poniedziałek, 20 grudnia 2010

"Jaśki" Jean-Philippe Arrou-Vignod

Jean-Philippe Arrou-Vignod - urodził się 18 września 1958 w Bordeaux, część swojego dzieciństwa spędził zaś w Cherbourgu wraz z pięcioma braćmi, słynnymi „Jaśkami-Jakimiś-Tam” z powieści pt. Jaśki. Podczas gdy mama zajmowała się gromadką chłopaków, ojciec pracował jako lekarz. Rodzina przeprowadziła się do Toulonu, następnie do Antibes, aż w końcu osiedliła się w okolicach Paryża. (te elementy biografii wykorzystał właśnie w swojej powieści). Jean-Phillippe studiował literaturę w École normale supérieurde Fontenay-Saint-Cloud, a w 1984 roku opublikował powieść dla dorosłych Le Rideau sur la nuit w wydawnictwie Gallimard. Pięć lat później ukazała się jego pierwsza książka dla młodzieży Le professeur a disparu, początek serii o przygodach detektywa P.P. Cul-Verta. W 2002 zaczął zajmować się książkami dla dzieci i nadal dla nich pisze. Jego ogromną pasją są podróże.

Do przeczytania tej książki podeszłam dość sceptycznie, ponieważ  zniechęcił mnie podtytuł  "Nowi kumple Mikołajka". Bardzo nie lubię plagiatów, podobieństw itp. Jednak już po pierwszy rozdziale,  moje obawy znikły i pojawiło się zaskoczenie, pozytywne. Jaśki od razu wzbudzają sympatię, szczególnie Jan-B (narrator w powieści). A nawet, porównując ich z Mikołajkiem, Jaśki są bardziej prawdziwi. Mikołaj wydaje mi się rozkapryszony, samolubny, żeby nie powiedzieć egoistyczny. Tutaj jest aż 6 braci, gdzie każdy z nich  ma odmienny charakter, każdy to indywidualność, a jednak  tworzą przy tym całość. Jeden bez drugiego nie mógłby żyć, choć żaden się do tego nie przyzna.


To co w tej książce mnie zachwyca i jest najbardziej urocze to, że Jaśki to zwyczajni chłopcy. Akcja zaczyna się przed Bożym Narodzeniem w 1967 roku. Lata sześćdziesiąte to jeszcze okres mało zkomputeryzowany. Bracia nie mają komputera, internetu, telefonów komórkowych, PlayStation, nie znają mp3, a telewizor jest szczytem marzeń. I to jest właśnie piękne i urocze, gdzie w dobie postępu technicznego, gdzie dzieci spędzają mnóstwo godzin przy komputerze i telewizorze, Jaśki nie mają problemów typu, że ktoś dodał im nieodpowiedni komentarz na naszej-klasie, czy przeszedł na wyższy poziom jakieś gry. I dobrze! Muszą poradzić sobie z innymi problemami: przeprowadzka, narodziny nowego brata, zaaklimatyzowanie się w nowy mieście. Jednak nie omijają ich także ważne wydarzenie dla ludzkości, jak pierwszy spacer na Księżycu. Jedynie komu współczuję to rodzicom, bo wychowanie szóstki dzieci, szczególnie chłopców, to nie lada wyzwanie. Mama "jest zawsze dobrze zorganizowana", a tata "jest bardzo silny". Mamy szkoda mi bardziej, ale chyba dlatego, że solidaryzuję się z nią jako kobieta. A tacie czasami zdarza się dać chłopcom parę klapsów. O zgrozo, w dobie bezstresowego wychowania i co na to Superniania ;) Ale jak się jednak czasem okazuje, klaps to najlepsza metoda wychowawcza.

Książkę polecam chyba wszystkim, bez względu na wiek, szczególnie dzieciom w szkole podstawowej. Aby zobaczyły różnice, w jaki sposób można spędzać czas nie mając komputera, internetu, a nawet telewizora. Idealna na prezent, zamiast najnowszej gry komputerowej. I jeszcze jedno, przesłanie, które przewija się przez całą powieść GRUNT TO RODZINKA!

I zwracam honor przygodom Mikołajka, który też dostarcza wielu wzruszeń i powodów do uśmiechu. Oby  więcej było takich Mikołajów i Jasków.


2 komentarze:

  1. Uwielbiam Mikołajka i odkąd tylko usłyszałam o Jaśkach, zapragnęłam to przeczytać. Zapowiada się bardzo przyjemna, odprężająca, lekka i zabawna lektura ;) Na pewno przeczytam!

    OdpowiedzUsuń
  2. O tak, bardzo odrężająca, szczególnie jak ma się dużo pracy i trzeba zajmować się rzeczami zupełnie niepotrzebnymi

    OdpowiedzUsuń