piątek, 3 kwietnia 2015

„Pół króla” Joe Abercrombie


Wydawnictwo: Rebis
 data wydania: 7 kwietnia 2015 
tłumaczenie: Agnieszka Jacewicz 
tytuł oryginału: Half a King 
oprawa: miękka 
liczba stron: 400
                        



Rekomendacja George R.R. Martina przyciąga uwagę. „Wartka opowieść o zdradzie i zemście, która wciągnęła mnie od pierwszej strony i nie puściła do końca”. Zresztą poleceń innych autorów czy czasopism nie brakuje. Wszystkie bardzo pochlebne, nazywające Abercrombie „najjaśniejszą gwiazdą spośród nowej generacji brytyjskich autorów fantasy”, który „zmierza ku pozycji supergwiazdy”. Istotnie książka wciąga i szybko się ją czyta. To moje pierwsze spotkanie z tym autorem, zatem trudno mi będzie ocenić, czy to rzeczywiście „najlepsza jak dotąd powieść Abercrombiego”.
Może nieco o fabule.

Książę Yarvi, młodszy syn króla Gettlandu Uthrika, od dzieciństwa był przygotowywany, aby objąć funkcję ministra. Zgłębiał tajniki zielarstwa i poznawał języki, jakimi mówiono w odległych krainach. Wielką wagę przywiązywał do kaligrafii, uczył się opatrywania ran. Nie cierpiał mieczów i tracz, a ćwiczenia napawały go odrazą. Nie znosił też wojowników, pojedynków. Przywykł również do myśli, że nigdy nie założy rodziny ani nie będzie rościł prawa do sukcesji. Wszystko, to miało przypaść strasznemu bratu. Tymczasem król Uthrik razem ze strasznym synem wpadli w zasadzę i zginęli. Tym samym Yarvi został prawowitym władcą Gettlandu. Nie za bardzo spodobała mu się ta funkcja, ponieważ, po pierwsze, nie był na to gotowy, a po drugie – musiał jeszcze poradzić sobie ze swoją ułomnością. Bowiem Yarvi od urodzenia był pozbawiony palców u ręki. Jak zatem miał zostać królem? Miał niesprawną rękę i nie potrafił trzymać w niej miecza. Na domiar złego zostaje jeszcze zdradzony przez własnego stryja i sprzedany w  niewolę. 

Dla Yarviego zaczyna się nowy rozdział życia. Musi szybko dorosnąć, aby przerwać. Trafia na pokład statku „Wiatr Południa” jako wioślarz. Tutaj szybko jego kalectwo okaże się jeszcze większym przekleństwem. Zdradzony przez najbliższą rodzinę i lud, właśnie na zmagając się ze srogim morzem, wśród niewolników, znajdzie wiernych druhów. Wszystko to to, aby wrócić do kraju, pomścić ojca, zemścić się na stryju i zasiąść na Czarnym Tronie.

Fabuła zatem dość prosta. Łatwa do ogarnięcia. Mamy prawowitego władcę, którego pozbawiono tronu i zdradzono, a on zmagając się z przeciwnościami losu, za wszelką cenę musi odzyskać to, co jemu się należy. Motyw bardzo popularny w wielu powieściach. Nietrudno też zauważyć nawiązania (a raczej ściągnięte pomysły z innych książek). Mamy Czarny Tron zbudowany przed tysiącami lat przez elfy, mamy ptaki, tu gołębie, wysyłające wiadomości. Nie ma tu natomiast skomplikowanych spisków, rozlewu krwi, brutalności i okrucieństwa. Zatem jeśli ktoś oczekuje wielowątkowych zwrotów akcji, czy opisów rozbudowanych światów, jak u Tolkiena i Martina to się bardzo rozczaruje. Kreacja postaci też pozostawia tu wiele do życzenia. Słabo zarysowane są charaktery bohaterów, a szkoda, bo można by było bardziej rozwinąć. Mało tu też magii. Praktycznie poza zamiłowaniem Yarviego do zielarstwa i historiach opowiadanych przez starszych o elfach, nie mam tu nic.

Całość wypada dobrze, ale tylko dobrze. Wciąga czytelnika, szybko i przyjemnie się ją czyta. Mocną stroną książki są też dowcipne dialogi i humor. Jaki i zakończenie, mimo prostej fabuły, nie będzie przewidywalne. „Pół króla” polecam z całą pewnością młodszym czytelnikom, młodzieży. Choć starsi, doświadczeni raczej, miłośnicy fantasy, również mogą po nią sięgnąć, jako „przerywnik” między opasłymi tomami, gdzie tworzone są bardziej złożone historie.




 Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Rebis za co bardzo dziękuję.
 wyzwanie czytelnicze 2015 - przeczytana w jeden weekend


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz