środa, 10 kwietnia 2013

„Dziennik Mistrza i Małgorzaty" Michaił i Jelena Bułhakowowie


wydawnictwo: Muza
data wydania: 8 stycznia 2013
tłumaczenie: Margarita Bartosik
oprawa: twarda
format:155 x 235 mm
liczba stron: 688




Oto jego portret literacki, jak również polityczny i oczywiście – osobisty, wręcz intymny. Biorę się dziś za dziennik z poczuciem tego, że jest ważny i potrzebny. [str.42] - tak napisał sam Bułhakow pewnej październikowej nocy roku 1923. Opasała to kniga. Podzielona na dwie części i opatrzona świetnym posłowiem Wiktora Łosiewa oraz bardzo dokładnymi i rzetelnymi przypisami z komentarzami (ponad 100 stron). Pierwsza część książki to prowadzony od 1921 roku dziennik Bułhakowa, w którym opisuje swoją aklimatyzację w wielkomiejskiej i drogiej Moskwie. Nie jest to jednak tylko zapis dokumentalny jego życia. Pisarz jest świadomy, że jego notatki mogą być czytane przez pokolenia, dba więc o szczegóły. Rejestruje pozornie niemające znaczenia detale – ceny produktów, zmiany tras tramwajów czy kursy walut. Druga część to książki to zapiski żony (trzeciej z kolei), Jeleny Bułhakowej, która od 1933 roku, aż do śmierci pisarza i na jego prośbę prowadziła wspólny dziennik małżonków. Jelena pisała również pod dyktando męża, co świadczyło o ogromnym zaufaniu małżonków. Miała również świadomość utraty dzienników (osobiste zapiski Bułhakowa były konfiskowane przez władze, nie wszystkie potem zwracano), dlatego Jelena przepisywała jej kilka razy. Gromadziła z miłością i szacunkiem słowa, myśli, wspomnienia, drobne gesty, czyny, zwykłe rozmowy człowieka, któremu poświęciła życie.

Z kart dziennika wyłania się mężczyzn niezwykle odważny, twardy, tudzież niezłomny. Nie potrafił postępować wbrew własnym przekonaniom i wbrew swojemu kodeksowi honorowemu. Dlatego mimo niewyobrażalnej nagonki, której doświadczył na początku swojej kariery literackiej, bronił własnego stanowiska. Przyznaję się do tego. Walka z cenzurą, jakakolwiek ona jest i pod jakąkolwiek władzą istnieje, jest moim pisarskim obowiązkiem, tak samo jak nawoływanie do wolności słowa. Jestem gorącym zwolennikiem takiej wolności i uważam, że gdyby któryś z pisarzy zaczął udawać, że nie jest mu potrzebna, byłby jak ryba zapewniająca, że nie potrzebuje wody. [str.110] No i wieloletnia, ciężka wojna, jaką Bułhakow musiał stoczyć ze Stalinem. Wojna psychologiczna. Każda ze stron zdawała sobie sprawę, że ma niełatwego przeciwnika. Była to walka nierówna: Stalin miał władzę absolutną, zaś Bułhakow przewagę moralną. Zapłacił jednak za to wysoką cenę – przez wiele lat pisał utwory zróżnicowane gatunkowo, wszystkie jednak przepadały. To powodowało przygnębienie i potęgowało beznadzieję.

Swoje zapiski Michaił i Jelena pisali w bardzo ciężkich czasach, kiedy ostrożni ludzie starali się nie dokumentować bieżących wydarzeń, a tym bardziej swego życia osobistego. „Dziennik...” (mimo ilości stron) czyta się bardzo szybko. Całość jest pięknie wydana, opatrzona licznymi zdjęciami, dlatego z łatwością i przyjemnością przeskakuje się przez kolejne lata życia. To opowieść samego Bułhakowa i jego żony, a zarazem przyjaciółki, muzy i anioła stróża. Piękna i zacna to uczta intelektualna. Mnie urzekł jeszcze jeden fragment, napisany po latach przez Jelenę:
Mimo wszystko, mimo że zdarzały się chwile czarne, koszmarnie ciężkie, chwile nie smutku, ale i przerażenia na myśl o nieudanym życiu literackim, to gdybyście powiedzieli, że mieliśmy, że ja miałam tragiczne życie, odpowiedziałabym – nie! Ani sekundy. Było to najwspanialsze życie, jakie tylko można sobie wymarzyć, najszczęśliwsze. Byłam wtedy najszczęśliwszą kobietą na świecie… [str.18]
POLECAM GORĄCO!



Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Muza



8 komentarzy:

  1. O, to coś dla mnie, dziękuję za podrzucenie tytułu. Oczywiście dlatego też, że najlepszą książką pozostaje dla mnie Mistrz i Małgorzata:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapewne świetna książka. Będę wypatrywać w księgarni:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo się cieszę z jej wydania i już do mnie dotarła. Pięknie wydana, tyle mogę powiedzieć, bo jeszcze się za nią nie zabrałam

    OdpowiedzUsuń
  4. Stoi już na mojej półce i może wkrótce przyjdzie jej czas. :) Po jej przekartkowaniu i Twojej opinii wiem, że warto! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Smakowicie to wygląda. Ale ja raczej poczekam na miejską bibliotekę, której dam "cynk", że WARTO. A polecę "bez głowy" i na miotle"

    OdpowiedzUsuń
  6. Ta książka to moje tegoroczne MUST HAVE! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. O taaak :D To coś dla mnie, bo kocham Mistrza i Małgorzatę! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja właśnie zabieram się do lektury tej książki. Skakałam z radości, kiedy przyszła przesyłka od Muzy:) Pozdrawiam ciepło:)

    OdpowiedzUsuń