wtorek, 13 maja 2014

„Lśniące dziewczyny” Lauren Beukes

wydawnictwo: Rebis
data wydania: 18 marca 2014
tłumaczenie: Katarzyna Karłowska
tytuł oryginału: The Shining Girls
oprawa: zintegrowana
liczba stron: 416



Lauren Beukes pracuje jako dziennikarka i scenarzystka telewizyjna w największym studiu animacji w RPA. Opublikowała opowiadania w kilkunastu antologiach, jest scenarzystką kilkunastu komiksów. To druga jej książka, jaką miałam okazję czytać. [Zoo City” - recenzja]


Harper Curtis to chudy, przeciętny, utykający na lewą nogę, niewyróżniający się w tłumie mężczyzna, everyman. Mieszka w Chicago. Mamy lata trzydzieste XX wieku, zatem Harper jest ofiarą swojego pokolenia, pokrzywdzonego przez Wielki Kryzys - jest bezdomny i nie ma pracy. Jako mały chłopiec lubił obcinać kurczakom łapy, łatwo przyszło mu też doprowadzenie brata do kalectwa, jak i też, podczas pobytu w szpitalu, zamordowanie leżącego obok chorego, ponieważ ten jęczał z bólu. Ten brak skrupułów i jakichkolwiek uczuć spowodował w nim przekonanie, że jest powołany do jakieś misji. Jego fascynacja ludzkim bólem i satysfakcja z wykonywanych działań (co mu nakazywał jakiś wewnętrzny głos) uczynił z niego mordercę doskonałego, seryjnego mordercę. Curtis ma jeszcze jednego asa w rękawie, odkrywa Dom, który umożliwia mu przemieszczanie się w czasie.

„Gwałtownie zasuwa zasłony, obraca się i teraz widzi. Wreszcie. Swoje przeznaczenie wpisane w ten pokój. Wszystkie powierzchnie zostały okaleczone. Na ścianach wiszą przedmioty przybite gwoździami albo umocowane drutem. Zdają się wibrować w taki sposób, że czuje to w korzeniach zębów. Wszystkie są połączone liniami, wyrysowanymi na tapetach i potem wielokrotnie poprawianymi kredą, tuszem albo czubkiem noża. Konstelacje, mówi głos w jego głowie. Obok nich nabazgrane zostały imiona. Jinsuk. Zora. Willy. Kirby. Margo. Julia. Catherine. Alice. Misha. Dziwne imiona nieznanych mu kobiet. Tyle że te imiona zostały napisane charakterem pisma Harpera”. [str.44]
Te imiona sprawiały, że otwierała się w jego wnętrzu jakaś furtka. Gorączka zalewała całe ciało i nagle widział twarze tych dziewcząt, które lśniły, a które musiały umrzeć. Okaleczał je najpierw, a potem zabijał. Ofiary wybierał dokładnie, były niezwykłe, lśniły. Lśniły mu jako małe dziewczynki, potem przez lata ich twarze lśniły mu przed oczami, żeby na końcu ich imiona lśniły wypisane na ścianie w jego pokoju. 

Jedną z tych ofiar była Kirby Mazrachi. Jakimś cudem udało się jej przeżyć, jednak blizny i rany na jej ciele nigdy nie miały zniknąć. Postanawia więc odnaleźć napastnika. Wsparcie znajduje w Danie, byłym reporterze zajmującym się sprawami kryminalnymi. W trakcie śledztwa Kirby odnajduje inne dziewczyny - te, które nie przeżyły.

Lauren Beukes próbowała połączyć tu kilka gatunków, trochę tu kryminału, thrillera i science fiction. Piszę "próbowała", bo nie zawsze taki synkretyzm dobrze wychodzi. Tu zdecydowanie kuleją elementy science fiction. Nie ma spójności w fabule, jeśli chodzi o przenoszenie się w czasie oraz o wyjaśnienie "tajemniczości" Domu. Kryminał też to za bardzo nie jest, gdyż od samego początku wiemy, kto jest mordercą i jakie ma zamiary. Śledzimy po prostu człowieka, który bez najmniejszych oporów dopuszcza się morderstw. Niemniej jednak cechy thrillera zostały tu zachowane. Akcja jak najbardziej wpływa na czytelnika i wyzwala w nim emocje. Napięcie, niepewność i pewna tajemniczość są tu mistrzowsko wykorzystane i wyostrzone.

Jeśli chodzi o język, jest on dosadny i wulgarny. Pojawiają się fragmenty bardzo brutalne i ostre, które przeplatają się z prostymi, poetyckimi momentami. Trudno mi ocenić jednoznaczne tę powieść. W Internecie znaleźć można wiele recenzji książki, jedni są nią zachwycają, pisząc, że jest to proza dla inteligentnego czytelnia, inni podchodzą krytycznie i zarzucają autorce brak umiejętności łączenia gatunków. Mnie styl Lauren Beukes niekoniecznie przydał do gustu - choć krytyczna tu na pewno nie będę - ani mnie nie zachwyciła, ani też do siebie nie zniechęciła - podobała mi się umiarkowanie. Choć z pewnością fani thrillerów będą nią oczarowani. Urzekło mnie natomiast coś innego - okładka! Zwraca ona uwagę czytelnia, wręcz przyciąga. Nie da się przejść obok niej obojętnie. Lśniąca czcionka na zielonkawym tle kusi, lśni swoim blaskiem, co powoduje, że lśniące dziewczyny tajemniczo nas przywołują.


Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Rebis za co bardzo dziękuję.

2 komentarze:

  1. Przerażające, mam ciarki po Twojej recenzji i raczej nie ruszę książki :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak są ciarki - to chyba dobrze ;)

    OdpowiedzUsuń