze cele były zrealizowane, a zarazem, co robić, aby nie popaść w skrajności i nie stać się niewolnikiem tego sportu. Opisany został tu każdy styl w pływaniu, opatrzony zdjęciami, z listą przypominającą o czym należy pamiętać, a czego unikać. Autorzy proponują również zestaw ćwiczeń poza basenem, dzięki którym rośnie nasza siła i wytrzymałość.

Najbardziej podobał mi się rozdział dotyczący zdrowego odżywiania, bo przecież nasze ciało jest jak samochód - potrzebuje odpowiedniego paliwa, aby działać na najwyższych obrotach. Niby oczywiste, ale przepisów na pożywne potrawy nigdy nie za wiele. Mam tylko nadzieję, że zdobytą wiedzę teoretyczną wprowadzę kiedyś w praktykę. 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Muza


środa, 21 listopada 2012

"Azazel" Boris Akunin


Wydawnictwo: Świat Książki
wydanie: audiobook /2012
czyta: Krzysztof Gosztyła





Boris Akunin to taki mój mały wyrzut sumienia. Planowałam, zamierzałam czytać, ale zawsze coś innego wpadło mi w łapki i Akunin lądował na stosiku. W końcu przyszedł czas, a by go poznać, bo tyle przychylnych recenzji pojawia się na temat jego twórczości.

Może zacznę od tytułu. Azazel to upadły anioł. "Przypomina pan sobie kozła ofiarnego? No więc były, jeśli pan pamięta, dwa kozły. Jeden, na odkupienie grzechów, przeznaczony był dla Boga, a drugi - dla Azazela, żeby się nie rozgniewał. U Żydów w Księdze Henocha Azazel uczy ludzi różnych paskudztw: mężczyzn walczyć i wytwarzać broń, kobiety - malować twarze i spędzać płód. Czyli, jak mówi poeta:potężny demon, duch wygnania."

Zanim jednak dowiemy się kim w tej książce jest tyłowy Azazel poznany najpierw głównego bohatera. Jest nim dwudziestoletni Erast Pietrowicz - ubogi kancelista, czternastej klasy (najniższego) Urzędu Śledczego. A tak w ogóle jesteśmy w Moskwie w roku 1876. Pewnego dnia na oczach świadków w biały dzień w Parku Aleksandrowskim popełnia samobójstwo młody student, oddając strzał po zakręceniu bębenkiem pistoletu nabitego tylko jedną kulą – tzw. amerykańska ruletka (jak się okazuje wymyślili ją Amerykanie, a Rosjanie sobie nazwę 'przywłaszczyli'). Instynkt Erstowi podpowiada, że za tym desperackim czynem kryje się coś poważniejszego. I tu się nie myli. Wkrótce trop prowadzi go do pewnej angielskiej lady Astair. Owa dama prowadzi dość nietypowy dom wychowawczy dla chłopców - rosyjski eksternat.

Intryga więc się zawiązuje, Fandorin ledwo uchodzi z życiem, a kolejny trop kieruje go Londynu. Język stylizowany jest na dziwiętnastowieczną narrację, nieco gawędziarki, z licznymi zapożyczeniami z języka francuskiego. Oddaje to niesamowicie klimat ówczesnej Moskwy. Jednakowoż - szczerze pisząc - styl Akunina jakoś mnie nie porwał, a autor z pewnością nie zdobył mojego serca. Jest jednak coś co uratowało powieść - to lektor! Świetnie się słuchało głosu pana Gosztyły. Idealnie go moduluje, przycisza kiedy trzeba, oburza się, irytuje się, robi ironiczne dygresje. Każdy z bohaterów jest tu odmiennie przedstawiony. Uczta dla ucha :) 

 
Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Świat Książki.

niedziela, 18 listopada 2012

Liebster Blog

 Beata wytypowała mnie jako swój ulubiony blog. Wyróżnienie Liebster Blog otrzymywane jest od innego Blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Osoba z wyróżnionego bloga odpowiada na 11 pytań zadanych przez osobę, która blog wyróżniła. Następnie również wyróżnia 11 osób (informuje je o tym wyróżnieniu) i zadaje im swoje 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, z którego otrzymało się wyróżnienie.

PYTANIA BEATY:

1. "Niektórzy ludzie sądzą, że można robić wszystko, bo żyje się tylko raz i dlatego trzeba łapać każdą okazję. Natomiast ja uważam, że właśnie dlatego, iż żyje się tylko raz, nie można robić wielu rzeczy, na przykład zawstydzających lub niegodnych, bo już nie będzie się miało drugiego życia, aby to naprawić” (Waldemar Łysiak).  Jakie jest Twoje credo życiowe?

Trudno mi się będzie przebić przez motto Łysiaka, bo w sumie, to się z nim zgadzam, ale odpowiem też cytatem: 
"Wyobraźcie sobie - słońce! Nie ma już ciemnego nieba, już deszcz nie pada i ta TĘCZA. Oby nie zniknęła tam w środku...  wiara się skończy, nadzieja się spełni, miłość zostanie!"


2. Co Cię ostatnio bardzo ubawiło?

Nie co, lecz kto? Pewien młody człowiek, który napisał tak: "Zeus miał swoją bazę na Olimpie. Urządzał tam imprezy i jak był wkurzony, to ciskał na ziemię pioruny. Nie kochał za bardzo Hery, dlatego chętnie chędożył z ziemiankami" :)

3.  21 listopada obchodzimy Światowy Dzień Życzliwości. Czy i jak zamierzasz ten dzień uczcić?

Uśmiechnę się do mojej szefowej i zamilczę, gdy powie: "Wy mi nie wchodźcie na kompetencje".

4.  Jaka jest Twoja ulubiona anegdotka?

 Może nie anegdotka, ale bardziej przypowieść :) pt: "Plotka i pierze"
Pewna kobieta przychodzi do spowiedzi i mówi:
-Proszę księdza, zgrzeszyłam - obmawiałam sąsiadkę i komentowałam jej życie.
Na to ksiądz:
-W ramach pokuty - pójdź na targ, kup gęś i jak będziesz wracać do domu, to oskub ją z piór.
Kobieta zrobiła co kazał, ale nie za bardzo zrozumiała przesłania. Poszła więc na drugi dzień do księdza i pyta, o co chodzi. Ksiądz jej na to:
-To teraz druga część pokuty, idź i pozbieraj to pierze.
-Ale przecież się nie da! - rzecze kobieta.
-Ano właśnie. - odpowiedział ksiądz.

5.  Książka, którą powinno znać, każde dziecko polskie….
 "Kamienie na szaniec" Aleksander Kamiński


6.  Jakich słów nadużywasz?
Spójników, szczególnie - tudzież


7. Życie jest zbyt krótkie, żeby…
 ...przejmować się niektórymi opiniami ludzi.


8. Opowiedz Woodemu Allenowi: „Co zro­bisz, gdy ktoś ci przys­ta­wi nóż do szyi, a ty aku­rat dos­ta­niesz czkawki?
Robię minę kota w butach ze "Shreka" 


9. Idealny czytelnik to taki, który...
Zna choć jedną książkę Waldemara Łysiaka


10. Moje ulubione miejsce w Polsce to…
Pewien lasek, a w nim pewna polana, usiana wrzosem.


11. Jakie są Twoje najlepsze sposoby na jesienną chandrę?
Jeden najlepszy - ale trochę wstyd mi go opisać ;P Powiedzmy, że potrzebna jest do tego ukochana osoba. Gdy jej jednak zabraknie - jakieś 10 km jazdy na rolkach. 




Moje pytania:
1. Ulubiona historia miłosna i dlaczego? /jedna/
2. Wolałbyś/wolałabyś przenieść się do czasów starożytnych czy do XIX-wiecznej Anglii?
3. „Każde dobre wrażenie, jakie się wywołuje w świecie stwarza nam nieprzyjaciela. Aby być lubianym przez ludzi trzeba być miernotą.” Zgadzasz się ze słowami Oskara Wilde i czy starasz się tak postępować? 
4. Większość kobiet piszących książki pisze o miłości, o braku miłości, o dawnej miłości, o nowej miłości albo o zranionej miłości. Czy zgadzasz się z tym, że kobiety piszą gorzej niż mężczyźni?
5. Ulubiony zapach
6. Film, na którym płaczesz.
7. Co kupisz ukochanej osobie pod choinkę?
8. Obraz, który Cię inspiruje. /niekoniecznie malarski/
9. Tekst piosenki, z którym się identyfikujesz.
10. Danie, które zawsze Ci wychodzi.
11. Jesteś raczej introwertykiem czy ekstrawertykiem?
Z tego co widziałam na blogach większość moich ulubionych blogów została nominowana, więc wybaczcie, jeżeli u kogoś tego nie zauważyłam. Do tablicy wystąp:

Krzysztof  - a co, napisz coś nie o szachach :)
Jarek
Magia książki
Prowincjonalna nauczycielka 
Filety z Izydora
Pisany inaczej
Przyjemnostki
Kaye
Czytajcie
Guciamal
Dabudubida



sobota, 17 listopada 2012

"Karawana literatury" Waldemar Łysiak

Wydawnictwo: Nobilis
premiera: 07.11.2012r.
oprawa: twarda
format: 145 x 205 mm
liczba stron: 304



"Powtarzam raz jeszcze: nie sprzedaję tu moich własnych sądów o warsztacie (klasie artystycznej) innych 'ludzi pióra' - jedynie cytuję to, co ktoś zechciał o tym rzec". [str. 192] "...nie zajmuję się waloryzowaniem konkurencji, ino jak mniejszą książką, relacjonuję czasami wzajemne modrobicia 'ludzi pióra' ". [str.261] Tymi słowami Waldemar Łysiak mógłby odpierać gniewne reakcje głoszące, "iż zjadliwy kolega nie powinien oceniać, bo się nie zna, nie umie, nie dorósł". [str.260] Ergo nie ocenia tudzież nie recenzuje, a naprowadza na ścieżki, pokazując własny punkt widzenia. 

Zaczyna od wskazania winowajców za obecny stan literatury, a raczej "pseudoliteratury", która rozlała się między Bałtykiem a Tatrami. Od razu sięga do sił wyższych, czyli metafizycznych i tu wymienia "leserującego Pana Boga i złośliwego Szatana", następnie obwinia ogłupiające media i cały system edukacji "Umasowione studia wyższe, mniej warte od przedwojennych gimnazjów (a dyplomy od tamtych matur), kończą dziś hurtem ćwierćinteligenci, przygłupy niemające bladego pojęcia o fundamentach, filarach i kanonach ludzkiej kultury i cywilizacji" [str.12] rychło przechodzi do meritum, do najgorszych grzeszników, czyli przyczyn politycznych - tu komunizmu i postkomunizmu. Cenzurze w czasach komunistycznych i postkomunistycznych oraz "różowej" neocenzurze poświęca osobne rozdziały. 

Nie jest to zaskoczeniem dla czytelników znających twórczość Łysiaka. Piętnuje swoich "stałych" wrogów, lustrując tym samym duże "firmy", strąca z piedestału "umoczoną" bloszewicko plejadę pisarzy i poetów. Pojawiają się takie nazwiska jak: Wisława Szymborska, Stanisław Mrożek, Stanisław Barańczak, Kazimierz Brandys, Tadeusz Konwicki, Ryszard Kapuściński, Adam Zagajewski, Konstanty Ildefons Gałczyński. 

Następnie rzuca na "stół trochę świeżego mięsa" [str.63] i skupia się na wieku XXI. Powraca tu również do konfliktu między Salonem i Antysalonem, do ich wzajemnej krytyki,  "chłostania" i ośmieszania się. Zwraca przy tym uwagę na znaczącą rolę rankingów, ich tworzenia, list bestsellerów, wszelakich nagród od Nike po Nagrodę Nobla ("Czy Nobel to bubel?" to de facto jeden z najlepszych rozdziałów). Dostaje się również czytelnikom "Ciemnawi, chociaż czytający Lechici, którzy nie umieją odróżnić literatury dobrej od literatury kiepskiej, delektują się tego rodzaju paką, w świętym przekonaniu, iż konsumują rasową literaturę wybitnych twórców zachodnich". [str.190] Tę papkę tworzą: Rowling, Tolkien, Brown, Coelho, Wharton, Bułhakow, Larsson. I gdyby ktoś czytał "Karawanę..." wybiórczo, to nie z jednym twierdzeniem lub nazwiskiem by się nie zgodził. A padają tu określenia dość dosadne: "literatura tandetna", "popularna", "brukowa", "wagonowa", "jarmarczna", "pospolita", "dla ludu", "dla kucharek". Nie są to oczywiście określenia Łysiaka, takie sformułowania pojawiały się już wcześniej. Nie mniej jednak diagnoza jest tu bardzo cięta - "zidiocenie" kręgu odbiorców zatacza coraz szersze kręgi. 

Najwięcej cięgów zbierają kobiety (to jednak akurat mnie nie dziwi). Badziewność literacka, grafomaństwo, "tfu-rczość", "literatura piękna inaczej" vel "literatura laptopowa" to łagodnie określenia na literaturę kobiecą, gdzie umiejętność pisania pań wyniesiona jest ze szkoły podstawowej bądź średniej. Przywołuje tu dosadny dwuwiersz Mariana Hemara "Na pisarkę"

"Tak pisze, jakby znała jakieś nowe
Pigułki przeciw zachodzeniu w głowę". [str.205]

Jakby tego było mało cytuje słowa Mario Puzo, który ułożył "10 reguł dla pisarzy". Waldemar Łysiak powiela tu cztery:
"Nigdy nie mów o zamiarze napisania czegoś nim tego nie napiszesz";
"Nigdy nie pokazuj komukolwiek tego co piszesz";
"Nie miej zaufania do nikogo oprócz siebie, a zwłaszcza do krytyków, przyjaciół, w szczególności wydawnictw";
"Nie pozwól by domowa kłótnia z żoną zepsuła ci dzień pisania. Jeśli następnego ranka nie możesz rozpocząć świeży pisania - pozbądź się żony"[str.248] 
To ostatnie stwierdzenie sam autor wziął chyba sobie głęboko do serca, bo - jak sam pisze - to uczynił, ale miał ku temu jeszcze inne powody.  

Ostatnie rozdziały są dość przykre i smutne. Opisuje casus wojny, już nie konfliktu, z Rafałem Ziemkiewiczem. Gdzie oprócz "zawiści branżowej (o styl, o 'warsztat' literacki) dochodzi jeszcze spór historyczno-ideologiczny. [str. 282] Chodzi o "odmienny stosunek do Powstań narodowych", gdzie każda strona uważa przeciwników "za wyzbytych honoru". Dodatkowo Łysiak poczuł się urażony faktem, że Ziemkiewicz pominął go w swojej książce "Michnikowczyzna", jako tego, który pierwszy toczył wojnę z Michnikiem. Ciekawi mnie teraz  bardzo odpowiedź pan Ziemkiewicza, o ile takowa będzie. 

Zbyt maluczka się czuję, by oceniać taką książkę, "nie wypada mi szczekać po recenzencku"  [str. 185] że tak stwierdzę, po Łysiakowsku. Napiszę jedynie, że pan Łysiak ponownie mnie nie zawiódł i potwierdził swoją erudycję. 

wtorek, 13 listopada 2012

Jesienne wspaniałości :)


Uzbierało mi się trochę nowości, które cieszą serce me. Zdjęcie trochę niewyraźnie, ale właśnie aparat mi siada. Dobrze, że grudzień już blisko, a wraz z nim Mikołaj, więc mam nadzieję, że w tym roku się spisze, choć obawiam, że może się wyłamać. 

Ale ad rem! Stosik kolejny u mnie, miałam nie zamieszczać, ale jakoś nie mogłam się powstrzymać.

