środa, 21 listopada 2012

"Azazel" Boris Akunin


Wydawnictwo: Świat Książki
wydanie: audiobook /2012
czyta: Krzysztof Gosztyła





Boris Akunin to taki mój mały wyrzut sumienia. Planowałam, zamierzałam czytać, ale zawsze coś innego wpadło mi w łapki i Akunin lądował na stosiku. W końcu przyszedł czas, a by go poznać, bo tyle przychylnych recenzji pojawia się na temat jego twórczości.

Może zacznę od tytułu. Azazel to upadły anioł. "Przypomina pan sobie kozła ofiarnego? No więc były, jeśli pan pamięta, dwa kozły. Jeden, na odkupienie grzechów, przeznaczony był dla Boga, a drugi - dla Azazela, żeby się nie rozgniewał. U Żydów w Księdze Henocha Azazel uczy ludzi różnych paskudztw: mężczyzn walczyć i wytwarzać broń, kobiety - malować twarze i spędzać płód. Czyli, jak mówi poeta:potężny demon, duch wygnania."

Zanim jednak dowiemy się kim w tej książce jest tyłowy Azazel poznany najpierw głównego bohatera. Jest nim dwudziestoletni Erast Pietrowicz - ubogi kancelista, czternastej klasy (najniższego) Urzędu Śledczego. A tak w ogóle jesteśmy w Moskwie w roku 1876. Pewnego dnia na oczach świadków w biały dzień w Parku Aleksandrowskim popełnia samobójstwo młody student, oddając strzał po zakręceniu bębenkiem pistoletu nabitego tylko jedną kulą – tzw. amerykańska ruletka (jak się okazuje wymyślili ją Amerykanie, a Rosjanie sobie nazwę 'przywłaszczyli'). Instynkt Erstowi podpowiada, że za tym desperackim czynem kryje się coś poważniejszego. I tu się nie myli. Wkrótce trop prowadzi go do pewnej angielskiej lady Astair. Owa dama prowadzi dość nietypowy dom wychowawczy dla chłopców - rosyjski eksternat.

Intryga więc się zawiązuje, Fandorin ledwo uchodzi z życiem, a kolejny trop kieruje go Londynu. Język stylizowany jest na dziwiętnastowieczną narrację, nieco gawędziarki, z licznymi zapożyczeniami z języka francuskiego. Oddaje to niesamowicie klimat ówczesnej Moskwy. Jednakowoż - szczerze pisząc - styl Akunina jakoś mnie nie porwał, a autor z pewnością nie zdobył mojego serca. Jest jednak coś co uratowało powieść - to lektor! Świetnie się słuchało głosu pana Gosztyły. Idealnie go moduluje, przycisza kiedy trzeba, oburza się, irytuje się, robi ironiczne dygresje. Każdy z bohaterów jest tu odmiennie przedstawiony. Uczta dla ucha :) 

 
Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Świat Książki.

7 komentarzy:

  1. A ja Akunina uwielbiam. Czytałam cztery jego książki i bardzo mi się podobały, zarówno pod względem fabuły, jak i stylu pisania. Niezbyt rozwlekłego, bez zbędnych opisów, ozdobników i prezentacji bohaterów. Krótko, zwięźle i na temat:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może jeszcze muszę przeczytać inne jego pozycje. Trudno w sumie po jednej książce wyrobić sobie o autorze zdanie :)

      Usuń
  2. Czytając takie pozytywne recenzje audibooków aż żal mi, że nie potrafię się przy nich dostatecznie skupić i zrobić sobie uczty tym razem dla uszu i wyobraźni:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się przekonałam :), a niektóre wykonania są po poprostu perfekcjonalne ;)

      Usuń
  3. Ani tematyka mnie nie pociąga, ani tym bardziej fakt, że to audiobook, więc...odpuszczam. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Akunin to także mój wyrzut sumienia. Pocieszam się, że kryminał, to nie jest to co lubię najbardziej, ale może skuszę się na audiobooka- tak na początek.

    OdpowiedzUsuń
  5. Mnie też zbytnio nie zachwyciła, pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń