wtorek, 15 stycznia 2013

„Trzy kobiety w dobie ciemności. Edith Stein, Hannah Arendt, Simone Weil” Sylvie Courtine-Denamy


Wydawnictwo: Świat Książki
data wydania: sierpień 2012
tłumaczenie: Grzegorz Przewłocki
seria: Sfery
oprawa: twarda
liczba stron: 352



Rok 1933 - Hitler zdobywa pełnię władzy w Niemczech. Płoną książki.
Rok 1943 - upadek powstania w getcie warszawskim. Płoną ludzie.
To dziesięciolecie Bertolt Brecht nazwał „mrocznymi czasami”. Nastąpił wzrost antysemityzmu, prześladowań Żydów, a wszystko to działo się w pogrążonej w kryzysie Europie. Wybuch wojny domowej w Hiszpanii, potem zajęcie Czechosłowacji przez Niemcy, opracowanie przez Hitlera „ostatecznego rozwiązania” tylko spotęgowało niepokoje. To czas łamania wszelkich obietnic i traktatów. Niedowierzanie mieszało się z obojętnością. Jak żyć w takich czasach? A w dodatku, gdy się jest kobietą, Żydówką, filozofką i posiada zamiłowanie do nauki. Z góry przegrana pozycja, nieprawdaż? Czy aby na pewno?

„Amor fati, amor mundi”. Jak tu sprostać losowi, jak mieć zmiłowanie do świata, jak nie pozostać obojętnym? Jest właśnie coś, co sprawia, że można! A to coś, to pasja. Pasji filozofek do zrozumienia świata wytrąconego z równowagi oraz potrzeb pojednania się z nim, pokochania go miłością mimo wszystko. „Wszystkie trzy były pochodzenia żydowskiego w czasie, w którym sam ten fakt zamieniał życie w przeznaczenie”. [str.10], wszystkie trzy pociągała teologia i nosiły się z zamiarem przejścia na katolicyzm. Już jako Wunderkindy potwierdziły swoje wybory filozoficzne. Edith Stein była uczennicą Husserla, Hanna Arendt – uczennicą Heideggera i Jaspersa. Wszystkim trzem w karierze naukowej przeszkodziło dojście Hitlera do władzy.

Nie jest to książka lekka, łatwa i przyjemna. To raczej duże intelektualne wyzwanie. Napisana jest jednak językiem przejrzystym, z resztą jak cała seria „Sfery”. Nie przebrnie przez nią laik filozofii. Sporo tu nawiązać, a nawet polemik, ponieważ panie ośmieliły się krytykować swoich mistrzów i starały się względem nich dystansować. Nie mniej jednak każda z tych kobiet posiada biografię wartę nie jednej książki czy scenariusza filmowego.

Były świadkami mrocznych czasów, zaangażowanymi obserwatorkami – jak teraz reporterzy wojenni w różnych krańcach świata – rejestrowały wydarzenia, ale też w nich uczestniczyły. Losy ich są bardzo zbliżone, choć nie we wszystkim wspólne. Ciekawe i poruszające. Chciały się poczuć w tym mrocznym świecie, jak u siebie. Nie do końca się im wszystkim udało. „Kochać świat to znaczy czuć się za niego odpowiedzialnym”[str.319] - tak stwierdzała Hannah Arendt. Trudno się z tym nie zgodzić. 

POLECAM!

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Świat Książki.

7 komentarzy:

  1. Twoja recenzja robi wrażenie! Podobnie dają do myślenia słowa Hannah Arendt. Choć to niełatwa pozycja, z chęcią bym się z nią bliżej zapoznała.
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Wszystkie te cztery pisarki są warte przestudiowania w całości, choć moim faworytkami są tutaj dwie mistyczki: Simone Weil i Edith Stein. bardzo charakterystyczne jest ich przeżywanie świata w czasach koszmaru wojny - uciekały w głąb swoich dusz i tam szukały szczęścia wbrew koszmarowi rzeczywistości zastanej. Polecam gorąco ich dzieła!

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie znam tej pozycji, cieszę się, że zwróciłaś na nią moją uwagę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Słyszałem o tej książce już wcześniej ale jakoś nigdy nie wpadła mi w ręcę.
    Żałuje i po twoim opisie na pewno jej poszukam. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. chyba nie do końca jestem przekonana do książki
    więc odpuszczam

    OdpowiedzUsuń
  6. O, seria, której przyglądam się od jakiegoś czasu! Nie wszystkie wspomnienia mnie pociągają, ale kilka owszem. Czekam na odwilż cenową;)

    OdpowiedzUsuń