Od dołu:

1. "Pływanie. Profesjonalnie o sporcie" od Muzy
2."Teodora. Aktorka, kurtyzana, cesarzowa" Stella Duffy od Rebis

Od Świata Książki
3. "Po słońcem" Bruce Chatwin
4. "A zabawa trwała w najlepsze. Życie kulturalne w okupowanym Paryżu"Alan Riding
5. "Trzy kobiety w dobie ciemności. Edith Stein, Hannah Arendt, Simone Weil" Sylvie Courtine-Denamy

Od W.A.B.
6. "Zbrodnie robali. Wesz, która pokonała armię Napoleona, i inne diaboliczne insekty" Amy Stewart

od Gosi :) 
7.  "Wyspa niesłychana" Eduardo Mendoza

od Ewy :)
8."Nikt kogo znasz" Michelle Richmond

Zakup własny
9.    "Pożegnanie jesieni" Stanisław Ignacy Witkiewicz
10.  "Karawana Literatury" Waldemar Łysiak
11.  "Myśli nowoczesnego endeka" Rafał A. Ziemkiewicz

i audiobook od Świata Książki
12. "Azazel" Boris Akunin 

Każdy nowy nabytek cieszy mnie niezmiernie i uwielbiam jak moje regały wciąż się powiększają. Priorytetem dla mnie jest oczywiście Łysiak i Ziemkiewicz, więc te recenzje ukażą się najszybciej. I jeszcze raz dziękuję Gosi i Ewe za książki i cudne dodatki - kalendarz na rok 2013 i zakładkę z Amorkiem i Psyche oraz za drewnianą zakładkę :)


niedziela, 11 listopada 2012

"Sejf" Tomasz Sekielski

Wydawnictwo: Rebis
premiera: 06.11.2012r.
oprawa: broszurowa klejona ze skrzydełkami
format: 135 x 215
liczba stron: 344




Elektryzujący thriller! - tak wydawnictwo zapowiada debiutującą książkę Tomasza Sekielskiego. I istotnie wszystko zaczyna się w klimatach skandynawskiego kryminału. W małej wiosce na Podlasiu zostają wyłowione zwłoki bez twarzy. Było to dość niezwykłe odkrycie. Bowiem na co dzień policja zajmowała się tam drobnymi wykroczeniami. Złodzieje, dealerzy narkotyków, awantury domowe oraz okolicznościowe festyny, które kończyły się w najgorszym wypadku na mordobiciu - tym parali się policjanci. Morderstwo należało więc tu do rzadkości. Dlatego inspektora Waldemara Drawskiego początkowo nie zdziwił fakt, że śledztwem od razu zajęła się Agencja Wywiadu.

W między czasie poznajemy inne wątki. Zdegradowany redaktor Artur Solski dostaje zlecenie od szefa na zrobienie na Podlasiu reportażu o szpetuchach, kobietach, które jak wieść gminna niesie - uzdrawiają. Zbieg okoliczności sprawia, że Solski wraz z operatorem są świadkami wyławiania zwłok przez policję, a to już przecież lepszy temat, niż stare wiedźmy. Kolejny wątek to tragiczna śmierć jednego z saperów, stacjonujących w Iraku - kapitana Roberta Kaliskiego. W kraju została jego żona-Anna i rodzice. Przyjaciel męża przywozi Annie tajemnicze pudełeczko z rodzinną pamiątka, kartą ze zajęciami oraz zadedykowanym wierszem. To daje Annie do myślenia, że tą przesyłką mąż chciał jej coś przekazać - tak jak by wiedział, że zginie. Jednak to dopiero początek serii morderstw i dziwnych wydarzeń, które sięgać będą szczytów władzy. Wkrótce wszystkie te wątki zaczynają się układać w jedną całość. Na jaw wyjdzie tajemniczy spisek, w który zamieszani będą pracownicy Agencji Wywiadu. A tu już się ocieramy o sprawy związane z bezpieczeństwem państwa.


