niedziela, 31 sierpnia 2014

Dzień Bloga 2014


Drodzy Blogerzy!
Z okazji Dnia Bloga życzę Wszystkim 
inspiracji, 
 inwencji twórczej, 
polotu 
i CZASU na pisanie.

 Bo u mnie czasu aktualnie brak :(





czwartek, 21 sierpnia 2014

„Zagadki przeszłości” Kate Atkinson

Wydawnictwo: Czarna Owca
data wydania: 13.08.2014r.
tytuł oryginału: Case Histories
tłumaczenie: Paweł Laskowicz
oprawa: miękka
liczba stron: 366





Nie za bardzo lubię kryminały, nie jest to mój ulubiony gatunek, choć - paradoksalnie - przeczytałam ich dość sporo. Traktuję je raczej jako przerywnik między innym pozycjami. Gdyż, tak naprawdę, sens wszystkich kryminałów można sprowadzić do jednego pytania: kto zabił? (ewentualnie, kto co ukradł?). Literatura - moim zdaniem - powinna stawiać nieco ambitniejsze pytania, niż schematyczna akcja w stylu kryminalnych zagadek Miami, Las Vegas, bądź tropienie śladów zbrodni przez błyskotliwych detektywów, takich jak: Patrik Hedström, Eberhard Mock czy ojciec Mateusz (no jedynie Sherlock Holmes jest wyjątkiem). Dlatego nie miałam też zbyt wielkich oczekiwań, co do książki brytyjskiej autorki, de facto bardzo cenionej przez krytykę, jako „autorki najlepszych kryminałów ostatnich czasów”. Jednak w trakcie czytania okazało się, że Zagadki przyszłości odbiegają od schematycznego kryminału.

Ale po kolei. Na początku poznajemy trzy historie, które są wprowadzeniem w fabułę. W pewnej normalnej rodzinie nagle znika trzyletnia dziewczynka-Oliwia. Spała w namiocie w ogrodzie, razem z siostrą, a nad ranem ślad po niej zaginął. 24 lata później dochodzi do brutalnego morderstwa młodej dziewczyny. Laura została zamordowana w biurze swojego ojca, przez przypadek. W innej rodzinne, w zwykły dzień, młoda matka chwyta siekierę i wbiją ją w głowę męża. Rozwiązaniu tych makabrycznych zbrodni policja nie podołała. Wiele wątków nie zostało wyjaśnionych. Dopiero po latach, siostry zaginionej Oliwii znajdują w rodzinnym domu niebieską myszkę-maskotkę. Tę myszkę miała ze sobą Oliwia w momencie, gdy zaginęła. To spowodowało, że zgłaszają się do prywatnego detektywa z prośbą o wyjaśnienie. 

Niby wszystko wygląda na typowy kryminał, gdzie jest zbrodnia, są ślady, są niewyjaśnione teorie i w końcu błyskotliwy detektyw, który będzie wykorzystywał swoje predyspozycje i umiejętności, aby rozwikłać sprawę. A tu niespodzianka. Kate Atkinson stawia na zarys charakterów postaci, na społeczne i rodzinne uwarunkowania, które sprawiały, że ktoś stał się socjopatą czy zamkniętą w klasztorze obłąkaną zakonnicą. Mamy tu świetną analizę psychologiczną, diagnozę z przyczynami i skutkami pewnych zachowań. Sam detektyw-Jackson Brodie, nie jest typowym, rasowym tajniakiem. To przenikliwy mężczyzna, z bagażem życiowych doświadczeń, podręcznikowy przykład Anglika, choć z romantyczną, francuską nutą. Na uwagę zasługuje w sumie każda postać, szczególnie kobieca. Autorka doskonale wczuwa emocje swoich bohaterów. Zresztą narracja prowadzona jest z różnych punktów widzenia, pozwala to na wnikliwą ocenę postaci, a przede wszystkim na zrozumienie ich postępowania.

Mroczna, okrutna, zabawna, życiowa, dająca do myślenia - tak można określić najnowszą powieść pani Atkinson. To również książka o konsekwencjach podejmowanych wyborów, o umyśle geniusza matematycznego, który zmienia się w odludka, o zaborczej rodzicielskiej miłości, o relacjach pomiędzy siostrami, o dzieciach z dysfunkcyjnych rodzin, w końcu o samotności, pragnieniach, paranojach i obsesjach. A gdzieś tam w tle, rozwiązanie kryminalnych zagadek, ale - na szczęście - ten wątek nie był tu najciekawszy. Polecam! 


Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca.

środa, 13 sierpnia 2014

„Starcie królów” George R.R. Martin

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
wydanie: 2012
tytuł oryginału: A Clash of Kings
tłumaczenie: Michał Jakuszewski
oprawa: miękka
liczba stron: 1022




Po Grze o tron przyszła kolej na Stracie królów. Pan Martin urzekł mnie na tyle, że pochłonęłam II tom sagi Pieśni lodu i ognia. „Ogon komety przecinał blask jutrzenki niczym czerwona szrama krwawiąca ponad turniami Smoczej Skały, rana zadana różowopurpurowemu niebu”. [str.7] To zdanie wprowadza nas w fabułę II części sagi. Kometa na niebie nie jest zjawiskiem codziennym, dlatego może coś wróżyć. Jedni mówią, że czerwona kometa jest zwiastunem nowej ery, wysłannikiem bogów; drudzy, że to znak, gwiazda bitewna, która zapowiada przypływ, a razem z nim wojnę, krwawią i ognistą; jeszcze inni widzą w niej odradzające się smoki. I tak naprawdę, to każda ze stron ma trochę racji, a interpretacja jest na swój sposób prawdziwa.

Westeros, po śmierci króla Roberta, nie było już zjednoczonym królestwem. Na tronie zasiadł Joffrey - owoc kazirodczego związku królowej Cersei i jej brata Jaime'go Lannistera. Nedd Stark odkrył prawdę i chciał przekazać ją królowi. Nie zdążał jednak, gdyż Robert zginął na polowaniu (przez nadmiar wina podawanego przez jednego z Lannisterów), a Nedd został ścięty. Plotka jednak została. Bracia króla (Stannis i Renly) uciekli, ogłaszając się w różnych częściach kraju królami, a na północy kolejnym władcą został obwołany Robb Strak (syn Nedda), który również chce stanąć do walki o tron. Poszczególni lordowie opowiadają się za odpowiednim dla siebie kandydatem, oczywiście po to, aby uszczknąć jak najwięcej tytułów i ziem dla siebie. A kandydaci zbierają armię. Panuje zatem chaos. Nie wiadomo kto kogo popiera, a kto przejdzie zaraz na stronę wroga. Każdy z każdym chce się zmierzyć, eskalacja przemocy szybko się rozkręca. Gwałty, grabieże i porwania są na porządku dziennym, a gdzieś tam w komatach rozgrywa się pozorowane dworskie życie.

Sansa Strak, otoczona przez Lannisterów, nie mając innego wyjścia, przyjęła rolę potulnej i uległej narzeczonej króla Joffrey'a. Uczy się dworskiej etykiety, a Cersei każdego dnia udziela jej solidnej lekcji "bycia przyszłą królową". Natomiast Arya Strak, przebrana za chłopca, uciekła z zamku, przyłączając się do bandy zbirów zmierzających na Mur do Nocnej Straży. Ta też codzienne musi się czegoś uczyć, ale nie ma to nic wspólnego z dworską etykietą. Jest jeszcze Jon Snow, który wyruszyła aż za Mur, w poszukiwaniu zaginionych zwiadowców i zbadaniu terenu, co do obecności Innych. W Winterfall został się przekłuty do łóżka Bran, jako zarządca zamku. Królowie Stannis i Reny czują się bardzo pewnie, szczególnie Stannis, który zjednał sobie tajemnicze moce i kapłankę, która widzi jego zwycięstwo w ogniu. Mroczne cienie, niewyjaśnione zjawiska tylko nakręcają spiralę żądzy władzy. Tymczasem przez rozległe pustynie i kaniony przemierza Daenerys ze swoją zdziesiątkowaną armią i trzema smokami, aby również upomnieć się o Żelazny Tron. Chętnych zatem wielu. Kto wygra to stracie?

Martin zabiera nas w sam środek strać królów, przed ścianę rozżarzonej do czerwoności stali, płonącego drewna i buzujących płomieni. Gdzie wszędzie trwa wojna, każdy walczy ze swoim sąsiadem, a nadchodzi zima... obłęd, straszny i upiorny, nie tylko dla tych, co walczą. Nie można zapomnieć też o dyplomacji, to dziedzina przeznaczona dla karła Tyriona Lannistera (bardzo barwnej postaci), który jako jeden z nielicznych, próbuje zapobiec rozlewowi krwi, choć zawsze robi wszystko z myślą o sobie tudzież zaspokajaniu swoich pragnień. Ale intrygi, wszelkie manipulacje, podjudzanie, prowokacje nie są mu obce.

Pan Martin rozbudził mój apetyt na więcej, choć I część sagi urzekła mnie bardziej. Tutaj, mimo tych różnych wojen i potyczek, akcja jest wolniejsza, pojawia się mnóstwo innych wątków, opowieści w opowieściach, które trochę rozwlekają akcję. Fakt, że pozwala to bardziej poznać bohaterów, jednak zwalnia nieco tempo, działając nużąco, ale w końcu nie jest to powieść sensacyjna, tylko fantastyka w najlepszym wydaniu. Martin w jednym z wywiadów powiedział: "Moim Harrym Potterem był Conan Barbarzyńca. W książkach fantasy musi występować magia. Jest ona niezbędnym składnikiem. Ale magia jest jak sól w gulaszu. Zbyt wiele soli psuje smak". Nic dodać, nic ująć. Czuć tu powiew barbarzyńskiego serca i duszy Conana, a magia... Właśnie magia. W I tomie było jej jak na lekarstwo, tutaj powoli się odradza. Smoki Daenerys rosną i przybywa im coraz więcej sił. Mroczne cienie Stannisa wyłaniają się z mroku, a raczej z ognia, ze świtała. Do końca jednak nie wiadomo jakiego są pochodzenia.

No i postacie. Dopracowane na każdej płaszczyźnie. Narracja jest tu trzecioosobowa, opowiadana jednak z perspektywy różnych bohaterów, uzupełniających fabułę nawzajem. Pojawiają się nowe wątki: Davos, dowódca armii króla Stannisa i Theon (mój ulubieniec, pod względem dopracowania charakteru postaci), przyjaciel króla Robba, ale do czasu, jak się okaże później. Apetyt więc rośnie. Należy go tylko nasycić. Polecam, gorąco. Kto jeszcze się nie przemógł co do Martina, to najwyższa pora, aby to uczynić, choć zatopienie się w jego świat z pewnością będzie ogromnym pożeraczem czasu.
Aaa, i bardzo mi się podoba, jak bohaterowie się do siebie zwracają (wiem, że to dworska etykieta, ale uroczo brzmi): My Lord - My Lady.


wtorek, 5 sierpnia 2014

„Szept cyprysów” Yvette Menessis Corporon

Wydawnictwo: Rebis
data wydania: 29.07.2014r.
tytuł oryginału: When The Cypress Whispers
tłumaczenie: Agnieszka Jacewicz
oprawa: zintegrowana
liczba stron: 352




„...kiedy nie wiemy, jaką ścieżkę wybrać, czujemy się bezsilni i zagubieni. Wtedy wystarczy się zatrzymać i posłuchać. Często coś, co może nas ocalić, jest tuż-tuż, i tylko czeka, aż to odkryjemy. Szept cyprysów zawsze unosi się z wiatrem, wystarczy się wsłuchać”. [str.256] Te słowa wypowiada babcia głównej bohaterki. Babcia Evangelia, jajá, mieszka na maleńkiej wysepce Erikusie, leżącej 13 kilometrów na północ od Korfu. 

Wyspy Jońskie często nazywa się "Siedmioma Wyspami", choć w rzeczywistości jest to grupa, którą tworzy kilka większych wysp i mniejsze wysepki, między innymi właśnie Erikusa. Na tej wysepce czas płynie inaczej, można powiedzieć, że się zatrzymał. Ludzie nigdzie się nie spieszą, żyją w życzliwych sąsiedzkich stosunkach, a życie codzienne nierozerwalnie przepełnione jest tradycją. Wdowy chodzą cały czas w czarnych sukienkach, nie wychodzą ponowie za mąż i zajmują się przyrządzaniem regionalnych potraw. Do tego miejsca powraca Daphne, która parę lat temu wyjechała stąd z rodzicami do Nowego Jorku. Na Erikusie została jej babcia. To dzięki niej poznawała rytm i klimat wyspiarskiego życia. Podczas ciepłych, długich wieczorów wysłuchiwała mitów i opowieści, które prawiła jajá. Amerykańska ziemia nie była zbyt szczęśliwa dla Daphne. Najpierw w tragicznym wypadku zginął jej mąż-Aleks, a potem rodzice. Młoda kobieta została sama z malutką córeczką i stertą rachunków do zapłacenia. Postanowiła postawić wszystko na jedną kartę, wziąć kredyt i otworzyć grecką restaurację. I właśnie w banku poznała Stephana, bardzo bogatego bankiera. Zaręczyła się z nim, a ślub zaplanowała na wyspie swojego dzieciństwa.  

Miała rozpocząć nowe życie, w którym czekały na nią luksusy, finansowe bezpieczeństwo i wszystko, o co walczyła i modliła się przez samotne lata od śmierci Aleksa. Jednak pobyt na wyspie sprawia, że oprócz uczucia podekscytowania nagle pojawia się melancholia. Zaczyna czuć się uwieziona między światem tradycji a wymaganiami, jakie stawia przed nią kariera zawodowa i małżeństwo ze Stephanem. Babcia Evangelia uświadamia jej proste reguły, jakimi kieruje się życie oraz zależność od rytmu przyrody. Daphne zaczyna ponowie wierzyć w te cenne lekcje. Wyzbycie się pychy, zachłanności, zazdrości i mściwości oraz w magia, która jest w każdym człowieku, to świat wartości wpajanych jej przez babcię. 

Nastrojowa to powieść. Czuć tu niesamowity grecki klimat, spokojny, melancholijny. No i jedzenie. Wszystko tu pachnie świeżymi ziołami i przyprawami. „Spanakopita, placek serowo-szpinakowy i spourthopita, świeżo wyjęty z pieca kurczak, przyprawiony cytryną i oregano, półmisek słynnych smażonych talarków i wielka misa choriatiki - pysznej greckiej sałatki z krojonymi rubinowymi pomidorami, plastrami ogórków i niedawno wyciętej czerwonej cebuli, tak ostrej, że szczypała w oczy”. [str.65] Duże drzewa cytrusowe z gałęziami uginającymi się od owoców, oliwki marynowane w beczce, malowane w biało-niebieskie wzory donice, w których rośnie bazylia. Wszystko to składa się na ten smakowicie-leniwy klimat. Dlatego czyta się to bardzo przyjemnie, mając przed oczami turkusowe morze, białe tynki domków i mnóstwo pachnących ziół. 

Niestety klimat to nie wszystko i książka ma pewne minusy. Jest to przede wszystkim fabuła, całe losy Daphne. Młoda wdowa, z małym dzieckiem i stertą rachunków idzie pewnego dnia do banku i tam, od razu olśnienie! Przystojny i bardzo bogaty bankowiec, z marszu, w niej się zakochuje. Ona go oczywiście zwodzi przez rok, a on wytrwale na nią czeka, obsypując ją luksusowymi prezentami (suknia ślubna ze sklepu na Piątej Alei). Taki to amerykański sen szarej myszki, która nagle staje się ekskluzywną bizneswoman. Daphne - pamiętając o swoich korzeniach - wymusza na narzeczonym ślub na greckiej wyspie. A tam, pojawia się nowy obiekt westchnień - namiętny, trochę nieokrzesany, rodowity Grek. Serce czy rozum? Spokojny i bezpieczny byt czy burza namiętności? Takie to trochę przerysowane. Dlatego tej książki nie powinny czytać kobiety miedzy 30. a 38. rokiem życia, te po przejściach, z bagażem doświadczeń. Gdyż potem wyobrażenia - że ja też nagle mogę spotkać przystojnego i bogatego bankiera, dla którego nie ma znaczenia moja przeszłość - mogą mieć się nijak do rzeczywistości. A po co potem żyć złudzeniami.

Reszta czytelników z pewnością będzie zachwycona. Sama okładka zachęca już do zanurzenia się w klimat, gdzie słychać szum morza, widać jego nieskazitelny błękit, który zlewa się z niebem, czuć zapach świeżych ziół, a soczyste owoce są na wyciągniecie ręki. A jeśli ktoś ma do tego czyste serce, może usłyszeć o czym szepczą cyprysy... Mają one bowiem wielką moc, mogą wskazać odpowiednie ścieżki, trzeba tylko umieć się w nie wsłuchać...

Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Rebis za co bardzo dziękuję.

piątek, 1 sierpnia 2014

„Chłopak z Warszawy” Andrzej Borowiec

Wydawnictwo: Rebis
data wydania: 29 lipca 2014r.
tytuł oryginału: Warsaw Boy
tłumaczenie: Klaudia Stefaniak, Jacek Środa
oprawa: twarda z obwolutą 
ilość stron: 432





Pomysł na książkę narodził się już pod koniec roku 1944, kiedy to autor, leżał ranny w szpitalu obozowym dla jeńców wojennych w Niemczech. Oprócz własnych przeżyć - 16-letni Andrzej - spisywał też wywiady z innymi ludźmi, rannymi w Powstaniu Warszawskim. Jednak ostateczny kształt jego wspomnieniom, dopiero po 70 latach, pomógł mu nadać wieloletni przyjaciel i współpracownik brytyjskiego "Observera" - Colin Smith. Andrzej Borowiec po wojnie pracował jako korespondent dla największych międzynarodowych agencji prasowych. Obaj pisarze, mieszkający obecnie na Cyprze, poznali się w lat 70. ubiegłego wieku podczas wojny libańskiej. Do tematu wspomnień z II wojny powrócili jednak dopiero 4o lat później, gdy Borowiec zwrócił się do Smith'a z prośbą o zdegradowanie autobiograficznej powieści, którą napisał z myślą o anglojęzycznym czytelniku. Książka najpierw okazała się w Wielkiej Brytami, teraz mamy wydanie polskie.

Andrzej Borowiec urodził się w Łodzi w roku 1928 jako syn pułkownika Wojska Polskiego. Po śmieci Piłsudskiego część oficerów odsunięto do rezerwy, w tej grupie był też ojciec Andrzeja. Przeprowadzili się z Kielc do Makowa Podhalańskiego. W tym górskim miasteczku autor spędził swoje dzieciństwo. Na parę dni przed wybuchem II wojny światowej, ojciec wywiózł chłopca do swojego brata do Lwowa, sądząc, że tam będą bezpieczniejsi. Bowiem Maków Podhalański znajdował się blisko słowackiej granicy, gdzie niemieccy żołnierze kumulowali swoje siły. Jednak Lwów okazał się bardziej niesprzyjającym miastem, 11-letni chłopiec przeżył tam oblężenie i okupację miasta, najpierw przez Niemców, potem przez Rosjan. Razem z przybraną matką udało mu się wrócić do Makowa. Jednak po śmierci ojca w roku 1942, przeniósł się do Warszawy, zamieszkał z matką i przybranym bratem. Tutaj zaczęła się jego przygoda z Szarymi Szeregami. 

