czwartek, 28 lipca 2016

„Troja. Upadek królów” David Gemmell, Stella Gemmell

Wydawnictwo: Rebis
wydanie: II, 31 maja 2016r.
tłumaczenie: Sawicki Patryk
tytuł oryginału: Fall of Kings
oprawa: broszura klejona ze skrzydełkami
liczba stron: 576




„Upadek królów” jest zwieńczeniem trylogii „Troja” (część I, część II) i przynosi odpowiedź na wszystkie wcześniej zadane pytania. David Gemmell niestety nie zdążył skończyć całej trylogii, zmarł w trakcie pisania, dzieło dokończyła jego żona Stella. Jak można się domyślić, znajdziemy tu opis ostatnich dni wojny trojańskiej, pojedynku Hektora i Achillesa, zagadki konia trojańskiego i upadku potężnego miasta. Bez wątpienia powieść olśniewa, pozostawiając czytelnika w zachwycie.

Po pierwsze David i Stella wykonali znakomitą robotę przedstawiając realistyczne postacie, które idealnie pasują do narracji historycznej tego okresu. Świetnie są skonstruowane charaktery bohaterów. Żyją oni w bardzo burzliwych czasach i czują się w obowiązku sprostać swojemu przeznaczeniem. Helikaonowi (Eneaszowi), Hektorowi i Achillesowi nie brakuje odwagi, ale muszą mierzyć się również ze swoimi słabościami. Przez to są bardziej ludzcy. Nie są to superbohaterzy i herosi, ale postacie z krwi i kości, które odczuwają pragnienia, kochają, nienawidzą, zazdroszczą. Przy kreacji takich postaci można jedynie się rozmarzyć i krzyknąć: gdzie ci mężczyźni, prawdziwi tacy, gdzie ci mężczyźni na miarę czasów! Na miarę tamtych czasów wypadało być honorowym i bronić swojego do ostatniej kropli krwi. Toteż każdy z nich walczy o słuszną sprawę. I tak naprawdę bardzo trudno opowiedzieć się po którejkolwiek ze stron. Zarówno Hektor i Achilles mają swoje racje i walczą o swoje przekonania, choć ja bardziej stoję po stronie Hektora. Zresztą autor również – choć świetnie opisuje poczynania Greków i Trojan – jego sympatia przechyla się delikatnie na stronę Trojańczyków.

Nie sposób nie wspomnieć o scenach bojowych. Znakomicie są tu opisane, bez zbędnego patosu, dość realistycznie i brutalnie. I tak jak w poprzednich częściach, autor nie stroni tu od ukazania czytelnikowi okrutnych momentów z odciętymi kończynami, dogorywającymi rannymi, przepełnionymi morzem krwi. Daleko jest tu od patetycznych opisów chwalebnych czynów i podniosłych zwycięstw. Natomiast ostateczne starcie Hektora i Achillesa jest zupełnie inne, niż znamy z opisów Homera. To prawdziwy majstersztyk. Dramatyzm tego pojedynku potęguje nie tylko szczegółowe jego przedstawienie, ale to, że nie jesteśmy w stanie opowiedzieć się żadnej ze stron. I kończy się inaczej, niż tego oczekujemy. Odważę się na stwierdzenie, że to jeden z najlepiej sportretowanych pojedynów między wojownikami w literaturze. I nie wolno zapomnieć też o ostatecznej rozgrywce i koniu trojańskim. Autor wybrał tu najprostsze, ale tym samym najbardziej przemyślane rozwiązanie. 

Cała trylogia „Troja” to pięknie napisana opowieść o Złotym Mieście, które nie chciało umierać. To historia o poległych bohaterach i dzielnych wojownikach, którzy do końca i wiernie bronili swojego ukochanego miasta. To losy zdeterminowanych kobiet, które pomimo wielu cierpień, nie straciły ducha walki i wiary w przetrwanie swoich bliskich. To cudowna  opowieść o honorze i obowiązku, o miłości i przyjaźni, o determinacji i woli walki. Triumf prawdziwego mistrza swego rzemiosła! Olśniewająca, błyskotliwa i ponadczasowa. Gorąco polecam!


Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Rebis za co bardzo dziękuję.

1 komentarz:

  1. Znam historię, ale o tej książce jakoś nie słyszałam :)

    OdpowiedzUsuń