czwartek, 1 listopada 2012

"Irena" Małgorzata Kalicińska i Basia Grabowska

Wydawnictwo: Biblioteka Akustyczna 
wydanie: audiobook /2012
czyta: Anna Apostolakis i Marta Król





Jestem uprzedzona do tak zwanej literatury kobiecej. Nie znoszę ckliwych, nudnych historii z nieszczęśliwymi kobietami, którym życie najpierw 'dało kopa', a potem niespodziewane się odmieniło. Odradzają się po tym jak feniks z popiołów. Gdzie szczytem marzeń tych kobiet jest odegranie się na byłym partnerze, który je wcześniej zostawił albo zdradził, albo źle odczytał intencje, bo one za dużo sobie wyobrażały tudzież nadinterpretowały zachowania. A one płacząc trochę w poduszkę, poznają nowy obiekt, po czym prostują się dumnie, wkładają szpilki i krótką spódnicę, malują oczy, zmieniają kolor włosów na bardziej płomienny, mówiąc do swojego niedoszłego partnera: "teraz żałuj, że mnie nie chciałeś, ale ja już nie chcę na ciebie czekać". Partner ten oczywiście pluje sobie w twarz, że stracił taką okazję. A one o swoich sukcesach i szczęściu mówią wszem i wobec, stając się specjalistami w każdej dziedzinie, począwszy od stylizacji własnego ubioru, przez idealny makijaż po wywody na temat seksu.

Dlatego prawie (a nuż trafi się jakaś perełka) zawsze szerokim łukiem omijam takie książki. Jednakowoż opis z okładki - "Poruszający portret kobiet, z których każda znajduje się na życiowym zakręcie" - sugerował, że "Irena" również wpisze się w ten ckliwy nurt. Przejdźmy zatem do fabuły. 

Opowieść poznajemy z perspektywy dwóch kobiet: Doroty - matki i Jagody - córki. Tytułowa Irena to przyszywana ciotka-babcia. Mamy więc trzy pokolenia, a tym samym trzy inne światy. Bowiem każda z tych kobiet ma inne poglądy, zainteresowania, priorytety i temperamenty. Niestety kobiety nie wzbudziły u mnie sympatii. Od pierwszego rozdziału stwierdziłam, że zarówno Dorota jak i Jagoda są, delikatnie mówiąc, podstrzelonymi wariatkami. Fabuła zaczyna się od śmierci Felka - męża Ireny, który de facto był bardzo bliski dla obu kobiet. Ale reakcja na śmierć wujka-dziadka, a potem ich zachowanie na pogrzebie, woła o pomstę do nieba. 

Jagoda przed pogrzebem nie ma oporów, aby iść na imprezę integracyjną w pracy, tańczyć tam i śpiewać, a w między czasie zamawiać sobie na aukcji internetowej ręczniki z egipskiej bawełny. Natomiast na samej mszy zachwyca się kapeluszami, myśli jedynie o tym, aby nie płakać, bo rozmaże się jej podkład za 200 zł, a wstawanie i siadanie w kościele kojarzy się jej z aerobikiem "up and down". Całe jej życie również nie jest zbytnio poukładanie. Wprawdzie  pracuje w dobrej firmie, dobrze zarabia, ale sprawiło to, że ma wygórowane mniemanie o sobie, o rzeczach i osobach, które ją otaczają. Produkty tylko eksklusiv, spa i oczywiście pełna niezależność, jedna z tych co myśli, że ma patent na mądrość. 

Jej matka - Irena, też nie jest budzącą sympatię kobietą. Neopoganka, nie praktykująca (jak sama o sobie mówi), w dodatku niespełniona hipiska. Próbująca za wszelką cenę ingerować w życie córki. Chce niby dobrze, pragnie szczęścia córki, ale myśli swoimi kategoriami, czyli stateczny mąż, dziecko i zmienienie trybu życia. To rodzi - jak nie trudno się domyślić - konflikt, pokoleniowy można by rzec.

No i w końcu Irena - perełka w powieści - oaza spokoju i zdrowego rozsądku. Jest mostem, który ma  połączyć na nowo matkę i córkę. Jest szczera do bólu, mówi co myśli, ale zarazem wspiera. Uwiera ją, że w rodzinie są jakieś niesmaki i pragnie uleczyć chorą sytuację. Jednak Dorota i Jagoda są uparte, żadna nie chce przyznać się do błędu i pierwsza wyciągnąć rękę. Tkwią w duszącej się relacji, a każda z nich dodatkowo skrywa tajemnice.

Przyczepię się jeszcze stylu. To moje pierwsze spotkanie z twórczością pani Kalicińskiej. Do pracy nad książką zaprosiła tym razem swoją córkę- Basię. Nie wiem w jaki sposób panie się podzieliły pracą, bo całość wyszła jednolicie. Dialogi bardzo proste i infantylne, żeby nie powiedzieć żenujące (matka i córka używają tego samego słownictwa - bzykanie, rzyganie itp.). Nie przypadło mi to do gustu.

I cóż - nie przekonam się chyba jeszcze na razie do literatury kobiecej. Jak sugerował opis z okładki -"Poruszający portret kobiet, z których każda znajduje się na życiowym zakręcie" - poruszający on nie był, ale na pewno prawdziwy. Kobiety, żeby nie powiedzieć baby, po prostu takie są i nie ma co ukrywać, i udawać, że tak nie jest. Więc ogromy plus dla obu pań za oddanie takiej relacji.

Jest jeszcze jedna rzecz, która uratowała książkę, przed niedoczytaniem do końca, a raczej wysłuchaniem. To właśnie wykonanie! Anna  Apostoliakis przeczytała powieść bardzo ciepło, emanując przenikającym spokojem. Tak, że postawę Doroty, byłam pod koniec skłonna zrozumieć. Głos Marty Król też idealnie pasował do Jagody - zadufanej w sobie egocentryczki, która też przechodzi pod koniec przemianę, stwierdzając, że to, za czym goniła cały czas ma na wyciągnięcie ręki.

18 komentarzy:

  1. Tchnęłaś odrobię radości w moje serce, bo Twoja opinia jest pierwszą niepochlebną jaką czytałam. Ja mam wobec "Ireny" bardzo podobne zarzuty do Twoich i cieszę się, że ktoś dołączył do stada niezachwyconych. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałm Twoją opinię ;)
      Jakoś nie porwał mnie styl autorek, a postacie stworzone, że nie po prostu mnie irytowały.

      Usuń
  2. Oczywiście nie mogę odpowiadać za autorki, w dodatku książki ani nie czytałam ani nie słuchałam ale wydaje mi się że właśnie o to chodzi, by pokazać bardzo różne postawy kobiet, które niekoniecznie muszą wzbudzać sympatię.
    Sama rozważałam wysłuchanie audiobooka ale po tej recenzji doszłam do wniosku że jednak tematyka niespecjalnie mnie pociąga, może kiedyś lecz z pewnością nie teraz...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego napisałm, że to prawdziwy portret kobiet - baby takie są i już. Ale tu nie chodzi tylko o bohaterki, jakoś nie przypadł mi do gustu styl autorek, ale ja może jestem po prostu uprzedzona.

      A audiobooka właśnie polecam, przykład tego, że interpretacja i wykonanie może wiele zdziałać :))

      Usuń
  3. Na książkę czekam z niecierpliwością i mam względem niej pewne oczekiwania. Ja na szczęście lubię literaturę kobiecą, więc z moim odbiorem książki chyba nie będzie tak źle.
    Chciałam tylko coś napisać odnośnie tego samego języka używanego przez matkę i córkę - u siebie też zauważyłam taką skłonność, że w rozmowach z mamą staram się mówić tak jak ona i pamiętam, że było tak już 15 lat temu. Podobnie jest teraz gdy zamieszkała ze mną dwunastoletnia córka męża (dla której jestem już prawie staruszką) - żeby do niej dotrzeć muszę wiedzieć jakim językiem do mnie mówi i sama go używać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo, że język ewoluuje i ciągle się zmienia. Rozumiem chęć dostosowania się młodzieży, wszystko jednak ma swoje granice. Jeżeli kobieta po czterdziestce mówi, że "wyszło im całkiem miłe bzykanko" - dla mnie brzmi to trochę sztucznie.

      Usuń
  4. Czytałam kiedyś "Dom nad rozlewiskiem" niestety mnie nie porwał, może skuszę się na duet, zobaczymy.

    OdpowiedzUsuń
  5. Opinie na temat "Ireny" są mocno podzielone. Jedne reprezentują umiarkowany zachwyt, inne surową krytykę i właściwie chyba każdy sam musi przeczytać, żeby wyrobić sobie własne zdanie:) Mnie twórczość Kalicińskiej nie przekonuje. Podobał mi się "Dom nad rozlewiskiem", ale jego druga część już znacznie mniej i na tym poprzestałam. Za bardzo w stylu Grocholi, wystarczy mi jedna taka autorka:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie - trochę a'la Grochola, której nie znoszę. Również mnie nie przekonuje i nie porywa. Ale tak jak piszesz - każdy musi chyba przeczytać, aby wyrobić sobie opinię. Pozdrawiam.

      Usuń
  6. Jednym słowem: Kalicińskie - do poprawki:) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Książka zdecydowanie nie dla mnie :/

    OdpowiedzUsuń
  8. Ciągle gdzieś trafiam na tą książkę, ale ciągle jej nie kupiłam. Dlaczego ? Bo chyba nie mam ochoty na kolejną ckliwą opowieść dla kobiet. Może się mylę i źle oceniam powieść.. ale na razie nie mam na nią ochoty ;/
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. A ja już od dawna mam na nią ochotę. Chyba nawet z ciekawości ją zakupię .

    OdpowiedzUsuń
  10. Szkoda, ze nie udało mi się kupić audiobooka, mam papierową, ale w sumie wołałabym posłuchać. Wielu czytelników zarzucało autorce, ze jej język jest zbyt kolokwialny, ale ja uważam, że ona go używa bardzo sprawnie, a to pokazuje życie takie, jakie ono jest, bardzo często słyszę słowa takie, jakich używa. Czy to ładne, to już inna rzecz, ale ludzie ich używają, przeklinają, nie mówią jakoś specjalnie kwieciście, w ogóle uważa, że coraz gorzej mówią i to ma odzwierciedlenie także w literaturze.

    OdpowiedzUsuń
  11. Widziałam dziś nawet tę książkę w Biedronce ;]
    Jednak póki co się wstrzymuję z lekturą :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Książki nie znam i raczej nie poznam, także nie przepadam za tego typu literaturą, a używanie potocznego języka mnie razi, jeśli nie jest absolutnie niezbędne. Może to i racja, że większość nam współczesnych takimi jest, ale wystarczy mi tego, co mnie otacza, nie chcę tego w literaturze, teatrze, sztuce, jeśli nie ma to uzasadnienia.

    OdpowiedzUsuń
  13. Dość głośno o tej książce. Niby troszkę mnie ciekawi, ale nie na tyle by w tej chwili musieć po nią sięgać...

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja nie jestem uprzedzona do literatury kobiecej, więc chętnie sięgnę po "Irenę". Przeglądałam tę książkę w księgarni i zaciekawiła mnie. W tym przypadku wolę jednak wersję papierową niż audiobooka. :)

    OdpowiedzUsuń