niedziela, 13 lutego 2011

"Beatrycze i Wergili” Yann Martel

"Beatrycze i Wergili” została przez krytykę światową odebrana w sposób skrajnie różny. Po przeczytaniu jej też mam mieszane uczucia. Trudno jednoznacznie odnieść się do pomysłu Yanna Martela, który postanowił ukazać tragedię Holocaustu w formie alegorii zwierzęcej. Jasno nawiązuje też do „Boskiej komedii” Dantego,  gdzie  Beatrycze oprowadza bohatera-autora po Niebie, zaś Wergili jest jego przewodnikiem po Piekle i czyśćcu..

Na początku powieści autor argumentuje swój punkt widzenia, prowadzi rozważania na temat literatury, przedstawia zalety zarówno faktograficznych esejów, naturalistycznych opowieści, jak i fikcji literackiej.

Poznajemy Henry'ego, który napisał książkę o Holocauście. Forma była oryginalna, miała bowiem postać książki dwustronnej, tzw. flip-booka – o dwóch okładkach. Z jednej strony będącego naukowym esejem, z drugiej zaś alegoryczną fikcją, ukazaną  za pomocą zwierząt. Dzieło zostało bardzo źle przyjęte przez krytyków, a Henry dostał czerwone światło na następne książki

Rozgoryczony, rezygnuje z pisania, wyjeżdża do innego miasta, zmienia tryb życia. Pewnego dnia otrzymuje tajemniczy list. Zawiera on „Legendę o św. Julianie Szpitalniku”- nowelę Gustava Flauberta oraz fragmenty dziwnego scenopisu: część alegorycznej sztuki, której bohaterami są oślica Beatrycze i wyjec rudy – małpa Wergili. W nadesłanej próbce autor fascynująco opisuje dialog między zwierzętami na temat wyglądu, smaku i zapachu gruszki. Wiedziony instynktem i ciekawością twórcy, trafia do pracowni wypychacza zwierząt. Miejsce wydaje się dziwne i  tajemnicze, a wypchane zwierzęta, sprawiają wrażenie jakby taksydermista tchnął w nie nowe życie. Pisarz poznaje kolejne sceny dramatu. Atmosfera staje się coraz bardziej mroczna, a zabawna z początku sztuka okazuje się być czymś zupełnie innym – alegoryczną opowieścią o tragedii Holocaustu.

I tu właśnie pojawiły się moje mieszane uczucia. Nie wiem czy o takiej tragedii można pisać w takiej formie. Jak się okazuje można. Pomysł jak najbardziej oryginalny, ale jakoś mnie nie przekonał, coś  mi się tu kłóci. O Holocauście wolę chyba czytać w formie literatury pięknej lub faktu. Chociaż powieść czyta się jednym tchem. Mimo, że naszpikowana symbolami, przemyśleniami, metaforami – jest spójna i płynna w odbiorze.  Tylko ten pomysł mnie nie przekonał... ale pewne fragmenty w powieści bardzo mi się spodobały, np. rozmowa Beatrycze i Wergilego na temat wiary:

WERGILI "...wiara jest niczym przebywanie na słońcu. Czy możesz nie rzucać cienia, kiedy jesteś na słońcu? Czy możesz strząsnąć z siebie ten obszar ciemności, który przywiera do ciebie, zawsze taki sam jak ty, jakby chciał, żebyś o sobie pamiętał? Nie możesz. Tym cieniem jest zwątpienie. I chodzi za tobą, dokądkolwiek pójdziesz, tak długo, jak długo jesteś na słońcu. A kto nie chciałby być na słońcu?

BEATRYCZE Ale słońce zaszło, Wergili, zaszło! (zalewa się łzami i zaczyna głośno łkać) "       

 Albo wstrząsające gry dla Gustava

GRA NUMER DWA
Jesteś fryzjerem. Pracujesz w pomieszczeniu pełnym ludzi. Strzyżesz ich, a potem są wyprowadzani i zabijani. Robisz to cały dzień, codziennie. Przybywa nowa grupa. Rozpoznajesz żonę i siostrę bliskiego przyjaciela. One też cię rozpoznają, z radością w oczach. Obejmujecie  się. Pytają, co się z nimi stanie. Co im mówisz?

GRA NUMER DWANAŚCIE
Ta tabletka wymaże twoją pamięć, mówi lekarz. Zapomnisz, co wycierpiałeś i co straciłeś. Ale zapomnisz również o wszystkim. Czy połkniesz tabletkę?
 

5 komentarzy:

  1. Życiem Pi, byłam oczarowana.
    Autor też opowiadał historię, tworząc metamorfozy związane z zwierzętami.
    Manipulował czytelnikiem do ostatniej kartki.
    Po tą książkę sięgnę zdecydowanie :)
    Nie czytam, więc fragmentów, bo sama mam ochotę je wyszukać :)
    Mam nadzieję, że się nie zawiodę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawa pozycja. Chętnie do niej zajrzę, zwłaszcza z powodu tej oryginalności:). Na dodatek mam na półce "Życie Pi" tego autora i też muszę się w końcu za nie zabrać
    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Hmm... chyba się skuszę na jej przeczytanie, żeby wyrobić sobie własne zdanie skoro wzbudza tyle kontrowersji :).

    OdpowiedzUsuń
  4. życie Pi czytałam już dawno, jednak wywarło ono na mnie masywne wrażenie. Właśnie zabrałam się za TĄ pozycję, licząc na równie mocne wrażenia :) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Dopiero teraz ta książka wpadła mi w ręce. Po Grach Gustava nie mogłam się pozbierać, acz okoliczności nie sprzyjały posępnym rozważaniom. To nie recenzja, tylko luźna relacja zaraz po przeczytaniu. Zainteresowanych zapraszam.
    http://linka-dziennikpokladowy.blog.onet.pl/2016/11/24/marnosc-nad-marnosciami/

    OdpowiedzUsuń