sobota, 17 maja 2014

„Małe cuda” Cheryl Strayed


Wydawnictwo: Znak literanova 
data wydania: 3 lutego 2014
tłumaczenie: Adriana Sokołowska-Ostapko 
tytuł oryginału: Tiny Beautiful Things: Advice on Love and Life from Dear  Sugar
oprawa: miękka
liczba stron: 400




Jeżeli napiszę, że jest do książka dla wszystkich, to większość się zniechęci, ponieważ z reguły „coś, co jest dla wszystkich”, tak naprawdę jest dla nikogo. Istnieją na szczęście wyjątki od każdej reguły i to jest jeden z nich, dlatego tę pozycję powinni przeczytać wszyscy. Żony, matki, córki, mężowie, ojcowie i synowie. 

Cheryl Strayed przez wiele lat prowadziła anonimowo internetowy dział z poradami, za darmo. Miała wtedy dwójkę małych dzieci, masę długów i cierpiała na brak regularnych dochodów. Po krótkim czasie portal stał się fenomenem, pisali do niej ludzie, którzy nie mieli się komu zwierzyć ani komu poradzić. Anonimowi czytelnicy pisali do niej, bo czuli, że ta nieznajoma naprawdę ich rozumie i odpowie na każde pytanie z wielką empatią i mądrością. Poza tym czasem łatwiej „wygadać” się anonimowej, nieznajomej kobiecie niż na przykład sąsiadce czy nawet przyjaciółce. Ponieważ problemy niekiedy nas przerastają albo po prostu jest nam wstyd się do czegoś przyznać. 

Niespodziewane i niewytłumaczalne nieszczęścia czekają każdego z nas. Tak można określić sedno odpowiedzi Cheryl na listy czytelników. „Życie to nie stworzona dla naszej przyjemności i zaspokajania egocentrycznych pobudek gierka komputerowa”. [str.9] Wszystko, co nas spotyka ma sens – każdy grzech, każdy smutek, każde zranienie. Odpowiadając na listy Cheryl podawała przykłady własnych zmagań, między innymi okrucieństwa jakiego doświadczyła. To dzięki temu zdobyła taką sympatię, kierując się empatią, obnażając swoje niedoskonałości po to, abyśmy mogli zrozumieć źródło własnych problemów. W ten sposób wirtualna Przyjaciółka udzieliła setek rad od serca ludziom, których nigdy nie widziała. Bardzo trudno było jej wieść podwójne życie, ponieważ była już wtedy pisarką, autorką „Dzikiej drogi”, z trudem wtedy wiążącą koniec z końcem, a z drugiej strony - anonimową felietonistką wielbioną przez tłumy internautów. 

Listy opublikowane w tej książce pochodzą od ludzi, którzy zwrócili się do Cheryl z prośbą o pomoc. Zdziwiła mnie ilość listów napisanych przez mężczyzn. Jak się okazuje nie tylko kobiety potrzebują porady czy chęci wygadania się. Cheryl odpowiadała ludziom mówiąc im nie tyle, jak postąpić w danej sytuacji, ale usiłowała ukazać zwykle niedostępny nadawcom, inny punkt widzenia albo przedstawić możliwe rozwiązania skomplikowanej sytuacji. A sytuacje były różne: zdrada, śmierć dziecka, poronienie, rozwód, strata pracy, młodzieńczy bunt, późność dwudziestolatków, problemy łóżkowe, choroby, kalectwo. Dotyka to każdego, w mniejszym lub większym stopniu. Dlatego dużo tu emocji, łez, cierpienia, poczucia niesprawiedliwości, wahań, wątpliwości, ale i szczęścia oraz nadziei. Na pewno nie są to listy w stylu „Kącik porad Gosi”. Są te teksty, które zapaliły w niektórych iskierkę nadziei lub otworzyły oczy na coś, czego może nigdy nie dostrzegał, choć było na wyciągnięcie ręki. Takie lekarstwo na wszelkie smutki, zmartwienia, bez względu na wiek i status społeczny. Polecam gorąco!


Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu  Znak

wtorek, 13 maja 2014

„Lśniące dziewczyny” Lauren Beukes

wydawnictwo: Rebis
data wydania: 18 marca 2014
tłumaczenie: Katarzyna Karłowska
tytuł oryginału: The Shining Girls
oprawa: zintegrowana
liczba stron: 416



Lauren Beukes pracuje jako dziennikarka i scenarzystka telewizyjna w największym studiu animacji w RPA. Opublikowała opowiadania w kilkunastu antologiach, jest scenarzystką kilkunastu komiksów. To druga jej książka, jaką miałam okazję czytać. [Zoo City” - recenzja]


Harper Curtis to chudy, przeciętny, utykający na lewą nogę, niewyróżniający się w tłumie mężczyzna, everyman. Mieszka w Chicago. Mamy lata trzydzieste XX wieku, zatem Harper jest ofiarą swojego pokolenia, pokrzywdzonego przez Wielki Kryzys - jest bezdomny i nie ma pracy. Jako mały chłopiec lubił obcinać kurczakom łapy, łatwo przyszło mu też doprowadzenie brata do kalectwa, jak i też, podczas pobytu w szpitalu, zamordowanie leżącego obok chorego, ponieważ ten jęczał z bólu. Ten brak skrupułów i jakichkolwiek uczuć spowodował w nim przekonanie, że jest powołany do jakieś misji. Jego fascynacja ludzkim bólem i satysfakcja z wykonywanych działań (co mu nakazywał jakiś wewnętrzny głos) uczynił z niego mordercę doskonałego, seryjnego mordercę. Curtis ma jeszcze jednego asa w rękawie, odkrywa Dom, który umożliwia mu przemieszczanie się w czasie.

„Gwałtownie zasuwa zasłony, obraca się i teraz widzi. Wreszcie. Swoje przeznaczenie wpisane w ten pokój. Wszystkie powierzchnie zostały okaleczone. Na ścianach wiszą przedmioty przybite gwoździami albo umocowane drutem. Zdają się wibrować w taki sposób, że czuje to w korzeniach zębów. Wszystkie są połączone liniami, wyrysowanymi na tapetach i potem wielokrotnie poprawianymi kredą, tuszem albo czubkiem noża. Konstelacje, mówi głos w jego głowie. Obok nich nabazgrane zostały imiona. Jinsuk. Zora. Willy. Kirby. Margo. Julia. Catherine. Alice. Misha. Dziwne imiona nieznanych mu kobiet. Tyle że te imiona zostały napisane charakterem pisma Harpera”. [str.44]
Te imiona sprawiały, że otwierała się w jego wnętrzu jakaś furtka. Gorączka zalewała całe ciało i nagle widział twarze tych dziewcząt, które lśniły, a które musiały umrzeć. Okaleczał je najpierw, a potem zabijał. Ofiary wybierał dokładnie, były niezwykłe, lśniły. Lśniły mu jako małe dziewczynki, potem przez lata ich twarze lśniły mu przed oczami, żeby na końcu ich imiona lśniły wypisane na ścianie w jego pokoju. 

Jedną z tych ofiar była Kirby Mazrachi. Jakimś cudem udało się jej przeżyć, jednak blizny i rany na jej ciele nigdy nie miały zniknąć. Postanawia więc odnaleźć napastnika. Wsparcie znajduje w Danie, byłym reporterze zajmującym się sprawami kryminalnymi. W trakcie śledztwa Kirby odnajduje inne dziewczyny - te, które nie przeżyły.

Lauren Beukes próbowała połączyć tu kilka gatunków, trochę tu kryminału, thrillera i science fiction. Piszę "próbowała", bo nie zawsze taki synkretyzm dobrze wychodzi. Tu zdecydowanie kuleją elementy science fiction. Nie ma spójności w fabule, jeśli chodzi o przenoszenie się w czasie oraz o wyjaśnienie "tajemniczości" Domu. Kryminał też to za bardzo nie jest, gdyż od samego początku wiemy, kto jest mordercą i jakie ma zamiary. Śledzimy po prostu człowieka, który bez najmniejszych oporów dopuszcza się morderstw. Niemniej jednak cechy thrillera zostały tu zachowane. Akcja jak najbardziej wpływa na czytelnika i wyzwala w nim emocje. Napięcie, niepewność i pewna tajemniczość są tu mistrzowsko wykorzystane i wyostrzone.

Jeśli chodzi o język, jest on dosadny i wulgarny. Pojawiają się fragmenty bardzo brutalne i ostre, które przeplatają się z prostymi, poetyckimi momentami. Trudno mi ocenić jednoznaczne tę powieść. W Internecie znaleźć można wiele recenzji książki, jedni są nią zachwycają, pisząc, że jest to proza dla inteligentnego czytelnia, inni podchodzą krytycznie i zarzucają autorce brak umiejętności łączenia gatunków. Mnie styl Lauren Beukes niekoniecznie przydał do gustu - choć krytyczna tu na pewno nie będę - ani mnie nie zachwyciła, ani też do siebie nie zniechęciła - podobała mi się umiarkowanie. Choć z pewnością fani thrillerów będą nią oczarowani. Urzekło mnie natomiast coś innego - okładka! Zwraca ona uwagę czytelnia, wręcz przyciąga. Nie da się przejść obok niej obojętnie. Lśniąca czcionka na zielonkawym tle kusi, lśni swoim blaskiem, co powoduje, że lśniące dziewczyny tajemniczo nas przywołują.


Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Rebis za co bardzo dziękuję.

niedziela, 11 maja 2014

Fiszki - język angielski, czyli o sposobach na naukę języka

Sposobów i metod na naukę języka obcego jest wiele. Wszystko oczywiście zależy od naszych predyspozycji, chęci i motywacji. I chyba trzeba zacząć od punktu wyjścia, czyli zadania sobie pytania po co chcę się nauczyć języka?. Tu od razu pojawia się pojęcie motywacja, bo jeśli ktoś pragnie nauczyć się włoskiego, tylko dlatego, że fajnie byłoby go znać, to się z pewnością go nie nauczy. Po drugie chęci”, nie ma co ukrywać ani też się oszukiwać, nauka języka wymaga czasu. Na pewno nikt nie nauczy się angielskiego w 30 dni, czy też zapisując się na szybki kurs. Tylko codzienna praca przynosi oczekiwane efekty. Więc jeżeli ktoś w swoim dziennym grafiku nie przeznaczy kilkunastu minut na naukę, to efektów żadnych nie będzie. Jednak chęci i motywacja to czasami i tak za mało, bo tak naprawdę duże znaczenie mają nasze predyspozycje. Inaczej będzie uczył się wzrokowiec, inaczej słuchowiec, czy kinestetyk. Warto więc znać swoje dominujące zmysły bądź rodzaj inteligencji. Choć istnieje też taka grupa osób, która językowych predyspozycji nie posiada. Zatem metodą prób i błędów należy poszukać dla siebie najbardziej odpowiedniej metody albo łączyć wszystkie po trochu. Można wymienić mnóstwo metod: oglądanie tv czy czytanie prasy w obcym języku, słuchanie muzyki i nagrań, tłumaczenie tekstów piosenek, przyklejanie karteczek, zapamiętywanie gramatyki i słownictwa, surfowanie po obcojęzycznych stronach i w ten sposób pogłębianie wiedzy czy posługiwanie się fiszkami. I dziś właśnie nieco więcej o fiszkach.

Przyznam się szczerze, że osobiście takiej metody jeszcze nie stosowałam. Miałam teraz okazję testować cztery pudełeczka fiszek: najczęstsze błędy, amerykański kontra brytyjski, konstrukcje egzaminacyjne i wyrazy zdradliwe.

klik
klik
Najczęstsze błędy - w tym tytule ujęto najczęściej mylone słowa i zwroty wraz z praktycznymi przykładami poprawnego użycia w zdaniu. Do każdego hasła podano przykład błędu, często popełnianego przy użyciu danego słowa czy konstrukcji.
Amerykański kontra brytyjski - w tym tytule ujęto najczęściej spotykane różnice w słownictwie amerykańskim i brytyjskim. Do amerykańskiego słowa podano przykład użycia i odpowiednik brytyjski.

klik
klik
Wyrazy zdradliwe - zostały tu ujęte wyrazy, które przez swoje podobieństwo w obu językach często są błędnie tłumaczone. Podane są przykłady oraz znaczenie wyrazu zdradliwego wraz z przykładem użycia. 
Konstrukcje egzaminacyjne - ujęte tu zostały idiomy dwumianowe (tzw. binomials) i wyrażenia idiomatyczne, które często pojawiają się w części gramatycznej egzaminów certyfikowanych. 

Tyle informacji od wydawnictwa. Dodać należy, że w każdym pudełku znajduje się 100 fiszek, przedzielać je można kolorowymi przekładkami: nauka i umiem. Umożliwia to gruntowne utrwalenie materiału. Fiszki są bardzo proste, a przy tym przejrzyste. Pudełeczko mieści się w torebce, więc w wolnych chwilach, np. jadąc autobusem czy czekając w kolejce do lekarza, można dyskretnie je wyciągnąć i utrwalać sobie poznane słówka czy zwroty. Kolejnym plusem są nagrania słów i zwrotów na plikach mp3. Kod wewnątrz pudełka umożliwia pobranie 100 plików audio (mp3). Każdy plik to nagranie haseł z jednego kartonika (w trybie: hasło po polsku – hasło w języku obcym – przerwa na powtórzenie). 

Osobiście najbardziej dla mnie przydatne okazały się fiszki: wyrazy zdradliwe i fiszki: najczęstsze błędy. Z pewnością poszerzyły one zakres mojego słownictwa oraz rozjaśniły mi zdobytą wiedzę. Nie czuję się jeszcze i tak na tyle swobodnie, aby władać perfekcyjnie angielskim, mój poziom jest raczej podstawowy. Robię cały czas mnóstwo błędów albo po prostu brakuje mi odpowiedniego słowa. Jednak, biorąc pod uwagę fakt, że języka uczymy się przez całe życie, nie jest to dla mnie żaden powód do zmartwień. A jakie są Wasze sposoby na skuteczną naukę języków obcych?


Fiszki przetestowałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Cztery Głowy.

środa, 7 maja 2014

„Przysięga królowej. Historia Izabeli Kastylijskiej” Christopher W. Gortner


Wydawnictwo: Między Słowami/Znak literanova
data wydania: 28 kwietnia 2014
tłumaczenie: Dorota Malina
tytuł oryginału: Queen's Vow. A novel of Isabella of Castile
oprawa: miękka
liczba stron: 512



Przyjmujemy powierzony nam zaszczyt i przysięgamy na te święte Ewangelie, że będziemy żyć zgodnie z nakazami Kościoła, przestrzegać praw tego królestwa i troszczyć się o dobrobyt wszelkich naszych poddanych, a także, wzorem naszych wspaniałych przodków, powiększać nasze terytorium oraz bronić naszych zwyczajów, wolności i przywilejów jako prawomocnie namaszczona królowa. [str. 270] W ten sposób, z ręką na Piśmie Świętym, Izabela, złożyła przysięgę, która zapoczątkowała jej rządy, rządy wspólne z mężem Ferdynandem. Był wtedy rok 1474. Jednak zanim objęła swój urząd wiele musiała przeżyć i wiele poświęcić. 

Izabela była córką Jana II Kastylijskiego i jego drugiej żony Izabeli Portugalskiej. Jej ojciec doczekał się ze swego pierwszego małżeństwa czwórki dzieci, ale w chwili narodzin Izabeli żył tylko jeden, jej przyrodni brat, starszy o 27 lat książę Henryk, który był następcą tronu. Dwa lata po narodzinach Izabeli urodził się jej młodszy brat Alfons, który wyprzedził ją w kolejce do tronu. W Kastylii nie obowiązywało prawo salickie, więc kobiety mogły dziedziczyć tron i sprawować rządy, jeżeli nie było męskiego potomka. Izabela była trzecia w kolejce, dlatego nie spodziewała się tego, że przyjdzie jej zasiąść na tronie. Poznajemy ją jako trzyletnią dziewczynkę. Właśnie wtedy umiera jej ojciec Jan i tym samym kończy się jej pałacowe życie. Gdyż młody książę Henryk nakazuje, odesłać ją, jej brata i matkę do odległego i zubożałego pałacu w Arévalo. Wszystko dlatego, aby zbytnio nie zagrażały jego władzy. Gdy rodzi mu się córka Joanna, Henryk ściąga do siebie z powrotem Izabelę i Alfonsa po to, aby uznali jej pierwszeństwo do tronu. Na dworze jednak pojawiają się plotki. Henryk nie był znany ze sprawności w alkowie, dlatego podważać zaczęto jego ojcostwo. Poza tym rosła liczba grandów i arcybiskupów, którzy na tronie woleliby widzieć Alfonsa niż słabego Henryka, który każdy mógł manipulować. Izabela staje się świadkiem gwałtownych i wewnętrznych walk w Kastylii. W końcu wybucha wojna domowa między zwolennikami Henryka i Alfonsa. W tym czasie Izabela, jako trzynastoletnia dziewczyna, przeżywa swoje pierwsze zauroczenie. Wybrankiem jest jej daleki kuzyn, Ferdynand, następca tronu w Aragonii. Sam Ferdynand również zostaje pod urokiem Izabeli i już wtedy obiecuje jej w przyszłości małżeństwo i zjednoczenie obydwu ziem.