Wspomnienia Borowca są bardzo dokładnie, momentami z dużą dozą dosadności. Opisuje w nich ludzi, jakich spotkał, ich walkę z codziennością wojny oraz czyni tu dygresje historyczne. Robi wzmianki o śmierci Sikorskiego, o armii Andersa walczącej pod Monte Cassino czy też podaje krótkie notki biograficzne niemieckich oficerów. Miało to przybliżyć i dać lepszy obraz zrozumienia, anglojęzycznym czytelnikom, realiów polskiej rzeczywistości wojennej, codziennej walki, zmaganiu się z okrutnym losem.

Jak na pamiętnikarską relację mało tu uczuć i emocji autora. Może dlatego, że sam zaznacza, że nie jest zbyt wylewany i raczej chłody w okazywaniu uczuć. Jednak to, co opisuje wywołuje u czytelnika ogromne emocje. Przeraża przede wszystkim okrucieństwo, bestialstwo oficerów niemieckich i rosyjskich na ludności cywilnej. Rzeź na Woli dokonana przez odziały Reinefartha, jego słynne słowa: „Co mam zrobić z tymi wszystkimi cywilami? Mamy mniej amunicji niż więźniów”, a potem marsz oddziałów Dirlewangera (złożony z przestępców i degeneratów) oraz Kaminskiego w dużym są teraz argumentem dla historyków, którzy stawiają pytania, co do sensu wybuchu powstania.

Andrzej Borowiec tutaj nikogo nie ocenia, choć parę razy stawia pytania, czy polscy dowódcy dobrze wszystko przemyśleli podejmując takie, a nie inne decyzje. Bo skoro za każdego zabitego Niemca rozstrzeliwano 50 polskich zakładników, ludzi często bezcennych dla przyszłej odbudowy powojennego państwa. A w wyniku samego powstania śmierć poniosło prawie ćwierć miliona Polaków, miasto zostało praktycznie zrównane z ziemią, gdzie straty wojsk niemieckich wyniosły około 1,6 tysięcy żołnierzy. Inna sprawa to udział dzieci w powstaniu, tu też samego autora (choć 16-latkowie to niby już nie dzieci), ale "praca" w roli kuriera, przenoszenie broni, schodzenie do kanałów, czy można to wszystko skwitować prostym wyrażeniem „bo takie były czasy”, „bo powstanie musiało wybuchnąć?”. Jednoznacznie trudno odpowiedzieć, ale osobiście przychylam się do grupy historyków, takich jak: Piotr Zychowicz czy profesor Krzysztof Komorowski, którzy krytykują dowódców Powstania Warszawskiego, za to, że popełnili szereg strategicznych błędów, które doprowadziły do klęski. Choć dziś - w 70. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego - trudno o tym dyskutować. 

Urodzony w 1928 roku "Zych" (konspiracyjny pseudonim Borowca) opisuje w nim swoje dzieciństwo w Makowie Podhalańskim, pierwsze dni wojny w

Czytaj więcej na http://nowahistoria.interia.pl/aktualnosci/news-borowiec-zadna-pozniejsza-wojna-nie-byla-tak-porazajaca,nId,1472487#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox

Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Rebis za co bardzo dziękuję.
gdy Borowiec zwrócił się doń z prośbą o pomoc w redakcji autobiograficznej ksi

Czytaj więcej na http://nowahistoria.interia.pl/aktualnosci/news-borowiec-zadna-pozniejsza-wojna-nie-byla-tak-porazajaca,nId,1472487#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
lat później, gdy Borowiec zwrócił się doń z prośbą o pomoc w redakcji autobiograficznej książki, którą napisał z myślą o anglojęzycznym czytelniku.

