niedziela, 18 sierpnia 2013

„Kołysanka na śmierć” Carin Gerhardsen


Wydawnictwo: Rebis
wydanie: sierpień 2013 
tłumaczenie: Anna Krochmal, Grzegorz Kędzierski
tytuł oryginału: Vyssan lull
oprawa: broszurowa klejona
format:125x195
liczba stron: 336



Wszystko zaczęło się pewnego majowego dnia, kiedy to młoda para zatrzymała się samochodem przy kiosku, by kupić słodycze dwóm małym chłopcom, których mieli pod opieką. Na jasnobłękitnym niebie świeciło wtedy słońce, czuć było zapach kwitnącej czeremchy i słychać było szemrzącą obok rzekę. Wystarczyło podejść tylko do okienka i kupić dwóm niesfornym chłopcom upragniony smakołyk. Nikt wtedy nie przewidział, że samochód się przechyli, niespodziewanie szybko zniknie z promenady, zacznie spadać w stronę szemrzącej rzeki i uderzy w nią z ciężkim, głośnym pluskiem. Czy takie wydarzenie może wywrzeć wpływ na dalsze życie? Z pewnością. Poczucie winy jest jak ciężki łańcuch, który wlecze się za człowiekiem, gdziekolwiek by poszedł. Jest jak część ciała. W końcu człowiek już go nie zauważa. [str.206] Jednak ludzie są różni i każdy inaczej będzie to znosić. I nigdy nie wiadomo, w jaki sposób może wrócić do nas przeszłość.

I oto pewnego dnia, w luksusowym mieszkaniu, zostaje znaleziona martwa młoda matka, z dwójką małych dzieci. Wszyscy troje mają poderżnięte gardła. A wszystko wygląda na brutalną egzekucję. Zaplanowaną bardzo precyzyjnie i wykonaną z zimną krwią. Bo jak innej wytłumaczyć morderstwo 5-letniego chłopca, 4-letniej dziewczynki i ich matki? Zresztą pytań jest wiele. Jak zamordowana kobieta, pracująca na czarno, mogła sobie pozwolić na mieszkanie warte kilka milionów koron? Dlaczego ojciec dzieci pogrążony jest w depresji? I w końcu co ma wspólnego to brutalne morderstwo z wypadkiem sprzed kilku lat?

To moje trzecie spotkanie z twórczością Carin Gerhardsen. Pojawiają się tu ci sami bohaterowie, co w poprzednich częściach. Śledzimy perypetie policjantów z posterunku Hammarby w Sztokholmie. Autorka odbiega zasadniczo od stereotypowych motywów, które pojawiają się w skandynawskich kryminałach. Nie ma tu okrucieństwa, brutalności, fanatyzmu religijnego, seksu. Carin skupia się na psychice bohaterów, analizuje motywy ich działań, dlaczego postępują tak a nie inaczej. Bardzo dobrze widać to na przykładzie głównego bohatera-komisarza Conny Sjöberg, który ciężko pracuje nad śledztwem. Również i on, aby rozwiązać sprawę musi uporać się z własnymi słabościami i strzępami wspomnień z dzieciństwa oraz rozszyfrować powtarzające się sny. Mnie jednak najbardziej podobał się pierwszy tom serii “Domek z piernika”, choć można czytać jej osobno. Mam wrażenie, że Carin trochę popadała w rutynę i momentami powieść nieco się nużyła, choć do końca nie było wiadomo, kto jest mordercą. Mam nadzieję, że w kolejnych kryminałach czymś mnie jeszcze zaskoczy, nie tylko nieoczekiwanym zakończeniem.

 Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Rebis za co bardzo dziękuję.

11 komentarzy:

  1. Nie słyszałam o tej pisarce, ale widzę, że muszę to zmienić w najbliższym czasie. Fabuła zapowiada się ciekawie, intryguje mnie też nieporuszanie wątków charakterystycznych dla skandynawskich kryminałów.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też pierwsze słyszę o tej autorce, ale czuję się zaciekawiona jej twórczością - szczególnie tą właśnie powieścią. Podoba mi się zarys fabuły i skupienie autorki na analizie psychologicznej bohaterów.
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Z prozą autorki dotychczas się nie spotkałam, ale zaciekawiła mnie Twoja pozytywna recenzja, a głównie zaintrygował opis wydarzeń, dlatego zamierzam poszukiwać powieści na półkach w księgarniach. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mnie już pierwsza książka znużyła, a skoro piszesz, że uważasz ją za najlepszą to za kolejne nawet się nie zabieram.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wygląda ciekawie, jak wszystko co opisujesz:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Kolejny przypadek z serii: ale dlaczego ja tutaj jeszcze nie trafiłam? Napaliłam się na nią.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ostatnio mam dziwną chrapkę na kryminały. :D Zauważyłam tę książkę w gazetce reklamowej Empiku, ale może zacznę od powieści pt. "Domek z piernika", skoro to pierwsza część serii (mimo że napisałaś, że można czytać osobno).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też raczej zacznę od "Domku..." z tej samej przyczyny. Choć Lackberg zaczęłam od "Latarnika", czyli 6. czy nawet 7. części, nie narzekałam. A tam wiele wynika z poprzednich tytułów. Od wtedy raczej uważam, by zaczynać od początku :)

      Usuń
  8. Nie wiem czy interesuje Ciebie taka zabawa, ale nominowałam Cię do Liebster Award. Uwielbiam tutaj wchodzić a recenzje zawsze mnie wciągną. Co prawda obserwatorów masz już dużo, ale jestem niesamowicie ciekawa Twoich odpowiedzi na "ksiażkowe" pytania (u mnie na blogu) :) Pozdrawiam i zapraszam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Czytałam drugą część "Najmroczniejszą ciemność" i przypadła mi do gustu. Choć trzecia część pobrzmiewa, jak widzę rutyną przeczytam, bo chcę poznać całą serię. pozdrawiam ciepło:)

    OdpowiedzUsuń