Kastylia i Aragonia od wieków toczyły wojny. Aragońscy władcy gorliwie strzegli niezależności swojego niewielkiego królestwa - toczyli nieustanie walki z Francją i zawsze byli podejrzliwi wobec Kastylii, choć nigdy na tyle, aby gardzić sojuszami małżeńskimi. Zawierali je w nadziei, że któregoś dnia aragoński król zasiądzie na kastylijskim tronie. Dlatego wizja małżeństwa z Ferdynandem przypadła Izabeli do gustu. Lepszy przecież mąż-rówieśnik niż jakiś podstarzały władca portugalski czy austriacki. Ferdynand zasiał nadzieję w sercu Izabeli, po czym wyruszył na wojnę. Izabela została sama i z niepokojem patrzyła na pogłębiającą się spirale nienawiści między jej braćmi. Spędzała dlatego więcej czasu w kościele, powierzając Bogu swoje rozterki oraz w bibliotece, gdzie zaczytywała się o nieznanych lądach i żeglarzach, którzy dzielnie zmagali się z przeciwnościami losu.

W wieku siedemnastu lat wypełniło się jej przeznaczenie. Niespodziewanie umiera jej brat Alfons, a w krótkim czasie i Henryk. Izabela staje się następczynią tronu, choć rośnie również liczba zwolenników, którzy chcą posadzić córkę Henryka - Joannę na tronie. Kastylia wyniszczona domowymi sporami, starciami i coraz większą zachłannością grandów nie była wtedy żadnym mocarstwem. Zachłanna szlachta sprawiała, że Izabela odziedziczyła zubożałe i rozczłonkowane królestwo z głębokimi podziałami społecznymi. Musiała postawić również wszystko na jedną kartę, aby poślubić swojego wybranka, Ferdynanda.

Panowanie Izabeli i Ferdynanda stworzyło podwaliny imperium. Doczekali się pięciorga dzieci, za rządów ich wnuka Karola V kraj niesamowicie się rozrósł, by osiągnąć szczyt swojej potęgi pod berłem ich prawnuka Filipa II. To właśnie z pomocą męża, Izabela stworzyła nowoczesne renesansowe państwo, gotowe do odegrania znaczącej roli w historii. Nadane przez nią statuty i kodeksy, uniwersytety, które pomogła ufundować, odnowione liczne klasztory oraz niezwykła przenikliwość i zaufanie do genueńskiego nawigatora - Krzysztofa Kolumba, wszystko to składa się na jej dziedzictwo. Istnieje też ciemna plama na jej reputacji - wygnanie Żydów i ustanowienie hiszpańskiej inkwizycji. Promotorka świętej inkwizycji i królowa, która położyła krwawy kres multikulturalizmowi na Półwyspie Iberyjskim - tak ją określił Rafał Ziemkiewicz w jednym z ostatnich swoich felietonów [Do Rzeczy nr 17/065] 

Sam autor nie stara się jej usprawiedliwiać ani wybielać. Choć wybiera jedną z interpretacji historyków, która sugeruje, że królowa się wahała i pod wpływem licznych nacisków (również męża) podjęła decyzję, której skutki były potem nieodwracalne, a zasięg i skala terroru wprowadzona przez Święte Oficjum znacznie przerosła oczekiwania królowej. Postać Izabeli jest z pewnością godna poznania. Ja uwielbiam takie historie o nietuzinkowych kobietach; kobietach-władczyniach; kobietach pełnych sprzeczności, którym przypadło żyć w niełatwych czasach; kobietach, które miały świadomość misji i powołania; kobietach, które przedkładały sprawy narodu nad swoje osobiste pragnienia; kobietach, które równie mocno spragnione były miłości i oddania; kobietach, które zapisały się w historii jako wizjonerki; kobietach silnych, zdecydowanych, które musiały wiele poświecić i wiele wycierpieć, aby zasłużyć sobie na miejsce w historii. Polecam gorąco, przyczepić nie mam się do czego. 


Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu  Znak
 
test czcionki