wtorek, 15 kwietnia 2014

„Spóźnione wyznania” John Boyne


Wydawnictwo: Znak
data wydania: 3 marca 2014
tłumaczenie: Adriana Sokołowska-Ostapko
tytuł oryginału: The Absolutist
oprawa: twarda
liczba stron: 320





 
 
 
Mieszkamy tu pod ziemią niczym trupy, wykopujemy nowe rowy, po czym nadajemy im nazwy i wznosimy drogowskazy, aby stworzyć wrażenie, że pozostajemy częścią ludzkości. Okopy to prawdziwy labirynt, rozgałęziają się w dziesiątkach miejsc, aby połączyć się z kolejnym rowem, ominąć inny, zapewnić bezpieczne podejście do jeszcze innego. Łatwo się zgubić, jeśli się nie wie, dokąd się zmierza, i Boże miej w opiece każdego, kto nie dotrze na czas do miejsca, w którym powinien się zjawić. [str. 185] Tak wyglądała dla wielu młodych chłopców codzienność I wojny światowej. Większość z nich nie wiedziała, co ich czeka, gdyż udział w wojnie traktowali jako przygodę, jako jakieś wyzwanie, jako ekstremalny trening wytrzymałościowy,  jako ucieczkę przed monotonią życia. Szybko się jednak okazało, że ta przygoda wcale nie jest namaszczona adrenaliną czy młodzieńczą chęcią sprawdzenia swojego charakteru. Że pojęcie "bohaterstwo" ma zupełnie inne znaczenie, inny wymiar i nie ma nic wspólnego z wyobrażeniami, jakimi żyli młodzi chłopcy. 

Tak naprawdę nikt nie zdawał sobie sprawy, że zabicie drugiego człowieka, to nie żadna pestka, ale wykroczenie przeciwko naturalnemu porządkowi rzeczy. Bo cóż winien był jakiś młody niemiecki chłopiec, któremu dano karabin do ręki i kazano strzelać do podobnego młodego chłopca, tyle że angielskiego. Postawy jednak były różne. Skraje. Zdeterminowane. Młodzieńcze. Jedni nie mieli skrupułów, aby z zimną krwią oddawać strzały, bo okoliczności do tego zmuszały, inni się wahali, jeszcze inni takiemu bezsensownemu, bez emocjonalnemu zabijaniu się sprzeciwiali. Absolutyści, obdżektorzy - tak na nich wołano i z pogardą na nich patrzono, ponieważ prawdziwy bohater, prawdziwy mężczyzna musi podołać zadaniu, a tym zadaniem była walka. Walka wygrana, środki się nie liczyły. Byleby podołać, byleby wygrać, po trupach do celu. Choć "absolutysta" to ktoś, kto całkowicie odmawia służby wojskowej i staje przed sądem wojskowym. Natomiast "obdżektor" odmawia jedynie działań dotyczących użycia broni i siły przeciwko wrogom. Wtedy, z reguły, przyznana jest mu funkcja noszowego, co jest jednoznaczne z wyrokiem śmierci, ponieważ taki noszowy, gdy zabiera rannych z pola walki, w pierwszej kolejności jest wystawiony na ostrzał snajperów.

Ale może nieco o fabule. Narratorem jest tu dwudziestojednoletni Tristan Sadler, który walczył na frontach I wojny światowej. Poznajemy go w momencie, gdy przyjeżdża z Londynu do Norwich, aby dostarczyć paczkę listów siostrze swojego przyjaciela Willa Bancrofta, żołnierza, z którym przeszedł szkolenie, a potem przebywał na froncie. Will został rozstrzelany za niesubordynację, za porzucenie karabinu i odmowę dalszej walki. Było to równoznaczne z potępieniem, zarówno przez kolegów z jednostki, jaki reszty społeczeństwa oraz powodem do wstydu dla rodziny, gdyż takich jak on uważano za tchórzy. Tristan spotyka się z siostrą przyjaciela, w małej kawiarni, a to spotkanie jest dla niego szansą na wyjawienie pewnej tajemnicy, która ciąży na jego duszy od zakończenia wojny.

"John Boyne jest bardzo, bardzo dobry w portretowaniu niszczącej siły boleśnie skrywanych sekretów" - to fragment rekomendacji na okładce. Trudno się z tym nie zgodzić. Psychologia postaci jest tu doskonale zarysowana, każdy bohater jest bardzo wyrazisty, misternie sportretowany. Urzekająca była to historia, sama nie wiem, co mi się najbardziej podobało - czy ten oszczędny, ale dosadny styl, czy realistyczne i okrutne przedstawienie realiów wojny, czy skrajne i odmienne postawy chłopców, czy w końcu sama poruszająca opowieść o żołnierzach, którzy musieli odnaleźć się w powojennej rzeczywistości, a może jednak przesłanie książki. Miałam bowiem wrażenie, że autor, pod pretekstem tej opowieści, chciał wyrazić swoje poglądy dotyczące wojny, a raczej udziału w niej. Tak, jak w oryginalnym tytule - absolutysta. A dziś przypadkowo (choć podobno przypadki nie istnieją) trafiłam na pewien utwór, na pewne słowa, które tylko mogą dopełnić to przesłanie. I wcale nie trzeba się cofać do czasów I wojny światowej, gdyż te słowa są nadal aktualne i niech będą przesłaniem dla współczesnych.

I nigdy nie uwierzę
W słuszność jakiejkolwiek wojny
I że można sprawiedliwie
Deptać ludzi za poglądy  (całość tutaj)

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu  Znak

2 komentarze:

  1. Przeczytałam sporo książek o tematyce wojennej, z naciskiem na przeżycia żołnierzy biorących udział w konfliktach zbrojnych. Nieodmiennie zadziwia mnie to, jak niewiele się zmienia na przestrzeni lat nastawienie młodych ludzi idących na wojnę, czy to z musu, czy z własnej woli: wojna to przygoda, dzięki której zostaną podziwianymi bohaterami, strzelanie do ludzi to tylko jakaś ponura teoria, będzie fajnie. Nie do wiary, że historia niczego nie uczy, ten konkretny motyw jest najlepszym potwierdzeniem tej tezy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, historia niczego nie uczy. Smutne to.

      Usuń