sobota, 26 sierpnia 2017

„Trauma” Michael Palmer, Daniel Palmer

Wydawnictwo: Rebis
data wydania: 17 sierpnia 2017r.
tytuł oryginału: Trauma
tłumaczenie: Norbert Radomski
oprawa: broszurowa klejona
liczba stron: 432






Michael Palmer z zawodu był lekarzem internistą oraz autorem dwudziestu thrillerów medycznych, z których wszystkie stały się międzynarodowymi bestsellerami. Na podstawie „Krytycznej terapii” powstał film z udziałem Hugh Granta i Gene’a Hackmana. Pisanie „Traumy” przerwała śmierć. Powieść dokończył jego syn. To bardzo piękny i ujmujący gest ze strony pana Daniela.

Książka, jak na thriller medyczny przystało, wpisuje się w klasyczny kanon gatunku. Akcja toczy się w środowisku medycznym. Poznajemy ambitną lekarkę - Carrie Bryant, która jest rezydentką na oddziale neurochirurgii w Boston Community Hospital. Carrie nie ma bogatego życia prywatnego, dlatego praktycznie większość czasu poświęca pracy. Albo będąc na dyżurze, albo czytając fachową literaturę medyczną. Narzuca sobie mordercze tempo, co niestety skutkuje popełnieniem groźnego błędu. Lekarka odchodzi i podejmuje się nowego wyzwania. W ośrodku dla weteranów wojennych został uruchomiony pilotażowy program, aby opracować metodę leczenia stresu pourazowego (PTSD). Innowacyjna metoda zapowiada nie tyle łagodzenie objawów, ale ich zupełne wyleczenie. Carrie ma być chirurgiem odpowiedzialnym za wprowadzenie elektrod do mózgu pacjentów. Mózg wtedy jest głęboko stymulowany prądem elektrycznym, próbując wyeliminować emocje ze wspomnień o traumatycznym wydarzeniu, które wywołało PTSD. Carrie jest bardzo podekscytowana nową metodą, ponieważ po cichu liczy również na to, że pomoże swojemu bratu Adamowi, też weteranowi wojennemu. Tymczasem w ośrodku zdrowia dla weteranów dzieją się dziwne rzeczy. W tajemniczy sposób zaczynają znikać pacjenci. Carrie zagłębia się w labirynt korupcji i morderstw. I choć może przypłacić to życiem, za wszelką cenę próbuje rozwikłać zagadkę tajemniczego znikania jej pacjentów.

„Trauma” to bardzo dobrze napisany thriller. Czyta się z wypiekami na twarzy, a akcja gna tu do przodu. Autorzy podejmują tematykę zagrożenia życia ludzkiego i zagadnień związanych z bioetyką w obliczu zmian, jakie niesie współczesna medycyna, oraz powiązań świata medycznego ze środowiskiem przestępczym. Nie brakuje też wątków sensacyjnych (to zasługa pewnie młodego Palmera). Choć akurat ten wątek był delikatny przekombinowany, ale zaskakujący. Na szczęście autorzy zrezygnowali z wątku miłosnego, gdyż byłaby to wtedy powieść bardzo przewidywalna. Carrie w prywatnym śledztwie pomaga młody dziennikarz. Dawid pracuje na zlecenie Lowell Observera i ma napisać artykuł na temat weteranów wojennych cierpiących właśnie na PTSD. To bardzo ciekawa postać. Tworzą oni zgrany duet, ale motyw romansu się nie rozwija. W ogóle mocną stroną książki są dobrze skonstruowani bohaterowie, szczególnie "czarne charaktery". 

Polecam. Powieść nie tylko dostarczy rozrywki, ale również przy okazji można poszerzyć swoją wiedzę na temat stresu pourazowego. To bardzo interesujące zagadnienie i ciągle jeszcze nie do końca wyjaśnione. 



 Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Rebis za co bardzo dziękuję.

środa, 23 sierpnia 2017

„Tulipanowa gorączka” Deborah Moggach

Wydawnictwo: Rebis
data wydania: 29 sierpnia 2017r. 
wydanie: VII
tytuł oryginału: Tulip Fever
tłumaczenie: Maja Justyna
oprawa: broszura klejona ze skrzydełkami
liczba stron: 304





Sięgając po tę książkę spodziewałam się błahego romansidła. Jakże błędne były moje myśli, gdyż „Tulipanowa gorączka” okazała się jedną z lepszych powieści, jakie ostatnio czytałam.

Jesteśmy w XVII-wiecznym Amsterdamie, w roku 1636. Mieście, które przeżywa swój Renesans. Kwitnie tu handel i rozwija się żegluga. Mężczyźni i kobiety w modnych strojach spacerują po ulicach, a w lustrze wody w kanałach odbijają się ich eleganckie domy. To również raj dla rybaków, handlarzy towarami, hodowców kwiatów i malarzy. Rozwija się życie artystyczne, a cała plejada mistrzów pędzla maluje pejzaże, martwe natury oraz portrety bogatych mieszkańców miasta.

Jeden z takich malarzy, Jan van Loos, dostaje zlecenie namalowania podwójnego portretu pewnego małżeństwa. On - Cornelius - 61-letni zamożny kupiec, właściciel kilku składów towarów w porcie, znawca sztuki, esteta. Ona - Sophia - młoda "praktyczna kobieta" (jak sama mówi o sobie), sprzedała swoją młodość za bogactwo, tym samym uwalniając się od biedy i życia w nędzy z siostrami i matką. Jan van Loos ma utrwalić na płótnie piękno, zatrzymać je na zawsze, ponieważ życie szybko przemija. Ma uchwycić szczęście, które - według Corneliusa - daje żonie. Sophia dostosowuje się do wszystkiego i potulnie spełnia wolę męża. Nie zdaje sobie jednak sprawy, że jedno spojrzenie młodego malarza obudzi w niej uśpione pożądanie i namiętność. I tak między Sophią a Janem wybucha gorący romans, który musi pozostać w ukryciu. 

Sophia z biegiem czasu odkrywa w sobie zdolności do samooszukiwania. Nauczyła się gry pozorów i wyrachowania. Wszystko w imię miłości. Dla Jana Sophia jest nie tylko miłością życia, a też inspiracją do malowania. Z biegiem czasu kochankowie mają dość ukrywania i knują pewien plan. Włączają do niego służącą Sophii - Marię, oraz Gerrita - służącego Jana. Cała intryga jest perfekcyjnie dopracowana i ma duże szanse powodzenia. Los jednak jest przewrotny i przypadkowy zbieg okoliczności potrafi wszystko zniweczyć.

W książce pojawia się również tytułowy motyw - tulipanowej gorączki. Szczerze mówiąc nie miałam pojęcia, że tulipomania w Amsterdamie była aż tak ogromnym zjawiskiem. Przy okazji zbadałam szerzej temat i okazało się, że o tej tulipanowej manii pisało wielu twórców, między innymi nasz rodak Zbigniew Herbert w „Martwej naturze z wędzidłem”. Zamiłowanie do tulipanów, a raczej do dochodów związanych z nimi, doprowadziło niderlandzkie społeczeństwo do zbiorowej psychozy. A koniec końców - do hańby, bankructwa i ruiny cnotliwych mieszczan, porzucających zdrowy rozsądek kupiecki oraz protestanckie umiarkowanie. „Na początku 1637 roku handel cebulkami tulipanowymi upada. Najwyższy Trybunał Holandii, poważnie niezaniepokojony gorączką, która opanowała cały kraj, podejmuje interwencję i z dnia na dzień ustala bardzo niskie ceny cebulek”. Tysiące ludzi straciło wtedy środki utrzymania. Tamte wydarzenia odsunęły się na margines historii i mało kto o nich wie. Niemniej jednak świadczą one o ludzkiej chciwości i przewrotności losu, ale tym samym wywodzą się z miłości do piękna i zamiłowania do kwiatów. Tulipany mają niestety też inny przykry incydent w historii. Podczas II wojny światowej, ludzie cierpiąc z głodu, zmuszeni byli wykopywać cebulki tych kwiatów i je jeść. Wspominała choćby o tym aktorka, holenderskiego pochodzenia, Audrey Hepburn, która dzieciństwo spędziła właśnie w okupowanej Holandii. Również w literaturze często pojawia się ten motyw, na przykład w książce amerykańskiego pisarza Richarda Lourie „Wstręt do tulipanów”.

