wtorek, 28 czerwca 2016

„Heaven. Miasto elfów” Christoph Marzi

Wydawnictwo: Muza
data wydania: 08.06.2016r.
tłumaczenie: Ewa Spirydowicz
tytuł oryginału: Heaven. Stadt der Feen
okładka: miękka ze skrzydełkami
liczba stron: 334





"Kiedy na ziemię spada kawałek nieba, staje się elfem, wszyscy o tym wiedzą". Przynajmniej Brytyjczycy. O kawałku pustego nieba nad Londynem wiedziało każde angielskie dziecko. A o tym fenomenie brakującego nieba snuto przeróżne teorie. Jedna z nich mówiła o komecie, która przelatując na miastem zabrała kawałek nieba ze sobą i w ten sposób w pewnych miejscach Londynu nie było gwiazd, tylko zwyczajna czarna dziura, pustka. Noc tu była czarniejsza niż zwykle. Po dwóch latach mały skrawek nieba powrócił na miejsce i nikt nie miał pojęcia jak do tego doszło. Po prostu stało się i pustka nad miastem nie była już taka przygnębiającą. Christoph Marzi wykreował dla czytelników właśnie taką opowieść, która dzieje się we współczesnym Londynie. O kawałku pustego nieba nad Londynem.

Najpierw jednak poznajemy parę bohaterów: Heaven i Davida. Oboje są młodzi i szukają własnej drogi życiowej. Spotykają się przypadkiem na dachu londyńskiego budynku. Heaven ucieka przed dwoma złoczyńcami i twierdzi, że wycięto jej serce. Błaga o pomoc. Davidowi jej prośba wydaje się nieprawdopodobna, ale postanawia jej pomóc. Tak zaczyna się mroczna przygoda pary nastolatków, na dachach londyńskich budynków, na starych cmentarzach. I choć wszystko zapowiadało się fascynująco i magicznie, całość niestety rozczarowuje. Przede wszystkim - postaci, zarówno te pierwszoplanowe, jak i drugoplanowe są bardzo niedopracowane. Wprawdzie autor wypomina o przeszłości Davida, opowiada historię dzieciństwa Heaven, ale wyrazistego charakteru nie ma żadne z nich. "Źli ludzie", którzy ich ścigają są raczej wyjęci z kreskówek dla dzieci, coś w stylu spadanie na nich wielki kamień, a oni się otrzepią i będą gonić "dobrych" dalej. Fakt, autor również nadaje im zdolności nadprzyrodzone, ale w całość wygląda to sztucznie. Może to przez dialogi, które wypowiadają. Są one raczej mdłe i trącą badałem. Ogólnie cała fabuła gdzieś w połowie się rozmywa, przez to, że autor zaczyna odpowiadać na wcześniej nurtujące pytania. Nie pozostawia czytelnikowi "otwartych drzwi", aby choć trochę zasiać ziarenko niepewności.

Jednak, pomimo tych minusów, jest to książka warta przeczytania i nie żałuję, że po nią sięgnęłam. Podobał mi się pomysł autora, nawiązywanie do legend, to że David pracował w antykwariacie. I choć może nie wyszło z realizacją, to czytało się przyjemnie. Urzeka tu przede wszystkim okładka i to jej należy się choć jedno zdanie. Przykuwa uwagę i przenosi w mroczy świat nocnego Londynu. Miasta świateł i ciemnych zakamarków. Piękna, wyżłobiona brama, widoczna na okładce pojawia się również w powieści. A widok Londynu z góry sprawia, że czytelnik staje na gościem na dachach budynków i może, tak jak bohaterowie, zachwycać się pięknem mrocznego i tajemniczego miasta. 
Polecam, szczególnie młodszym czytelnikom. 



piątek, 3 czerwca 2016

„Master” Olgierd Świerzewski

Wydawnictwo: Muza
data wydania: 18 maja 2016
oprawa: miękka
liczba stron: 528





„Tworząc chaos dla innych, samemu należało zachować pełną kontrolę”. To motto życiowe Aleksa Rymera, bohatera najnowszej książki Olgierda Świerzewskiego. Po udanym debiucie z roku 2014 („Zapach miasta po burzy”) pan Świerzewski powraca z nową powieścią Master.

Aleks Rymer pracuje w dużej firmie korporacyjnej, która ma swoje siedziby w wielu miejscach na świecie. Studiował na najlepszych uczelniach w Londynie i w USA. Przez wiele lat pracował w centrali firmy Green Stone, która znajdowała się na Wall Street. To właśnie w Nowym Jorku jego narcystyczne ego znajdowało godne miejsce do egzystencji. Wyczuwał tu tętno, energię, jaka płynęła z głębi ziemi. W centrum finansowego świata, ogromnych transakcji, wielomilionowych kontraktów Aleks czuł się jak ryba w wodzie. Chłonął dynamikę świata. Był żywym komputerem służącym do przetwarzania danych. W odnoszeniu sukcesów pomagał mu jego analityczny i bystry umysł oraz zdolność "czytania" ludzkich emocji. Dlatego Aleks był niepokonany w negocjacjach. Zawsze wiedział, kiedy przeciwnik blefuje albo kiedy się czegoś obawia. Był mózgiem korporacji. I tak pracując od świtu do zmierzchu, żyjąc w ciągłej akcji jak żołnierz, kompletnie wyczerpany, ale szczęśliwy, Aleks piął się po szczeblach finansowej kariery. Można się domyślić, że dla kierownictwa firmy był pewnym zagrożeniem. Dlatego niespodziewanie Aleksowi powierzono zadanie kontrolera finansowego w spółce w Warszawie. Zatem pod 20 latach nasz bohater wraca do kraju, kraju pełnego wspomnień i dawnych frustracji. I właśnie w tym momencie zaczyna się akcja powieści.

Aleks dobrze wiedział, że w nowej placówce w Polsce czeka go konfrontacja. Pragnął osiągnąć tam sukces, zatem musiał grać ostro i szybko. Czytelnik dostaje tu genialny portret psychologiczny człowieka, który nie cofnie się przed niczym, aby osiągnąć założony cel. Aleks chce zwyciężać, ale nie dlatego, że jest pazerny na sławę czy pieniądze, ale dlatego, że bez nich czuje się bezbronny i traci kontrolę. A utrata kontroli, nad każdym, nawet błahym elementem jego egzystencji, jest dla Aleksa nie do zaakceptowania. Główny bohater nie uznaje autorytetów, gardzi swoimi rodzicami, którzy do niczego w życiu nie doszli, nienawidzi swojego szefa z Nowego Jorku i na każdym kroku planuje się na nim zemścić. Jedyną osoba, o którym mówi z szacunkiem i uznaniem to jego pierwsza miłość, Ona. Nie podaje jej imienia, wspomina tylko chwile, miejsca spędzone ze straszą od siebie wtedy kobietą. Kobietą, która nauczyła go wszystkiego. Natomiast rozstanie z nią nazywa wolnością, choć tak naprawdę jest to manifest zagubionego człowieka, który woli czynić zło, niż zła doświadczać.
„Ciągle to czułem podczas tych wszystkich lat naszego rozstania. Gdziekolwiek bywałem, relacjonowałem Jej w myślach, dokąd idę, co robię, co widzę. Znałem Ją na tyle, że wiedziałem, co mogło ją zainteresować, ale nigdy nie wiedziałem, jak oceni dane zjawisko, jak skomentuje moje wrażenia z tego, co zobaczyłem”.  

Kobiety Aleksa to osobny rozdział. Wszystkie traktuje instrumentalnie. Mają dawać mu przyjemność. Nie przyjmuje odmowy. Bierze wszystko, na co ma ochotę. Uwielbia luksus i rozkoszuje się nim. Drogie prezenty, ekskluzywne podróżne, komfortowe mieszkania i hotele, nie przywykł do przeciętności. Jednak potrafi się zachwycić nie tylko pięknem kobiecego ciała, ale też wschodami słońca na morzem, szczytami gór, orientalną kuchnią, zapachem porannej kawy.

Sam autor, w udzielonym niedawno wywiadzie, twierdzi, że „Mastera” można czytać nie jako obyczajowy thriller, ale moralitet, w którym na plan pierwszy wysuwają się najbardziej podstawowe pytania o naszą moralną i religijną kondycję. I trudno się z tym nie zgodzić. „Master” to uniwersalny moralitet, a korporacja jest przestrzenią, w której dochodzi do pojedynku wartości. Dawniej były to dwory królewskie, dziś często urzędy, parlamenty, przedsiębiorstwa, a ostatnio nawet wirtualna przestrzeń Internetu, w której ludzie potrafią być równie okrutni i pozbawieni empatii jak Aleks. Wszędzie motywy są te same, zmieniają się jedynie otoczenie i metody - mówi dalej autor. Pan Świerzewski porusza też problem naszych narodowych kompleksów - kompleksu niższości, który każe traktować przedstawiciela Zachodu jako kogoś z wyższej cywilizacji. 

Jak już napisałam wcześniej, many tu genialny rys psychologiczny człowieka, który pozbawiany jest skrupułów i emocji, obraz człowieka, którego pewnie można spotkać na sejmowych korytarzach lub w siedzibach wielkich korporacji. Cały monolog Aleksa uzupełnia narracja trzecioosobowa, gdyż oprócz losów głównego bohatera poznajemy również zespół ludzi, z którymi Aleks współpracuje. To dopiero istny rollercoaster emocjonalny ludzkich pragnień i niespełnionych ambicji. Świetnie są przedstawione sylwetki drugoplanowe. Autor nie domyka niektórych wątków, co jest ogromnym plusem, gdyż możemy siebie wyobrażać ich dalsze losy. 

Dawno nie czytałam tak dobrej książki. Jest ona sporych rozmiarów i wymaga skupienia, potrzeba na nią parę dni, zatem można się nią rozkoszować. Widać tu dopracowanie warsztatu pisarskiego autora. Myśli, czy przemowy, które wypowiada Aleks mogą być też własnym rozliczaniem się z życiem, z przeszłością. Polecam wszystkim. Było to niezwykłe doznanie intelektualne. Poczytajcie o Aleksie, który czuje się panem i władcą w każdym zakątku świata. 




środa, 1 czerwca 2016

„Żeby miłość miała twoje oczy” Diego Galdino

Wydawnictwo: Rebis
data wydania: 14 czerwca 2016r. przedpremierowo
tłumaczenie: Tomasz Kwiecień
tytuł oryginału: Vorrei che l'amore avesse i tuoi occhi
oprawa: miękka ze skrzydełkami
liczba stron: 272





Książka do przeczytania w dwie godzinki. Lekka, prosta i z tandetną fabułą. Ale żeby nie było od razu o minusach. Jesteśmy w Toskanii. W małym włoskim miasteczku położonym w cichej okolicy wokół Sieny. Zachwycają tu falujące pagórki, które mienią się różnymi odcieniami zieleni oraz połyskują żółcią pól słonecznika. W tym uroczym miejscu wszyscy się znają i rutynowo, ale z oddaniem wykonują codzienne czynności. Każdy wie tu o wszystko o innych. Kiedy zatem do tej pięknej i spojonej scenerii przybywa ktoś obcy, jest to temat do plotek w całym miasteczku. Miejsce nie grzeszy namiarem rozrywek i nie tętni życiem, więc zagraniczni turyści są wydarzeniem sezonu.

Historia tu opisana jest bardzo banalna. On - przystojny malarz, ze zranionym sercem i traumatyczną przeszłością, nie okazując emocji topi swoje smutki w pracy. Ona - nauczycielka z misją, piękna, inteligentna, przywiązana do rodziny i miejsca, czyli klasycznie mdła postać. Zresztą autor nie daje szansy swoim bohaterom, aby wyrwać ich z tego stereotypowego schematu. Czytając książkę już po pierwszych stronach wiemy jak się potoczy owa historia miłosna i jakie będzie miała zakończenie. Iście harlequinowa fabuła - w pięknej scenerii spotyka się dwoje ludzi, najpierw "drą" przysłowiowe koty, a potem wybucha gwałtowne i namiętne uczucie. Natomiast na koniec... nie trudno się domyślić - żyją długo i szczęśliwie.

W sumie zazdroszczę autorowi takiej lekkość. U niego wszystko jest proste i piękne. Siła miłości pokonuje wszelkie trudności, a smutki szybko mijają. Szkoda, że w życiu nie można trafić na swoją drugą połówkę tak szybko, jak to się dzieje w powieściach pana Galdino. Nie chciałbym jednak zniechęcać to tego typu książek. Sięgając to taką pozycję, wiem czego się spodziewać, zatem czytelnik spełni swoje oczekiwania. Poznana historia pozwoli nam zabić czas w spokoju i pozostawi w optymistycznym nastroju. To idealna książka na plażę albo na działkę w ogródku. Można spędzić cudownie popołudnie zanurzając się jedynie w opisach skąpanej w słońcu Toskanii. To taka nowoczesna bajka do snu, która postawi czytelnika w przyjemnej atmosferze.


 Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Rebis za co bardzo dziękuję.