poniedziałek, 25 listopada 2013

„Skandalistki. Historie kobiet niepokornych” Elizabeth Kerri Mahon

Wydanictwo: Biblioteka Akustyczna
wydanie: audiobook, lipiec 2013r.
czyta: Maciej Orłowski





"Bóg ukarał go i oddał w ręce kobiety" to cytat pochodzący z Księgi Judyty (Stary Testament). I choć źródła historyczne tego nie potwierdzają, motyw kobiety która pięknie umalowana i wystrojona udaje się o obozu wroga, aby podstępem dokonać krwawej rozprawy stał się bardzo popularny w Średniowieczu i Renesansie. Judytę w malarstwie niejednokrotnie przestawiano jako Justitię (Sprawiedliwość), bądź jako Castitas (Czystość), ewentualnie jako Humilitas (Cnotę). Nie zmienia to faktu, że upodobanie do kobiet drapieżnych zawsze pociągało artystów (malarzy, rzeźbiarzy, pisarzy) tudzież ludzi władzy, jak i zwykłych zjadaczy chleba. I tu wypada zacytować klasyka: "W każdym normalnym facecie siedzi ukryty mizogizm i czasem wyłazi na powierzchnię, by się zdemaskować", to Waldemar Łysiak oczywiście. Jak zwał, tak zwał. Nie mniej jednak typ kobiety - pięknej i drapieżnej zarazem, „trucizny w złotym pucharze” kusi i pewnie kusić będzie dalej.


Wojownicze królowe, agentki, podróżniczki, piratki, jedne cieszące się dobra, inne - zła sławą. Przyciągały spojrzenia, siały zamęt i odwracały bieg wydarzeń. Uwodziły i były uwodzone, kochały i były kochane, zdradzały i je zdradzano. Elizabeth Mahon przedstawiła krótkie biografie kobiet, które wykraczały poza stereotypy, przyjęte normy. Przedstawiła kobiety-drapieżniczki, które broniły własnych przekonań. I wydawać by się mogło, że pomysł jak najbardziej trafiony. Same tytuły rozdziałów budzą już ciekawość „Waleczne przywódczynie”, „Krnąbrne żony”, „Błyskotliwe uwodzicielki”, „Panie z misją”, „Bohaterki Dzikiego Zachodu”, „Uczuciowe artystki” oraz „Nieustraszone poszukiwaczki przygód”. Mamy tu więc Kleopatrę, Annę Boleyn, Eleonorę Akwitańską, Joanna d'Arc, Zeldę Fitzgerald, Fridę Kahlo, Isadora Duncan, Isadora Duncan, Josephie Baker i wiele innych godnych tego, aby znać ich życiorys. To kobiety, które tworzyły historię, były jej częścią, inteligentne, które tworzyły dzieła, podziwiano je, ale i potępiano, niektóre wywoływały skandale, były na świeczniku. Temat-rzeka, o każdej można napisać tomy powieści i biografii. I tu pojawia się mój pierwszy zarzut. To jednego wora zostały wrzucone zarówno artystki, królowe, tancerki, podróżniczki. A przecież każda z nich była indywidualnością, posiadała jakieś uczucia i emocje. A tu mamy taką nieprzetrawioną papkę. Po drugie – autorce zabrakło warsztatu pisarskiego, blisko tu do grafomaństwa. Rozumiem, że autorka chciała pewnie przyciągnąć czytelnika dygresjami i odwołanymi do czasów współczesnych, porównywanie do Angeliny Jolie lub playboyów. Z resztą język pozostawia tu wiele do życzenia, co przekłada się na styl – bo ni to poważne, dosadne czy nawet nie jest dowcipne. Szkoda, bo temat jak najbardziej interesujący.

Dobrze, że miałam okazję wysłuchać audibooka, bo w wersji papierowej poległabym pewnie na trzeciej biografii i mieszałaby mi się Kleopatra z Eleonorą czy Anną Boylen, gdyż schemat przestawiania bohaterek jest taki sam - autorka zaczyna od doszukiwania się skandalów w ich życiu. Takie krótkie opowiastki o kobietach mogą jedynie nadawać się na lekcje historii, gdzie po zapoznaniu się z faktami historycznymi można dopełnić to notkami o skandalicznych zachowaniach kobiet. Pytanie tylko – jaka jest dziś definicja skandalu?


Za możliwość wysłuchania dziękuję Bibliotece Akustycznej 

poniedziałek, 11 listopada 2013

logo




Metodą prób i błędów, nie jest to jeszcze ostateczna wersja, ale jakiś początek. Tak naprawdę potrzebuję większych zmian, dość radykalnych, ale to z czasem... Zaniedbałam swojego bloga ostatnio, nie mówiąc już o odwiedzinach i komentarzach u innych blogerów, liczba przeczytanych książek w tym roku też nie jest imponująca, ale mam zamiar to nadrobić i obiecuję poprawę :), przede wszystkim w czytaniu i komentowaniu innych blogów książkowych. 
A T. dziękuję jeszcze raz za znoszenie mojego marudzenia :)

„Wiedeńska gra” Carla Montero



Wydawnictwo: Rebis
data wydania: 5 listopada 2013
tłumaczenie: Wojciech Charchalis
tytuł oryginału: Una dama en juego
oprawa: zintegrowana
liczba stron: 384


Wiedeń - miasto muzyki, cesarskich pałaców, gotyckiej katedry, gigantycznych karuzeli i mnóstwa kawiarni, od najbardziej frywolnych do najpoważniejszych, gdzie spotykają się intelektualiści. Na początku XX wieku Wiedeń stał się natomiast nie tylko miastem, lecz ucieleśnieniem tego, co się działo w świecie: odzwierciedlał społeczeństwo nowego wieku. Wiedeń trwał w rozwarciu pomiędzy tym, co stare, a tym, co nowe, tym, co należało do przeszłości, i tym, czego pragnęły następne pokolenia. I z tego napięcia zrodziło się środowisko niebywale wzbogacające, w którym filozofia, nauka i kultura kwitły jak nigdy. [str.132] A widmo zbliżającej się wojny wywoływało uczucia strachu i niepokoju, z drugiej strony fascynacji nowymi prądami, otwarcia na świat, co objawiało się chęcią korzystania z wszelkich uroków życia - bale, tańce, używki  i swoboda.

W taką scenerię przenosi nas hiszpańska pisarka Carla Montero. Poznajemy tu Isabel, piękną młodą dziewczynę, która zostaje porzucona tuż przed ślubem. Z pomocą przychodzi jednak ciotka – blisko związana z cesarskim dworem Franciszka Józefa i zaprasza ją do Wiednia. Tam Isabela poznaje całą śmietankę towarzyską - dyplomatów, bogatą burżuazję i intelektualistów związanych z dworem cesarskim. Piękna Hiszpanka od razu wywołuje zachwyt i rozbudza namiętność kolejnych mężczyzn, do tego stopnia, że jeden z bohaterów pozwala sobie na wnikliwą charakterystykę.  Pani jest jak biblijna Salome albo Szekspirowska Ofelia, femme fatale malarzy symbolistów, prerafaelitów: zmysłową Monną Vanną Rossettiego, kobiecością porażającą. Widzę, jak mężczyźni kłębią się wokół pani, jak ćmy nęcone światłem, nie wiedząc dlaczego przyciągane dziwną siłą. (…) Ma pani dar niewinnego uwodzenia. Cechę, która gdy będzie doskonała, stanie się niebezpieczna i zabójcza dla pożądających pani bezbronnych mężczyzn. W odróżnieniu od większości kobiet pani nie urodziła się po to, żeby zaspokajać mężczyzn, ale by mężczyzna zaspokajał panią i żeby nad nim dominować, zniszczyć go, jeśli taka będzie pani wola, jak Kali niszczy Śiwę i na nim tańczy. [str. 104] Mamy tu mieszankę indyjskiej egzotyki, zmysłowość, namiętność no i podwójną grę, czyli szpiegostwo. Isabela staje się elementem twardej męskiej gry prowadzonej przez służby wywiadowcze różnych krajów. Sama jednocześnie prowadzi swoją rozgrywkę – i do końca nie wiadomo czy jest to gra, czy może siła miłości.

