piątek, 10 kwietnia 2020

„Furia wikingów” Daniel Komorowski


Wydawnictwo: Repika
data wydania: 11 luty 2020 r.
oprawa: miękka ze skrzydełkami
liczba stron: 480



„Nie znają jednak siły wikińskich mieczy i toporów! Nie znają potęgi naszego muru tarcz. Nie znają naszej furii! Niech ją poznają i zginą co do jednego. Walczymy ku chwale Odyna Wszechojca, abyśmy mogli godnie świętować razem z nim przy stole Valhalli!”

Tak to fakt, nikt nie znał siły i potęgi wikingów, nikt nie znał takiego okrucieństwa. Nie znali go z pewnością mnisi z klasztoru Lindisfarne, kiedy to statki Ragnara dobiły do brzegów wyspy. Tak według historyków zaczęła się umowa era wikingów. Od tego czasu Skandynawowie organizowali łupieżcze najazdy na prawie całą Europę, która zresztą właśnie wtedy powstawała. Ci najeźdźcy z surowej Północy nadciągali w swych drakkarach, niosąc śmierć i pożogę. Przybywali, żeby palić, grabić i gwałcić, ale przede wszystkim, żeby okryć się wiekopomną chwałą zdobywców i zapewnić sobie miejsce w Valhalli.

Nic zatem dziwnego, że przerażają i fascynują oni nadal wielu ludzi. Bo oprócz właśnie postrachu, który ze sobą nieśli, wikingowie byli bardzo dobrze zorganizowanym społeczeństwem. Posiadali bogatą sferę duchową, a całe ich życie było zależne od sposobu utrzymywania relacji ze światem bogów i innych istot nadprzyrodzonych. Oszałamiają tu nie tylko praktyki religijne, ale też struktury społeczne, ich hierarchia, ekonomia, sztuka, kontakty ze światem zewnętrznym oraz taktyka wojenna. A o tym można pisać obszerne prace, o drakkarach, o broni ręcznej, w końcu o samych sposobach prowadzenia walk i pojedynków. 

To wszystko zafascynowało również młodego grafika Daniela Komorowskiego. „Furia wikingów” jest owocem jego zainteresowań i pasji. A jak wiadomo z pasji rodzą się rzeczy najbardziej wartościowe. I mimo że przeczytałam już wiele o wikingach, oglądałam filmy i serial, to z przyjemnością przeczytałam coś jeszcze. Autor pisząc powieść bazował na faktach historycznych, nie jest to jednak wierna i chronologiczna próba ich odtworzenia. Co zresztą pisarz w posłowiu wyjaśnia. Jest to zabieg świadomy stworzony na potrzeby powieści. To przyczyniło się do uatrakcyjnienia fabuły.

Bardzo podobała mi się kreacja bohaterów. Zarówno Ragnar, jak i jego synowie są przedstawieni bardzo realistycznie. A ich emocje i furie bardzo się udzielają czytelnikowi. Poza tym na uwagę zasługują sceny batalistyczne. Nie są za długie i opisane bardzo plastycznie, w tym sensie, że idealnie oddają ducha pola walki. Jestem pełna uznania również dla stylu pisania, całość wydaje się przemyślana i doszlifowana, a jak na początkującego pisarza jest to spora zaleta. I najważniejsze - czuć tu pasję autora, która się bardzo udziela. Nie mogę się zatem doczekać kolejnych części. Polecam. Wikingowie nadciągają!



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza