czwartek, 13 kwietnia 2017

„13 powodów” Jay Asher

Wydawnictwo: Rebis
data wydania: 30.03.2017r.
przekład: Aleksandra Górska
tytuł oryginalny: Thirteen Reasons Why
oprawa: broszura klejona ze skrzydełkami
liczba stron: 272




Ku przestrodze... dla rodziców.
Mam nadzieję, że te 2,5 miliona egzemplarzy, które sprzedano w Stanach Zjednoczonych trafiło właśnie do rąk rodziców, a nie dzieci. Książka bowiem na pewien sposób promuje samobójstwo. Ostatnimi czasy nastała „dziwna” moda na takie motywy. I tylko czekać jak ziści się samospełniająca się przepowiednia.

Akcja powieści dzieje się w pewnym amerykańskim miasteczku, gdzie mamy okazję poznać grupę nastolatków. Zepsutych nastolatków. I porównując ich choćby do bohaterów z kultowego niegdyś serialu „Beverly Hills 90210”, gdzie można było śledzić rozterki miłosne „typowej amerykańskiej młodzieży”, bohaterowie „13 powodów” mają zupełnie inne priorytety w życiu. Najważniejsze dla nich są dwie rzeczy: wizerunek i uznanie. Całe zatem życie kręci się wokół takich spraw: jak wyglądam, czy ktoś mnie zauważył, czy wyraził uznanie, czy polajkował moje zdjęcia, ile mam przyjaciół, czy jestem na szczycie rankingu. Tak, tak ranking to ważna sprawa dla amerykańskich nastolatków. Tworzone są sztucznie w szkole i nie mają nic wspólnego z wynikami w nauce, czy sukcesami w sporcie. Rankingi w stylu „najlepsza dziewczyna (używam eufemizmu) w szkole”, „najseksowniejsza dziewczyna”, „najtrudniejsza do zdobycia” i tak dalej. Oczywiście priorytetem jest znaleźć się na szczycie zestawienia.

Bohaterem książki jest Clay Jensen, który wraca do domu ze szkoły i przed drzwiami znajduje dziwną paczkę. W środku jest kilka taśm magnetofonowych nagranych przez Hannah, koleżankę z klasy (bohaterka główna w powieści), która dwa tygodnie wcześniej popełniła samobójstwo. Dziewczyna wyjaśnia, że istnieje trzynaście powodów, dla których zdecydowała się odebrać sobie życie. Clay jest jednym z nich i jeśli wysłucha nagrania, dowie się dlaczego. Chłopak przez całą noc chodzi po mieście, a za przewodnika służy mu głos Hannah. Staje się świadkiem jej bólu i osamotnienia, a przy okazji poznaje prawdę o sobie i otaczających go ludziach, której nigdy nie chciał stawić czoła. I co? Nic tylko brać przykład, gdyż spektakularne samobójstwo z pewnością będzie zauważone. Nie, oczywiście, że nie. Mam nadzieję, że wszyscy zadają sobie z tego sprawę, a takie myślenie jest złudne. A Hannah żadnych powodów nie miała, najważniejsze było dla niej to, żeby wszyscy dowiedzieli jak się czuje i to, że żeby wszyscy poznali osoby, które ją ignorowały. Przecież można to zrobić na szereg innych sposobów.

Książka nie jest łatwa w odbiorze, można powiedzieć, że męczy. Wszystkie te wywody są bardzo infantylne. Innym przerażającym motywem jest tu komplety brak zainteresowania ze strony rodziców. Wszyscy występujący bohaterowie mają przecież rodziny, matki, ojców, ale oni są nieobecni w ich życiu. Do tego stopnia, że matka nie zauważa zmiany fryzury w córki - dokładnie obcięcia długich włosów na bardzo krótkie. I wystarczyć powiedzieć rodzicom, że ma się zrobić projekt do szkoły i trzeba nocować u kolegi bądź koleżanki. A wtedy już droga otwarta do całonocnych imprez, okrapianych dużą ilością alkoholu, narkotyków, przypadkowych kontaktów seksualnych i rozbijania się po mieście samochodami, gdyż nastolatkowie nawet do przyjeżdżają do szkoły drogimi autami, a co dopiero na imprezę. Zero kontroli, zero zainteresowania, zero sprawdzania ocen w szkole, zero najmniejszych rozmów. Nieletni bohaterowie mogą robić co chcą i kiedy tylko mają ochotę.

Podsumować można tylko w jeden sposób. O temora! O mores! Przerażające jeszcze jest to, że na podstawie książki powstaje serial. I znowu będzie pożywka dla masochistycznych nastolatek, które może w podobny sposób chciałby „zaistnieć. Zatem mam nadzieję, że Polsce książkę przeczytają rodzice. Może niektórym da to coś do myślenia. Choć śmiem twierdzić, że u nas w kraju, taki typ rodziców, jak w Stanach, jest rzadkością.



Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Rebis za co bardzo dziękuję.

sobota, 1 kwietnia 2017

„Dwoje do pary” Andy Jones

Wydawnictwo: Świat Książki
data wydania: luty 2017
tytuł oryginału: The Two of Us
tłumaczenie: Grażyna Woźniak
oprawa: miękka ze skrzydełkami
liczba stron: 326






Książka pana Jonesa zbiera dość dobre recenzje. Mnie niestety rozczarowała i to z kilku powodów. Po pierwsze - nie gustuję w takiej literaturze, choć zdarza mi się czytać podobne pozycje i wśród nich znajduję perełki. Ta perełką nie jest. Po drugie - sam tytuł - według mnie - jest nietrafiony. „Dwoje do pary” sugeruje, że będzie to opowieść o miłości dwojga ludzi. Tymczasem są to wywody i refleksje jednego z bohaterów. Fakt, że opowiada on o swoim związku, ale nijak ma się to do tytułu. I po trzecie - sama fabuła. Brak tu jakiejkolwiek konstrukcji, bo coś najważniejszego dzieje się  na ostatnich 10 kartkach książki, a wszystko wcześniejsze było jakby wprowadzeniem, a potem cała historia się kończy. Ale może po kolei.

Fisher (główny bohater i narrator zarazem) zajmuje się produkcją filmową, reżyseruje reklamy telewizyjne. Poznajemy go w momencie, kiedy to zabiera swoją nową dziewczynę Ivy w odwiedziny do rodziny. Praktycznie sam nic o niej nie wie. Znają się od niedawna, ale Fisher czuje, że jest to ta jedyna. Parę dni później okazuje się, że Ivy jest w ciąży. I oczywiście poczucie obowiązku, może i również wewnętrzne przeczucie, każe Fisherowi związać się z Ivy na stałe. Cała fabuła skupia się więc na okolicznościach ciążowych, czyli na tym, jak to mężczyzna musi przerwać te 9 miesięcy. Fisher ma różne dylematy i wysuwa przeróżne refleksje, raz jest w pełni szczęśliwy, a raz zdruzgotany. Fakt, że z tych wywodów można wywnioskować, że Fisher jest spoko gościem, takim, co ze świecą szukać, ale poznajemy to z punktu widzenia jego samego. Niemniej jednak poza rozterkami głównego bohatera żaden inny wątek nie jest wyostrzony.

Zatem jeśli ktoś lubi opowieści w stylu – „codzienne życie z męskiego puntu widzenia”, to książka może się spodobać. Fisher ma zdrowe podejście po pewnych spraw, zatem co niektórzy mogliby brać przykład. Mnie całość niestety nie poruszyła ani nie wzruszyła. Ale może ja jestem już nieczuła.


Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Świat Książki.