piątek, 21 lutego 2014

„Tajemnica pani Ming” Éric-Emmanuel Schmitt


Wydawnictwo: Znak 
data wydania: 17.02.2014r.
tłumaczenie: Łukasz Müller
tytuł oryginału:Les Dix Enfants Que Madame Ming n'a Jamais Eus
oprawa: twarda
liczba stron: 80




W tej książce o pięknej, ciepłej, pastelowej okładce, pojawia się pewien dialog:
-Wśród kobiet, które poznałem, nie znalazłem matki dla swoich dzieci. 
-Niech pan lepiej powie, że kobiety, które pan poznał, nigdy nie zobaczyły w panu ojca.  [str. 40]
Toczy się on we współczesnych Chinach pomiędzy francuskim przemysłowcem wysłanym na delegacje a chińską babcią klozetową – panią Ming. Z punktu widzenia zwykłego człowieka jest to dość upokarzająca profesja, ale nie dla pani Ming, to pani Ming przywróciła jej pewną godność „siedziała niczym na tronie (…) wśród białych ceramicznych płytek i oślepiających neonów, w tej pachnącej jaśminem toalecie”. Takie wrażenie wywarła właśnie na francuskim przemysłowcu, który chciał na początku podszlifować swoją znajomość języka chińskiego. Nie spodziewał się jednak, że wdanie się w poufne rozmowy z babcią klozetową, gdzieś na końcu Chin, odmienią jego życie. 

Pani Ming uwielbiała opowiadać o swoich dzieciach, dziesięciorgu dzieciach dokładnie. Liczba pociech robi wrażenie, choć jest możliwa oczywiście. No chyba, że jesteśmy w Chinach, a ten kraj w roku 1977 wprowadził zakaz posiadania więcej niż jednego dziecka. Wszystko w celu ograniczenia przyrostu naturalnego. Zatem pani Ming i jej dzieci byłyby obarczone wieloma dolegliwościami prawnymi, przede wszystkim tzw. opłatami za obsługę. Jednak postawa pani Ming, jej opowieści o dzieciach oraz o sposobach obejścia „polityki planowania rodziny” wzbudza w francuskim przemysłowcu uznanie i niedowierzanie. Początkowo uważa, że babcia ma tendencję do ubarwiania rzeczywistości. Oszołomienie miesza się z nutką niepewności. Wkrótce męska toaleta stanie się dla niego swoistym azylem, a pięćdziesięcioletnia babcia klozetowa skarbnicą mądrości.

Schmitt znowu mnie zachwycił, urzekł i wzruszył. Na tak niewielu stronach - z właściwą sobie wrażliwością, a zarazem dojrzałością – potrafił dotknąć najskrytszych tajemnic ludzkiej duszy. Pani Ming rzuca chińskimi sentencjami jak z rękawa, gdzie większość nich jest zaczerpnięta z „Dialogów konfucjańskich”. Schmitt w bardzo umiejętny i wyważony sposób przekazał rozważania chińskiego filozofa. To jedna z tych pozycji, która otwiera oczy na sprawy oczywiste, ukazuje, w jaki sposób miłość macierzyńska, a potem ojcowska może rozświetlać duszę i ciało oraz to, że czasami dążenie do poznania prawdy wcale nie jest najlepszym rozwiązaniem ani też osiągnięciem szczęścia, czy wyznaczonego celu. „Przekroczenie celu nie oznacza jego osiągnięcia”. [str. 12]
I na koniec cytat, który może nie jest oryginalny i zbyt wyszukany, a pięknie ujęty:
 
„…dlaczego ludzie nie znoszą prawdy? Po pierwsze dlatego, że prawda ich rozczarowuje. Po drugie dlatego, że prawda nie przynosi żadnych korzyści. Po trzecie dlatego, że prawda wcale nie sprawia wrażenia prawdziwej – większość kłamstw jest wręcz wymyślona. Po czwarte, że prawda rani”. [str. 61]
 
 Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu  Znak

9 komentarzy:

  1. Czytałam i bardzo mi się podobała. Recenzję możesz przeczytać na blogu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Schmitta powieści znam dwie i choć mi się podobały, to z jakiegoś powodu nie sięgnęłam po jego dalszą twórczość. Sama nie wiem dlaczego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja miałam podobnie, po "Małych zbrodniach małżeńskich oraz po "Oskarze..." jakoś nie ciągnęło mnie do niego, mimo, że te powieści bardzo mi się podobały. Dopiero "Ewangelia według Piłata" sprawiała, że Schmitta odkryłam na nowo :)

      Usuń
  3. Przekonałaś mnie do tej książki w 100% :)

    naczytane.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
  4. już sama okładka ma w sobie coś przyciągającego, poza tym już dawno planowałam przeczytać jakąś książkę tego autora, bo jak na razie mam za sobą jedynie Oskara

    OdpowiedzUsuń
  5. Nawet gdybym Schmitta nie lubiła (czy też raczej jego twórczości), tekst i tak by mnie do przeczytania książki mocno skusił. Jakże ciekawa jestem tych chińskich sentencji... I w ogóle cała historia mocno mnie zaintrygowała. Ostatnio czytałam Trucicielkę tegoż autora. Dość ciekawa i zaskakująca mimo wszystko, Wkrótce pewnie ją zrecenzuję :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Schmitta do tej pory nie czytałam, aż wstyd się przyznać! Spotkałam wiele pozytywnych opinii na temat jego prozy, co stanowi niebywałą dla mnie zachętę :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Teraz tym bardziej muszę przeczytać "Tajemnicę pani Ming", zapowiada się świetnie. A ze swojej strony mogę szczerze polecić "Przypadek Adolfa H." E.E.Schmitta ;)

    OdpowiedzUsuń