poniedziałek, 6 stycznia 2014

„Judasz całował wspaniale” Maira Papathanasopulu


Wydawnictwo: Greckie Klimaty
data wydania: 24 lipca 2013
tłumaczenie: Ewa T. Szyler
tytuł oryginału: O IOΥΔAΣ ΦIΛOYΣE YΠEPOXA
oprawa: miękka ze skrzydełkami
liczba stron: 300




Mam mieszane uczucia. Z pewnością nie jest to gatunek, po który często sięgam, a wręcz prawie wcale. Skusiło mnie to jedynie, iż jest to współczesna literatura grecka, a z racji tego, że zapytana o taką literaturę nie potrafiłabym podajć żadnego nazwiska (poza autorem Greka Zorby, tego na K... coś tam). Wygrała tu chęć poszerzenia swoich horyzontów literackich. Okazuje się (co wcale nie jest takie odkrywcze), że bez względu na szerokość geograficzną kobiety mają te same problemy.

Fabuła banalna, poruszana przez wiele polskich pisarek (choć ciśnie mi się na usta grafomanek raczej). Po siedemnastu latach małżeństwa 35-letnia Eleni zaczyna podejrzewać, że jej mąż Aleks ją zdradza. Pewności oczywiście nie ma, bo mężulek wszystkiemu zaprzecza. Pakuje nawet waliki - i pod pretekstem ciągłych oskarżeń i awantur domowych - wyprowadza się. Szybko jednak okazuje się, że Eleni miała rację. Aleks ma kochankę i to nie jedną, a dwie, gdzie ta druga jest najlepszą przyjaciółką Eleni. Eleni popada w chwilową depresję, szukając przyczyn kryzysu i analizując lata małżeństwa. Aleks zawsze oskarżał ją, że ukradła mu najlepsze lata życia, wikłając go w ojcostwo, którego wcale nie chciał. Jednakże szalona miłość do Aleksa w połączeniu z pragnieniem, by go zatrzymać w domu, uczyniły z niej przykładną małżonkę: wzorową gospodynie, czułą kochankę, służkę gotową w każdej chwili zaspokajać jego kaprysy. Wykorzystywał to ochoczo. Sytuacja też mu dogadzała i sprzyjała. Dach nad głową, wyżywienie, wyprane ubrania, żona-święta męczennica, tolerująca bez szemrania wybuchy złości i, zajęty swoimi sprawami niewymagający, syn. Nic innego jak tylko poszukać sobie na boku rozrywki. Eleni otrząsając się, dość szybko, z załamania i czarnych myśli prowadzących jedynie do szukania w sobie winy – znajduje obiekt pożądań. Wyrzuca zatem starą bieliznę i zamienia ją na seksowne koronki, zmienia fryzurę, staje się bardziej wyrozumiała dla syna. Rozstanie wpływa na nią jak najbardziej pozytywnie, zaczyna w końcu korzystać z życia. Gdy tak odrodzona Eleni jak Fenis z popiołów zaczynać czuć pełnię szczęścia – wraca skruszony małżonek. I cóż teraz począć…


Ot, takie czytadło, na dwa wieczory, dla poprawienia nastroju. Lekki styl, odpowiednia dawka ironii, sarkazmu, a co najważniejsze główna bohaterka z dystansem do siebie, choć jak dla mnie trochę puściutko-zawistna. Nie mniej jednak wcale nie żałuję czasu spędzonego z książką pani  Papathanasopulu (choć nazwiska z pewnością nie zapamiętam, a nawet nie wypowiem). Jak się okazuje czy to w Grecji, czy - Polsce kobiety nurtują te same problemy i rozterki. Szkoda tylko, że nie większość pozycji skupiająca się wokół takich wątków traktuje temat zbyt stereotypowo: zdradzona żona, znudzony małżonek, depresja i nagle cudowna odrodzenie plus do tego odegranie się na niewiernym i pokazanie mu „co stracił”. Książkowo banalnie – życiowo już niekoniecznie. Tak jakby wszyscy zapomnieli, że czasem danie komuś „drugiej szansy” i zakopanie toporu zawiści przynosi więcej korzyści niż strat.


za egzemplarz dziękuję bardzo Wydawnictwu Greckie Klimaty


1 komentarz:

  1. Ironia i sarkazm- to lubię w książkach najbardziej :)

    naczytane.blog.pl

    OdpowiedzUsuń