Czytaj więcej na http://nowahistoria.interia.pl/aktualnosci/news-borowiec-zadna-pozniejsza-wojna-nie-byla-tak-porazajaca,nId,1472487#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
ił 40 lat później, gdy Borowiec zwrócił się doń z prośbą o pomoc w redakcji autobiograficznej książki, którą napisał z myślą o anglojęzycznym czytelniku.

Czytaj więcej na http://nowahistoria.interia.pl/aktualnosci/news-borowiec-zadna-pozniejsza-wojna-nie-byla-tak-porazajaca,nId,1472487#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
pisarze, mieszkający obecnie na Cyprze, znają się od wielu lat. Po raz pierwszy spotkali się w latach 70. ubiegłego wieku w czasie wojny libański

Czytaj więcej na http://nowahistoria.interia.pl/aktualnosci/news-borowiec-zadna-pozniejsza-wojna-nie-byla-tak-porazajaca,nId,1472487#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
Obaj pisarze, mieszkający obecnie na Cyprze, znają się od wielu lat. Po raz pierwszy spotkali się w latach 70. ubiegłego wieku w czasie wojny libańskiej.

Czytaj więcej na http://nowahistoria.interia.pl/aktualnosci/news-borowiec-zadna-pozniejsza-wojna-nie-byla-tak-porazajaca,nId,1472487#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
Wspomnienia Borowca, po wojnie pracującego jako dziennikarz dla największych międzynarodowych agencji prasowych, zostały zredagowane przez Smith'a, który ma na swoim koncie kilka znanych książek historycznych z okresu drugiej wojny światowej a także biografię najsławniejszego terrorysty dwudziestego wieku Carlosa "Szakala".
Obaj pisarze, mieszkający obecnie na Cyprze, znają się od wielu lat. Po raz pierwszy spotkali się w latach 70. ubiegłego wieku w czasie wojny libańskiej.


Czytaj więcej na http://nowahistoria.interia.pl/aktualnosci/news-borowiec-zadna-pozniejsza-wojna-nie-byla-tak-porazajaca,nId,1472487#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firef
Wspomnienia Borowca, po wojnie pracującego jako dziennikarz dla największych międzynarodowych agencji prasowych, zostały zredagowane przez Smith'a, który ma na swoim koncie kilka znanych książek historycznych z okresu drugiej wojny światowej a także biografię najsławniejszego terrorysty dwudziestego wieku Carlosa "Szakala".
Obaj pisarze, mieszkający obecnie na Cyprze, znają się od wielu lat. Po raz pierwszy spotkali się w latach 70. ubiegłego wieku w czasie wojny libańskiej.


Czytaj więcej na http://nowahistoria.interia.pl/aktualnosci/news-borowiec-zadna-pozniejsza-wojna-nie-byla-tak-porazajaca,nId,1472487#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
Wspomnienia Borowca, po wojnie pracującego jako dziennikarz dla największych międzynarodowych agencji prasowych, zostały zredagowane przez Smith'a, który ma na swoim koncie kilka znanych książek historycznych z okresu drugiej wojny światowej a także biografię najsławniejszego terrorysty dwudziestego wieku Carlosa "Szakala".

Czytaj więcej na http://nowahistoria.interia.pl/aktualnosci/news-borowiec-zadna-pozniejsza-wojna-nie-byla-tak-porazajaca,nId,1472487#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
Wspomnienia Borowca, po wojnie pracującego jako dziennikarz dla największych międzynarodowych agencji prasowych, zostały zredagowane przez Smith'a, który ma na swoim koncie kilka znanych książek historycznych z okresu drugiej wojny światowej a także biografię najsławniejszego terrorysty dwudziestego wieku Carlosa "Szakala".

Czytaj więcej na http://nowahistoria.interia.pl/aktualnosci/news-borowiec-zadna-pozniejsza-wojna-nie-byla-tak-porazajaca,nId,1472487#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox