środa, 25 stycznia 2017

„Wisłocka” Konrad Szołajski

Podtytuł:  Czyli jak to ze sztuką kochania było
Wydawnictwo: Świat Książki
data wydania: 11.01.2017r.
oprawa:  miękka
liczba stron:320




„Jest i o uczuciach, i o anatomii, i o fizjologii. O wszystkim, co ważne dla trwałości małżeństwa”. W ten sposób Michalina Wisłocka chciała przekonać wydawcę, aby jej książka ukazała się drukiem. Autorka została odprawiona oczywiście z kwitkiem, gdyż dyrektor wydawnictwa uznał książkę za zbyt pornograficzną. I musiało upłynąć jeszcze sporo czasu, aby skostniały zarząd partyjny zezwolił na druk. „Dwadzieścia lat nieudanego małżeństwa i jeden mały zawał” - tyle kosztowała Wisłocką owa książka, która wkrótce stała się bestsellerem i została sprzedana w 7 milionach egzemplarzy. W latach siedemdziesiątych XX wieku cenzura kontrolowała wszystkie media i wydawnictwa oraz bacznie pilnowała, aby obywatele PRL nie tylko nie czytali wytwornej literatury, ale też nie mieli żadnych „nieobyczajnych” wzorców i żyli (przynajmniej oficjalnie) w cnocie. Nawet na granicach celnicy wyciągali podróżnym z bagaży i konfiskowali wszelkie „świerszczyki”. Dlatego słynna ginekolog poświęciła lata na przełamywanie konserwatywnej obyczajowości i przepychanki z cenzurą. Jak pisze Konrad Szołajski we wstępie: „Jest to historia walki o to, co dziś wydaje się oczywiste. Trudno uwierzyć, że nie tak dawno temu był to jednak problem polityczny”. Latami zbierany materiał, rozmowy z pacjentkami, własne doświadczenia, szczególnie te traumatyczne, dostarczyły Wisłockiej bazy na stworzenie kontrowersyjnej książki, która podbiła rynek księgarski i zrewolucjonizowała seksualność.

Sama biografia Michaliny szokuje i to bardzo, choć całą powieść trzeba czytać oczywiście z przymrużeniem oka. Bohaterami opowieści o tym, jak do doszło do wydania książki, są zarówno osoby autentyczne, występujące pod własnym nazwiskiem, jak i postaci fikcyjne - wymyślone, ale mające odpowiedniki w rzeczywistości. Fabuła, choć oparta na faktach, jest wytworem wyobraźni autora na temat Michaliny. Szołajski wprowadza rozbudowany wątek kryminalno-szpiegowski. Wymyślony przez niego Rafał Dominiak, oficer SB „rozpracowujący” figurantkę w celu powstrzymania publikacji „Sztuki kochania”, to najbardziej barwna postać. Dziś z uśmiechem na twarzy możemy czytać i przedstawiać, w formie kabaretu, te działania „aparatu politycznego”, które miały na celu robienie notatek i inwigilację ludzi. Choć wtedy do śmiechu nikomu nie było.

Dominiak zbiera zatem „materiał”, przesłuchuje świadków, czyta osobiste pamiętniki Michaliny. Wszystko po to, aby doszukać się czegoś, co zagraża interesom partii. „ ...zaczęła stosować sposoby nielicujące z godnością małżeństwa socjalistycznego”, „figurantkę cechuje obsesyjne zainteresowanie seksualnością”, „jest konfliktowa, może nadto ambitna i kłótliwa” - to tylko niektóre fragmenty raportu, który spisywał Dominiak. Uparcie szukał czegoś, co sugerował mu zwierzchnik – możliwie najbardziej kompromitujących faktów z życia figurantki. Sam jednak doszedł do wnioski, że nie ma się czego przyczepić. 

Polecam, świetna powieść. Nie tylko o fascynującej i prowokacyjnie bezkompromisowej kobiecie, ale też o realiach życia w Polsce w czasach Gierka. To również historia życia kobiety, która potrafiła doświadczenia własnego, nieudanego małżeństwa wykorzystać w podręczniku dla par. „Sztuka kochania” pomogła milionom Polaków i Polek, nie tylko w sprawach łóżkowych, ale również w budowaniu wzajemnych relacji, a przez to uratowała wiele związków. 


Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Świat Książki.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz