środa, 18 stycznia 2017

TOP 10 - ulubione cytaty z „Kubusia Puchatka”

18 stycznia jest uznawany za Międzynarodowy Dzień Kubusia Puchatka.
Nie jest to jednak przypadkowa data. To właśnie 18 stycznia, 135 lat temu (1882 rok) w Londynie urodził się Alan Aleksander Milne - twórca uwielbianego przez miliony, sympatycznego Kubusia Puchatka.




1.
- A jeśli pewnego dnia będę musiał odejść? - spytał Krzyś, ściskając Misiową łapkę. - Co wtedy?
- Nic wielkiego. - zapewnił go Puchatek. - Posiedzę tu sobie i na Ciebie poczekam. Kiedy się kogoś kocha, to ten drugi ktoś nigdy nie znika.


2.
– Kubusiu, jak się pisze MIŁOŚĆ?
– Prosiaczku, MIŁOŚĆ się nie pisze, MIŁOŚĆ się czuje.


3.
Czasami – powiedział Kubuś – najmniejsze rzeczy zajmują najwięcej miejsca w twoim sercu.




4.

 -Puchatku? 
-Tak Prosiaczku? 
-Nic- powiedział Prosiaczek biorąc Puchatka za łapkę - Chciałem się tylko upewnić, że jesteś.




5.
Dzień bez przyjaciela to jak dzbanek, w którym nie została nawet kropelka miodu.



6.
Miałem zamiar zmienić koszulkę, ale zmieniłem zamiar.


7.
Myślenie nie jest łatwe, ale można się do niego przyzwyczaić.

8.
Przyjacielu, jeśli będzie ci dane żyć sto lat, to ja chciałby żyć sto lat minus jeden dzień, abym nie musiał żyć ani jednego dnia bez ciebie.


9.
Nie możesz stanąć w jednym punkcie w lesie i czekać aż inni do Ciebie przyjdą. Sam musisz do nich czasem wyjść.

10.
Czasami lubisz kogoś zbyt mocno. I to się nazywa miłość.

niedziela, 1 stycznia 2017

Moje książki roku 2016

Tym razem TOP 5. Czytelniczo rok 2016 był dla mnie średnio owocny. Wiele obowiązków nie pozwalało mi na swobodne czytanie zbyt wielu pozycji. Poza tym większość moich przeczytanych książek nie była nowościami. Udało mi się nadrobić zaległości i w końcu wzięłam z półki te pozycje, które chciałam przeczytać od dawna, na przykład: „Łuk triumfalny” Remarque’a (perełka!), „To” Kinga (majstersztyk!), czy „Pasję życia” Stone’a (urzekająca!). Jednak w moim skromnym i subiektywnym rankingu pod uwagę biorę jedynie książki wydane w 2016 roku.




1. Mózg i serce. Magiczny duet” James Doty (Rebis) - dla mnie książka roku 2016! Autobiografia buddyjskiego kopciuszka, ale w męskiej wersji. Opowieść o amerykańskim neurochirurgu, który dążył do rozwikłania tajemnicy wzajemnych powiązań ludzkiego mózgu i serca. Piękna i urzekająca historia drogi do sukcesu wybrukowanej trudnościami losu. A co najważniejsze - pokrzepiająca.  

2. Master” Olgierd Świerzewski (Muza) - kolejna odsłona męskiej opowieści, tym razem o człowieku, który pozbawiany jest skrupułów i emocji. Genialny rys psychologiczny. I trochę tak - ku przestrodze - aby strzec się przed takimi Aleksami. 

3. Zgnilizna” Siri Pettersen (Rebis) - II tom serii „Krucze pierścienie”. Za niespodziewany zwrot akcji. Siri Pettersen bardzo mi zaimponowała. Znakomita narracja, język - metaforyczny i przesiąknięty symboliką, a z drugiej strony prosty w odbiorze. Budzi emocje, drażni, trochę prowokuje, wzbudza zachwyt.

4. „Troja” David Gemmell (Rebis)  - tym razem cała seria. To cudowna  opowieść o honorze i obowiązku, o miłości i przyjaźni, o determinacji i woli walki. Opowieść o Złotym Mieście, które nie chciało umierać. Opowieść o poległych bohaterach i dzielnych wojownikach, którzy do końca wiernie bronili swojego ukochanego miasta. Opowieść o zdeterminowanych kobietach, które pomimo wielu cierpień, nie straciły ducha walki i wiary w przetrwanie swoich bliskich. 

5. Symfonia w bieli” Adriana Lisboa (Rebis) - powieść ta urzekła od samego początku. Za subtelność opisów, za ciszę i harmonię, za poruszającą historię dwóch sióstr. 



podsumowania w latach ubiegłych

czwartek, 29 grudnia 2016

„Złodziejka” Sarah Waters

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
data wydania: 4 sierpnia 2015
tytuł oryginału: The Fingersmith
tłumaczenie: Magdalena Moltzan-Małkowska
oprawa: twarda 
liczba stron: 728




„Opowiadam wam o tym wszystkim, żebyście nabrali pojęcia, jakie siły mnie ukształtowały, wpływając na to, kim jestem”. [s. 257] Tak mówi jedna z bohaterek i zarazem narratorek powieści. Wypowiada to, aby usprawiedliwić swoje czyny. Sue Trinder, lat 17, mieszka w Londynie przy Lant Street. To miejsce drobnych złodziei, przestępców i ubóstwa. Dziewczynę wychowują pani Sucksby i pan Ibbs, w domu, przez który przewijają się niechciane dzieci, paserzy i lichwiarze. W domu, w którym, aby uspokoić płaczące dzieci podaje się im krople ginu, a podrobienie dowolnego klucza nie jest niczym skomplikowanym, nawet dla kilkunastoletnich chłopców. Richard Rivers, drobny fałszerz i uwodziciel, bywa częstym gościem w tym domu. Richard vel Gentleman ma plan. Plan, który pozwoliłby domownikom na wzbogacenie się i w końcu przyzwoite życie.  

Tymczasem nieopodal Londynu, dziedziczka fortuny, Maud Lilly, lat 17, mieszka w ogromnej, ciemnej rezydencji. Ogromna posiadłość pozornie wydaje się bezpiecznym miejscem. Bramy chronią dom przed drobnymi złodziejaszkami i oszustami. Poza tym służba czyni wszystko, aby domownikom niczego nie zabrakło. Okazuje się, że wuj Maud, kolekcjoner i miłośnik książek, ma dość specyficzne hobby. Zbiera bowiem literaturę tylko jednego rodzaju, a siostrzenica potrzebna jest mu do czytania i przepisywania sprośnych tekstów.  

Pewnego dnia losy obu dziewcząt łączą się. Jednak plan uknuty przez Richarda okazuje się tragiczny w skutkach. I tu należą się pochwały dla autorki. Cała historia rzeczywiście jest zaskakująca. Narrację prowadzi najpierw Sue, a następnie Maud. Opowiadają o tych samych zdarzeniach, ale z różnych perspektyw. Nie ma sensu zdradzać tu reszty fabuły, gdyż wtedy nie byłoby żadnego zaskoczenia dla czytelnika. Choć dalsze relacje pomiędzy paniami są raczej przewidywalne. Natomiast wiktoriański Londyn jest przedstawiony w dość doby sposób. Szary, ponury i brutalny świat dziewiętnastowiecznego społeczeństwa. Mroczny, ponury klimat daleki jest do opisów wyidealizowanych i ckliwych romansów. Nie brakuje tu emocji i obie bohaterki nie mają oporów przed wyrażaniem swoich uczuć. Tyle o plusach, bo niestety są i minusy.

Przede wszystkim zakończenie, tutaj bardzo melodramatyczne i nie psujące do całości. Mnie się nie podobało, za dużo było „achów” oraz „ochów”. Do tego stopnia, że zaważyło to na mojej ocenie książki. Myślałam, że będzie to swoista „perełka” wśród literatury tego typu, a niestety stała się po prostu zwykłym czytadłem. Jedynie co mnie teraz kusi to ekranizacja, gdyż twórcy filmu zdecydowali się przenieść akcję do Korei i zmienić tytuł na „Służąca”. Może być ciekawie. 



sobota, 24 grudnia 2016

„Oto zwiastuję Wam radość wielką....



Czasem może się wydawać, że nic nas już nie zaskoczy, że koleje losu potoczyły się dla nas niczym wyrocznia albo że wszystkiego już doświadczyliśmy. 
Nic bardziej mylnego...

Radujmy się, zamiast smucić! Nic nie jest bez znaczenia, nic nie dzieje się tylko przez przypadek! Boże Narodzenie to czas zmian, cudów i nadziei, ale jeden jest warunek: nie zabijajcie w sobie radości i potrzeby dzielenia się miłością.

Boże Narodzenie to czas cudów! 
Zatem życzę Wszystkim, wiary, miłości i odwagi, aby każdego dnia umieć odnajdywać w sobie cuda; aby nie bać się podążać za własnymi potrzebami i marzeniami, każdy jest bowiem powołany do SZCZĘŚCIA.


* * *


„I rzekł do nich anioł: Nie bójcie się! Oto zwiastuję Wam radość wielką,
która będzie udziałem całego narodu:
dziś bowiem w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel,
którym jest Mesjasz, Pan.”   Łk 2,10-11


 Andrea Mantegna, Pokłon pasterzy, 1451, Nowy Jork, Metropolitan Museum of Art. 

