wtorek, 28 lipca 2015

„Znikasz” Christian Jungersen

Wydawnictwo: Znak
data wydania: 29.07.2015r. przedpremierowo
tytuł oryginalny: You Disappear
tłumaczenie: Mateusz Borowski
oprawa: miękka
format: 135 x 210
liczba stron: 464




„Musimy stale zadawać sobie pytania o wszystko. Jednym z zadań literatury jest pozbawianie nas tej pewności. To niekoniecznie musi być coś negatywnego. Można być jednocześnie szczęśliwym i pełnym wątpliwości. Dobrze jest wątpić”. Tak mówi autor w jednym z wywiadów. Książki Christiana Jungersena wzbudziły już uznanie na świecie. Zostały wyróżnione przez redakcję New York Timesa oraz zyskały wiele nominacji do prestiżowych nagród literackich. Na powieść Znikasz Jungersen poświęcił 7 lat. Zbierał drobiazgowe materiały, otaczając się osobami z uszkodzeniami mózgu, ich najbliższymi, neurologami, psychologami, psychiatrami. Dzięki temu nie tylko udało mu się trzymać faktów, ale także zdołał zagłębić się w psychikę osoby chorej i jej rodziny. Neurokryminał - tak można nazwać ten gatunek, bowiem książka wpisuje się w aktualny trend zainteresowania tematyką medyczną i wpływem chemii mózgu na ludzką osobowość. W ten sposób Jungersen próbuje odpowiedzieć odwieczne filozoficzne pytanie: czy istnieje dusza, która steruje mózgiem? A jeśli nie, w jaki sposób można orzec, kto jest za co odpowiedzialny?  

Mia wiodła doskonałe życie. Wspaniały dom, cudowny syn, świetni przyjaciele, praca, która dawała jej satysfakcję i od niedawna kochający mąż, który zaczął spędzać więcej czasu w domu, przez co czuła się bardziej kochana. Urlop na Majorce miał być jedną z wisienek na torcie szczęścia i spełnienia. Mia cieszyła się bardzo, że jej związek, który niedawno przechodził kryzys, teraz rozkwita na nowo. Tymczasem Frederik doznaje ataku nerwowego i spada ze skały. W szpitalu okazuje się jego mózg uciska guz, który może być powodem zmian jego osobowości.

Mia musi się przygotować na to, że jej mąż zupełnie straci zdolność empatii. Z coraz większym trudem będzie mu przychodziło zapanowanie na pierwotnymi impulsami. Mogą zdarzać mu się napady gniewu i nie będzie przyjmował do wiadomości, że choruje. Mia uświadamia sobie, że ostanie najlepsze trzy lata jej życia, które napełniały ją energią i szczęściem, były produktem ubocznym guza mózgu jej męża. To ucisk na mózg spowodował, że z pracoholika i nie zawsze wiernego partnera, jej Frederik przemienił się w cudownego, troskliwego i uroczego męża. Wkrótce wychodzi na jaw, że mężczyzna w tajemnicy przed nią i współpracownikami dopuścił się milionowych oszustw. Mia nie dość, że musi chronić siebie i syna przed człowiekiem, który zmienia się w nieobliczalną obcą i niesamodzielną istotę, to stara się udowodnić, że defraudacja pieniędzy przez Frederika była wynikiem już trwającej choroby.

Jungersen porusza wiele zagadnień i zadaje wiele pytań. Zachwycił mnie problem, który pokazuje dylematy bohaterów. Urzekają tu drobne gesty wykonywane przez Mię, Frederika czy Niklasa-ich syna. Urzekają tu słowa, zdania. Zwykła codzienność życia. Jedzenie śniadania, zakupy, oglądanie telewizji, słuchanie muzyki. Jak te proste czynności mogą się zmienić, jak mogą wpłynąć na codzienne funkcjonowanie poszczególnych członków rodziny. Autor zadaje tu też wielkie egzystencjalne pytania o miłość, duszę i naturę wolnej woli, winy i odpowiedzialności, wierności i zdrady, a także – o misję literatury. Czy o tym, kim jesteśmy decyduje wyłącznie struktura naszego mózgu i sterujące nim neurohormony? Czy nasz mózg kontroluje wszystko, co robimy? Christian Jungersen twierdzi, że „jesteśmy naszymi mózgami”. Mamy wpływ na nasz mózg, tak samo jak mamy kontrolę nad naszymi doświadczeniami, które również mają na nas wpływ. „Tak samo jak doświadczenia mózgi nie pozbawiają nas wolnej woli. Czasem miewamy doświadczenia nabyte wbrew naszej woli, od których nie potrafimy się uwolnić. Z drugiej strony zaś możemy wpływać na nasz mózg. Jeśli myślimy w określony sposób, zmieniamy schematy połączeń nerwowych w mózgu. Mózg może ewoluować.” – mówi dalej autor w wywiadzie.