Narracja jest tu prowadzona bardzo pomysłowo – są to zapiski dzienników, właśnie Isabeli i Karla – jednego z jej adoratorów – do tej samej osoby, do Larsa. Lars był ukochanym Isabeli, a Karel jego bratem. Sam zabieg jest już intrygujący tudzież powoduje spojrzenie z różnych perspektyw na zachodzące wydarzenia, bowiem każdy z narratorów widzi osoby, miejsca i fakty trochę w innym świetle. Taka fabuła wciąga bez reszty, zachwyca i przeraża jednocześnie. Carla stosuje te same motywy, co w poprzedniej, debiutanckiej powieści – "Szmaragdowej tablicy" – czyli, mroczna tajemnica, która może zmienić porządek świat (wcześniej był sekret ukryty w obrazie), niebezpieczna broń w rękach potężnej sekty (w debiucie – w rękach nazistów), chęć odkrycia tej tajemnicy i zdobycia władzy nad całym światem, tym samym szpiegostwo i podwójne oblicza oraz w tle miłość, która przeradza się w niebezpieczną i nie pohamowaną namiętnościami rozgrywkę, gdzie odwiecznym pytaniem pozostaje – co zwycięży, uczucie czy rozsądek?

Świetna powieść na długie jesienne wieczory, można się w niej zatopić, choć fabuła rozkręcała się powoli. Dlatego „Szmaragdowa tablica” podobała mi się bardziej. Nie mniej jednak autorka ma duży potencjał i potrafi sprawić, że namiętności, jakimi targami byli bohaterowie udzielają się czytelnikowi. Postacie są tu bardzo dobrze wykreowane, toteż oscylujemy między pesymizmem a entuzjazmem, pogodą ducha a smutkiem, zachwytem i euforią a rezygnacją, tylko nie wiadomo, gdzie przebiega granica, bo do końca nie jest to jasne, gdzie kończy się gra pozorów, cała wiedeńska rozgrywka. 



Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Rebis za co bardzo dziękuję.

czwartek, 7 listopada 2013

TYDZIEŃ Z LITERATURĄ DZIECIĘCĄ I MŁODZIEŻOWĄ „Rozrywki Mikołajka”

Więcej o akcji [KLIK]





Wydawnictwo: Znak 
Premiera: 23 września 2013 
Przekład: Magdalena Talar 
Format: 144 x 205 mm
Oprawa: twarda
Liczba stron: 256 







Mikołajek w niedługim czasie zrobił bardzo przewrotną i szybką karierę. Nic zatem dziwnego, że jak grzyby po deszczu wychodzą wciąż nowe publikacje o zwariowanych przygodach grupy uroczych chłopców. Napisałam już kiedyś u siebie na blogu, że Mikołajek to idealny kandydat do szkoły na lekcje wychowawcze na temat spędzania wolnego czasu.  Bo "co można robić w sobotnie popołudnie, kiedy nie ma telewizora ani z żadnego kumpla w pobliżu, z którym można się pobawić, a na dodatek pada deszcz?".[str. 11] Dla większości współczesnych dzieci, to nie do pomyślenia, co innego można robić bez telewizora, Facebooka, czy gier komputerowych. Mikołajek i jego kumple są świetną alternatywą na te wszystkie problemy zagospodarowania wolnego czasu. Nigdy im się nie nudzi, nikt na nic nie narzeka i nie ma żadnych roszczeń.

Całość wydania – jak zwykle trzyma wysoki poziom. Twarda oprawa, szycie, piękne ilustracje oraz duża czcionka zachęcająca młodych czytelników do zatopienia się w lekturze. I mimo, że nie są to oryginale teksty Gościnny’ego utwory utrzymane są w podobnym klimacie. Sama nie wiem którego z chłopców najbardziej lubię. Każdy jest na swój sposób uroczy. Tym razem kumple Mikołajka muszą rozegrać mecz o pewien pamiątkowy puchar. Mikołajek będzie miał również zaszczyt gościć kolegę z Anglii, a wiadomo, że Anglicy i Francuzi to nigdy za sobą nie przepadali. I jak zwykłe wszystko pójdzie nie tak jak trzeba. Przeuroczo-rozbrajająca, kurczę blade – jak by to powiedział Mikołajek.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu  Znak

poniedziałek, 4 listopada 2013

TYDZIEŃ Z LITERATURĄ DZIECIĘCĄ I MŁODZIEŻOWĄ „Nowe przygody Bolka i Lolka. Urodziny”





Wydawnictwo: Znak
data wydania: 7 listopad 2013r.
oprawa: twarada
liczba stron: 224




Jesienią 1963 roku w Bielsku-Białej zrealizowano pierwszy odcinek najsłynniejszej polskiej kreskówki o przygodach Bolka i Lolka. Wynika z tego, że chłopcy obchodzą 50. urodziny. Nie ma chyba dorosłej osoby, która nie patrzyłaby na niesfornych braci z sentymentem. Podbili oni serca milionów Polaków. Z okazji urodzin znani polscy pisarze: Marcin Wicha, Wojciech Bonowicz, Rafał Kosik, Anna Onichimowska, Bronisław Maj, Jerzy Illg oraz Leszek Talko napisali opowiadania o przygodach Bolka i Lolka.

Chłopcy w wersji animowanej  przeżywali przygody związane z bohaterami książek dla dzieci i młodzieży. W pierwszym odcinku pt. "Kusza", w reżyserii Władysława Nehrebeckiego, wcielają się w postać Wilhelma Tella. W 1973 twórcy filmu wprowadzili na życzenie żeńskiej części widowni nową postać – Tolę. Wszystkie bajki z Bolkiem i Lolkiem powstały w Studio Filmów Rysunkowych w Bielsku-Białej. Przez 23 lata (1963–1986) nakręcono ponad 150 odcinków w 10 seriach oraz dwa filmy pełnometrażowe. Tyle historii - teraz skupmy się na książkowej wersji.

Chłopcy w wersji papierowej są już unowocześnieni. Oglądają telewizję, grają na laptopie, używają dyktafonu i o zgrozo - jedzą chipsy! Zamiast Toli - występuje Zuzia. Niby szczegół, ale jednak robi różnicę. Nie czytają więc książek i nie chcą wcielać się w bohaterów książkowych - pragną polecieć na Marsa i wziąć udział w telewizyjnym show. Nie marzą o tym, aby zostać kowbojami, rycerzami czy Robinsonem. A to już robi wielką różnicę. Pomysł z wydaniem książki  jak najbardziej trafny, gorzej z wykonaniem. O wiele bardziej wolę Bolka i Lolka w wersji animowanej, takiej jeszcze bez dialogów niż chłopców kłócących się o pilota do telewizora. Choć rozumiem, że ta wersja miała trafić do współczesnego odbiorcy, takiego, którego właśnie główną rozrywką jest oglądnie telewizji czy granie w gry komputerowe. Na szczęście całość rekompensuje wydanie, bo jak na urodzinową wersję przystało, jest przepięknie edytorsko przemyślane. Twarda oprawa, szycie, pozłacane litery na okładce i oczywiście cudowne ilustracje – takie jak w kreskówkach sprzed pięćdziesięciu lat. Można jedynie żałować, że Bolek i Lolek nie mają godnych sobie następców, a kino animowanie w Polsce praktycznie nie istnieje. Teraz to jeszcze półbiedy, kiedy to dziadkowie i rodzice pamiętają o takich postaciach. Gorzej za parę lat, bo jakie postacie nasze dzieci będą darzyć sentymentem? 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu  Znak