środa, 23 marca 2011

"Gry wojenne. Patton, Monty i Rommel" Terry Brighton

Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Znak za co bardzo dziękuję.









Data wydania: 2011
ISBN/EAN: 978-83-240-1484-2
Liczba stron: 384
Oprawa: twarda
Format: 158 x 225


"Gry wojenne" opowiadają historię trzech nadzwyczajnych osobowości, a zarazem dowódców o kluczowym znaczeniu dla wysiłków wojennych Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Niemiec. O przebiegu i wyniku wojny decydowały wybuchy pasji w ich wzajemnych relacjach oraz błyskotliwe popisy bitew pancernych.  Książka zaczyna się cytatami odnoszącymi się do opisywanych bohaterów. Zostały one bardzo dobrze dobrane – świetnie wprowadzają w klimat panujący w dalszych częściach tekstu. Pozycja podzielona jest na trzy części, których końce wyznaczają główne fazy wojny. Pierwsza kończy się na zwycięskim dla Niemców Blitzkriegu na zachodzie, druga dotyczy kampanii afrykańskiej i włoskiej, a trzecia – okresu od lądowania aliantów w Normandii do końca wojny.

Począwszy od krótkiej historii młodości poznajemy karierę każdego z bohaterów, a według autora to waśnie pierwsze wojenne doświadczenia miały wpływ na późniejsze poczynania generałów. Terry Brighton ukazuje różnice i podobieństwa jakie łączyły te postacie.

Bernard Montgomery, George Patton i Erwin Rommel przyszli na świat w rożnych latach, między rokiem 1885 a 1891, ale w tym samym miesiącu, listopadzie. Wszyscy trzej byli zodiakalnymi Skorpionami. I wszyscy trzej potrafili kąsać. Byli aroganccy, szukali rozgłosu i mieli wady, ale przede wszystkim odznaczali się geniuszem w dowodzeniu ludźmi i niezrównanym entuzjazmem do walki. Każdy patrzył na wojnę przez pryzmat własnych ambicji i rywalizacji z innymi. Ich nienawiść i wojenna rywalizacja, pomieszana z podziwem i zazdrością doszła tak daleko, że Montgomery miał na ścianie portret "Lisa pustyni",  jeden z jego psów wabił się Rommel, zaś Patton wyobrażał sobie pojedynek z niemieckim feldmarszałkiem.

Terry Brighton nie tylko opisuje szczegółowo poszczególne bitwy, ale przede wszystkim wojnę charakterów, właśnie tytułowe gry wojenne. W XIX wieku taka rozgrywka rozegrała się między cesarzem Francuzów - Napoleonem a carem Rosji - Aleksandrem. Tamci grali w cesarskiego pokera, w XX wieku tych trzech dowódców, stoczyło ze sobą wojnę pancerną, bitwy pozycyjne, gry wojenne, ponosili klęski i zwycięstwa. Książka obfituje również w anegdoty, które rzucają inne światło na wizerunek dowódców. Opisuje  ich relacje z kobietami. Największe szczęście w miłości miał Rommel. Bardzo często pisał listy do swojej żony, które autor przytacza. W listach tych dziękował jej za miłość, zrozumienie i oddanie, jakim go darzy:

"Trudno jest żyć jako pokonany. Jeśli pozostanę na zawsze na polu bitwy, chce podziękować Tobie i naszemu synowi za całą miłość i radość jaką mi daliście. Przez te kilka tygodni w górach uświadomiłem sobie, jak wiele dla  mnie znaczycie. Będę  myślał o Was do samego końca".  

"Sytuacja jest napięta. Nie jest mi łatwo po tylu pięknych tygodniach spędzonych z Tobą."

Patton natomiast  miał znaczne większe powodzenie u kobiet i bardzo często lubił wykorzystywać swoją pozycję.  Terry Brighton opisuje również takie epizody z  życia bohaterów. Dlatego jest to, nie tylko dokładny rys historyczny, ale również  świetna powieść sensacyjna. Ta sprawa warsztatu pisarskiego autora, który umiejętnie łączy różne gatunki. Brighton nie faworyzuje żadnego z tych generałów. Każdemu z nich trafiła się pochwała czy też negatywny komentarz. Ocenia jednak ich decyzje, sugeruje, że gdyby postąpili inaczej w pewnych swoich rozkazach, to inne byłyby losy wojny. Za życia byli legendą - Rommel ze swoim goglami, Monty w swoim berecie, Patton z pistoletami - tylko historia różnie się z nimi obeszła. 

I kilka słów o wydaniu. Twarda okładka, przystępny format, szycie i kremowy, imitujący szlachetną starość papier, eleganckie, białe wkładki z kredowego papieru na fotografie, sporo ilustracji (choć trochę źle rozmieszczonych - jeden minus)  - wszystko to sprawia, że książka jest bardziej przystępna w odbiorze. Dlatego polecam, nie tylko fascynatom historii.

Istnieją momenty w historii, tak zwane punkty zwrotne, które potem decydują o dalszych losach. Gdyby jednak Monty wylądował szczęśliwie  w Arnhem, gdyby Patton zrealizował swój plan i rozpętałby wojnę z Rosjanami, gdyby paranoja nie pozbawiła Hitlera zaufania do Rommla... Właśnie gdyby? Jak teraz militarnie i politycznie wyglądałby świat? 
 

5 komentarzy:

  1. Zabawę co by było gdyby można ciągnąć w nieskończoność, może chcesz sięgnąć po coś z cyklu "Zwrotnice czasu":)?

    OdpowiedzUsuń
  2. Nigdy nie lubiłam takich książek, wojna jest dla mnie zbyt przerażająca... a mimo to mam ochotę po nią sięgnąć :)

    Pozdrawiam serdecznie :]

    OdpowiedzUsuń
  3. Coś dla mojego przyjaciela, zapalonego historyka:D. I prezent na Święta gotowy:).
    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  4. mnie historia za bardzo nie ciekawi, ale podsunę tytuł ojcu, będzie miał zajęcie na kilka popołudni ;)

    OdpowiedzUsuń