poniedziałek, 15 sierpnia 2016

„Inés, pani mej duszy” Isabel Allende

Wydawnictwo: Muza
tłumaczenie: Marta Jordan
tytuł oryginału: Inés del alma mia
data wydania: 2008
oprawa: twarda
liczba stron: 400




„Ileż wysiłku i cierpienia niesie ze sobą chrześcijański obowiązek podboju”. Tak uważali hiszpańscy konkwistadorzy, którzy w XVI wieku przypisali sobie prawo odkrywania Nowego Świata. Mało tego mieli jeszcze poczucie, że są panami nowo odkrytej ziemi i „ujarzmienie” ludności jest ich chrześcijańskim obowiązkiem. A Nowy Świat kusił przeogromnym bogactwem, złożami złota, ale też „nagimi i przystępnymi” kobietami. Chętnych więc do podbojów nie brakowało

Isabel Allende przenosi czytelnika właśnie w czasy podboju Nowego Świata. Główną bohaterką jest postać historyczna, Inés Suárez, hiszpańska konkwistadorka, która uczestniczyła w podboju Chile i założeniu miasta  Santiago. Isabel Allende opowiada o wydarzeniach tak, jak zostały one udokumentowane przez kronikarzy. Ograniczyła się jedynie do tego, aby powiązać niektóre wątki ze sobą, a przy tym wykorzystała odrobinę wyobraźni.

Zatem Inés u kresu swoich dni spisuje swoje wspomnienia i opowiada o czynach, których dokonała. Wszystko zaczyna się jeszcze w Hiszpanii, w Plasencii, przygranicznym mieście zamieszkałym przez lud wojowniczy i pobożny. Dorastając w takim małym mieście miała nie za wiele możliwości. Mogła dobrze wyjść za mąż albo pójść do klasztoru. Inés wybrała pierwszą opcję i szybko znalazła odpowiedniego kandydata. Nauczyła się też haftować i szyć, aby móc zarabiać na swoje utrzymanie. Juan, przystojny dziarski junak, poza spełnianiem obowiązków małżeńskich, okazał się jednak lekkoduchem. Czuł się powołany do wielkich czynów, niczym Krzysztof Kolumb. Chłonął opowieści o Nowym Świecie, gdzie największe skarby i zaszczyty tylko czekają na śmiałków gotowych zaryzykować. Juan zaryzykował i zostawiając młodą żonę wyruszył na spotkanie przygody. Zaszczepił jednak w Inés smak łotrzykowskich wypraw. Zresztą Inés wcale nie miała ochoty siedzieć i czekać wiernie na męża, który prawdopodobnie nigdy nie wróciłby z Nowego Świata. Miała tyle szczęścia, że polityka hiszpańskiego królestwa była przychylna łączeniu rodzin. Zależało im, aby rodziny nie były rozdzielone. Tym samym młoda żona dostała pozwolenie na to, aby podążyć na mężem do Nowego Świata. I tu zaczyna się fascynująca przygoda Inés, przygoda, która zapisała się na kartach Historii. „Gdybym została w moim rodzinnym mieście, dziś byłabym szacowną starowinką oślepłą od ciągłego ślęczenia nad igłą przy kaganku. Tam byłam Inés Suárez, szwaczką z ulicy Acueducto. Tutaj jestem doñą Inés Suárez, wielką damą, wdową po jaśnie oświeconym gubernatorze don Rodrigu de Quirodze, zdobywczynią i założycielką Królestwa Chile”.

Trudno teraz streścić ową przygodę, którą przeżyła Inés. Nie jest możliwe opisanie jej w kilku zdaniach. Trzeba po prostu o tym przeczytać, razem z Inés towarzyszyć jej w chwilach podniosłych i tragicznych. Fakty są jednak niezaprzeczalne,  jako jedyna Europejka dołączyła do wyprawy Pedro de Valdivii, który dotarł do Chile. Suárez stała się najpierw jego przyjaciółką, a następnie kochanką. Przez całe życie kierowała się miłością i lojalnością. A to jej pozwoliło na zdobycie tego, czego pragnęła. 

W usta Inés pisarka włożyła opowieści znane z historii powszechnej, mówi o okrutności i bezwzględności hiszpańskich konkwistadorów, o bratobójczych wojnach, opisuje również tych nielicznych, którzy byli prawi i starali się wykonywać dekrety hiszpańskiego monarchy Karola V. Poznajemy codzienne życie żołnierzy, ich przyzwyczajenia, zmagania z tropikalnymi chorobami. Tutaj pisarka nie ma skrupułów, dość dosadnie i okrutnie ocenia Hiszpanów i ich sposoby „ujarzmienia” Indian. Z drugiej strony przedstawia nam obraz Indian, obraz ludzi, którzy pozbawieni zostali własnego miejsca zamieszkania, którzy walczyli o zachowanie swoich przywilejów i poszanowania resztek godności. Dla równowagi, Isabel Allende ukazuje też ciemną stronę Indian i opisuje ich okrucieństwa, brutalne obyczaje. Te opisy zwyczajów Indian, ich obrządków, czy rytuałów stanowią o wyjątkowości powieści. Dopełniają ją opisy przyrody, tej jeszcze dzikiej i nieokiełzanej. „Nie sposób wyobrazić sobie rozległości tych ziem, bezkresnej zieleni ich lasów, obfitości krystalicznych rzek, głębi jezior o spokojnej toni, zasobności kopalń złota i srebra. Ów ląd to spełnienie marzeń nie tyle o skarbach, ile o sławie, o życiu pełną życia, o walce z dzikusami, o wznoszeniu się ponad szarą codzienność – i – z Bożą pomocą – o założeniu dynastii”.

Isabel Allende urzekła mnie po raz drugi. Wspaniały język, fascynujące postacie, nietuzinkowa opowieść. Wszystko to sprawia, że namiętności, pasje, uczucia bohaterów są czytelnikowi bardzo bliskie. Fakty mieszają się z przeczuciami, okrutność życia z zmysłowością. I gdzieś tam unosząca się magia. Magia, to taki motyw przewodni w książkach Isabel Allende. Tutaj duchy przodków Indian przenikają się ze wspomnieniami o bliskich Inés. I tak na brzegiem rzeki Mapocho zamazuje się granica dwóch światów, nadprzyrodzonego i rzeczywistego, a wszystko to układa się w przepiękną opowieść o kobiecie obdarzonej niezwykłą odwagą i wrażliwością. Polecam gorąco!


2 komentarze:

  1. Kolejna powieść Isabel Allende, którą dopisuję do listy "do przeczytania". Brzmi magicznie, cudownie po prostu! Bardzo chcę przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...bo jest cudownie magiczna. A tyle przeleżała ukradkiem u mnie na półce ;)

      Usuń