niedziela, 19 lutego 2017

„Łowcy ognia” Mons Kallentoft

Wydawnictwo: Rebis
data wydania: 14.02.2107r.
przekład: Anna Krochmal, Robert Kędzierski
tytuł oryginalny: Eldjägarna
oprawa: całopapierowa z obwolutą
format: 135x215
liczba stron: 320



„Żywioły popychają do zła” - tak jest rekomendowana seria książek Monsa Kallentofta, okrzykniętego nowym królem skandynawskiej powieści kryminalnej. W cyklu ukazały się już „Wodne anioły”, „Duchy wiatru” i „Ziemna burza”. „Łowcy ognia” to czwarta niezależna część inspirowana właśnie czterema żywiołami. 

Według Władysława Kopalińskiego ogień symbolizuje wieczność, pierwiastek podstawowy, praprzyczynę, ciepło, miłość, oświecenie duchowe, piekło, karę, zło, diabelstwo, męczeństwo, ofiarę, prześladowanie, mowę, płodność, płciowość, zapał, zimę, ognisko domowe, ochronę, gościnność. Znaczeń zatem dużo i to dość rozbieżnych. W literaturze ogień jest również często pojawiającym się motywem. W Biblii kojarzony jest bezpośrednio z wyobrażeniami dotyczącymi piekieł i czyśćca, pojawia się w przypowieściach i Apokalipsie św. Jana. To ogień karzący, w którym płoną grzesznicy. W Mitologii greckiej związany jest z postacią Feniksa, odradzającego się przez samozniszczenie oraz z Prometeuszem, który wykrada go bogom i daje ludziom. Ten ogień daje ludziom ciepło i przetrwanie. 

W astrologii ogień to żywioł wybuchowy. Jeśli jednak właściwie będzie się z nimi obchodzić, może być bardzo korzystny. Właściwie wszystkie znaki żywiołu ognia powinny być trzymane pod kontrolą, żeby nikomu nie szkodzić. Mogą być emocjonalnie niestabilne, a jednocześnie bardzo namiętne. I to znaczenie wykorzystuje Mons Kallentoft w swojej najnowszej książce, gdyż prawie wszystkie wykreowane postacie są tu emocjonalnie niestabilne. 

Komisarz Malin Fors zmaga się z własnymi słabościami i obsesjami. Po nocach śnią się jej koszmary, w dzień rzetelnie wykonuje swoje obowiązki, choć z coraz większą ostrożnością. Boi się o bliskich. Ma do rozwikłania dwa morderstwa - młodej imigrantki z Manili, z Azji oraz dziewięcioletniego chłopca. Malin od początku przeczuwała, że dwa zabójstwa coś ze sobą łączy, choć na początku nic na to nie wskazuje. Zwęglone zwłoki kobiety znalezione w lesie i ciało chłopca ukryte w kontenerze. Nie było związku między tym sprawami. 

I tak jak w poprzednich książkach - Kallentoft oddaje głos swoim ofiarom. Mamy monolog chłopca - Lukasa, który stara się naprowadzić policjantów na trop, choć wie przecież, że nikt go nie słyszy. Uzupełnia go głos podpalonej kobiety Michelle, która zastanawia się dlaczego musiała umrzeć. 

Autor, przy okazji rozwiązywania zagadki morderstw, porusza kilka innych problemów społecznych. Przede wszystkim Szwecja jawi się tu jako kraj w rozsypce. Opieka społeczna nie jest właściwa, jej pracownicy myślą raczej o swoich potrzebach niż o zapewnieniu właściwej pomocy potrzebującym, szczególnie dzieciom żyjącym w rodzinach alkoholików. „To wstyd, że społeczeństwo takie jak nasze nie potrafiło zadbać o takiego chłopca”. Inny problem - poruszany wprawdzie przez autora wcześniej - to drażliwy wątek imigrantów. Imigranci z Azji przestawieni są tu jako ludzie szukający lepszego życia. Chcą uczciwie pracować i uczciwie zarabiać. Mają swoje rodziny i dramaty. Są zdeterminowani, gdyż pragną polepszenia swojego bytu. I choć te dwa problemy są przytłaczające i niepokojące, istotne jest to, że ktoś je zauważa, że zauważa je Szwed, który funkcjonował w takim społeczeństwie. Nie brakuje tu również emocji. Każdy z bohaterów chce swoje uczucia wręcz wykrzyczeć. To, co go boli. 