Wracając jednak do powieści, przepiękna była o opowieść o ludzkich namiętnościach i pożądaniu. Nie tylko z miłości. Cornelius jest kolekcjonerem sztuki. Jego zamiłowanie do malarstwa również jest tu widoczne. Poza tym to bardzo ciekawa postać. Mężczyzna pełen dobrych manier, esteta, miłośnik piękna, nie tylko zewnętrznego. Polecam, świetna lektura na zakończenie wakacji. 



Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Rebis za co bardzo dziękuję.



A 8 września na ekrany kin wchodzi ekranizacja tej powieści. Reżyserem jest Justin Chadwick (m.in. „Kochanice króla” i „Mandela: Droga do wolności”). W rolach głównych: Alicia Vikander, Christoph Waltz (jeden z moich ulubionych aktorów) i Judi Dench! Ja nie mogę się doczekać. 


sobota, 19 sierpnia 2017

„Jak się zakochać w facecie, który mieszka w krzakach” Emmy Abrahamson

Wydawnictwo: Rebis
data wydania: 17 sierpnia 2017r.
tytuł oryginału: Hur man foralskar sig i en man som bor i en buske
tłumaczenie: Bratumiła Pawłowska-Pettersson
oprawa: broszura klejona ze skrzydełkami
liczba stron: 272





Sam tytuł już przyciąga uwagę. Okładka tak średnio, ale też rzuca się w pewien sposób w oczy. 

Julia, prawie trzydziestoletnia singielka, mieszka w Wiedniu wraz ze swoim kotem Optimusem. Nie należy do osób szczególnie ambitnych, jeśli chodzi o rozwój swojej kariery. Pracuje w firmie językowej udzielającej lekcji języka angielskiego. Lubi swoją pracę, choć często przyprawia ją o irytację. Jednak na razie nie chce tego zmieniać. Lubi swój monotonny i spokojny tryb życia. W weekendy spotyka się ze znajomymi, choć też do końca ich nie lubi, chodzi z nimi do pubów, tak dla zabicia czasu. Skrycie marzy jednak o kimś, z kim mogłaby spędzać wspólne wieczory, a nie wracać do pustego mieszkania 

Pewnego dnia zjawia się odpowiedni kandydat. Jest zabawny, przystojny, spontanicznie rzuca ciętymi ripostami i jest wpatrzony w Julię. Jedyny problem polega na tym, że Ben (jak już tytuł sugerował) mieszka w krzakach i jest kloszardem. Julii to jednak nie przeszkadza i po krótkim czasie postanawia zamieszkać razem z nim. A uściślając, to Ben z całym swoim dobytkiem (jedną reklamówką) wprowadza się do jej mieszkania. I tak zaczyna się ich gorący, przepełniony emocjami związek.

Desperaka czy kobieta prawdziwe zakochana? Z pewnością jedno i drugie. Tak można by scharakteryzować Julię. Reprezentuje ona pokolenie trzydziestolatków, które jeszcze niby chce poszaleć i być niezależnym, a z drugiej strony pragnie stabilizacji i trwałych związków. To drugie często za wszelką cenę. Czytając jednak o perypetiach Julii, to jednak bliżej jej do zdesperowanej kobiety. Choć nie da się jej nie lubić, gdyż swoje decyzje podejmuje na przekór oczekiwaniom innych i utartym schematom.
szwedzka okładka książki

Zabawna była to historia. Emmy Abrahamson na lekki i spontaniczny styl. Dialogi, choć momentami zbyt proste i infantylne, to można przy nich się roześmiać. Książka na poprawę humoru, aby poczytać o większych desperatkach niż się jest samemu, oczywiście w pozytywnym znaczeniu tego słowa ;). 





Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Rebis za co bardzo dziękuję.

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

„Zapisane w gwiazdach” Lucie Di Angeli-Ilovan

Wydawnictwo: ZYSK i S-KA 
data wydania: 26 czerwca 2017
oprawa: miękka
format: 155 x 235
liczba stron: 584





„Zapisane w gwiazdach” to prequel „Żniw gniewu”, książki napisanej przez Polkę, mieszkającą w Stanach. I tak jak napisałam o pierwszej jej książce, że jest to wielki ukłon w stronę tysięcy kobiet, które przeżyły wojnę, okupację i "wyzwolenie", to o drugiej książce można napisać to samo. 

Lucy Di Angeli-Ilovan wraca do losów rodziny Góreckich na Kresach Wschodnich, opisując wcześniejsze dzieje sióstr, Kaszmiry i Maruszki oraz ich młodszego brata Józefa. Choć autorka bazuje na wspomnieniach rodzinnych, to większość wydarzeń jest wymysłem jej wyobraźni. Poznajemy dzieciństwo dwóch sióstr, sióstr o bardzo odmiennych charakterach. Maruszka była pilną uczennicą, Kaszmira - łobuzem. Maruszka czytała żywoty świętych i chciała iść do klasztoru, Kaszmira nigdy nie potrafiła odnaleźć swojego miejsca. Niemniej jednak los potraktował je okrutnie. I dzieciństwo, choć skromne i ubogie, jest niczym tragicznym do tego, co spotkało je później. Ich matka Paulina za okrutny los jaki spotkał najpierw ją samą, a potem jej córki, obwiniała zawsze przeznaczenie. Często powtarzała „to było zapisane w gwiazdach” i tak już musi być. W ten prosty sposób usprawiedliwiała wszystkie własne wady i słabości oraz to, że z losem trzeba się pogodzić. Trudno się z nią zgodzić. Zresztą jej córki nie do końca podzielały filozofię życiową matki. Szczególnie Kaszmira, która wbrew woli rodziny wyjeżdża do Wilna, chcąc sama walczyć o lepsze życie, powodzenie i szczęście. 

Dalsze losy sióstr ukazują właśnie, że warto walczyć o lepsze jutro i nie poddawać się przeciwnościom losu. Że mimo tragedii, trzeba próbować stawiać czoło problemom. I nie warto biernie czekać na sprzyjający układ planet czy gwiazd, tylko należy kreować swoje życie samemu. Jeżeli ktoś uważa, że gwiazdy determinują jego osobowość i jego przyszłość, to tym samym rezygnuje ze swej wolnej woli. A Kaszmirze i Maruszce na pewno nie można zarzucić tego, że zabrakło im siły w pokonywaniu trudności i determinacji.

Piękna była to opowieść o Kresach. Lucy Di Angeli-Ilovan po raz kolejny przenosi czytelnika do miejsca, gdzie pachnie wspaniałą wschodnią kuchnią. Poznajemy pierwsze wybory miłosne dziewczyn, ich rozczarowania, nadzieje i marzenia. A potem ich traumatyczną tułaczkę i wywózki na Sybir. Jedną tylko rzecz można zarzucić pisarce. Tak jak w przypadku pierwszej powieści, treść przesłania tu formę. Dlatego można autorce wybaczyć niedociągnięcia stylistyczne. Warsztat pisarki nie jest tu na najwyższym poziomie. Lucy Di Angeli-Ilovan spisała po prostu wspomnienia tak, jak je kiedyś usłyszała, zatem czyta się to wszystko, jakby ktoś nam opowiadał historię do poduszki. Niemniej jednak usłyszana historia jest warta wysłuchania. 


 Za egzemplarz recenzencki dziękuję  Wydawnictwu  Zysk i S-KA