czwartek, 27 września 2012

"Droga 66" Dorota Warakomska

Wydawnictwo:/ Biblioteka Akustyczna 
czyta: autorka - Dorota Warakomska
seria: podróżnicza -usłyszeć świat






 "...66 is the mother road, the road of flight". - tak ją nazwał John Steinbeck w "Gronach gniewu". Droga-Matka, Droga-Legenda, ulica Stanów Zjednoczonych, na niektórych American Dream. 3939 km - od Chicago do Los Angeles, przecina 8 stanów: Illinois, Missouri, Kansas, Oklahomę, Teksas, Nowy Meksyk, Arizonę oraz Kalifornię. W 1985 roku drogę 66 skreślono z listy szos krajowych, ponieważ przestała odpowiadać wymogom nowoczesnych dróg międzystanowych; okazała się zbyt wąska i zbyt kręta. Stała się jednak zabytkiem. Nakręcono o niej wiele filmów, śpiewano mnóstwo piosenek...

http://www.210countries.com/destinations/good-old-destinations/route-66/
"Życie nie polega na tym, by liczyć oddechy, ale by cieszyć się momentami zapierającymi dech w piersiach" - mówi jedna z bohaterek w książce. Dorota Warakomska zabiera nas w fascynującą podróż, przez miasta i miasteczka, wchodzimy do przydrożnych barów, na przykład do "Eat-Rite", aby zamówić klasyczne amerykańskie śniadanie - jajecznicę z ziemniakami, zaglądamy do lodziarni Ted Drews w St. Louis, gdzie podają podobno najlepsze lody świata. Oprócz barów, knajpek, stacji benzynowych, moteli, przy drodze 66 istnieje wiele muzeów. Muzeum Dynamitu czy Muzeum drutu kolczastego to jedne z najczęściej odwiedzanych miejsc przez turystów.

Bardzo podobała mi się ta podróż, może dlatego, że przejazd drogą 66 jest w dziesiątce moich podróży marzeń. Dorota Warakomska sprawiła, że, po części, chociaż w myślach, mogłam się tam przenieść. Obawiałam się tylko, aby fascynacja Ameryką - co bez wątpienia można przypisać autorce - zniekształci trochę pewne fakty i ubarwi miejsca. Nic się takiego jednak nie stało. Warakomska jak na prawdziwą  dziennikarkę przystało zachowuje dystans, nie opisuje wszystkiego z własnego punktu widzenia, tylko stara się zrozumieć fenomen kultury amerykańskiej, ale dostrzega też jej kiczowatość, elementy tandety.

"Droga 66" to nie tylko przewodnik po trasie, po barach, knajpkach czy muzeach. To przede wszystkim opowieść o ludziach. O ludziach, dla których ważna jest tożsamość, pielęgnowanie tradycji rodzinnych, ale i poczucie wolności z dala od wielkich aglomeracji i pogoni za pieniądzem. Ta właśnie poczucie wolności, nadziei jest nierozerwalnie związanie z droga 66. Zawsze będzie ona obecna w sercach Amerykanów, ponieważ przypomina im o czasach pionierów, którzy zdobywali Zachód ryzykując życie. Stała się również symbolem tysiąca możliwości do wykorzystania, no i oczywiście spełnienia amerykańskiego snu. Już  Oscar Wilde zauważył, że "Amerykanie zawsze kochali swoich bohaterów i zawsze wybierali ich spośród ludzi wyjętych spod prawa”.  I tu trzeba przyznać mu rację - na drodze 66 spotkać można też wielu bohaterów Ameryki - i nie są to krystalicznie czyste charaktery - to szlak słynnych przestępców, którzy wpisali się już w nieodłączną historię Ameryki. Przytoczę tu (fikcyjny) przykład jednego z filmów z drogą 66 w tle. Chodzi oczywiście o „Natural Born Killers” ("Urodzonych morderców") - kiedyś dla mnie kultowego filmu. Mickey (Woody Harrelson) i Malorie (Juliette Lewis - genialne zagrana rola) Knox są parą kochanków. Podróżują przez Stany Zjednoczone drogą 66 dokonując brutalnych morderstw na przypadkowo spotkanych, niewinnych ludziach. Zostawiają zawsze jednego żywego świadka, aby opowiedział o tym, co zobaczył. Media śledzą i relacjonują ich dokonania. Mickey i Malory stają się bohaterami i idolami nowej generacji. Film był oskarżany o gloryfikację morderstw i odebrany był dość kontrowersyjnie. Jednak twórcy filmu -  Oliver Stone (reżyser) i Quentin Tarantino (autor scenariusza) twierdzili, że film przedstawia  satyryczną wizję potępiającą media żądne pieniędzy, nie zważające na ludzką godność. Tu akurat zgodziłabym się z tymi panami, choć nie ma co ukrywać, aby nakręcić taki film trzeba mieć trochę nierówno pod sufitem (delikatnie oczywiście mówiąc). A z racji tego, że byłam kiedyś wielką fanką Quentina - mam do niego ogromny sentyment, a ścieżka dźwiękowa filmu należy do moich ulubionych. (dlatego musiałam wrzucić choć jeden utwór)





A wracając do książki - to chylę czoła przed panią Warakomską. Świetnie się to czytało, a raczej słuchało - bo miałam przyjemność wysłuchania  audiobooka w  wykonaniu autorki. I śmiem twierdzić, że książki czytanie przez autorów oddają w pełni klimat, zaangażowanie i przekaz. Dzięki pani Dorocie przemierzyłam drogę 66 i pozwoliłam swobodnie popłynąć moim  myślom, tak jak w piosence:


„Would you get hip to this kindly tip
And go take that California trip
Get your kicks on Route 66”.



10 komentarzy:

  1. Może dwa słowa o czytaniu książki przez autora - wierzę, że może to być świetna rzecz. Przestrzegam jednak przed słuchaniem "Lubiewa" w wykonaniu autora - totalna porażka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt - niektóre wykonania mogą zniechęcić, ale w tym przypadku autora się spisała :)

      Usuń
  2. Oglądam dokument na temat 66 i poraziło mnie w jakim stanie znajdują się przydrożne sklepy, a nawet całe miasteczka- jakby ktoś uciekł z nich w pośpiechu. Lektura brzmi ciekawie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. No, wreszcie znalazłam coś dla męża! Myślę, że tematyka przypadnie mu do gustu, a poza tym audiobooka może słuchać, kiedy jest w trasie. Rewelacyjna propozycja, dziękuję!
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Opowieść o takiej kultowej drodze musi być fascynująca :-) Mnie w Stanach bardziej pociągają duże metropolie, ale ostatecznie taka wycieczką po drodze 66 też bym nie wzgardziła...

    OdpowiedzUsuń
  5. To największe marzenie mojego męża, więc już rozglądam się za książką:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ameryka znajduje się całe lata świetlne od moich marzeń, ale bardzo spodobało mi się zdanie, iż życie polega na tym, aby cieszyć się momentami zapierającymi dech w piersi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdanie jest świetne, też mi się bardzo podoba. Ogólnie Ameryka też mnie jakoś nie pociąga, ale drogą 66 chętnie bym się przejechała :)

      Usuń
    2. W sumie czemu nie. A z drugiej strony brak ciągotek do odwiedzenia Ameryki- przynajmniej u mnie - wypływa z małej znajomości tej. A mała, bo mnie nie ciągnie i kółko się zamyka. Ale że wszystko w życiu płynie, to może kiedyś zapragnę i poza Europę :)

      Usuń
  7. Brzmi naprawdę świetnie, muszę przeczytać!

    OdpowiedzUsuń