poniedziałek, 21 lipca 2014

„Pozostawieni” Tom Perrotta



Wydawnictwo: Znak literanova
data wydania: 30 czerwca 2014
tłumaczenie: Anna Gralak
tytuł oryginału: The Leftovers
oprawa: miękka
liczba stron: 368




Sam bowiem Pan zstąpi z nieba na hasło i na głos archanioła, i na dźwięk trąby Bożej, a zmarli w Chrystusie powstaną pierwsi. Potem my, żywi i pozostawieni, wraz z nimi będziemy porwani w powietrze, na obłoki naprzeciw Pana, i w ten sposób zawsze będziemy z Panem. Przeto wzajemnie się pocieszajcie tymi słowami!

List do Tesaloniczan 4, 16-18

Fabuła powieści odwołuje się do nauki o drugim przyjściu Chrystusa, czyli paruzji. To jedna z wizji końca świata. Dla katolika dość egzotyczna, gdyż Kościół katolicki traktuje apokaliptyczne przepowiednie jako metaforę. Natomiast protestanci wierzą w literalność opisanego w Liście do Tesaloniczan "porwania Kościoła". Dosłownie traktują te słowa i wyobrażają sobie nagłe przeniesienie prosto do nieba wszystkich umiłowanych Bogu, aby nie musieli na własnej skórze odczuwać złych rzeczy, które będą towarzyszyć apokalipsie.

I tak pewnego dnia, w jednym z amerykańskich miasteczek znika 88 mieszkańców i miliony ludzi na całym świecie. Razem 2% populacji, niby niewiele, ale przecież z każdą osobą wiąże się jakaś historia i tym samym rodzinny dramat. W jednej chwili ktoś stracił męża, żonę, rodziców, dzieci, matkę albo ojca. Tak jakby spełniło się biblijne proroctwo, tyle że poznikali i muzułmanie, i żydzi, i buddyści, i ateiści, czyli przypadkowi ludzie. A jedyną cechą, która nie powinna charakteryzować porwania Kościoła, była właśnie przypadkowość. Cały jego sens polegał na oddzieleniu ziarna od plew, na nagradzaniu prawdziwych wyznawców i pogrożeniu reszcie świata. Rok później w miasteczku Mapleton zaczęli się pojawiać ludzie ubrani na biało, chodzący w parch tej samej płci, zawsze z papierosami. Przeważnie ignorowali innych, ale czasami chodzili za kimś jak prywatni detektywi, żeby śledzić jego poczynania. Na powitanie odpowiadali pustym spojrzeniem, a na pytania reagowali podaniem wizytówki z napisem. „Jesteśmy członkami Winnych Pozostałych. Złożyliśmy przysięgę milczenia. Stoimy przed tobą jako żywe świadectwo zatrważającej mocy Boga. On nas osądzi”. [str.12]

Eksperci debatujący nad tymi wydarzeniami wciąż się spierali, jedni odwoływali się do nauki, inni do religii, nazywali to tragedią albo cudem. Znaleźli się i tacy, którzy zaczęli zauważać interesy płynące ze zniknięcia ludzi. Jestem gąbką dla twojego bólu - w ten sposób zaczął się reklamować samozwańczy prorok uzdrowiciel nazywany Świętym Waynem. Organizował on maratony przytulania i "brał" w ten sposób ból po stracie czyjeś bliskiej osoby na siebie. Tak przynajmniej wierzyli ci, którzy dla niego pracowali w Ruchu Uzdrawiających Objęć oraz jego wyznawcy. Nie trudno się domyślić, że Święty Wayne najbardziej upodobał sobie żeńską część wyznawców, czyli "duchowe oblubienice" tudzież wkrótce zrobi z nich swoje żony.

My poznajemy mieszkańców Mapleton w trzecią rocznicę od zniknięcia ludzi. Prawie każdy z mieszkańców stracił w tej tragedii kogoś bliskiego. Żona burmistrza przyłączyła się sama do Winnych Pozostałych, jej córka Jill jest pogrążona w depresji po stracie najlepszej przyjaciółki, syn Tom przyłączył się do Świętego Wayna. Sam burmistrz nie bardzo wie jak ma się odnaleźć w tej sytuacji. Targają nim sprzeczne uczucia i emocje. Miasto funkcjonuje niby normalne, dzieci chodzą do szkół, ludzie robią zakupy, obchodzą święta, walentynki, każdy ze stratą bliskich próbuje radzić sobie na swój sposób. Nie wszystkim to wychodzi.

Bardzo ciekawy pomysł na fabułę miał pan Tom Perrotta. Od pierwszych stron książki czuć tu przejmujący ból i żal. Zresztą całość jest przesiąknięta właśnie tym bólem. Bólem fizycznym i psychicznym. Dawno nie czytałam takiej książki, która aż tak przenika do szpiku kości, porusza, przeraża uczuciami. Rozczarowało mnie jedynie zakończenie. Jednakże Tom Perrotta stworzył niezwykłe portrety ludzi zmagających się ze stratą bliskich. Polecam gorąco! Świetny kawałek literatury.


Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu  Znak

4 komentarze:

  1. To zakończenie to w ogóle wygląda tak, jakby autor planował dalszy ciąg, a jednak tego dalszego ciągu nie ma i pewnie nie będzie. Mnie również ono nieco rozczarowało.

    OdpowiedzUsuń
  2. Na początku byłam bardzo zainteresowana tą powieścią ze względu na zagadkę zniknięcia ludzi. Później dowiedziałam się, że autor nie wyjaśnia, co było przyczyną tego zdarzenia, ale nadal miałam ochotę poznać książkę. Natomiast teraz myślę, że to po prostu historia o utracie bliskich, a ten fantastyczny motyw zniknięcia jest tylko pretekstem. I nie wiem czy w związku z tym nadal mam ochotę sięgać po "Pozostawionych".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fakt, autor nie wyjaśnia zagadki zniknięcia ludzi, nic nawet nie sugeruje. Powieść kończy się tak, jakby miał być kolejny odcinek serialu. Jednak historia o utracie bliskich o świetny motyw, ludzie są różni przecież i każdy inaczej znosi czyjąś stratę, a tu autor pokazuje studium przypadku po utracie najbliższych.

      Usuń
    2. Nie twierdzę, że opowieść o przeżywaniu żałoby po bliskich to pomysł nie wart uwagi, ale przyznam, że raczej unikam takich książek. Co prawda w większości książek rozgrywają się podobne dramaty, ale na razie chyba odpuszczę.

      Usuń