środa, 7 września 2011

"Historia Saskiej Kępy" Waldemar Łysiak

Wydanie: Nobilis
Wydanie: Październik 2008
Liczba stron: 288
Wymiary: 250 x 205 mm
ISBN: 978-83-60297-26-1










"Historia Saskiej Kepy" to kolejny (po "Empireum") dowód, iż Wydawnictwo Nobilis nie finansuje edytorsko wyłącznie bestsellerów - książek nastawionych na zysk. Albumowa monografia zainteresuje wąskie grono czytelników (głownie mieszkańców warszawskiej dzielnicy Saska Kępa). Każdy jednak wyjątek potwierdza regułę (tu mam nadzieję, że niejedyny). Ja nie mam z Warszawą za wiele wspólnego i nigdy jeszcze nie byłam na Saskiej Kępie. Mimo to przeczytałam tę monografię z wielką przyjemnością i zachwytem. A "Historia..." "będzie miała duże kulturowe znaczenie jako swoisty pomniczek i wzór utrwalania drukiem lokalnych czy regionalnych patriotyzmów. Powinny się one rozwijać i promować tym bardziej, im bardziej Polska jako państwo traci coraz więcej aspektów suwerenności na rzecz Europy zespolonej, zjednoczonej, zglajszachtowanej" - tak pisze w notce redaktorskiej Krzysztof Sobieraj z Wydawnictwa Nobilis. 

Oczywiście nie muszę dodawać, że wydawnictwo dołożyło wszelkich starań, aby pozycja miała godną edytorską postać. Nietypowy format, twarda płócienna oprawa, ilustracje, ryciny, mapy, czyli niedochodowa, ale luksusowa wersja.

I chyba nie ma bardziej odpowiedniej postaci niż Waldemar Łysiak do napisania takiej pozycji. Przez wiele lat zebrał istne cuda: bardzo rzadkie mapy, świetną ikonografię, malunki, pocztówki. Rasowy Saskokępiak, mieszkający tam od dziecka, "król Saskiej Kępy".

Opowieść podzielona jest na kilka ważnych etapów, chronologicznych i tematycznych. Warszawski prawy brzeg Wisły zawsze był mniej szanowanym i lekceważonym "bratem" lewego brzegu. Z racji tego, że lewy brzeg był bezpieczniejszy, bo "rzeka chroniła przed dziczą ze Wschodu", a poza tym nurty rzeki czasem wylewały i większe spustoszenia czyniły właśnie na prawym brzegu. 

Autor- Saskokępiak zaczyna od XV wieku gdzie 'pradzieje' Saskiej Kępy budzą spory historyków. Pisze o holenderskich przybyszach ("Olendrowie", "Olędrowie", "Olendrzy", "Olędrzy"), o ich umowie między Magistratem Warszawy i o tym dlaczego kolonizacja "olenderska"  się nie udała. Stulenia XVIII i XIX wieku były obite w klęski dla Saskiej Kępy. To powodzie i wojny. Jednak przez cały wiek XIX "będzie Saska Kępa swoistym Cyterą, wyspą szczęśliwości, warszawską oazą majówkowej rozrywki, celem świątecznych (weekendowych) wypraw Warszawiaków". [str. 71] Swoista enklawa, a z jej czaru korzystała społeczność warszawska. Ciągnęły tam hordy przekupniów oferujących wszelki towar, gromady cyrkowców i akrobatów, szafarzy rozmaitych gier hazardowych i zręcznościowych (od rulety i loterii numerowej, po kręgielnie i palanta). Pojawiły się bardziej wymyślne i pełne emocjonalnych "lotów" karuzele. Sympatię budzili też żydowscy przekupnie. A jeden z najsłynniejszych był Abramek (zwany też Berkiem), który wołał: 
 "Śliczne panienki, ładne kawaliery! Do karmelki! Do czekoladków!" [str. 91]
 Wszystkie te hulanki majowo-piknikowe Waldemar Łysiak opisuje tak, jakby sam w nich uczestniczył. 

Przez cały XIX wiek Saska Kępa cieszyła się właśnie opinią eleganckiego, elitarnego, ekskluzywnego weekendowego Edenu. Potem raj został utracony, burzliwe lata 30-ste XIX i startowanie do rozwoju, era sanacji, doba okupacji, lata powojenne wszytko to pozostawiło po sobie spuściznę i odbiło swoje piętno. Każdy ten moment z  "życia"  Saskiej Kępy Autor bardzo dokładnie opisuje, umieszcza unikatowe fotografie, ryciny, pocztówki. 

I na koniec coś, co podobało mi się najbardziej - melodie Saskiej Kępy (XIX i XX wieku). Świetny rozdział poświęcony wszelakim tekstom muzycznym. A że ciągle rozbrzmiewała tam muzyka, Saska Kępa była nieustannym tematem piosenek i przyśpiewek, wibrowała od wesołych tańców. Ponadto zamieszczone zostały tu ilustrowane piórem lub pędzelkiem rysunki, trochę obsceniczne - saskokępska erotyka. Bo przecież "Świat jest Saską Kępą!" -  nie będę pisała co to znaczy i w jakim kontekście to się mówiło, bom (podobnie jak Autor) wstydliwa. 
 
Nie pozostaje nic innego tylko zaśpiewać: "To był maj, pachniała Saska Kępa, szalonym zielonym bzem..."  

7 komentarzy:

  1. Widzę, że trafiłaś na prawdziwą perełkę! Myślę, że dla zainteresowanych taka monografia to prawdziwa gratka!

    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  2. No to nowa odsłona Łysiaka. Ja walczę z syndromem siłaczki literackiej i realnej. Kiedyś w końcu normalność musi nastać. Notka z "Empireum" prawie gotowa, ale muszę (muszę!) najpierw załatwić sprawy z wydawnictwem, a potem prywata. Liczę na długie jesienne wieczory z lampką wina w ręku, z mruczącym kocikiem i z dobrą książką na kolanach.:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawa recenzja, może gdy nadarzy się okazja odwiedzi się Saską Kępę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Szkoda, że moja dzielnica nie doczekała się takiej monografii. Chętnie bym poczytała. Ale gdzie szukać pana Łysiaka i gdzie nam do wydawnictwa Nobilis. To było pytanie retoryczne. Wiem gdzie, ale jak to daleko ...

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja mam na Saską Kępę dwa przystanki. Uwielbiam spacerować po Francuskiej i umawiać się w tamtejszych kawiarniach ze znajomymi :).

    OdpowiedzUsuń
  6. Warszawa i Saska Kępa niewiele dla mnie znaczą, dlatego po książkę sięgnę bez ciśnienia jedynie przy okazji. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. Maya - to masz świetnie, pozazdrościć :)

    Madlen - właśnie w tym urok tej książki, tez niewiele mam wspólnego z Saską Kępą, a książka mnie oczarowała. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń