niedziela, 27 stycznia 2013

„Les Misérables” („Nędznicy”) reż. Tom Hooper


XIX-wieczna Francja, rewolucja francuska to temat wielokrotnie filmowany, jak i wystawiany na scenach teatrów w formie musicalu. Sama fabuła "Nędzników" jest dość dobrze znana, nawet tym, którzy nie czytali powieści Hugo, właśnie przez liczne ekranizacje. Mamy i kolejną, tym razem - hollywoodzką. Od razu powiem, że świetnie zrobioną. Scenografia robi wrażenie, każdy szczegół, detal jest pieczołowicie dopieszczony. Charakteryzacja aktorów również - imponująco dopracowana.

"I dreamed a dream in time gone by
When hope was high
And life worth living
I dreamed that love would never die
I dreamed that God would be forgiving...".

Słowa te, wyśpiewane przez Anne Hathaway, to jedna z najbardziej poruszających scen w filmie (ba! w historii kina), nie jedyna jednak. Znakomite są również sceny zbiorowe, wyśpiewane przez lud, skazańców czy rewolucjonistów, kiedy to na przykład - wzywają społeczeństwo na barykady:

"Look down, look down,
don’t look’em in the eye.
Look down, look down.
You’re here until you die...”.

Co do gry aktorskiej, to podobał mi się Russell Crowe jak Javert, choć pewnie będę w mniejszości, bo akurat ta rola jest najbardziej krytykowana i odbiega od pierwowzoru w powieści. Właściciele gospody (Sacha Baron Cohen oraz Helena Bonham Carter) wyśmienicie wcielili się w role, a znakomita charakteryzacja pokresliła tylko ich talent. Ale i tak wszystkich pobił młodziutki i zadziorny Gavroche (Daniel Huttlestone).
Wspaniałe to widowisko. Zachwycające, powalające i wzruszające. Choć zdarzają się i tacy, którzy twierdzą, że za dużo jest tu kwestii śpiewanych, jakby to był horror, a nie musical. Można by też napisać kolejny post o pominięciu albo o nierozszerzeniu niektórych wątków, ale nie sposób przecież zmieśćić treści pięciotomowej powieści w trzech godzinach. 
Zapadły mi w pamięci dwa utwory, których słuchałam dziś prawie przez cały dzień. Wspomniana już Anne Hathaway jako zrozpaczona Fantine i ślepo zakochana, bezradna w swoim uczuciu Samantha Barks jako Éponine.  Kto nie widział jeszcze, niech chociaż posłucha. Cudownie piękne! 







14 komentarzy:

  1. Oczywiście nie mogłam przegapić takiego wydarzenia. Pisarz, książka i musical mój Top nr 1. Właśnie miałam pisać recenzję, ale ogarnęło mnie lenistwo. Cieszę się, że film ci się podobał, bo rzeczywiście czytałam sporo głosów niezadowolenia, co mnie bardzo smuciło i martwiło, bo obawiałam się rozczarowania. Wyśniłam sen i Sama tak to rzeczywiście przepiękne utwory i bardzo dobrze zaśpiewane, zwłaszcza Ann Hathaway należą się brawa, bo z tego co słyszałam nie ma za sobą doświadczenia w śpiewaniu. Mnie się film podobał, choć nie przeżyłam go tak bardzo, jak musicali w teatrze. Postaram się napisać coś jutro.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiedziałam, że jako Hugomaniaczka nie przepuścisz takiej okazji :)) Też mnie dziwią te głosy niezadowolenia. Z niecierpliwością czekam więc na Twoją recenzję, moja jest bardziej emocjoalna, Ty z pewnością dostrzeżesz o wiele więcej rzeczy. Pozdrawiam ciepło :))

      Usuń
  2. Oglądałam, bardzo mi się podobało. Również spodobała mi się gra aktorska Russella Crowe'a, jestem oczarowana jego ciepłym głosem. Natomiast śpiew Hugh Jackmana zupełnie do mnie nie trafił.
    Chwilami niestety trochę się nudziłam i za dużo tych kwestii śpiewanych jak dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, dzięki :) bo już myślałam, że będę w osamotnieniu, że Russell mi się podobał i również śpiew Hugh Jackmana mnie nie powalił. Film piękny istotnie, ale zgadzam się - ciut za długi, więc może momentami wynudzać.

      Usuń
  3. Wybieram się na film z córką w czasie ferii! I bardzo się cieszę, że wrażenia miałaś jak najbardziej pozytywne; śmieszą mnie trochę zarzuty, że "za dużo śpiewu" - przecież w końcu to musical! Już nie mogę się doczekać tych wysmakowanych scen i konfrontacji z pierwowzorem Hugo:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie będziesz z pewnością zawiedziona, ja na weekend zrobiłam sobie mały martaon filomowy i widziałam dwa filmy ;)Marzy mi się teraz cała ścieżka dźwiękowa, bo słuchajac niektórych utworów, to ma się ciary na plecach :)

      Usuń
  4. Bardzo mi się podobał, choć nie przepadam za musicalami. To ten naprawdę jest godny obejrzenia. Świetna gra aktorska i przejmująca Anna Hathaway. Piękny!

    OdpowiedzUsuń
  5. Zaciągnę na niego mamę w tym tygodniu. Nie mogę się doczekać!

    OdpowiedzUsuń
  6. Niestety, nie przepadam za musicalami, ale "Nędznicy" to jeden z moich ulubionych utworów, więc pewnie obejrzę ten film. Właściwie to moja powinność :)

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja się przyznam, że właśnie przez Russella krowę nie jestem w stanie obejrzeć tego filmu. Koleś nie umie śpiewać i wzięli go do musicalu. Dla mnie on zawsze będzie gladiatorem, tam wyglądał i zagrał naprawdę świetnie. A co do nędzników samych w sobie, wolę ekranizację z 2000 roku - Gérard Depardieu i John Malkovich to jest klasa <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Koniecznie muszę zobaczyć, uwielbiam musicale.

    OdpowiedzUsuń
  9. Masz naprawdę świetnego bloga :)
    Mam do Ciebie ogromną prośbę, może proszę o zbyt wiele, ale to bardzo ważne.
    Wymyśliłam pewną akcję na moim blogu, tak właściwie cały ten blog to już jedna wielka akcja!
    Jeśli zechcesz mi pomóc, albo przynajmniej się przyłączyć - obserwując, będę Ci niezmiernie wdzięczna. Wszystko jest napisane w najnowszej notce.
    Mogę zmienić świat tylko z tobą :)
    f-me-i-am-famous.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo się cieszę, że piękne - bo mam w planach!

    OdpowiedzUsuń
  11. Planuję w najbliższym czasie obejrzeć. Uwielbiam książkę więc chętnie zobaczę film:)

    OdpowiedzUsuń