środa, 30 maja 2012

"Ucz się i myśl" Andrzej Bubrowiecki

Wydawnictwo: Muza
wydanie: marzec 2012
format: 155 x 235 mm
oprawa: broszurowa
stron: 496

Wielu ludzi uważa, że nauka jest wydarzeniem, które kończy się wraz ze skończeniem szkoły. Nic bardziej mylnego. Nauka to nie wydarzenie w życiu, a pewien proces, uczymy się przez całe życie. A poszukiwanie najskuteczniejszych metod uczenia się jest wyzwaniem dla współczesnego człowieka, jakie stawia przed nami XXI wiek. "Tylko człowiek wszechstronnie  wykształcony, z twórczym i otwartym umysłem, posiadający wiedzę na temat tego, jak funkcjonuje jego mózg, i potrafiący tę wiedzę wykorzystać w praktyce, ma szansę sprostać wyzwaniom, jakie narzuca mu współczesna rzeczywistość, ze swoją zmiennością i dynamiką, niespotykanymi w całej historii". [str.11]  Święte słowa można by rzec. Trzeba jakoś sobie radzić w tym ogarniającym nas zewsząd chaosie. Jak to zrobić, aby stać się takim człowiekiem-renesansu?

Sposobów i metod jest wiele. I niektóre, o dziwo, powstały już wiele lat temu. Autor ma nadzieję, że książka przyczyni się do prezentowania postawy proaktywnej, a zawarta w publikacji wiedza i przedstawione metody ułatwią naukę na każdym poziomie, w każdym wieku i obszarze wiedzy, który chcemy opanować. Andrzej Bubrowiecki nie tworzy tu nowych technik, czerpie wiedzę od największych autorytetów w dziedzinie uczenia się, twórczego myślenia i biznesu, takich jak: Tony Buzan, Ken Robinson, Michael Gelb, Brain Tracy i wielu innych. Podaje nam na tacy wszystkie metody i techniki oraz systematyzuje wiedzę, tworzy taki przewodnik dla kreatywności, taka efektywność w "pigułce".

Wielkim plusem książki są ćwiczenia i zadania, niektóre są bardzo konstruktywne i budujące, a niektóre genialne w swej prostocie. Poza tym autor zamieszcza tu parę istotnych testów: określający dominujące zmysły (wzrokowiec, słuchowiec, kinestetyk); określający dominującą półkulę mózgową; dominujący styl uczenia; określający rodzaj inteligencji. Ponadto przypomina techniki szybkiego czytania, rozumienia tekstu, zapamiętywania, sztukę zdawania egzaminów oraz  metody twórczego rozwiązywania problemów. Ale tak naprawdę to tylko namiastka. Do takiej pozycji trzeba wracać wielokrotnie, przypominając sobie kwestie, które nas interesują. Mój egzemplarz jest cały popodkreślany ołówkiem, czytając notowałam ważne rzeczy, sama zadawałam sobie pytania, prowadziłam ze sobą dialog wewnętrzny "do czego to może mi się przydać" i wprowadziłam już niektóre poznanie metody w praktykę.
 
Wypisałam sobie również taki własny dekalog z najważniejszych zagadnień:
1. Twórczo reaguj na niepowodzenia i wyciągaj z nich konstruktywne wnioski.
2. Ze spokojem przyjmuj krytykę innych ludzi, obiektywnie patrząc na jej istotę.
3. Trudne sytuacje interpretuj jako wyzwania i szukaj metod poradzenia sobie z nimi.
4. Wierz, że bardzo dużo zależny od Ciebie.
5. Zapomnij o błędach z przeszłości i skup się na tym, co chcesz osiągnąć w przyszłości. 
6. Od czasu do czasu pozwól sobie na odrobinę "zdrowego" pesymizmu, przydaje się wtedy, gdy podejmujesz wielkie życiowe decyzje.
7. Optymizm TAK!, ale w połączeniu z rozsądkiem i realizmem.
8. Powtarzaj sobie pozytywne komunikaty na swój temat, czyli afirmacje, np. Lubię siebie. Jestem utalentowaną osobą. Potrafię osiągnąć dowolny cel.  I pielęgnuj w sobie najważniejsze zalety.
9. Włącz "przycisk pauzy" - "stop klatkę" w sytuacjach stresujących.
10. Kontroluj samodyscyplinę.

Bardzo wnikliwa i twórcza pozycja. Gorąco polecam!

 Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Muza
 

niedziela, 27 maja 2012

"Paryż na widelcu. Sekretne życie miasta" Stephen Clarke

Wydawnictwo: W.A.B. / Biblioteka Akustyczna
wydanie: 2012 / książka/ audiobook
czyta: Marcin Rudziński 


Trochę przeczytałam, ale większość wysłuchałam.
W nadchodzącym miesiącu czeka mnie mnóstwo papierkowej roboty, pisania przeróżnych sprawozdań, raportów, więc na czytanie nie będzie czasu. Na szczęście istnieją audiobooki.
A pisanie i słuchanie jakoś jeszcze można połączyć. 

"Paryż przypomina ocean. Świetne miejsce do życia, jeśli tylko jest się rekinem. Świeżego żarcia pod dostatkiem, a jak ktoś ci podskoczy, przegryzasz go na pół - i po sprawie. Może nie wszyscy cię kochają, ale  masz święty spokój i robisz, co chcesz. Jeśli natomiast jesteś człowiekiem, to walczysz z falami i za wszelką cenę usiłujesz się wydostać na powierzchnię, przy okazji także uciekając przed rekinami. Rzecz w tym, by jak najszybciej przekształcić się w rekina". Ta wypowiedź autora świetnie przedstawia mentalność paryżan. Jeśli w ogóle istnieje coś takiego jak zależność charakteru od miejsca zamieszkania. Z pewnością coś tym jest, ale oczywiście nie można tego uogólniać. 

Jak więc wypadają paryżanie?  Niestety nie mają dobrej reputacji. Od urodzenia wpaja im się przekonanie o wielkości i wyższości ich miasta. Niedaleko stąd od interpretacji paryżan, że Paryż leży w centrum wszechświata. A to rodzi snobizm i obsesję na swoim punkcie, co - według autora - jest jak najbardziej uzasadnione. Poza tym paryżanie są aroganccy, agresywni i zestresowani. Co spowodowało, że mieszkańcy "Miasta Światła" mają tak fatalną opinię? 

Stephen Clarke podzieliła swoją książkę na 12 rozdziałów, w których przedstawia: portret paryskich ulic, ludzi; historię wody, ponieważ Paryż w herbie ma łódź, a w ponurej przeszłości woda z Sekwany była używana do pica; opisuje paryskie metro i jakie funkcje spełnia; oczywiście wspomina również o miłości i seksie; przybliża najważniejsze historyczne wydarzenia; opisuje najlepsze targowiska i podpowiada, jak odróżnić bardo dobre restauracje od złych; wyjaśnia dlaczego Paryż stał się stolicą mody; prezentuje filmową karierę miasta oraz daje wskazówki jak obcować ze wspaniałą sztuką bez przepychanek w tłumie i kolejek.

Jest coś jednak co do Paryża przyciąga jak magnes. To miasto, które nie może zawieść, a może uwieść, szczególnie romantycznie. Trzeba się po prostu poddać jego magii, aby atmosfera zrobiła się amoureuse. Co takiego Paryż robi z ludźmi, że mają tak ogromne rozbudzone oczekiwania? Może to częstotliwość pojawiających się całujących par, może to otwartość w sprawach l'amour, co prawie każdego potrafi przyprawić o rumieniec,  może to kombinacja zachodów słońca nad Sekwaną, może to przytulne knajpki, może to niewymuszona elegancja i szampan w przyzwoitych cenach, a może to mieniąca się światłami wieża Eiffla niczym kopalnia diamentów. 

Szczerze, to bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie ta książka. Autor ma świetny styl, podszyty dużą dawką ironii i poczucia humoru. I tytuł jak najbardziej trafny. Stephen Clarke zdradza pewne sekrety, o których nie wyczyta się w zwykłych przewodnikach, a żeby nie popełnić faux pas warto znać tajniki paryżan. Bo wtedy już o krok do "efektu paryskiego". I jeszcze miłość!  Jest ona nierozerwalnie związana z tym miastem. Problem jedynie polega na trwałości takiego związku, bo przykładowy (raczej standardowy) dialog między zakochanymi wygląda tutaj tak: 

-Je t'aime. 
-Ja też cię kocham, słonko.
-To dlaczego sypiasz z innymi?
-Kochanie, bo jesteś tak doskonała, że muszę czasem pójść do łóżka z kimś innym, by uwierzyć, że istniejesz naprawdę.  
-Och, Pierre, to czysta poezja. 

Słucha się tego również z przyjemnością, a na twarzy pojawia się delikatny uśmiech. Głos pana Marcina Rudzińskiego jest niezwykle elegancki, z wspaniałym francuskim akcentem, który wprowadza nas w ten snobistyczny francuski klimat. Zapraszam więc w podróż do Paryża. Polecam jednak audiobooka, chyba że ktoś zna dobrze język francuski i potrafi bez problemu przeczytać francuskie nazwy. I tym miejscu mogę tylko wszystkim życzyć bon voyage...

poniedziałek, 21 maja 2012

"Jak przygoda, to tylko w Warszawie..."

"Jak przygoda, to tylko w Warszawie, w Warszawie,
Jak przygoda to w maju, gdy kwitną bzy
A jak tańczyć, to tylko walczyka w Warszawie,
a jak walczyk, to z panną taką jak Ty!"


Tego walczyka to oczywiście z jakimś panem, mam nadzieję ;) 
Jadę,  może zatańczę... może król Zygmunt coś szepnie mi na uszko... 
Jadę się trochę zrelaksować, zaczerpnąć innego powietrza.
Jadę, wracam w niedzielę, więc na parę dni znikam z sieci.


A może gdzieś na Saskiej Kępie będzie się przechadzał Łysiak :)
A mój sen o Warszawie właśnie się spełni...

niedziela, 20 maja 2012

"Szczęśliwe macierzyństwo" dr Tian Dayton

Podtytuł: "Jak nauczyć dzieci mówić, co czują,
i czuć to, o czym mówią. Duchowy i emocjonalny rozwój dziecka".
Wydawnictwo: Esprit
przekład: Alicja Tomala
rok wydania: 2006
format: 140x202 mm 
oprawa: broszurowa
liczba stron: 224


"Macierzyństwo łączy kobiety na głębokim poziomie, niezależnie od rasy, koloru skóry czy wyznania; rozumiemy się nawzajem i dzielimy doświadczenie, które jest większe od nas. Łączy nas nawet z królestwem zwierząt. (...). Nawet ptaki chronią swoje młode z zaciekłością i oddaniem, które są mi bliskie. Jednak bycie ludzką matką pozwala nam wyjść poza biologiczne uwarunkowania i wykorzystać intelekt, dzięki czemu doświadczenie opieki nad dziećmi staje się wehikułem rozwoju duszy". [str.8]  

Dr Tian Dayton - psycholog i artoterapeutą, matka dwójki dzieci, omawia w swojej książce techniki rozsądnego wpływania na rozwój emocjonalny dzieci.Twierdzi bowiem, że "macierzyństwo jest ścieżką duchową", jaki i "sposobnością uleczenia naszej przeszłości". A czas i energia, które wkładamy w nasze dzieci, kiedy są małe, jest inwestycją, która się zwraca w przeciągu całego życia. Doświadczenie wychowywania dzieci daje nam drugą szansę wyleczenia urazów dzieciństwa, które, jak nam się wydaje, pozostawiliśmy już za sobą.

Dzieci "są wspaniałymi barometrami emocjonalnej atmosfery w rodzinie" - noszą ją na swoich twarzach, nasiąkają niczym gąbka, odreagowują. Dosłownie - wchłaniają świat emocjonalny matek, który staje się ich częścią. Większość problemów ludzi dorosłych "pochodzi z cichej tyrani z okresu dzieciństwa". Żeby dziecko było zdrowe emocjonalnie matka musi uczynić priorytetem swoje zdrowie emocjonalne, już w okresie, gdy jej dziecko jest małe, który to okres ma kluczowe znaczenie dla rozwoju. Nie przenosić cierpienia. Depresja matki może pozostawić w sercu jej dziecka smutek i zamęt. A dzieci potrzebują szczęśliwych rodziców. 
 
Oskar Wilde kiedyś powiedział: "Dobre życie jest najlepszą zemstą". To powinno być przesłanie na większości matek, które gdzieś się zagubiły. Odgrywanie się na kimś, kto kiedyś skrzywdził, poprzez zrujnowanie swojego życia autodestrukcyjnymi zachowaniami, byłoby pustą zemstą. Prowadzi to do skrzywdzenia nie tylko siebie, ale i osób w kręgu naszego otoczenia, przede wszystkim dzieci. Złość, uraza i ból rujnują świat wokół nas. Blokują. "Przepracowujemy pozostałości 'niezupełnie-optymalnych' doświadczeń, przez ich odkrycie i zrozumienie. W ten sposób rozwijamy się dzięki przeciwnościom, zamiast żyć wśród nich. Wyplątujemy się z czegoś w rodzaju błędnego koła". [str.194]

I szczerze mogłabym wziąć większość fragmentów tej książki w jeden wielki cytat i codziennie go czytać, aby nigdy nie zapominać o istotnych i oczywistych sprawach. Ktoś może powiedzieć, że ta książka jest przegadana. Ani trochę! - uświadamia, otwiera oczy, zmusza do zastanowienia, koi - choć opisuje sprawy, o których wszyscy wiedzą. Dr Tian Dayton przywołuje tu znanych psychologów, filozofów, naukowców i ich teorie. Nie wymyśla więc niczego nowego. Przez pryzmat własnych doświadczeń, również i błędów, uwzględniając naukowe badania, a przede wszystkim intuicję kobiecą stworzyła drogowskaz  macierzyństwa, bo jak sama pisze: "Macierzyństwo było moją podróżą na księżyc, wędrówką poprzez wewnętrzną przestrzeń. Doprowadziło mnie do miejsc, o których istnieniu nie wiedziałam (...). Żadne z dotychczasowych doświadczeń w takim stopniu nie przemieniło mojego wnętrza, nie poprzestawiało priorytetów ani nie wypychało mnie nieustannie poza moje ograniczenia". [str.7]

A na koniec perełka - tutaj wielka i ciągle rosnąca zdolność do miłości, która zdarza się pomiędzy rodzicami a dzieckiem.  
Kiedy pewnego wieczoru córeczka Tiany - Marina kładła się do snu, zapytała ma:
-Mamusiu, co jest większe niż serce? Czy jest coś większego niż serce?
-Cóż, myślę, że dusza jest większa niż serce.
-Zatem dobranoc, mamusiu, kocham cię całym moim sercem i duszą. 



 Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Esprit

sobota, 19 maja 2012

"Córki gór" Anna Jörgensdotter

Wydawnictwo: W. A. B.
wydanie: marzec 2012
przekład: Alicja Rosenau
oprawa:
twarda
format: 12,3 x 19,5 cm
liczba stron:
528


 "Wszyscy stoimy nad krawędzią (...). I jeśli ktoś popcha za mocno, musimy się nauczyć odpychać jeszcze mocniej albo przyjemniej stać bardziej pewnie. Wiesz,  można udawać, że jest się drzewem, że się  ma korzenie, które przechodzą przez stopy, głęboko w ziemię..." [str.200]
Sandviken  - niewielkie miasto w Szwecji, miasto stali, zdaje się niezwykle pociągające w swoim spokojnym, wręcz flegmatycznym tempie. Mężczyźni są w drodze do swoich  miejsc pracy. Kobiety - machają  mężom na pożegnanie i biorą wiadro, środki czyszczące i szczotkę. Wszystko  musi lśnić, kiedy mężczyźni wrócą do domu. Słońce, które świeci nie może ujawnić najmniejszego ziarenka kurzu na najmniejszym blacie ani najmniejszej plamki na żadnym z identycznych szeregowych domków. Gdy mężczyźni wrócą, na stole ma stać gorący obiad. Zapiekanka z kawiorem. Smażone śledzie. Omlet z piekarnika. Kalafior z sosem pomidorowym.

Gdzieś, w oddali, rosną brzozy. Rosną również prawie przy każdym domu, ich korony wyrastają przez dach, wiatr w nich szumi. Te w oddali - przypominają młodzieńców o wyprostowanych plecach, jak na paradzie. Ciemnozielone, szeleszczące, ledwie z drobniutkimi listkami jak mysie uszy. Te przy domu - można dotknąć, poczuć ich korę, a gdy okno jest uchylone poczuć zimny powiew. Nie wiadomo, czy one chronią, czy ostrzegają.    

Zegar ścienny. Kuchenna sofa. Wędrują w czasie. Tik tak.Tik. Zegar tyka głośno, zwiastując przemiany, jest świadkiem zdarzeń.

Akcja rozpoczyna się w roku 1938, w rodzinie Ainy i Fredrika Steenów. Aina bardzo pobożna kobieta, posiada piątkę dorastających dzieci, które nie szukają oparcia w Bogu.  Edwin, Sofia, Karin, Emilia oraz Otto różnią się od siebie poglądami, podejściem do życia, sposobem odnalezienia własnego miejsca w świecie, dążeniem do szczęścia, miłości. 

Czasy też są trudne i burzliwe. Widmo wybuchu wojny w Europie, powstające ruchy socjalistyczne, mieszają się tu ze skandynawską tradycją, kulturą i wychowaniem. Surowym wychowaniem trzeba dodać. Mężczyzna powinien zarabiać na utrzymanie domu i rodziny, kobieta powinna być przede wszystkim obywatelką społeczeństwa i posłuszną córką, a potem żoną. Posłuszną oczywiście. "I każda rzecz, której się nie robi, to wstyd. A każda rzecz, którą się robi, to oczekiwanie kolejnej rzeczy i kolejnej, to nie kończy". [str.28] "Wobec dziewczyn ma się większe oczekiwania i wtedy może uwierać, kiedy one nie stają się naprawdę". [str.34] Wszystkie te sprawy, wywoływały westchnienia matek.   

A gdzie tu jest miejsce na uczucia, na wyrażenie emocji? Każde z rodzeństwa próbuje walczyć o swoje szczęście. Jednak uwarunkowania społeczne, wielkie wydarzenia polityczne, potrafią podciąć skrzydła.

"Kiedy się kogoś kocha, trzeba  mieć odwagę powiedzieć o swoich uczuciach. Wszystko inne to tchórzostwo". [str.209]

"Miłość to nie jest różowy puch ani łzy wylewane w poduszkę. Miłość jest silna - czyni nas mocnymi. Inaczej to oczywiście nie miłość". [str.233]

Warto tu wspomnieć o języku. Brak dialogów. Pojawiają się myśli-opowieści, taki zbiorowy pamiętnik każdego z rodzeństwa. Zabieg ten pozwolił na zbudowanie głębokich, bogatych portretów psychologicznych, krajobrazów wewnętrznych pięknych portretów kobiet, które różnią się od siebie wiekiem, pochodzeniem, poglądami na życie. A cała powieść napisana jest zimnym, prostym językiem, który znakomicie oddaje zarówno mroźny klimat Szwecji, jak i mentalność jej mieszkańców. Surowość klimatu, surowość zasad, surowość życia. Przesiąka to czytelnika i w pewien sposób zmusza do zatrzymania się, zwolnienia tempa. Zamyka nas w świecie, gdzie liczą się proste czynności i obowiązki, takie jak: wygotować pościel, przyrządzić jedzenie, pozmywać, zacerować pończochy, zagnieść ciasto, wypastować podłogi, piec chleb.

A gdzie tu jest miejsce na uczucia, na wyrażenie emocji? Choćby marzenia, tęsknoty...

"Ale może te wszystkie wspomnienia gdzieś są? Czy te nieobecne nie wpływają na człowieka tak samo jak te, które zostają? Wszystko to, czego nie ma i się nie zdarzyło. Marzenia też, czy nie należałoby nazwać je dziurami". [str.440] A  może "(...) marzenia, z których nic nie wychodzi, są do niczego”. O tym może kiedyś zaszumią brzozy - ciemnozielone, szeleszczące, ledwie z drobniutkimi listkami jak mysie uszy; a może zegar ścienny zatyka. Tik tak.Tik.

Polecam gorąco! 


 Książkę otrzymałam od Wydawnictwa W. A. B. za co bardzo dziękuję.

wtorek, 15 maja 2012

"Trzeci brzeg Styksu" Krzysztof Beśka

Wydawnictwo: Rebis
wydanie: 2012
oprawa: broszura szyta ze skrzydełkami
format: 135 x 215
liczba stron: 416

  
„(…) ów trzeci brzeg to pewien symbol tamtych czasów, końca XIX wieku. Wtedy niemożliwe okazywało się możliwe, fortuny rodziły się w ciągu jednego miesiąca i jeszcze szybciej upadały, a milioner zostawał żebrakiem. Ale nawet znalezienie się na brzegu mitycznej rzeki umarłych nie oznaczało końca, czyli wędrówki, a raczej rejsu na drugi brzeg. Zawsze przecież jest jakaś nadzieja...” [fragment wywiadu z autorem]

Jesteśmy w Łodzi w roku 1892. Widzimy czerwone mury fabryk, dymiące kominy krzyżujące się na niebie. Słuszymy odgłos świstawek, odgwizdujących zgodnie koniec dniówki. Na ulicach pełno było Rosjan, Żydów, Polków. Państwa polskiego nie było na mapie, ale Łódź rozwijała się bardzo szybciej. Na gwałt powstające fabryki włókiennicze były rajem - ziemią obiecaną dla chcących się bogacić. Były też ziemią przeklętą dla innych. "Wiadomo, że w parze z rozwojem idzie też występek i zbrodnia, i zakazane namiętności. Jeśli przybywało nowych domów, przybywało też zaułków i bram, gdzie czaiło się zło". [str.81]

Pewnego wieczoru w tajemniczych okolicznościach zostaje porwany 6-lentni synek fabrykanta Neumanna - Hansik. Przy oknie, w pokoju chłopca, porywacz zostawił ślad - kosmyk włosów. A to nasuwa skojarzenie z mitologią i Tanatosem - bogiem śmierci. Tanatos, przylatywał na skrzydłach, wchodził do domu przez okno i następnie złotym nożem ucinał śmiertelnikowi kosmyk włosów, po czym los człowieka był już przesądzony. Po krótkim czasie, z własnego pokoju, zostaje porwane kolejne dziecko,  a przy oknie pozostawiony znowu jest ślad...

Sprawą zajmuje się policja i prywatny detektyw Riepin - taka łódzka wersja Sherlocka Holmesa czy Erasta Fandorina. Riepin ma również pomocnika - Stanisława. Oboje wpadają na ślad porywaczy, który wiedzie ich do cyrku, do akrobatów. Riepin i Stanisław szukają rozwiązania, zaszywając się w różne miejsca Łodzi od zadymionych cukierni, przez spalone fabryki i ciemne zaułki, po pałace przemysłowego miasta. 

Szczerze - to cała ta intryga kryminalna trochę się tu ślimaczyła i  momentami może nużyć, choć nie brakuje tu niespodziewanych zwrotów akcji. Zdecydowanie lepiej autorowi wyszedł obraz miasta Łodzi i jej mieszkańców. Paradoksalnie wątki poboczne okazały się o wiele ciekawsze niż cała zagadka. Warto tu wspomnieć choćby o hrabinie Potulickiej - zlicytowanej szlachciance, czy o Żydzie - Izaaku Konie i jego tajemniczej profesji.  

Krzysztof Beśka stworzył świetną fotografię XIX-wiecznej Łodzi. Te uliczki, zaułki, dymiące kominy są na wyciągnięcie ręki. A gdzieś tam, w oddali, słychać odgłos świstawek, to oznacza, że Miasto Bawełny udaje się na zasłużony odpoczynek.  

 

 Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Rebis za co bardzo dziękuję.


poniedziałek, 14 maja 2012

"Za wszytko trzeba płacić" Aleksandra Marinna

Wydawnictwo: W.A.B. / Biblioteka Akustyczna
wydanie: kwiecień 2012 / audiobook
lektor: Roch Siemianowski



Wiadomo, że nic nie dorówna czytaniu książek w wersji papierowej, gdzie pod palcami czujemy to przyjemnie uczucie przewracania kartek, można wtedy się wyciszyć, zapomnieć o otaczającej nas rzeczywistości i razem z bohaterami przenieść się do ich świata. Niestety życie czasami zmusza nas do przemieszczania się, podróżowania, a wtedy alternatywą są audiobooki.  

To moje pierwsze spotkanie z twórczością Aleksandry Marinny - nazywaną królową kryminału rosyjskiego. Bohaterką kryminałów Marinny jest major Anastazja Kamieńska - funkcjonariuszka  moskiewskiej milicji. Nastia też oczywiście się tu pojawia, ale dopiero w piątym rozdziale, gdzie wiele wątków zostaje już zawiązanych. 

Akcja powieści zaczyna się w jakieś dziwnej klinice, do której zgłaszają się pacjenci, wszyscy inteligentni, zajmujący prestiżowe stanowiska. Testują bowiem preparat wpływający na zdolności twórcze. Niestety doświadczenie utknęło w martwym punkcie, ponieważ pacjenci zaczynają umierać. Rozwiązanie być może znajduje się w archiwum nieżyjącego profesora Lebiediewa. Weronika - młoda wdowa po profesorze, zabiera jednak dokumenty i wyjeżdża do Austrii, nie mając pojęcia co się w nich znajduje. Po krótkim czasie zgłasza się do niej pewien młody i przystojny Rosjanin - Mikołaj, proponując transakcję wymienną. Zanim dojdzie do przekazania archiwum za milion dolarów, zdążymy poznać wcześniejsze życie Weroniki, jak i innych bohaterów pobocznych. I gdy już zaczynamy lubić Weronikę, zostaje ona zamordowana, na domiar złego z przypadkową kobietą i jej synkiem.

Aleksandra Marinna, przy okazji wprowadzania wątków kryminalnych,  nie ma skrupułów, aby opisać przerażającą rosyjską rzeczywistość. Świat ten przesiąknięty jest korupcją, nepotyzmem, gdzie mafia wszędzie ma swoich ludzi, gdzie związek między światem przestępczym a organami sprawiedliwości jest bardzo płynny. Nawet Nastia Kamieńska wpada w macki mafijnej ośmiornicy. Zgłasza się do niej bowiem znajomy mafioso Denisow (któremu jest winna przysługę) z prośbą o pomoc w znalezieniu mordercy jego przyjaciółki (właśnie tej przypadkowej kobiety zabitej w Austrii razem z Weroniką). Nieformalne śledztwo wykazuje, że popełnione zabójstwo ma związek z dziwnymi zgonami naukowców w Rosji. Nastia zaczyna podejrzewać, że Denisow prowadzi podwójną grę i próbuje ją wciągnąć w pułapkę. Niestety również będzie musiała za to dużo zapłacić.

Aleksandra Marinna tworzy kryminalne bardzo precyzyjne wątki, wprowadzając niezliczoną ilość elementów, układających się stopniowo w jedną całość. Tak jak w grze szachy. Cała intryga to mistrzowsko rozegrana partia szachów, z jednoczesną obserwacją tego, co dzieje się na szachownicy i planowaniem rozmaitych wariantów wydarzeń. I paradoksalnie najprostsze rozwiązania są tu najlepsze. Marinna ukazuje również, że na przebieg wydarzeń wpływa nie tylko jakiś plan, schemat, ale również splot dziwnych przypadków, wpływ czyjegoś wychowania, a nawet zwykłego samopoczucia bohatera. 

 "Za wszytko trzeba płacić" to zręcznie napisany kryminał, świetnie zaplanowany, choć  może przerażać tu ilość bohaterów i mnóstwo wątków pobocznych, można się w nich pogubić. Ale jak się okaże na koniec, każdy wątek jest tak samo ważny, ponieważ tworzy jedną całość. A to co podobało mi się najbardziej (nawet bardziej niż cała zagadka kryminalna) to obraz postsocjalistycznej Rosji.

środa, 9 maja 2012

oTAGowana

Alison wytypowała mnie do kolejnej zabawy, która bardzo szybko rozprzestrzeniała w blogosferze. Szczerze - to nie za bardzo miałam na nią ochotę, ale skoro brałam udział w innych, to jeszcze w jednej nic mi nie zaszkodzi. Tak więc dziękuję za wytypowanie.

ZASADY

1. Każda oTAGowana osoba ma za zadanie odpowiedzieć na 11 pytań zadanych przez "Taggera" na swoim blogu.
2. Po udzieleniu odpowiedzi na zadane pytania, wybierasz i wymieniasz kolejnych 11 osób do oTAGowania.
3. Tworzysz 11 nowych pytań dla osób oznaczonych w TAGu zapisując je w swoim poście.
4. Nie oznaczaj oTAGowanych już osób.
5
. Poinformuj oTAGowane przez Ciebie osoby o tym, że zostały zaproszone do zabawy.



  1. Jaką książkę poleciłabyś każdemu, niezależnie od jego preferencji czytelniczych?
Stephen R. Covey "Siedem nawyków skutecznego działania"

 

Covey skupia się na szlifowaniu charakteru. To właśnie charakter decyduje o tym, jacy jesteśmy i co możemy osiągnąć. Według Coveya charakter to zbiór przyzwyczajeń. Trzymając się określonych zasad będziemy w stanie osiągnąć w życiu znacznie więcej, wpływając na nasze przyzwyczajenia, poprawiając kluczowe elementy charakteru i nawyki.

Poniżej jeden z jego schematów
 2.  Wolisz czytać historie, które mogłyby zdarzyć się naprawdę, czy też takie, które mają prawo bytu wyłącznie w wyobraźni?

Pół na pół - tak dla równowagi.

3. i 4.  Większość z nas prowadzi tutaj blogi z recenzjami przeczytanych książek, często współpracując z najróżniejszymi wydawnictwami. Wyobraź sobie, że jedno z nich właśnie zaproponowało Ci wydanie własnej książki. Czy podjęłabyś się takiego zadania, zdając sobie sprawę, że napisanie dobrej książki może zabrać nawet kilka lat? Jeśli tak, to o czym chciałabyś napisać? 

Pewnie, że bym się podjęła. I wcale napisanie książki nie musi trwać wiele lat. C.S. Lewis pisał swoje książki bardzo szybko, niektóre powstawały w przeciągu paru tygodni, a są w mistrzowski sposób napisane. A czym miałaby być, o życiu oczywiście :)

5.  Koty to zwierzęta, które na dobre zadomowiły się w naszym książkowym świecie. To one towarzyszą wielu znakomitym pisarzom, zamieszkują małe księgarnie i antykwariaty, zasiadają na naszych kolanach, ilekroć otworzymy książkę. Czy Twoim zdaniem jakiekolwiek inne zwierze mogłoby zagrozić ich pozycji?

Nie. Kotom żadne zwierzę nie zagraża.

6.  Książka, która aż prosi się o ekranizację to...

Konkretnej to nie mam, ale książki H.Murakamiego z pewnością zasługują na nie jedną ekranizację.

7.  Do dziś pamiętam, jak będąc uczennicą podstawówki kupiłam romansidło dla dorosłych i w obawie przed reakcją rodziców czytałam je wyłącznie nocą z latarką pod kołdrą... Czy kiedykolwiek zdarzyło Ci się ukrywać przed innymi książkę, którą właśnie czytałaś?

Nie przypominam sobie, żeby ukrywać przed kimś książki. Raczej wszystkie mogłam czytać legalnie, nawet te "dla dorosłych".

8.  W tym tygodniu odkryłam, że naprawdę dobrą książkę jestem w stanie czytać dosłownie wszędzie, nawet ćwicząc w klubie fitness. A Ty – potrzebujesz do czytania ciszy i spokoju, czy też potrafisz czytać niezależnie od okoliczności?

Ciszy i spokoju nie potrzebuję. Wręcz odwrotnie to czytanie mnie wycisza, wprowadza w błogi nastrój i koi negatywne myśli nagromadzone w ciągu dnia.  Czytanie podczas ćwiczeń w klubie wydaje mi się trochę niewykonalne. Najlepiej mi się czyta leżąc na leżaczku na łonie natury, ale oczywiście bywały takie książki, które wciągnęły mnie tak bardzo, że czytałam podczas gotowania obiadu. Niestety wtedy jakoś obiadu pozastawiała wiele do życzenia, bo albo przesoliłam, albo coś wykipiało, albo się rozgotowało. 

9. Jeżeli posługujesz się nickiem, zdradź proszę dlaczego go wybrałaś, jeśli go nie masz, zastanów się, jaki nick najbardziej by do Ciebie pasował.

Bibliofilka - nick zaczerpnęłam z książki Waldemara Łysiaka "Empireum" i "Wyspa zaginionych skarbów". Tam autor bardzo szeroko rozpisuje się o bibliofilstwie, które łączy też z swoistą 'manią' przesladowczą. Do rasowego bibliofila bardzo dużo mi brakuje, ale przyjemnie jest choć tak się nazywać.

10. Wyobraź sobie, że w ciągu 24 godzin musisz pożegnać się ze wszystkimi książkami, jakie posiadasz. Co byś z nimi zrobiła?

Znalazłabym wersję elektroniczną wszystkich książek i wgrała do swojego czytnika.

11. Uporządkowane według autorów, obłożone papierem tak, by ich okładki nie brudziły się przy czytaniu a może upchane do granic możliwości, ze względu na ograniczone możliwości przestrzenne – jak wygląda Twoja biblioteczka? Pytanie z opcją wstawienia zdjęcia...
 
Ostatnio miałam taki dylemat, ponieważ musiałam zakupić kolejny regał, jak układać książki na tymże regale - autorami, wydawnictwami, gatunkami czy kolorystyką. Wychodzę z założenia, że moja biblioteczka musi robić wrażenie, dlatego odpada upychanie ich do granic możliwości, a tym bardziej obkładanie ich w okładki, papier (nigdy w życiu). Ma być przejrzyście, równiutko, zachwycająco.


----------------------------------------

A to moje propozycje pytań:
1. Książka, która zmieniała Twoje nastawienie do życia.
2. Książka, która tak bardzo Ci się nie podobała, że ją odłożyłaś.
3. W której książce przeczytałaś pierwszy raz opis jakieś sceny erotycznej? 
4. Cytat, który mógłby wisieć nad Twoim łóżkiem?
5. Szlachetny d'Artagnan, nieokrzesany Bohun, hulajdusza Grek Zorba, czy prostolinijny, twardo stąpający poz ziemi  Bogumił Niechcic z "Nocy i dni" - który zdobyłby Twoje serce?
6. Jane Eyre, Barbara Niechcic, Ania Shirley, czy Scarlett O'Hara - która z bohaterek mogłaby być Twoją przyjaciółką?
7. Ulubiony kryminał to...
8. Fantastyka - tak, nie, zdecydowanie tak, zdecydowanie nie, czy czasami?
9. Ulubiona ekranizacja to...
10. Książka, którą na pewno kupiłabyś swojemu dziecku.
11. Jesteście zwolenniczkami kawy czy herbaty? I jakiej konkretnie? 


Typuję do zabawy:
Beatę   Słowem malowne
Książkowca  Dom z papieru  wybacz:)
Nati  Recenzje Nati 
Izę  Filety z Izydora  


wtorek, 8 maja 2012

I wtedy przyszedł Maj...

Konstytucja 3 Maja, pochody pierwszomajowe, przewrót majowy, konwalie (moje ulubione), piwonie, czerwone maki, niezapominajki, czeremcha, narcyzy, tulipany (też przeze mnie uwielbiane), żółte pola, majowe burze, "zimny maj", Dzień Matki, kwitnące klony i kasztanowce, matury, zakończenie II wojny, Dzień Zwycięstwa, chrabąszcze wieczorną porą, majówki...

To chyba wszystkie skojarzenia związane z majem, przynajmniej dla mnie, no dodałaby jeszcze brawurę i lekkomyślność kierowców na drogach, bo przecież promyki słońca sprzyjają szybkiej jeździe. Ale nie o tym dziś, dziś mam nastój trochę wyciszony...

67 lat temu zakończyła się II wojna światowa, nie wszyscy powrócili do swych domów, a tak wielu chciało...

"Będziemy znowu mieszkać w swoim domu,
 Będziemy stąpać po swych własnych schodach.

 Nikt o tym jeszcze nie mówi nikomu,

 Lecz wiatr już o tym szepcze po ogrodach.
 
 Nie patrz na smutnych ruin zwaliska.
 Nie płacz. Co prawda, łzy to rzecz niewieścia.

 Widzisz: żyjemy, choć śmierć była bliska.

 Wyjdźmy z tych pustych ulic na przedmieścia.
  (...)

 Przejdą dni ciężkie klęski i rozgromu
 I zapomnimy o ranach i szkodach...

 Będziemy znowu mieszkać w swoim domu,

 Będziemy stąpać po swych własnych schodach".
 
                                                             Pierwsza przechadzka Leopold Staff

I utwór, który mnie dziś prześladuje, ale pozytywnie, refleksyjnie...


"Policzony będzie trud i znój, Za Ojczyznę poległ ukochany twój".