Całość czyta się dość szybko i czytelnik zostaje wciągnięty w misternie uknutą intrygę. Praca w telewizji, robienie reportaży i w ogóle praktyka dziennikarska jak najbardziej się autorowi przydała. Widać, ze pan Sekielski zna świetnie środowisko i nie są obce mu dylematy, z jakimi muszą się zmierzyć dziennikarze - z jednej strony chcą schlebiać najniższym gustom odbiorców, a z drugiej mają poczucie misji i robienia rzeczy bardziej ambitnych, ważnych. Ale coraz częściej niestety zwycięża właśnie tania sensacja i emocje, a nie rzetelnie dziennikarstwo. Z takimi problemami boryka się jeden z jego bohaterów - Artur Solski. I jak autor twierdzi w wywiadzie:
"Solski jest zlepkiem kilku postaci, które poznałem albo o których słyszałem. Nie jest to portret jednej konkretnej osoby. Choć pewnie ludzie z branży będą się doszukiwać rozmaitych podobieństw". [całość tutaj]  Ja doszukiwać się nie będę, bo nie to tutaj jest najważniejsze, chociaż niektóre inne nazwy, na przykład Obywatelskie Porozumienie Patriotyczne jednoznacznie sugeruje rzeczywistą partię.

Podsumowując - debiut pana Sekielskiego zrobił na mnie wrażenie. Książka wciąga od pierwszych stron. Wielki plus za dygresje związane z Napoleonem. To mi się podobało. Choć są pewne mankamenty. Duża liczba postaci i dość rozbudowane wątki z nimi związane trochę rozmazują fabułę. Tak naprawdę, każdy z bohaterów mógłby być główną postacią. Wątku z Drawskim i Solskim jest oczywiście najwięcej, ale zabrakło mi wykreowania któreś z tych postaci bardziej wyraziście. Tak, żeby czytelnik identyfikował się z nim, lubił go lub nie. A tak bohaterowie pozostają obojętni. Mam nadzieję, że w następnej książce portret psychologiczny bohaterów, a szczególnie głównego,  będzie już bardziej dopracowany.

Mam również nadzieję, że cała fabuła jest istotnie wytworem wyobraźni autora. Że nie wszyscy ludzie, szczególnie ci na najwyższym szczeblu władzy, są tacy bezwzględni i cyniczni, że oprócz własnych interesów myślą też czasami o innych. Po przeczytaniu "Sejfu" trudno w to uwierzyć, jakaś tam iskierka zawsze jednak zostaje, tak jak mówi jeden z bohaterów: "Oto Polska właśnie. Jakoś to będzie". [str.160]


Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Rebis za co bardzo dziękuję.

"Mieszkam w Polsce. Mieszkam tu, tu, tu, tu..."

Z okazji Święta Niepodległości - refleksyjny utwór Kultu "Polska"



I polecam jeszcze film dostępny z "Gazetą Polską" -"The Soviet Story". 





To najpotężniejsza jak dotąd odtrutka na próby sfałszowania historii. To film zdumiewający i niepokojący. Dokumenty i zdjęcia w nim pokazane odbiegają od oficjalnej, książkowej wiedzy na temat II wojny światowej. Potwierdzają to znawcy tematu wypowiadający się w filmie, m.in.: Norman Davies, Françoise Thom – profesor historii z Sorbony, George Watson – historyk literatury z Uniwersytetu Cambridge, Pierre Rigolout – dyrektor i historyk francuskiego Instytutu Historii Społecznej, Aleksander Gurjanow ze Stowarzyszenia Memoriał czy Władimir Sergijczuk – profesor Uniwersytetu Kijowskiego. [opis z KLIK]



środa, 7 listopada 2012

"Wespazjan.Trybun Rzymu" Robert Fabbri

Wydawnictwo: Rebis
wydanie: 2012
Tłumaczenie: Konrad Majchrzak
format: 150 x 225
oprawa: całopapierowa z obwolutą
liczba stron: 376



"Żołnierz musi być gotów oddać życie za większe dobro, jakim jest Rzym (...) mając pewność, że zwycięskie cesarstwo obroni jego rodzinę, ziemię i styl życia przed tymi, którzy chcą je zniszczyć". [str. 27] W takim przekonaniu byli wychowywani chłopcy w starożytnym Rzymie, a szczególnie wtedy, kiedy znaki towarzyszące ich narodzinom zwiastowały sukcesy i powodzenie. Niemniej jednak sprzyjające znaki od bogów wypełniają się tylko wtedy, kiedy człowiek odgrywa swoją rolę i dokonuje właściwych wyborów. 

Bardzo pomyślna wróżba pojawiał się przy narodzinach Tytusa Flawiusza Wespazjana. Mianowice rodowy dąb poświęcony Marsowi wypuścił pęd, tak gruby, jakby wyrastało tam kolejne drzewo. Kiedy urodziła się jego siostra, pojawiała się krótka, cienka gałazka, która szybko uschła i umarła tak jak dziewczynka. Kiedy Wespazjan przyszedł na świat, pęd był długi, gruby i zdrowy. Wszyscy dopatrywali się w tym woli bogów i przeznaczenia, które miało go zaprowadzić daleko. Niespodziewani się jednak tego, że prosty chłopiec podąży ścieżką ku władzy. 

Zanim jednak zostanie cesarzem, a zostanie nim dość późno, bo w wieku  60, poznamy jego bogatą karierę urzędniczą i wojskową - i o tym, ma opowiadać planowana na 7 tomów nowa seria Wydawnictwa Rebis. Jest więc rok 25 r. n. e. Wespazjanowu, jako 16-letniemu chłopcu ze wsi, wcale nie śpieszno do robienia kariery, bardziej interesowało go prowadzenie posiadłość i wypędzanie bydła. Rodzice mają wobec niego i jego barta Sabinusa zupełnie inne plany, twierdząc, że "mężczyzna nie ma prawa do ziemi, jeśli o nią nie zawalczy ". [str. 29] Bracia trafiają do Rzymu, pod opiekę wuja, rzymskiego senatora. Wespazjan otrzymuje rangę trybuna, czyli młodszego oficera. Popada  jednak szybko w konflikt z Sejanem, wpływowym dowódcą pretorian, przybocznej gwardii cesarza. Zmuszony zostaje do ucieczki na prowincję do Tracji, gdzie tłumiony jest bunt miejscowych plemion.

Dla fascynatów starożytnego Rzymu powieść może być początkiem ekscytującej przygody. Sam autor jednak zaznacza, że książka jest fikcją literacką i swobodnie potraktował klika postaci. Korzysta więc z dzienników historyków, dostępnych źródeł i wielu biografii, ale pozwala sobie na dość subiektywną interpretację wydarzeń, np. wiadomo, że Wespazjan spędził w Tracji cztery lata, ale przyspieszył jego przybycie o kilka miesięcy, aby włączyć go do tłumienia buntu.

Osobiście mnie styl pisania Roberta Fabbri zbytnio nie porwał. Temat jak najbardziej fascynujący, postać także, jednak opisanie wszystkiego przeciętne. Atutem powieści są na pewno opisy scen batalistycznych, choć moim zdaniem jest ich trochę za dużo. Autor chyba postawił na epatowanie krwią i okrucieństwem, bo tu krew nie sączy się z ran, a leje się strumieniami. Rozumiem, że Rzymianie, jak i ludy z prowincji, prześcigali się w wymyślaniu tortur i wszelakich okrucieństw. Ale opisanie ze skrupulatną dokładnością przybijania do krzyża niewolników lub plastyczny opis odcinania po kolei kończyn jeńców, gdzie krew rozpryskiwała się tworząc makabryczne łuki krwi, do tego wszystko wokół przesiąknięte było zapachem potu i moczu, delikatnie mówiąc zniesmacza. Ale może ja jestem zbyt wrażliwa.

I jeszcze dialogi - zbyt proste, infantylne i chyba miały być żartobliwe. Przecież według innych źródeł Wespazjan był jednym z najdowcipniejszych cesarzy, który potrafił rzucać z rękawa ciętymi ripostami. Ale może takie wyczucie przychodzi dopiero z wiekiem, więc trudno tego wymagać od młodzieńca, a wino im starsze tym lepsze... Dlatego po kolejny tom sięgnę z miłą chęcią, gdzie Wespazjan będzie wspinał się już po szczeblach władzy. 


Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Rebis za co bardzo dziękuję.