Otwiera to oczywiście niebezpieczną furtkę do ucieczki od odpowiedzialności, furtkę dla seryjnych morderców, psychopatów czy socjopatów. Wyniki badań nie są jeszcze precyzyjne, ale neurolodzy są w stanie powiedzieć, gdzie umiejscowiony jest ośrodek odpowiedzialny za robienie długofalowych planów, za oszukiwanie, za empatię. Gdyby jasno można by było to stwierdzi, szybko znalazłoby się pewnie jakieś lekarstwo. Wtedy każdy mógłby powiedzieć: twoja żona często narzeka, że się nią nie interesujesz – te pigułki pomogą ci być bardziej empatycznym i okazywać jej więcej uwagi, bądź: twój mąż cię zdradza – te pigułki pomogą stać się mu bardziej rodzinnym. Trochę przerażająca wizja, ale wracamy znowu do odpowiedzi na pytanie o związki duszy z ciałem. Czy można mieć duszę, a nie być odpowiedzialnym? Czy można być odpowiedzialnym, jeśli nie ma się duszy? Czy racjonalna myśl i oceny etyczne mogą istnieć niezależnie od ciała i jego fizyczności, czy nie?

Innym problemem pojawiającym się w książce jest zagadnienie związanie z funkcjonowaniem członków rodziny chorego człowieka. O tym, jak zmienia się ich życie, ile muszą poświecić, ile przecierpieć. To wejście w „niekończący się szary korytarz przygnębiających dni, które ciągną się tak, jakby miały wypełnić już resztę twojego życia”. [s. 344] Tak to obiera Mia. Zapisuje się ona zresztą do grupy wsparcia. Spotyka się z ludźmi, którzy są w podobnej sytuacji, co ona. Wszyscy są zgodni co do jednego. To codzienny kierat, pozbawiony partnerstwa. W człowieku narasta poczucie nieludzkiej samotności, bezradności i smutku, tak dominującego, że ma się tylko ochotę na to, aby całymi dnami leżeć w łóżku. Wstaje się tylko ze względu na dzieci i chorego współmałżonka, który jednak nie umarł. Kobiety wyparły swoją seksualność i spaliły swoje ciała. One tracą o wiele więcej. Szczególnie trudno im przywyknąć do samotności. Dobija ich świadomość, że mężowie nie dzielą już z nimi uczuć i stają się jeszcze mniej emocjonalnie wrażliwi niż wcześniej. Natomiast żona z uszkodzonym mózgiem nie potrafi odgadywać już uczuć swojego męża i zupełnie zapomina o tym, co ją wcześniej denerwowało, np. o bałaganiarstwie męża. Jednak znacznie częściej to kobiety do końca życia opiekują się chorymi mężami jako pielęgniarki na cały etat. Natomiast mężczyźni znajdują sobie nowe partnerki i odchodzą.

Dawno już nie czytałam książki, która dała mi tyle do myślenia. Polecam gorąco. Autor świetnie połączył tu zwykłe czytadło z elementami powieści psychologicznej, momentami kryminalnej i naukowej. Pojawiają się tu fragmenty artykułów, które czyta Mia. Nie zaburza to fabuły, a wręcz ją uzupełnia, na przykład bardzo ciekawy test hazardzisty albo tekst o genach wierności u gryzoni. Poza tymi wszystkimi naukowymi teoriami, to również powieść o zwykłej rodzinie, o relacjach matka-syn, ojciec-syn, żona-teściowe, pracodawca-podwładni. To również o tym, jak paskudne bywa środowisko sąsiadów i jak w obliczu tragedii przyjaciele przestają być przyjaciółmi.