Na końcu trudno też jest ocenić postawy bohaterów, szczególnie sprawców zbrodni. Okazuje się, że niektórzy mieli swoje powody, aby postępować tak, a nie inaczej. Dlatego zawsze trzeba być ostrożnym w wysuwaniu sądów i krytykowaniu postaw. Wydaje mi się, że jest to takie małe przesłanie autora, który chce powiedzieć: „Stop, przebudźcie się wreszcie, nie wzniecajcie niepotrzebnych pożarów”. Troska, wsparcie, bliskość ukochanych osób to powinien mieć zapewnione każdy człowiek - „żeby nie istniało nic oprócz tego ciepła”. Gorąco polecam! 


A tak jest reklamowana cała seria w Szwecji;

Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Rebis za co bardzo dziękuję.

poniedziałek, 13 lutego 2017

„Najpierw mnie pocałuj” Lottie Moggach

Wydawnictwo: Rebis
data wydania: 29.02.2017r. przedpremierowo 
Tłumaczenie: Katarzyna Karłowska
tytuł oryginału: Kiss me first
oprawa: broszura klejona ze skrzydełkami
liczba stron:320





Tytuł książki mógłby sugerować, że będzie to powieść o jakiejś romantycznej historii lub melancholijny romans. Nic bardziej mylnego! Debiut Lottie Moggach jest thrillerem i śmiem twierdzić, że jednym z lepszych, jakie ukazały się ostatnio na rynku.  Elektryzująca, niepokojąco klaustrofobiczna i ogromnie poruszająca - tak pisała o książce zagraniczna prasa i w pełni się z tymi opiniami zgadzam.

Nieco o fabule. Leila to młoda dziewczyna, która po śmierci matki żyje we własnym, wyizolowanym świecie. Zawsze lubiła być sama. Zanim zachorowała jej mama, czuła się z tym doskonale. Spędzała wieczory i weekendy czytając książki lub grając na komputerze. Rzadko wychodziła z domu, choć mieszkała w tętniącym życiem Londynie. Nie miała wielu znajomych, gdyż po skończeniu szkoły, jedyny kontakt z ludźmi z roku miała na portalach społecznościowych. Jej aktywność w sieci wzrosła po śmierci mamy. Prawie wcale nie wychodziła na miasto, pracowała w domu testując programy komputerowe, w wolnym czasie grała w gry komputerowe i serfowała po necie. Bardzo mocno udziela się na forum Czerwona Pigułka, gdzie jej postawa została zauważona przez założyciela, Adriana. Czerwona Pigułka był to serwis, gdzie odbywały się racjonalne dyskusje na tematy filozoficzne, nikt nie wylewał z siebie tam przypadkowych rzeczy, jakie przychodziły mu do głowy. Po krótkim czasie została przyjęta do elitarnego grona, a tam już odbywały się dyskusje na wyższym poziomie intelektualnym.

Pewnego dnia dostaje od charyzmatycznego i nieprzeciętnie inteligentnego Adriana propozycję. Leila od razu czuje się wyróżniona i wzrasta jej samoocena. Misja ma polegać na wcielenie się na Facebooku w nieznaną sobie kobietę - Tess, która chce popełnić samobójstwo. Kobieta nie chce ranić bliskich sobie osób. Leila ma zatem udawać Tess, zamieszczać psoty, pisać mejle do znajomych, dzięki temu otoczenie Tess będzie wierzyć, że ona wciąż żyje. Leila nie waha się długo i szybko przyjmuje propozycję, gdyż uważa, że każdy człowiek jest panem samego siebie i dlatego ma prawo przejąć kontrolę nawet nad własną śmiercią.   

Do zadania przygotowuje się bardzo solidnie i fachowo. Najpierw przez miesiąc wymienia się z Tess wiadomościami dopytując ją o szczegóły życia. Ma dostęp również do jej starych mejli, wysłanych wiadomości, konta na Facebooku. Dzięki temu tworzy linię jej życia i wie kiedy z kim się spotykała, co mówiła, jak się zachowywała. Kobiety ustalają dzień „wymeldowania”, w którym to Leila ma całkowicie przejąć tożsamość Tess, logować się na jej konta, zamieszczać posty z dalekiej podróży, a tymczasem Tess na „zniknąć” ze świata.

Leila początkowa pochłonięta jest zadaniem, stara się  wykonać je profesjonalnie. Zmienia nawet styl pisania, wysyła do znajomych wiadomości w takim tonie, jakby pisała sama Tess. A z racji tego, że życie obu kobiet było kompletnie odrębne i inne, Leila powoli zatraca granicę osobowości, a jej równowaga psychiczna zostaje zatrata. Chłód emocjonalny, znikomy poziom współczucia i empatii wobec innych wraz z wysuwającą się niemal na pierwszy plan tendencją do uporczywego nieprzestrzegania obowiązującego porządku społeczno-obyczajowego tak określa się osoby dyssocjalne, antyspołecznie. Leilę z pewnością można określić takim typem osobowości. Jak się skończy taka gra i udawanie kogoś innego?

To nie jedyny problem jaki porusza książka. Całość jest wielopłaszczyznowa. Jest to powieść o zagubieniu i poszukiwaniu własnego „ja”. Jest to również thriller wkraczający na grząski grunt życia online. To dziś ogromy problem społeczny. Często ludzie uciekają w wirtualne znajomości i internetowy świat, gdzie pokazują fałszywe postawy. Portale społecznościowe pękają w szwach, pokazuje się więcej niż potrzeba. Można przecież napisać wszystko, gdzie się było, z kim się było, co zwiedzało, co się jadło, nawet w jakim się jest nastroju. A ilość laików pod zdjęciami jest wyznacznikiem prestiżu. Czy tak naprawdę warto, czy warto tak się uzewnętrzniać?

Jestem pod wrażeniem tematyki jaką poruszyła autorka. Książka ma oczywiście swoje słabsze strony, mniej więcej w połowie czytelnik zaczyna się trochę nużyć i irytować, ale całość to świetny rys psychologiczny młodego pokolenia, podszyty ogromnymi emocjami. Lottie Moggach pokazuje możliwości i granice życia przeżywanego online. Taka lektura ku przestrodze. Gorąco polecam.




Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Rebis za co bardzo dziękuję.


sobota, 11 lutego 2017

„Szamo” Krzysztof Stanowski, Grzegorz Szamotulski

kategoria: książka audio 
wstęp czyta: Grzegorz Szamotulski 
lektor: Tomasz Sobczak
data premiery: 04.06.2014 r.
nośnik: 1 CD
czas nagrania: 7 godz. 11 min




Na imię ma Grzegorz, na nazwisko Szamotulski i pochodzi z Gdańska. Ostatnio napisał książkę, oczywiście przy pomocy dziennikarza sportowego – Krzysztofa Stanowskiego, autora wspomnień Wojciecha Kowalczyka „Kowal” oraz Andrzeja Iwana „Spalony”.

„Teraz będę mówił, słuchać dzieciaki, dziadek siada w bujanym fotelu i zaczyna swoją opowieść”. I już sam wstęp, gdzie Szamotulski mówi o sobie, że ma nierówno pod sufitem i uchodzi za lekko pier...  może świadczyć o tym, że Szamo żadnych skrupułów nie ma i na pewno nie będzie dbał o „czystość języka”.

A kto to jest, ten tytułowy Szamo? To 13-krotny były piłkarz reprezentacji Polski, występujący m.in. w Legii Warszawa, Amice Wronki, Strumie Graz czy Dundee United. Grał w piłkę w siedmiu krajach, przywdziewał barwy osiemnastu klubów, a w czasie swojej kariery był pod opieką kilkudziesięciu trenerów. Jego kariera nie była pasmem sukcesów, ale trudno zaprzeczyć, że Szamotulski „swoje” widział i przeżył. „Będzie o życiu... futbolowym. Na wesoło. Będzie o tym, jak wygląda drużyna piłkarska naprawdę, co się dzieje w przerwach meczu i podczas zgrupowań, jak zachowują się ci wszyscy ludzie, których znacie z gazet i telewizji”. I jak powiedział we wstępie, tak potem napisał.

Nie jest to jednak typowa autobiografia, nie jest to również chronologiczny zapis wydarzeń, lecz masa luźnych scenek, których Szamotulski był świadkiem lub opowiadali mu o nich koledzy z boiska. Z tych scenek, często żartobliwych, miał wyłonić się obraz futbolu widzianego od środka, miały być opowieści o postaciach piłki od zupełnie innej strony. Sam nawet podtytuł to sugerował: „Wszystko, co wiedziałbyś o piłce nożnej, gdyby cię nie oszukiwano”. Miały być…, ale czy autorowi zamierzenie wyszło, trzeba się samemu przekonać, choć moim zdaniem NIE.  

Trenerzy, Pseudotrenerzy, Piłkarze, Pieniądze, Mecze – to tytuły rozdziałów. W każdym z nich Szamo postanowił podzielić się z czytelnikami tym wszystkim, co podczas jego przygody z piłką działo się poza boiskiem. Opowiada więc wydarzenia prosto z szatni warszawskiej Legii, Śląska Wrocław, czy narodowej kadry. Opisuje zgrupowania kadry, co kadra robi przed meczem i po meczu. Charakteryzuje rodzimych trenerów i piłkarzy, a także inne wydarzenia, o których nikt inny zapewne nie odważyłby się wspomnieć. Poza tym Szamotulski nie należy do osób, które nie mówią o czymś, bo nie wypada, czy nie leży to w dobrym guście. Dlatego też bez skrupułów ujawnia swoje zarobki w kolejnych klubach, co daje kibicom pogląd na to, ile kiedyś mogli dostać za swoją grę zawodnicy oraz na jakie stawki mogą liczyć obecni piłkarze i działacze. Konstruktywna krytyka to raczej też nie jest. Dostaje się tu wszystkim. Również bez skrupułów Szamotulski opisuje przeróżne anegdoty związane z kolegami z boiska i trenerami. Podaje oczywiście konkretne nazwiska i sytuacje. Fakt, niektóre są zabawne (szczególnie te o Tomaszu Hajcie), ale ich nadmiar powoduje, że na koniec czytelnik już nie pamięta, który to z piłkarzy był w określonej sytuacji. Taki humor niskich lotów. Zresztą sam Szamo tak nazywa ten festiwal prostactwa, który „wylewa” się z szatni i boiska. Ale ponoć daje to wyobrażenie o ludziach znanych z transmisji telewizyjnych. Być może. Jeśli oczywiście wszelkie te anegdoty nie są ubarwione.

Wulgaryzmów tu też nie brakuje. Autor ma tendencję do używania przeróżnych „przerywników”, ale szczególnie uwielbia wiązankę takich „przerywników”. Przekleństwa są zatem podstawowym zasobem słów, zarówno piłkarzy, jak i trenerów. No i mnóstwo scenek o alkoholu. Czytając takie anegdoty czytelnik ma wrażenie, że chyba nie ma momentu w życiu piłkarza, podczas którego nie pije się alkoholu. Bo i przed meczem, po meczu, na zgrupowaniach, po zgrupowaniach, podczas meczu również. Alkohol z górnej półki oczywiście, tylko whisky, bo wszyscy są przecież panami piłkarzami.

Nie ma tu ani słowa o motywacji, dążeniu do celu, pokonywaniu trudności, czy o grze fair play. Czyli nie ma tego wszystkiego, co w sporcie jest ważnie. Mam wrażenie, że książka napisana została jedynie po to, aby „utrzeć nosa” (delikatnie mówiąc), czy też skompromitować niektórych zawodników i trenerów.

Jednakowoż nie jest to książka spisana na straty całkowicie. Podobało mi się, że Szamotulski ma dystans do siebie. Nie uważa się za szczególnie dobrego bramkarza, bo raczej gole puszczał. Poza tym otwarcie przyznaje, że zmarnował w życiu parę szans, na przykład kontrakt z AC Milanem, właśnie przez swoją „niewyparzoną gębę”. Poza tym, istotnie niezły z niego gawędziarz. Pewnie miło by się słuchało takich anegdot siedząc gdzieś w pubie przy małym piwku. Ale tylko tam. A najlepszą stroną książki są fragmenty poświęcone Adamowi Ledwoniowi – zawodnikowi, który przez lata występował w Austrii, a w 2008 roku popełnił samobójstwo. Nie wiedziałam o pewnych szczegółach. Szamotulski przybliża sylwetkę Ledwonia opowiadając o tym, jakim był człowiekiem.

I teraz najważniejsze – miałam okazję wysłuchać audiobooka. I śmiem twierdzić, że dzięki temu „przesłuchałam” książkę w całości. W wersji papierowej pewnie w połowie cisnęłabym ją w kąt. Wstęp do książki czyta sam Grzegorz Szamotulski, co samo w sobie daje większą siłę przekazu. Całość odtworzona przez lektora Tomasz Sobczaka to już festiwal profesjonalizmu. Pan Tomasz świetnie wczuł się w rolę Szamotulskiego, idealnie oddaje klimaty życia piłkarskiego, a to z szatni, a to z boiska. Zabawie, momentami rubasznie i poważnie przeczytane. Można się uśmiechnąć pod nosem, bo tacy ludzie jak Szamotulski (to trzeba uczciwie przyznać) zarażają pozytywną energią i nie można się z nimi nudzić. 

Za egzemplarz dziękuję Bibliotece Akustycznej.

niedziela, 5 lutego 2017

„Evna” Siri Pettersen

Wydawnictwo: Rebis
data wydania: 02.02.2017r.
przekład: Robert Kędzierski, Anna Krochmal
tytuł oryginału: Evna
oprawa: broszura klejona ze skrzydełkami
liczba stron: 528





Trzeci tom sagi „Krucze Pierścienie” jest zwieńczeniem całej historii o Hirce. Zatem nie polecam czytania książki bez znajomości poprzednich tomów.

Hirka złożyła obietnicę, że przywróci dawną chwałę swojemu rodowi, że odzyska wielkość i szacunek. Dlatego wyrusza na spotkanie z nieznaną sobie rodziną. Musi przemierzyć długą drogę, aby dojść do ziemi martwo urodzonych. Na miejscu zastaje jednak chaos. Dotychczasowa hierarcha rodu została zachwiana. Dawnej, najważniejsi ludzie mogli czerpać Evnę, czyli energię z ziemi, która wzmacniała ich zdolności. Czuli się wtedy silniejsi i potężniejsi. Poza tym mieszkali w domach, które górowały nad krainą. Mieli kontrolę nad biedniejszymi i ślepymi. Teraz, z powodu braku Evny, wszyscy są sobie równi. To właśnie Evna tworzyła różnicę w społeczeństwie. Decydowała o randze i faworyzowała Dreyri (tych najważniejszych). We wsiach i miastach narastają zamieszki, dochodzi do krwawych waśni, gdyż niektórym taka „równość” bardzo się podoba. Hirka natomiast po raz kolejny stara się odpowiedzieć sobie na pytanie, kim jestem i gdzie jest moje miejsce. Czy powinna opowiedzieć się po stronie rodu, dotrzymać obietnicy i tym samym mieć szansę na ocalenie Rimego? Czy też dążyć do pokoju i jedności?

Tymczasem jej ukochany Rime wraca ze świata ludzi. Zastał tu również chaos. Krainy wystąpiły przeciwko sobie, stracił kontrolę nad Ciemnymi Cieniami, Rada się rozsypała, a widmo nieuniknionej wojny zbliża się wielkimi krokami. Jak nad tym zapanować? Rime staje zatem wobec wyzwania dla wszystkiego, w co kiedyś wierzył.
Jeszcze jedna rzecz, o której warto wspomnieć. Podobał mi się tu wątek miłosny. Nie jest on tandetny, nie jest nacechowany „achami” i „ochami”, i wzdychaniem za ukochanym. Miłość to prawdziwe i szczere uczucie, zdolne do poświęceń.

Struktura różnych światów jest tu imponująca. Napisałam już przy dwóch poprzednich częściach, że chylę czoła przed panią Pettersen. Mogę się teraz jedynie powtórzyć. Odważny i oryginalny pomysł miała autorka na całą sagę. Wszystko tworzy tu spójną i logiczną całość. Elementy fabuły do siebie pasują, zazębiają się niczym puzzle. Poza tym znakomita jest narracja, również język, metaforyczny i przesiąknięty symboliką, a z drugiej strony prosty w odbiorze. Polecam gorąco całą sagę.


część I 
część II 


Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Rebis za co bardzo dziękuję.


niedziela, 29 stycznia 2017

„Xięgi Nefasa. W zaświatach” (tom II) Małgorzata Saramonowicz

Wydawnictwo: Znak
data premiery: 01.02.2017r. przedpremierowo 
oprawa: miękka
liczba stron: 480




Katabaza (gr. katabasis–zejście) jest częstym literackim motywem - zejścia bohatera do świata umarłych. Topos ten wielokrotnie pojawia się w mitologii greckiej, chociaż jest obecny także w tradycji innych kręgów kulturowych, np. w mitologii sumeryjskiej, co potwierdza „Epos o Gilgameszu”. Wśród mitów greckich najsłynniejsza jest katabaza Orfeusza, który schodzi do Hadesu po ukochaną Eurydykę oraz dwunasta praca Heraklesa. Tutaj heros udaje się po Cerbera, uwalniając przy okazji innego bohatera–Tezeusza. W literaturze renesansu, która szczególnie umiłowała tradycje antyczne, też znajdziemy motyw katabazy. „Boska Komedia” Dantego Aligheri jest opisem wędrówki przez zaświaty skomponowanego zgodnie z kulturą chrześcijańską. Tytułowy bohater Dantego wędruje po zaświatach (piekło, czyściec, niebo), gdzie na samym dole, dziewiątego kręgu piekła, siedzą najwięksi grzesznicy.

Wątek katabazy wykorzystała również Małgorzata Saramonowicz w drugiem tomie „Ksiąg Nafasa. W zaświatach”. Nie czytałam pierwszego tomu, zatem na początku trudno było mi załapać o co chodzi w opowiadanej historii. Pojawia się sporo bohaterów, sporo wątków, ale po około 100 stronach cała opowieść się zawiązuje i ma sens. Pewnie dla tych, którzy czytali pierwszy tom, wszystko staje się jasne od początku. Jesteśmy zatem w XII wieku, na polskich ziemiach. Krajem włada książę Bolesław Krzywousty, skonfliktowany za swoim bratem Zbigniewem. Granice są niespokojne, bo od Zachodu ciągle uderza cesarz niemiecki Henryk V, od południa czeski władca Świętopełk, no i ciągle trzeba podbijać albo odbijać Pomorze. Poza tym polscy możnowładcy też są podzieleni, jedni przyznają rację Bolesławowi, a inni  spiskują ze Zbigniewem. Tyle tła historycznego, bo choć w powieści występują postacie historyczne, to nijak mają się do tego, co można wyczytać w kronikach. Zresztą wydarzenia, bitwy i potyczki są przedstawione tu w inny sposób niż znamy z lekcji historii. To absolutna fikcja literacka. Pani Saramonowicz bardzo swobodnie traktuje wyniki badań historyków. Na pewno nie można traktować tej powieści jako historycznej. Zatem niech zamilkną wszyscy ci, którzy będą pewnie chcieli krzyczeć, że „nie tak to w dziejach było”, ponieważ prawda historyczna nie jest tu najważniejsza.

Pani Saramonowicz stworzyła pełnokrwistą opowieść o lawirowaniu wśród politycznych zagrywek. Polska przedstawiona jest jako ponury i dziki kraj. Chrześcijaństwo jeszcze nie przeniknęło do dusz i umysłów ludzi. Większość bohaterów to poganie, którzy oddają cześć różnym bóstwom i składają wiążące ich przysięgi. Sam główny bohater musi zmierzyć się z obietnicą, przekleństwem, przyrzeczeniem, które kiedyś złożył potężnemu bogowi Trygławowi. Ponurym obrzędem i  krwią niewinnych ofiar przypieczętował ową przysięgę. Miał strzec trójki dzieci urodzonych jednej nocy: Alby, prawdziwej córki księcia Bolesława, Jaksy, syna Wielkiej Kapłanki i Władysława, fałszywego, książęcego dziedzica. Dzieci oczywiście znajdują się w różnych częściach kraju i grożą im przeróżne niebezpieczeństwa. Zarówno te od zwykłych ludzi, nawet z najbliższego otoczenia i rodziny, jak i od potężnych bóstw, mar i duchów. Natomiast Nefas jest bardzo zdeterminowany, gotów jest również na każde poświecenie, aby tej obietnicy dotrzymać, gdyż czeka go za to nagroda - uwolnienie ukochanej Rangdy z zaświatów. Taki rozwój wydarzeń sprawia, że książkę czyta się z zapartym tchem. Intrygi, słowiańskie demony, okrucieństwo wojennych potyczek ujadają się w krwiożerczą historię, gdzie każdy bohater (no prawie każdy) jest żądny władzy i zemsty. Wszechobecna jest tu oczywiście magia, która spaja wszystkie wątki: spiski, zdrady i miłość. 

Zaskoczyły mnie „Xięgi Nefasa”. Magia miesza się tu z rzeczywistością, pogańscy bogowie mają wpływ na poczynania ludzi, a rycerze gotowi są zaprzedać duszę, by choć na chwilę zyskać władzę. Pani Saramonowicz czaruje swoją opowieścią, niepokoi i prowokuje. Podobał mi się pomysł stworzenia na historycznej kanwie fantastycznej opowieść, od której nie można się oderwać. Polecam.  


Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu  Znak