czwartek, 28 lutego 2013

„Ja nie dam się zbałamucić, tak wychowam swoje dzieci...”

Tadek "Niewygodna Prawda"

Ile tych bezimiennych w lasach pogrzebanych?
Ile tych rozstrzelanych, nawet bez sprawdzenia danych?
Ile łez musiała wylać nie jedna matka biedna?
Gaśnie ogień na Podhalu, ginie Polska niepodległa
Agenci, kolaboranci tak tu jest już od stuleci
Ja nie dam się zbałamucić, tak wychowam swoje dzieci
Ku waszej pamięci Żołnierze Wyklęci
Komuniści mordowali, teraz chodzą uśmiechnięci
Dla nich wrogiem był śmiertelnym kto o wolną Polskę walczył
Za zdradę się nachapali, że na zawsze im wystarczy
Wy walczyliście do końca aż wróciliście na tarczy
Ja nie wstydzę się polskości, nigdy i za żadne skarby
Kładli z dumą swoje życie na ten szaniec jak kamienie
Polegli w nierównej walce lecz mieli czyste sumienie
To jest przeciw tch co plują na ofiarę Waszej śmierci
Za walkę o wolną Polskę chcą wymazać Was z pamięci

(2x)
Gdy miejsca katyńskich grobów porosły już trawą,
Wy nie bojąc się niczego nie daliście za wygraną
Dla Was niepodległa Polska była najważniejszą sprawą
Niech kajdany kłamstwa pękną, Polacy na nogi wstaną

Ci co za butelkę wódki mordowali patriotów
Dostają emerytury, żyją bez żadnych kłopotów
Specjaliści od pijaru wypuszczają tomy gniotów
Zdrajców usprawiedliwiają, z Polaków robią idiotów
Ofiary ubeckich więzień i wojskowej informacji
Gniją gdzieś w tej ziemi w czasach demokracji
Ta muzyka żąda prawdy, nie moich prywatnych racji
Walczy o pamięć poległych bohaterów naszej nacji
I choć wiem, że tym zgiełku rzucam tylko kilka słów
To prawdy kilka kropli spadnie na te kilka głów
Niech ten biały dumny orzeł się odrodzi w sercach znów
Żeby młody, polski naród urósł w siłę i był zdrów
Teraz Żołnierze Wyklęci ze wszystkich okręgów
Klękam na kolana, składam hołd dla bohaterów
Biało-czerwona w flaga w moim sercu wbita tkwi
Wy skończyliście w tych barwach: blada twarz i plama krwi

Gdy miejsca katyńskich grobów porosły już trawą,
Wy nie bojąc się niczego nie daliście za wygraną
Dla Was niepodległa Polska była najważniejszą sprawą
Niech kajdany kłamstwa pękną, Polacy na nogi wstaną
Kiedy sługusy Stalina urządzały wam rzeź krwawą
Wy nie bojąc się niczego nie daliście za wygraną
Dla Was niepodległa Polska była najważniejszą sprawą
Niech młodzi o tym usłyszą i nie godzą się z przegraną.



Andrzej Kołakowski  
"Epitafium Dla Majora  Ognia" 
Jeśli umrzeć mam za Ciebie,
jeśli sztandar zwinąć mam,
na każdego przecież przyjdzie,
kiedyś pora,
srebrny orzeł z mojej czapki,
na urwiskach w sercu Tatr,
znajdzie gniazdo.

Ref.
Ty mnie ukryj moja ziemio podhalańska,
górski lesie kołysz mnie do snu.
Tyle razy mnie chroniła ręka pańska.
Dziś, mnie do raportu wezwał Bóg.

Wilki mają swoje ścieżki,
podążałem szlakiem wilczym,
śmierć ścigała mnie po lasach jak pies gończy,
przystanęła nad potokiem,
krótki błysk nad górskim stokiem,
wola Boża, moja walka dziś się kończy.

Ref.
Ty mnie ukryj moja ziemio podhalańska,
górski lesie kołysz mnie do snu.
Tyle razy mnie chroniła ręka pańska.
Dziś, mnie do raportu wezwał Bóg.

Polski Orzeł srebrnopióry
w nasze dusze wbił pazury
i legendę partyzancką,
ponad szczyty wzniósł.
Na Podhalu pod Turbaczem,
partyzancka wierzba płacze,
zgasł już Ogień,
ale pamięć po nim wciąż się tli.







1 marca - Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych



wtorek, 26 lutego 2013

„W cudzym domu” Hanna Cygler


wydawnictwo: Rebis
data wydania: 05.02.2013r.
oprawa: miękkka ze skrzydełkami
liczba stron: 336



Zosia Knyszewska - inna bohaterka książek Hanny Cygler - wzbudziła moja dużą sympatię. Dlatego oczekiwania co do najnowszej powieści tej autorki miałam ogromne.

Tym razem musimy się przenieść do wieku XIX, dokładnie do jego schyłku. Poznajemy Joachima Hallmana i Luizę Sokołowską. Ten pierwszy ucieka z Gdańska, z rodzinnego domu, po tym jak się dowiedział, że matka chce zaplanować mu małżeństwo. Ta druga, czyli Luiza również pada ofiarą spisku rodzinnego, a despotyczna matka wyszukuje jej męża.  Jest trochę w gorszej sytuacji z racji tego, że mieszaka w Paryżu, no i jest kobietą. A kobietom nie było lekko w tamtych czasach. Wielka determinacja powoduje to, że Luiza wsiada w pociąg i tym samym skazuje się na wygnanie. Pragnie odszukać ojca, który mieszka w Polsce. I tak los oboje bohaterów rzuca do Warszawy. Tam pojawi się wysłannik carski, radca Szuszkin, który będzie miał wpływ na dalsze losy obojga bohaterów.

Dalej o fabule nie ma sensu pisać, to tak jakby zdradzać ostatnie wątku w serialach. Pojawiają się tu i zdrady, i wielkie namiętności, konspiracja miesza się poczuciem tożsamości narodowej, jak i donosami na Polaków. Luiza i Joachim uwikłają się w dość skomplikowane układy. Warto tu wspomnieć o konstrukcji powieści. Jest ona bowiem nietuzinkowa. Wydarzenia nie rozgrywają się chronologiczne. Czytelnik jest nieustannie przenoszony, z Gdańska do Paryża, z Paryża do Warszawy i na Syberię. A z kart przelewają się ciągłe spiski, intrygi, miłość i namiętność, a prawdziwi przyjaciele mieszają się z i fałszywym.

Książka zaliczana jest do powieści historycznej, jednak według mnie, mało tu historii. To, że akcja dzieje się podczas zaborów i że mamy tam echa powstania styczniowego, wcale nie świadczy o tym, że został tu oddany rys histeryczny. Jest tu go jak na lekarstwo. Zaliczyłabym ją jako romans z elementami powieści obyczajowej, takie tam perypetie miłosne XIX-wiecznych panienek, które – co trzeba za smutkiem przyznać – zbyt wygórowanych ambicji to nie miały. Byle dobrze wyjść za mąż i osiąść w jakimś spokojnym dworku, z dala od wszelkich problemów ówczesnego świata. Ale cóż, takie były czasy…

Ten słaby rys historyczny w książce to jedyny mój zarzut. Całą powieść dość szybko się czyta, napisana jest prostym językiem, bez zbytniego wgłębiania się w psychikę bohaterek. Intrygi i perypetie miłosne mogą wciągnąć, w taki w sposób, że książkę można przeczytać w jeden wieczór. Jestem przekonana, a czytając inne recenzje, to jestem pewna, że historia Luizy i Joachima znajdzie mnóstwo zwolenniczek i wiele kobiet będzie czytać ją z wypiekami na twarzy. Mnie czegoś tu zabrakło, jednakże ze względu na sympatię do Zosi Knyszewskiej, autorka jest u mnie usprawiedliwiona tudzież rozgrzeszona ;)

Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Rebis za co bardzo dziękuję.

sobota, 23 lutego 2013

Jak przedłużyć żywot bloga, czyli stosik :)


Pracowicie zaczął się dla mnie ten rok. Jednakowoż powodów do narzekań nie mam. Skutkuje to niestety brakiem czasu na czytanie, nie mówiąc już o blogowaniu i podglądaniu tudzież komentowaniu innych blogów. Jak tak dalej pójdzie, to mój blog umrze śmiercią naturalną ;). Bardzo by mnie to smuciło, ponieważ trochę się do niego przywiązałam. Aby więc przedłużyć trochę jego żywot, zamieszczam chociaż stos, bo recenzja pojawić się jeszcze nie może, choć mam zamiar weekend spędzić czytelniczo, zatem może coś się wkrótce urodzi. Biorąc sobie też do serca słowa pewnego Wirtualnego Duszka, że "książki są dla Ciebie, a nie Ty dla książek, więc mogą sobie trochę poczekać", zbyt wielkich wyrzutów sumienia to też nie mam.


I moje najnowsze nabytki:

1. Schulz pod kluczem Wiesław Budzyński
2. Zdążyć przed panem bogiem. Hipnoza. Biała Maria Hanna Krall
3. Kalkwerk Thomas Bernhard
4. Młode Chiny Krzysztof Kardaszewicz
5. W cudzym domu Hanna Cygler  
6. Kobiety dyktatorów 2 Diane Ducret
7. Last minute. 24 h chrześcijaństwa na świecie Szymon Hołownia
8. 27, czyli śmierć tworzy artystę  Alexandra Salmela
9. Głupcy umierają Mario Puzo



I jak na złość - blogger dziś wariuje i na odwót zamieszcza zdjęcia


niedziela, 17 lutego 2013

„Dźwięki kolorów” Jimmy Liao

wydawnictwo: Officyna
wydanie: 2012 
tłumaczenie: Katarzyna Sarek
tytuł oryginału: Sound of Colors
oprawa: miękka ze skrzydełkami
Format: 205x240
liczba stron: 128





Wzrok, słuch, smak, węch, dotyk - bez którego z tych zmysłów nie moglibyście żyć? A gdyby zły los odebrałby Wam zdolność odbierania tych bodźców zewnętrznych? Który z nich moglibyście stracić? To nie jest jednak przecież zależne od nas. Wielkie to szczęście nie widzieć dokładnie, na jakim świecie się żyje. Słowa Wisławy Szymborskiej są mottem w tej niesamowitej książce.


Poznajemy piętnastoletnią dziewczynkę, która straciła wzrok. Traciła go stopniowo, powoli. Można porównać to ze schodzeniem w podziemne tunele, gdzie nie wieje wiatr ani nie pada deszcz. Trzeba teraz wyostrzyć inne swoje zmysły, aby usłyszeć dźwięki, poczuć zapachy, "dostrzec" kolory. Dziewczynka nabrała zwyczaju rozmawiania sama ze sobą, nauczyła się udawać, że w mieście nikt poza nią nie mieszka i może swobodnie, bez celu błąkać się po ulicach. Powoli nabierała wprawy w tym udawaniu. Zdarzało się jednak, że gubiła kierunek lub drogę. Bez przerwy źle wsiada i błędnie wysiada. A wszystkim ludziom tak okropnie się spieszy. Zdarza się też, że ktoś paradoksalnie pyta ją o drogę. Wpada wtedy w panikę - Różnię się od innych, czy tego nie widzisz? Albo wtedy, kiedy obcinane są zwisające gałęzie. Nie słyszy jak szumi kołysane wiatrem drzewo.

Czasami wyobraża sobie cyrkowe słonie, które drepczą powoli w szeregu, ponieważ ich ciężkie kroki uspakajały ją trochę. W swojej wyobraźni potrafi szybować jak ptak, wtedy świat nie ma dla niej granic. Ściska też latającą miotłę, która unosi ją daleko od wszystkich problemów. Nurkuje również w głębinach i dzieli się z gadającą maleńką rybką swoimi sekretami. Jednak nawet wtedy, gdy ma wrażenie, że doszła na sam kraniec świata, ma poczucie, że jej anioł stróż wciąż nad nią czuwa. A całą swoją mocą nie tarci nadziei i ciągle wierzy w to, że szczęście jest na wyciągnięcie ręki. Tak naprawdę to ona czuje się szczęśliwa. Potrafi odebrać świat wszystkimi zmysłami, "dostrzec" dźwięk, "dostrzec" zapach, a nawet "dostrzec" kolory. Mimo przeciwności losu, mimo ogromnego zmęczenia, mimo zmoknięcia na deszczu. Przecież mokre ubranie kiedyś wyschnie, wczorajsze smutki pójdą w niepamięć i będzie można tańczyć i śpiewać.

Gdybym znów mogła pooglądać świat, za czyim widokiem tęsknię nade wszystko? Zasadnicze pytanie. Warto sobie je zadać - za czym lub bardziej - za czyim widokiem tęskniłby każdy z nas. Trudno na nie opowiedzieć, ale każdy z nas, gdzieś w głębi serca ma gotową odpowiedź. Należało by ją wykrzyczeć albo po prostu powiedzieć zwykłe - dziękuję. Dziękuję ci pięknie za twe towarzystwo!

Cudowna to książka, bardzo wartościowa, choć uboga i okrojona w słowa. Ale to przykład tego, że czasami mniej słów potrafi znaczyć więcej niż jakiś wyszukany i wycedzony w słownictwo monolog. Ja osobiście nie mogę przestać napatrzyć się na ilustracje. Są przepiękne - w pełnym znaczeniu tego słowa. Zabrakło mi innych epitetów, aby je opisać.

Świat jako labirynt pozbawiony wyjścia, miejsce, gdzie nieustnie gubi się drogę, wysiada z metra nie na tej stacji co trzeba lub przegapia się odpowiednią stację. Często ma się wrażenie, że nie wiadomo dokąd się zmierza. Zbacza się z drogi, po której się wcześniej kroczyło. Jednocześnie ma się w sercu nadzieję. Czy to sytuacje tylko przypisane ludziom niewidomym? Szczerze w to wątpię.


Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Officyna


środa, 13 lutego 2013

„Niezwykła wędrówka Harolda Fry” Rachel Joyce


Wydawnictwo: Znak
przedpremierowo wydanie: 21 marca 2013
tłumaczenie: Tomasz Macios
liczba stron: 336


Harold Fry miał poukładane życie. Skończył właśnie 65 lat i od dawna był już na emeryturze. Jeden dorosły odchowany syn, żona, która dobrze gotowała i zajmowała się domem. Choć już trochę gorzej sypiał w nocy, wypadało u coraz więcej włosów, a jego jedynym ruchem było przejście do samochodu, nie czuł jeszcze, że zbliża się do kresu życia. Dzień za dniem mijał mu bez żadnych zmian. Aż do pewnego dnia. Pewnego dnia otrzymał różową kopertę z listem w środku. Dała o sobie znać Queenie-kobieta, która 20 lat temu dowiodła swojej przyjaźni. Teraz napisał do Harolda, że ma raka i umiera oraz że chciałaby się pożegnać. Poruszony Harold odpisuje szybko na list, po czym wychodzi z domu z zamiarem wrzucenia go do  najbliższej skrzyni pocztowej. Podczas tej krótkiej drogi stwierdza, że list to za mało, a dawnej przyjaciółce jest winien coś więcej. Dzwoni, więc do szpitala, w którym przebywa Queenie i informuje pielęgniarkę, że on jest do niej w drodze.


On jest Kingsbridge, a ona w Brwick. Miejscowości te większości nic nie mówią, ale gdybyśmy rozłożyli teraz przed sobą mapę Anglii, to pierwsza nazwa jest na samym południu, a druga na północy. Harold wyrusza więc w podróż przez całą Anglię. Pieszo. Bez telefonu. Bez słowa wyjaśnienia. Głęboko wierzy w to, że dopóki będzie szedł, ona będzie żyła. A ona ma na niego czekać i nie może umrzeć, póki on do niej nie dotrze. Cała podróż staje się dla niego misją, w której Harold chcąc nieść pomoc innym, paradoksalnie pomaga samemu sobie, bo sam się zmienia. Ta tułaczka jest dla niego rozliczeniem się z dotychczasowym życiem. Dopiero podejmując takie wyzwanie analizuje swoje błędy i sukcesy, to co mu nie wyszło i to co mu się udało. Zatrzymuje się w przydrożnych barach i motelach w ludziach na początku zbudza politowanie, a nawet kpiny. Jednak po jakimś czasie, inni - widząc jego determinację, głęboką wiarę i nadzieję w powodzenie swojej misji - zaczynają go podziwiać. Zresztą na drodze spotyka plejadę różnorodnych ludzkich zachowań. Napotkani, przypadkowi ludzie wysłuchując jego historii, sami opowiadają mu o swoich lękach miłościach, nieszczęściach i fascynacjach. A on idzie do przyjaciółki, którą kiedyś zawiódł, cały czas mając nadzieję, że nie będzie to pożegnanie.

"Jestem zwykłym facetem, przechodniem. Nie jestem kimś, kto wyróżnia się w tłumie. I nikomu nie sprawiam kłopotów. Kiedy mówię ludziom o tym, co robię, wydają się mnie rozumieć. Patrzą na swoje życie i chcą, by mi się udało. Tak samo jak, pragną by Queenie żyła". [str.117]

Jak nietrudno się domyślić, to bardzo poruszająca książka. Piękna opowieść o sile przyjaźni, ale przede wszystkim o tym, że nigdy nie jest za późno, aby zmienić swoje życie, nigdy nie jest za późno, aby prosić o wybaczenie i nigdy nie jest za późno, aby samemu osiągnąć taki spokój wewnętrzny, poczucie, że jest się pogodzonym ze światem, z ludźmi. To także opowieść o wielkim poświęceniu i o tym, że miłość, przebaczenie i zrozumienie czasami można odnaleźć tylko wtedy, gdy się wszystko straci.


Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu  Znak 

wtorek, 5 lutego 2013

„Piąta Aleja, piąta rano” Sam Wasson



Wydawnictwo: Świat Książki
podtytuł: Audrey Hepburn i inni goście 
data wydania: styczeń 2013 
tłumaczenie: Agnieszka Lipska-Nakoniecznik
oprawa: miękka ze skrzydełkami
liczba stron: 256



Nie tylko ukazuje prostytutkę, która rzuca się w ramiona mężczyzny będącego na utrzymaniu innej kobiety, lecz traktuje kradzież jako doskonały dowcip[str.19]
Takie opinie krążyły jeszcze przed oficjalną premierą filmu Śniadanie u Tiffany'ego". Krytyka nie pozostawiała suchej nitki na scenariuszu, uważając, że powieść Capote'a nie nadaje się na adaptację filmowa, a fabuła nie jest hollywoodzka. Studio Paramount chciało wyciąć piosenkę Moon River". Po tylu  trudnościach to cud, że udało się go nakręcić. "Moon River" - okazała się szlagierem i dostała Oskara, Hubert de Givenchy zaszczepił modę na małą czarną, a Audrey Hepburn stała się ikoną stylu. Śniadanie u Tiffany'ego" wstrząsnęło absolutnie wszystkim, a „Piąta Aleja, piąta rano” jest opowieścią o ludziach, którzy dokonali tego wstrząsu.

A więc - akcja! Kręcimy...


Jest piąta rano. Poranne słońce jeszcze nie zdążyło na dobre wzejść. Piąta Aleja w Nowym Jorku - jedna z  najruchliwszych ulic świata - teraz świeci pustakami, wszystko to dla potrzeb filmu. W ten chłodny poranek pojawia się taksówka, drzwi się otwierają i wysiada dziewczyna. Ma na sobie czarną wieczorową suknię bez pleców, a oprócz torebki trzyma w dłoni brązową, papierową torbę. Taki obraz zapamiętali wszyscy, a na słowo Audrey większość ma przed oczami właśnie tę scenę. Jednak mało kto wie, co wtedy czuła aktorka, która wcieliła się w rolę Holly. Dla Audrey cała ta rola wydawała się bezsensowna i trudna. W myślach miała tylko dziesięciotygodniowego syna-Seana, którego musiała zostawić w Szwajcarii z niańką. Pocieszała tylko samą siebie, że wszystko w porządku i że da radę. Tymczasem wspomniana już wcześniej krytyka filmu wcale nie dodawała jej skrzydeł. Ponadto musiała zmusić się do zjedzenia drożdżówki, której nie cierpiała. Audrey nie znosiła drożdżówek, więc spytała się reżysera, czy nie mogłaby podejść do wystawy Tiffany'ego z rożkiem lodów zamiast z tą nieszczęsną bułką. Pomysł oczywiście upadł, to miało być śniadanie, więc kto by uwierzył w lody?

To tylko taka mała anegdotka z planu filmu, w książce jest oczywiście tego więcej. Na przykład to, że Audrey miała do dyspozycji dwie przebieralnie z napisami „Mokra Hepburn” i „Sucha Hepburn”, wszystko po to, aby zagrać jedną scenę w przemokniętym płaszczu. No i jeszcze jest kot, ale to już osobny rozdział. Cała książka pełna jest porywających, smakowitych szczegółów, z uwzględnieniem świetnej panoramy Nowego Jorku. Jak wyglądał Nowy Jork w latach 60.? Co inspirowało ludzi, a czego mieli dosyć?  Jak jawi się ta spokojna elegancja Piątej Alei? Sam Wasson przybliża stosunki panujące wśród członków ekipy filmowej i ich konflikty. Nie jest to oczywiście książka dla każdego. Fani Audrey nie będą z pewnością zawiedzeni, jak również wszyscy ci, którzy interesują się filmem i całą otoczką z nim związaną. Ja polecam, dla mnie przeczytanie tej książki było czystą przyjemnością. I grzechem by było, nie posłuchać przy okazji "Moon River":)





Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Świat Książki.