I jeszcze na koniec słowo o okładce. Przerażająca wydawała mi się na początku, a trakcie czytania lektury to uczucie się pogłębiło. Jak niewiele trzeba, aby nasze życie w jednej chwili zmieniło się o 180 stopni, aby zniknęła osoba najbliższa naszemu sercu…


Świat neurobiologii, neurofilozofii, codzienności… Kto ma ochotę?

 Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu  Znak


sobota, 18 lipca 2015

„Epoka hipokryzji” Kamil Janicki

Wydawnictwo: Ciekawostki Historyczne.pl / Znak Horyzont
data wydania: 13.05.2015r.
oprawa: twarda
liczba stron: 480






Niektórym ludziom każdej epoki wdaje się, że są odkrywcami, pionierami, bez znaczenia w jakiej dziedzinie. Natomiast jeśli chodzi o tajemnice alkowy, to każdy chciałby tu mieć tytuł odkrywcy. W rzeczywistości stan świadomości i umiejętności człowieka z XXI wieku niczym nie różni się od tego, co wiedzieli starożytni Grecy, Rzymianie czy Aztecy. Ludzie żyjący ponad 2 tysiące lat temu nie potrzebowali podręczników do wychowania w rodzinie, Kamasutry, aby „dopasować jeden element układanki do drugiego. (...), ani zabawki erotyczne, ani taka czy inna pozycja nie miały nigdy swoich <wynalazców>. Nie da się ujmować naturalnych instynktów i wrodzonych potrzeb w ramy historii. Jeśli coś odkrywano na przestrzeni stuleci, to przede wszystkim nowe sposoby mówienia lub milczenia o seksie”. [s. 27] Koniec wieku XIX to przełom niemal w każdej dziedzinie. Elektryczność zaczęła się upowszechniać, odkryto genetykę i teorię ewolucji. Medycyna ruszyła do przodu za sprawą wielu eksperymentów i badań. Powstawały atlasy anatomiczne, promienie Roentgena pozwoliły spojrzeć w głąb człowieka. Uczeni mogli zatem wziąć życie erotyczne pod mikroskop. Dla wyzwolonej i odradzającej się Polski był to temat rzeka. Jak się okazuje przedwojenna Ojczyzna nie była krajem kulturalnych dam i idealnych dżentelmenów. Pokes międzywojenny przez samych publicystów określany był "epoką burzy i naporu" - okresem "unikalnego w naszych dziejach, nieskrępowanego chaosu i wyzwolenia obyczajów". [s.40] Książka pana Kamila ma na celu przypomnieć właśnie ten burzliwy okres. 

Jak sam autor pisze: Ta książka to tylko próba przedstawienia pewnego zarysu rzeczywistości - innej wizji II Rzeczypospolitej niż ta znana z podręczników. Odważniejszej, miejscami niewygodnej lub wstydliwej, ale autentycznie bliskiej ludziom żyjącym osiemdziesiąt, dziewięćdziesiąt lat temu”. [s.415] „Dorosłe zabawy gimnazjalistów”, „Zgubna plaga samogwałtu”, „Zabawki erotyczne”, „Nowe oblicze zdrady małżeńskiej”, „Kult ciała czy pornografia?”, „Erotyka w filmie i na scenie”, „Pozycje dla początkujących i zaawansowanych”, „Początki kobiecej antykoncepcji” - to tylko niektóre podtytuły rozdziałów. Jak widać temat bardzo szeroki i co może dziwić, bardzo rzetelnie udokumentowany przez ówczesnych lekarzy, psychiatrów, dziennikarzy czy pisarzy. Autor korzystał z licznych źródeł, miał dostęp do opracowań ankiet, sięgnął do wspomnień, opowiadań, broszur, przedwojennej prasy erotycznej. Nie jest to zatem książka o seksuologii, lecz o podejściu do spraw łóżkowych przeciętnego Polak i Polki, o ich fantazjach, opiniach i poglądach. 

Nie sposób streścić tu wszystkich "ciekawostek". Nie ma tu przecież żadnej fabuły, akcja nigdzie nie goni, a wszystko czyta się z wypiekami na twarzy. I nie chodzi tu przede wszystkim o tematykę, ale raczej sposób ujęcia i fakt, że w dobie przedinternetowej wiedza na temat strefy intymnej była taka sama jak dziś. Najbardziej podobał mi się, a raczej zszokował mnie, rozdział o zapobieganiu ciąży i o drastycznych metodach testowania ich na kobietach. Okrutne i bolesne były co niektóre, ale chętnych nie brakowało. Dziś trudno sobie to wyobrazić, a sam opis wzbudza nieprzyjemne dreszcze. To zupełnie inna książka od wcześniejszych publikacji pana Kamila. Wcześniej autor skupiał się na konkretnych kobietach, damach, królowych, czy kobietach upadłych. Opisywał ich barwne i pikantne życie. Tutaj również mamy rzecz o kobietach, ale takich z krwi i kości, rzecz o ich pragnieniach, żądzach, rolach, jakie musiały spełnić jako żony i kochanki. Dużo miejsca poświęca autor również mężczyznom. Przezabawny był rozdział o regułach nocy poślubnej czy o tym, jak powinien zachowywać się mężczyzna w łóżku. 

Polecam gorąco. Wiedzy na temat tajemnic alkowy z pewnością nie poszerzy, ale pewne ciekawostki warto znać.

fragment książki na Ciekawostki Historyczne.pl

poniedziałek, 13 lipca 2015

„Smok Jego Królewskiej Mości” Naomi Novik

Wydawnictwo: Rebis
wydanie: kwiecień 2015
tytuł oryginalny: Temeraire: His Majesty's Dragon
tłumacz: Paweł Kruk
oprawa: broszurowa klejona 
liczba stron: 352






Według licznych mitów i legend smoki obdarzone były dużą inteligencją, potrafiły posługiwać się magią, znały ludzką mowę, a także ziały ogniem. Poza tym posiadały lub strzegły rozmaitych skarbów. Te fikcyjne stworzenia to bardzo częsty motyw w literaturze i filmie, uosabiały dobro lub zło, a w show-biznesie zrobiły wielką komercyjną karierę. Począwszy od naszego smoka wawelskiego, przez Fafnera (smoka z mitologii germańskiej), po smoka chińskiego czy japońskiego. 

Ten stereotypowy wizerunek smoka przełamuje Novik. „Pod wieloma względami wydawał się bardzo dojrzalszy od samego momentu wyklucia, a od tamtej pory chłonął wiedzę o świecie z wielkim entuzjazmem i w zdumiewającym tempie”. [s.101] Mowa tu o Temeraire, bo tak nazywa się smok - bohater tej opowieści. Smok, który uwielbia jak mu się czyta książki i dyskutuje się z nim o sytuacji politycznej w Europie.  Ale po kolei. Akcja toczy się podczas wojen napoleońskich. W okolicach Madery brytyjski okręt, z kapitanem Larence na czele, przejmuje francuski transportowiec z wyjątkowo cennym ładunkiem – smoczym jajem. Nie jet to jakieś nadzwyczajne odkrycie, ponieważ wtedy smoki brały udział w wielu bitwach, a ich obecność nie budziła zdziwienia. Przynajmniej w wersji opowiedzianej przez Naomi Novik.

Zatem smok wykluwa się na pokładzie angielskiego okrętu, a jego opiekunem zostaje sam kapitan. Laurence uznaje to na początku za bardzo pechową złośliwość losu, ale jak na angielskiego dżentelmena przystało, przekazuje swoje insygnia i godzi się z losem awiatora. Wiąże się to z jego degradacją, upadkiem pozycji społecznej, hańbą dla jego rodziców i zerwaniem zaręczyn. Jednakże szybko Laurence i Temeraire stają się nierozłączną parą. Awiator traktował smoka nie jako stworzenie, za które był tylko odpowiedzialny, ale bardziej jako najbliższego towarzysza, przyjaciela, na którym mógł polegać. I dzięki temu mogli stawiać czoło każdemu wyzwaniu. Bowiem Laurence wstępuje do Korpusu Powietrznego, brytyjskiej jednostki smoków i przechodzi intensywne szkolenie bojowe. Smoki mają być wykorzystane od walki powietrznej z Napoleonem.

Całość czyta się szybko i przyjemnie. Duża zasługa w tym dobrego i wyważonego humoru oraz dowcipnych dialogów. Temeraire nie da się nie lubić, jest wręcz uroczy, a Laurence, jako człowiek zasad i honoru, uczy smoka pozytywnych wartości i popróbuje „wychować” smoka typowego angielskiego dżentelmena. Choć taka postawa wydaje się odrobinę sztuczna i naciągana, to jednak ze świecą szukać takiego połączenia i takich relacji. Podobała mi się również alternatywna historia wprowadzenia smoków do wojen napoleońskich. Swoją drogą to ciekawe… Gdyby faktycznie smoki „trochę” pomagały w bitwach, to podział świat i wpływów wyglądałby pewnie zupełnie inaczej. 

  Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Rebis za co bardzo dziękuję.


czwartek, 2 lipca 2015

„Lost and Found. Opowiadania” Zadie Smith


Wydawnictwo: Znak
data wydania: 4 czerwca 2015r.
tłumaczenie: Michał Kłobukowski
okładka: miękka
liczba stron: 160






Ksiądz Józef Tischner pisał: „Trzeba człowiekowi poznać tajemnicę rozpaczy. Trzeba się nauczyć patrzeć w oczy własnej rozpaczy, dopiero wtedy odczuje, że gdzieś u jej dna, u dna rozpaczy jest wielka, jedyna, niezwykła nadzieja”. Przywołuje celowo te słowa, gdyż trzy krótkie opowiadania Zadie Smith są, między innymi, właśnie o nadziei, ale nadziei, takiej przez wielkie N.  „Mało kto potrafi mocą samej nadziei zżółcić czerwień”. [s. 83] Tym razem brytyjska pisarka na warsztat wzięła opowiadanie. Według niej tak forma pisarka wymaga szczegółowego kunsztu. „Minęło wiele czasu, zanim zrozumiałam, że opowiadanie nie musi zawierać całego życia i losu każdego ze swoich bohaterów”. [s.151] 

Te krótkie formy to nie panoramy, lecz zbliżenia. I dokładnie tak jest - poznajemy fragment życia trzech osób. Można powiedzieć, że sondą przenikany do ludzkiej duszy. A tam widzimy: zagubienie, samotność, tęsknotę, ludzi na zakręcie. Sytuacja bohaterów budzi lekki niepokój. Tak naprawdę to nie za wiele wiemy o postaciach. Jesteśmy świadkami wycinka z życia: Marthy, Hanwella i Fatou. Nigdy ze sobą się nie spotkali, mieszkają w innych miejscach, zajmują ich inne różne problemy. Jednak są w pewnym stopniu zagubieniu. Trochę przez los, który zgotował im takie, a nie inne życie, a trochę przez własne wybory. W sumie do końca tego nie wiemy.

Martha przychodzi do agencji nieruchomości i szuka mieszkania do wynajęcia. Jest mało zdecydowana, a przy tym dość arogancka. Właścicielka nieruchomości Pam zastanawia jednak bardziej fakt skąd jest Martha, jakie ma pochodzenie i jaką tajemnicę przywiozła ze sobą do Ameryki. Fatou mieszka w Londynie i pracuje jako opiekunka w domu hinduskiej rodziny. Przybyła do Londynu z Afryki. W poniedziałki chodzi na pływalnię i mija ambasadę Kambodży, gdzie ktoś gra w badmintona. Wdaje się w filozoficzne dyskusje ze strażnikiem. Clive Black odpowiada na ogłoszenie z gazety. Kobieta poszukuje ojca. Clive rozpoznaje  mężczyznę, z którym w latach 70. spędził z nim jeden przypadkowy dzień i pomalował pokój dla córek. 

Z tych fragmentów życiorysów można ułożyć wspólną całość.  Ważny jest najdrobniejszy ruch, gest głową, pytanie, odpowiedź. Bohaterowie muszą radzić sobie z tym co zgotował im los, a ich życie kolebie się niczym balia. W mgnieniu oka właściciel dużej willi może stać przy zmywaku, a dziewczyna bez wykształcenia może w oczach innych być absolwentką uniwersytetu.

Zadie Smith zabiera tu głos w dość drażliwej sprawie. Zaprzecza stereotypom oraz podejmuje walkę z uprzedzeniami klasowymi. To subtelna siła ekspresji. Ukazuje się tu jej pełnia wrażliwości. Cały świat wyczarowany za pomocą wyważonych słów, ale wystarczająco przestronny, aby go pojąć. Może dla bohaterów zamigają światła rozmaitych możliwości. Tego nie wiemy, a Zadie Smith pozostawiła tu otwartą furtkę.

Polecam!

 Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu  Znak
  wyzwanie czytelnicze 2015 - autorem jest kobieta