Stajenka Mantegni to mnóstwo skał z wyraźnie uwydatnionymi  warstwami i jakaś dziwaczna rudera, której sekundują drzewa owocowe. Urzekająca surowość - żadnych kolumn, reliefów czy innych fikuśnych detali architektonicznych. Atmosfera stricte baśniowa, nawet pejzaż, choć niby włoski, odrealniony księżycowo. Czuje się przenikającą w dziele transcendencję i - oczywiście - głębokie Sacrum. Pan się narodził. Ave! Alleluja!”*

*W. Łysiaka z  Do Rzeczy  nr 51-52/2014


piątek, 23 grudnia 2016

„Bajki dla małych i dużych” tom 2 Waldemar Łysiak

Wydawnictwo: Nobilis
rok wydania: 2015
format: 165 x 235mm
okładka: twarda
ilość stron: 170









Bajki dla małych i dużych. Nic bardziej mylnego. Te bajki z pewnością nie są dla małych dzieci, toteż tytuł niech nie zwiedzie czytelników. Dla znawców twórczości Waldemara Łysiaka nie jest to zaskoczenie, jednakże w księgarniach owa książka leży na półkach z literaturą dziecięcą. Zatem trzeba się mieć na baczności wybierając książkę dla dzieci. Mimo osobistej dedykacji (książka zadedykowana wnukom autora), fabuły o zwierzętach, dużej czcionki i licznych ilustracji, mały czytelnik mógłby do końca nie zrozumieć przesłania. Tak jak w pierwszej części, pełno tu aluzji i dygresji do innych utworów, mitów, legend i baśni. 

Pierwsza historia to opowieść o pewnym chłopcu Janku, który chciał zostać zoologiem. Fascynowały go jednak zwierzęta rzadko spotykane, niezwyczajne, dziwaczne, czasami nawet bajkowe, czyli takie, które wyginęły lub występują tylko w opowieściach. I tak od Pegaza, przez Sfinksa, Gryfa, Centaura, Bazyliszka, po wszelkie rodzaje Smoków, Wężów Morskich i Syren, nie pomijając Jednorożców  i Wilkołaków Łysiak przedstawia czytelnikom różnice w wyglądzie, pochodzeniu, umiejętnościach, no i oczywiście trybie życia danych osobników. I jak na Łysiaka przystało fabuła jest tylko pretekstem do wyrażenia pewnych opinii o otaczającej rzeczywistości. Dostaje się tu oczywiście kobietom, np. przy okazji teorii na temat wygięcia smoków: „Smoki najbardziej lubią spożywać dziewice. Niejedno miasteczko w dawnych czasach zapewniało sobie święty spokój, regularnie dostarczając dziewice do konsumpcji Smokwi mieszkającemu nieopodal grodu - mówią o tym podania ludowe wszystkich prawie ludów Ziemi. Gdy więc wskutek rewolucji obyczajowej liczba dziewic zaczęła się gwałtownie obniżać, Smoki zaczęły głodować, słabnąć i padać łupem rycerzy przez utratę możliwości miotania ognia, a dzisiaj już właściwie wyginęły niczym mamuty i dinozaury; mówiąc krótko: problem wyzerowano” albo „Jeżeli pani Pegazica przestawała lubić pana Pegaza, obdarzając sympatią pana Jednorożca - rodzi się mały Jednopegarożec, posiadający i skrzydła, i alikornowy kolec-róg”. Takich „smaczków” jest oczywiście więcej. 

Druga opowieść jest o przygodach Bociana Patafiana i ma już bardziej rozbudowaną fabułę. Bociek chce odnaleźć trzy chytre Lisy, które podkradają kury z domostwa, w którym ma swoje gniazdo. Wina spada na Patafiana, dlatego wyrusza on w drogę, aby dać nauczkę chytrym i przebiegłym Lisom. W całej misji pomagają mu różne zwierzęta, „wyjęte” z różnych bajek, legend i podań ludowych. Całość, jak na bajkę przystało, kończył morał, który „jest pyszny i zrazem prosty niezmiernie, (...) trzeba więc zawsze mieć pewien umiar grzesząc: prócz braku większych oporów jednak trochę hamulców”.

Ubawiły mnie te opowieści i znacznie poprawiły mi humor. Pełen podziw dla autora (zresztą nie pierwszy raz). W żadnym wypadku nie przeszkadza mi szowinizm i kąśliwe uwagi dotyczące kobiet. Uwielbiam styl Łysika, chylę czoła przed jego ogromną wiedzą interdyscyplinarną i swobodną w jaki sposób łączy przeróżne motywy. Innym atutem książki są ilustracje, tutaj znakomicie wkomponowane i przedstawiające poszczególnych bohaterów. Świetny pomysł, kunszt słowa i uciecha dla oka. Można się jedynie delektować. Polecam gorąco!