piątek, 30 września 2016

„Montecristo” Martin Suter

Wydawnictwo: Rebis
data premiery: 27 września 2016
tłumaczenie: Ryszard Wojnakowski
tytuł oryginału: Montecristo
oprawa: zintegrowana
liczba stron: 336





Martin Suter jest współczesnym szwajcarskim publicystą, scenarzystą  i pisarzem. Jego powieści doceniali już krytycy, jak i czytelnicy. Książki zdobyły wiele nagród i zostały przetłumaczone na 32 języki, ponadto zakupiono prawa do ekranizacji większości z nich.

„Montecristo” to świat polityki i finansów. Świat wielkich oszustw i spisków. Tutaj wszystko zależy od rozmiaru oszustwa. Wtedy skandale są przemilczane, wyciszane. To ogromny, zamknięty system połączonych ze sobą naczyń. A jeśli ktoś zaczyna grzebać w systemie, to za rogiem ulicy może go spotkać mrok. Jonas Brand jest wideoreporterem lifestylowego programu. Swoją pracę wykonuje raczej bez pasji, marzy o tym, aby zostać reżyserem i nakręcić własny film. Pewnego dnia jedzie pociągiem z Zurychu do Bazylei. W trakcie podróży na torach zostaje przejechany mężczyzna, który wcześniej jechał pociągiem. Wszystko wskazuje na samobójstwo. Jednak trzy miesiące później do rąk Branda trafiają dwa banknoty o tych samych numerach seryjnych. Okazuje się, że pieniądze nie są fałszywe, a w banku, w którym ekspert potwierdził ich autentyczność pracował Paolo Contini, makler który wcześniej zginął na torach.

Taka zbieżność wydarzeń wydaje się Jonasowi Brandowi dość dziwna. Zaczyna prowadzić na własną rękę śledztwo. Wkrótce wychodzi na jaw, że wielu osobom zależy na tym, aby dziennikarz nie pytał o tę sprawę zbyt dużo. Niespodziewanie dostaje szansę na spełnienie swojego marzenia i zrealizowanie filmu. "Co za godny uwagi przypadek, że w takcie najbardziej kontrowersyjnej sprawy, jaką badał w karierze, pojawia się nagle możliwość realizacji jego największego marzenia".  

Szczerze nie jest to moja ulubiona tematyka na fabułę książki. Nie kręci mnie świat bankierów ani ich milionowych przekrętów. Niemniej jednak Martin Suter bardzo umiejętnie połączył treści skandalu finansowego z życiem przeciętnych ludzi. To również taki thriller z przesłaniem dla świata finansów, a raczej taki ku przestrodze. Świetnie skonstruowania intryga, zwroty akcji sprawiają, że czyta się szybko i przyjemnie. Choć miejscami pojawiają się trochę sztuczne dialogi albo dygresje (np. „Po czym przeszli od razu do rzeczy i umówili się na kolację”). Zakończenie powieści jest dość zaskakujące. Suter stwarza wizję świata jako „wielkiej bańki mydlanej”, iluzji życia, której nikt nie chce przebić, ponieważ sprawia ona, że system się utrzymuje i działa. A wiadomo jak system padnie... Dlatego wszyscy tkwimy w thrillerze życia. Iluzji świata. Polecam. 


Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Rebis za co bardzo dziękuję.

poniedziałek, 19 września 2016

„Łańcuch Proroka” Luis Montero Manglano

Wydawnictwo: Rebis
data wydania: 13.09.2016r.
tłumaczenie: Katarzyna Okrasko, Agata Ostrowska
tytuł oryginału: LA CADENA DEL PROFETA
cykl: Poszukiwacze
okładka: zintegrowana
liczba stron: 560



Jeśli komuś podobała się pierwsza części trylogii „Poszukiwacze”-„Stół króla Salomona”, hiszpańskiego pisarza Luisa Montero, to z pewnością nie będzie rozczarowany drugą. Podobno sequele nigdy (no prawie nigdy) nie są lepsze niż pierwsze części. W tym przypadku nie będzie inaczej, choć pewnie w tej kwestii zdania czytelników będą podzielone. Ale może najpierw nieco o fabule. Część druga jest ściśle powiązana z pierwszą, dlatego, aby nie pogubić się w akcji, należy zacząć od początku.

Tirso Alfaro pracuje w Tajnym Korpusie Poszukiwaczy i jest odpowiedzialny za odzyskiwanie hiszpańskich obiektów dziedzictwa narodowego, które zostały skradzione lub zrabowane. Po zmianie kierownictwa, ekipa niczego nie szuka, odwala jedynie papierkową robotę, czego wszyscy mają pomału dość. Tymczasem w Madrycie, w bibliotekach przechowujących archiwa, dochodzi do włamań. Skradziony zostaje „Mardud” z Sewilli, starożytny islamski kodeks. Księga nie wydaje się wartościowa, dopóki nie trafia do rąk Poszukiwaczy. Okazuje się, że na marginesach zapisano wskazówki, które prowadzą do skarbu ukrytego w sercu Afryki. A z racji tego, że nasi bohaterowie nie są łowcami skarbów, tylko Poszukiwaczami, postanawiają owy skarb odnaleźć. Wartość trofeum nie ma dla nich znaczenia, liczy się tylko sam fakt jego znajdowania. Jednak zadanie nie wydaje się łatwe, gdyż po pierwsze - Tirso i jego towarzysze muszą odbyć wyprawę w tajemnicy przed szefem, a po drugie - Mali, kraj w Afryce Zachodniej, jest zniszczony przez wojnę. Nadal trwają tam starcia między frakcjami Tuaregów, fundamentalistami islamskimi oraz armią francuską. Poza tym zamieszkuje go jedne z najstarszych i najbardziej tajemniczych plemion Afryki - Nummowie. Mimo to nasi nieustraszeni bohaterowie decydują się na wyprawę.

I tak - po raz kolejny - zostajemy wplątani w gąszcz zagadek i łamigłówek, których rozwiązanie ma zaprowadzić Tirso do tajemniczego Łańcucha Proroka. Autor stawia nad drodze swoich bohaterów szereg przeszkód. Mamy zatem porwanie przez morskich rozbójników, piratów dwudziestego pierwszego wieku, ściganie przez funkcjonariuszy francuskiej policji, Interpol, Ludzi Piasku, a nawet plemię Pigmejów. Autor niestety zrobił z bohaterów nieśmiertelnych herosów, bo z każdej zasadzki wychodzą praktycznie bez szwanku. Bo i przeżywają katastrofę małej awionetki, uchodzą cało ze statku opanowanego przez uzbrojonych piratów, uciekają przed tajnymi służbami, pokonują afrykańskie dzikie zwierzęta (pytona skalnego i białego krokodyla) oraz nie straszne im są wycelowane w nich pistolety - trzy pistolety, w trzy różne głowy (jak w filmach Tarantino). To pierwszy zarzut. Wydaje mi się, że tutaj autor ciut przesadził z wychodzeniem cało z każdej opresji. Drugi mój zarzut dotyczy wprowadzenia nowych bohaterów. Akcja toczy się wokół "starej" ekipy Poszukiwaczy, znanej z I części - Tirso, Bańki, Danny i Enigmy. Pojawiają się nowi: agentka Interpolu, tajemniczy złodziej Cezar oraz nastoletni haker Yokai. I właśnie te postacie dodają "świeżości" w powieści. Niestety ich wątki są słabo zarysowane. Wprawdzie wnoszą sporo do akcji, ale pojawiają się sporadycznie. A szkoda, bo akurat nastolatek-haker podobał mi się najbardziej.

Ale to tylko takie dwa moje małe spostrzeżenia. Całość czyta się dobrze, zwroty akcji powodują, że chce się powieść doczytać jak najszybciej do końca. Ponowie mamy tory przeszkód, zagadkowe dźwignie, mroczne jaskinie rodem z Indiany Jonesa. Dużym plusem jest również to, że autor miesza fakty ze światem fikcji. Czytelnik do końca nie jest przekonany, co jest wytworem wyobraźni autora o która granica została przekroczona. Luis Montero wyznaje zasadę, że niektóre pytania powinny pozostać bez odpowiedzi. I bardzo dobrze. A te drobne mankamenty w fabule rekompensuje zakończenie. Jest ono na tyle zaskakujące i nieprzewidywalne, że na pewno z przyjemnością przeczytam III część.

Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Rebis za co bardzo dziękuję.