wtorek, 28 kwietnia 2015

„Mrok i mgła” Stefan Türschmid

Wydawnictwo: Rebis
wydanie: 5 maja 2015r. Przedpremierowo
format: 135 mm x 215 mm
oprawa: broszurowa klejona
liczba stron: 448



-Buriagina? Sofia Aleksandrowa?
-Tak.
-No to prosimy z nami. 

Miała miły sposób bycia, była pogodna, zniewalająco ładna i życzliwa, wielu ulegało jej urokowi. Przyciągała ludzi jak magnes. Zawsze uśmiechnięta, starała się każdemu powiedzieć coś miłego. Była pogodna i szczera, można było w tym wyczuć zaledwie cień kobiecej kokieterii. No i najważniejsze - Sonia to wzorowa uczennica XXI Liceum Aleksandra Puszkina w Leningradzie i członkini szkolnej egzekutywy Komsomołu. Jesteśmy zatem w Związku Radzieckim w roku 1934 i tutaj poznajemy naszą bohaterkę. Sonia właśnie zdobyła pierwszą nagrodę o konkursie na pracę pod tytułem: „Jak kształtujemy nowego człowieka Kraju Rad?” i dowiedziała się, że została przyjęta w poczet kandydatów do partii. W wieku 17 lat zaczynała już modelować swój wzorowy komunistyczny życiorys. Zresztą całą jej rodzinę rozpierała duma. Od trzech pokoleń było tradycją wczesne wstępowanie do partii. Rodzice, babcia i siostra obsypali ją tego dnia prezentami. Sonia czuła się przeszczęśliwa. Oprócz tego skrycie kochała się w koledze ze szkoły, a w ciągu najbliższych dni do uczucie zaczęło się odwzajemniać. Od czasu, kiedy zaczęła spotykać się z Borysem, cały świat wokół niej stał się absolutnie cudowny. Zachwycała się pięknym Leningradem, z pałacami, parkami, wspaniałymi alejkami i bulwarami. „Kocham nasze przepiękne miasto, kocham Związek Radziecki, nasz wielki i godzien podziwu kraj, w którym tak cudownie się żyje” - tak pisała w pamiętniku.

To cudowne życie zaczęło nagle się zmienić, kiedy najpierw aresztowano Borysa, a potem jej ojca. Sonia nie mogła pojąć dlaczego. Była przekonana, że NKWD popełniło pomyłkę. Ale jedyną odpowiedź, jaką wtedy słyszała było to, że "NKWD nie popełnia pomyłek". Od dziecka była wychowywana w przekonaniu, że system, w który wierzy jest nieomylny i sprawiedliwy. A partia to najmilsi i najwspanialsi ludzie. Żyła w radosnym świecie akademii pierwszomajowych i rocznic rewolucji. Recytowała wiersze o Leninie, Dzierżyńskim i Stalinie. Czytała o bohaterach rewolucji. Jej ojciec brał udział w wielkiej rewolucji, w wojnie domowej, w wojnie z burżuazyjną Polską, z poświeceniem działał w partii, odznaczony był orderami, jak zatem mógł zostać aresztowany. Przecież świat wokół niej był taki dobry, przyjazny, a przyszłość miała być jeszcze piękniejsza. Aresztowania ludzi jednak się nasilały, w końcu przyszła kolej na matkę, która zostaje skazana na obóz pracy. Sonia przyjmuje samokrytykę, czyli wyrzeka się własnych rodziców, aby również nie trafić do aresztu. Musiała przysiądź, że nie miała pojęcia o "wrogiej" działalności jej rodziców wobec partii. Wkrótce umiera jeszcze babcia, a Sonia z siostrą zostają same. Mimo to udaje się jej skończyć studia i zostać tłumaczką. Tłumacze byli wtedy bardzo potrzebni, aby mogli tłumaczyć wszystko, co pisze się na Zachodzie o Kraju Rad. 

To zaledwie początek losów Soni. Soni przyszło żyć w niełatwych czasach. Przyszła na świat, kiedy wybuchła rewolucja tudzież zachłyśnięta do dziecka komunizmem, Stalinem i partią nie znała innego świata. Życie jednak szybko zweryfikowało jej fascynację. Długą drogę musiała przyjść, żeby wszystko zrozumieć i sobie pookładać. Z mroku przedzierała się przez mgłę. 

Historia Soni i jej rodziny jest przeplatana obrazami z życia Stalina. Poznajemy jego zaplecze, osobiste i polityczne decyzje, czystki jakie wprowadza, obsesje i paranoje. To dość odważny zbieg wprowadzony przez autora, bowiem fikcja literacka przeplata tu się z historią. Jeszcze innym bohaterem "Mroku i mgły" są miasta: Leningrad i Murmańsk. Leningrad w roku 1934 tętnił życiem. W tym okresie mieszkańcy byli świadkami świetności miasta, mogli korzystać z wielu rozrywek, chodzili na koncerty do filharmonii, opery teatru. Czas płynął beztrosko. Potem wielu spędzało bezsenne noce, żyjąc w strachu przed aresztowaniem. Na koniec musieli walczyć z głodem i uciekać przed hitlerowskimi nalotami. Natomiast Murmańsk, "kraniec ziemi", to już zupełnie inne miejsce. Sonia zostaje tu skierowana do pracy. Port bowiem potrzebował tłumaczy z angielskiego. Dla Soni zaczął się kolejny etap życia. Czytelnik natomiast poznaje życie mieszkańców miasta, ich próby walki o przerwanie, obozy pracy, jak też odmienne życie ludzi przybywających do portu z Zachodu. Ukazane zostały tu również losy zwykłych ludzi, takich którzy posiadali "wzorowe komunistyczne życiorysy", a przez jeden donos życie ich legło w gruzach, na przykład za czytanie kulturalnych i literackich czasopismom z Zachodu.

Książka wciąga bez reszty i pochłania jak mgła. Stefan Türschmid potrafi płynnie przedstawić realia potwornej epoki Stalina wplatając w to historię miłosną. Takie połączenie świetnie się czyta, lepiej niż opracowania historyczne epoki. Jedynie zakończenie mnie trochę rozczarowało, takie zbyt tandetne. Ale po takiej dramaturgii zdarzeń i koszmarów, jakie spotkały Sonię, tylko taki koniec mógł zadośćuczynić jej poniesione straty. Polecam gorąco!


  Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Rebis za co bardzo dziękuję.


czwartek, 9 kwietnia 2015

„Fräulein France” Romain Sardou

Wydawnictwo: Rebis
Data wydania: 07.04.2015r
Tłumaczenie: Monika Szewc-Osiecka
tytuł oryginału: Fräulein France
oprawa: zintegrowana
liczba stron: 304





„Kiedy tam będziemy, Francja otworzy się przed nami jak kwiat!”. Tak powiedział jeden z niemieckich kapitanów, w roku 1940, po zdobyciu fontu Eben-Emael. Tryumfalne zwycięstwo nad  belgijską fortecą utorowało Niemcom drogę do serca Belgii i luksemburskich Ardenów. Tym samym "dziwna wojna", czy też "siedząca wojna" nabrała dynamiki, a Europa Zachodnia weszła w konflikt zbrojny z Hitlerem. 

Francja podała się bez walki. W Paryżu, Niemcy zaczęli korzystać z wszelkich przyjemności życia. Otwarto zatem teatry i opery, muzea i wystawy, kabarety i burdele, a restauracje oferowały menu po niemiecku. I tak, do jednego  z najsłynniejszych domów publicznych "Sfinksa" przybywa nowa dziewczyna. France zachwyca wszystkich urodą i wrodzoną gracją. Ma jednak spore wymagania, przede wszystkim jest Nur für Offiziere. Wybiera jedynie najbardziej bogatych Niemców i najbardziej aryjskich. Ona decyduje, którzy mogą korzystać jej dobrodziejstw. Takim podejściem, połączonym z nieprzeciętną urodą, młoda prostytutka szybko wyrobia sobie ekskluzywną markę. France jest piękna, France jest tajemnicza, France fascynuje ludzi. Czy jednak pod tą nieskazitelną maską chłodu kryje się coś więcej? Nietrudno się domyślić, że tak. France ma tajny plan i jest bardzo zdesperowana, aby go zakończyć. Natomiast cały czas od France emanuje jakaś energia, rodzaj aury, która budzi podziw, z drugiej jednak strony - niezrozumienie i potępienie. 

Szczerze muszę przyznać, że pierwsze rozdziały były nieco chaotyczne. Nie łatwo było połapać się w niemieckich nazwiskach, a Romain Sardou opowiadał jednocześnie dwie historie. Akcja nabiera rumieńców właśnie z przybyciem France do "Sfinksa". Powieść bowiem zbudowana jest jak układanka. Początkowo nic nie wiemy o tej kobiecie. Wydaje się bardzo pewna siebie, zdecydowana i wyrachowana. Jednak stopniowo elementy układanki scalają się w jedną historię. Choć nie do końca. Zabrakło mi tu trochę "epickości". To jedyny minus w powieści. Podawane są tu często "suche fakty" bez zbędnych opisów, a jednak pewne wydarzenia powinny być dokładniej opisane, może bardziej z zarysowaniem psychologii postaci. 

Mocną stroną powieści jest też jej kontekst historyczny. Na końcu książki pojawiają się uściślenia, co do prawdziwych dat, miejsc i postaci. Bohaterowie w większości są fikcyjni, choć występują również tu postacie historyczne. Bardzo barwnie zostały ukazanie różne postawy Francuzów. Romain Sardou przedstawia ludzi z krwi i kości, z dala od stereotypów, a jedynie ze ich słabościami i pragnieniami. Jak również tych zdeterminowanych siłą przerwania za wszelką cenę. Nam Polakom, bardzo trudno oceniać postawy Francuzów. Zresztą nie tu miejsce na to.

„Fräulein France” to historia o różnych odcieniach miłości, zarówno do ukochanej osoby, jak i do własnego kraju. To również opowieść o determinacji, poświęceniu i zemście.



 Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Rebis za co bardzo dziękuję.
 wyzwanie czytelnicze 2015 - akcja rozgrywa się podczas wojny

piątek, 3 kwietnia 2015

„Pół króla” Joe Abercrombie


Wydawnictwo: Rebis
 data wydania: 7 kwietnia 2015 
tłumaczenie: Agnieszka Jacewicz 
tytuł oryginału: Half a King 
oprawa: miękka 
liczba stron: 400
                        



Rekomendacja George R.R. Martina przyciąga uwagę. „Wartka opowieść o zdradzie i zemście, która wciągnęła mnie od pierwszej strony i nie puściła do końca”. Zresztą poleceń innych autorów czy czasopism nie brakuje. Wszystkie bardzo pochlebne, nazywające Abercrombie „najjaśniejszą gwiazdą spośród nowej generacji brytyjskich autorów fantasy”, który „zmierza ku pozycji supergwiazdy”. Istotnie książka wciąga i szybko się ją czyta. To moje pierwsze spotkanie z tym autorem, zatem trudno mi będzie ocenić, czy to rzeczywiście „najlepsza jak dotąd powieść Abercrombiego”.
Może nieco o fabule.

Książę Yarvi, młodszy syn króla Gettlandu Uthrika, od dzieciństwa był przygotowywany, aby objąć funkcję ministra. Zgłębiał tajniki zielarstwa i poznawał języki, jakimi mówiono w odległych krainach. Wielką wagę przywiązywał do kaligrafii, uczył się opatrywania ran. Nie cierpiał mieczów i tracz, a ćwiczenia napawały go odrazą. Nie znosił też wojowników, pojedynków. Przywykł również do myśli, że nigdy nie założy rodziny ani nie będzie rościł prawa do sukcesji. Wszystko, to miało przypaść strasznemu bratu. Tymczasem król Uthrik razem ze strasznym synem wpadli w zasadzę i zginęli. Tym samym Yarvi został prawowitym władcą Gettlandu. Nie za bardzo spodobała mu się ta funkcja, ponieważ, po pierwsze, nie był na to gotowy, a po drugie – musiał jeszcze poradzić sobie ze swoją ułomnością. Bowiem Yarvi od urodzenia był pozbawiony palców u ręki. Jak zatem miał zostać królem? Miał niesprawną rękę i nie potrafił trzymać w niej miecza. Na domiar złego zostaje jeszcze zdradzony przez własnego stryja i sprzedany w  niewolę. 

Dla Yarviego zaczyna się nowy rozdział życia. Musi szybko dorosnąć, aby przerwać. Trafia na pokład statku „Wiatr Południa” jako wioślarz. Tutaj szybko jego kalectwo okaże się jeszcze większym przekleństwem. Zdradzony przez najbliższą rodzinę i lud, właśnie na zmagając się ze srogim morzem, wśród niewolników, znajdzie wiernych druhów. Wszystko to to, aby wrócić do kraju, pomścić ojca, zemścić się na stryju i zasiąść na Czarnym Tronie.

Fabuła zatem dość prosta. Łatwa do ogarnięcia. Mamy prawowitego władcę, którego pozbawiono tronu i zdradzono, a on zmagając się z przeciwnościami losu, za wszelką cenę musi odzyskać to, co jemu się należy. Motyw bardzo popularny w wielu powieściach. Nietrudno też zauważyć nawiązania (a raczej ściągnięte pomysły z innych książek). Mamy Czarny Tron zbudowany przed tysiącami lat przez elfy, mamy ptaki, tu gołębie, wysyłające wiadomości. Nie ma tu natomiast skomplikowanych spisków, rozlewu krwi, brutalności i okrucieństwa. Zatem jeśli ktoś oczekuje wielowątkowych zwrotów akcji, czy opisów rozbudowanych światów, jak u Tolkiena i Martina to się bardzo rozczaruje. Kreacja postaci też pozostawia tu wiele do życzenia. Słabo zarysowane są charaktery bohaterów, a szkoda, bo można by było bardziej rozwinąć. Mało tu też magii. Praktycznie poza zamiłowaniem Yarviego do zielarstwa i historiach opowiadanych przez starszych o elfach, nie mam tu nic.

Całość wypada dobrze, ale tylko dobrze. Wciąga czytelnika, szybko i przyjemnie się ją czyta. Mocną stroną książki są też dowcipne dialogi i humor. Jaki i zakończenie, mimo prostej fabuły, nie będzie przewidywalne. „Pół króla” polecam z całą pewnością młodszym czytelnikom, młodzieży. Choć starsi, doświadczeni raczej, miłośnicy fantasy, również mogą po nią sięgnąć, jako „przerywnik” między opasłymi tomami, gdzie tworzone są bardziej złożone historie.




 Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Rebis za co bardzo dziękuję.
 wyzwanie czytelnicze 2015 - przeczytana w jeden weekend